
Kurs euro EUR/PLN może nadal rosnąć. Cena ropy i Ormuz kluczowe
Para EURPLN w miniony piątek przebiła barierę 4,34, sięgając najwyższego poziomu od listopada 2024 r. Jej kurs pozostaje blisko lokalnego szczytu, nieznacznie powyżej poziomu 4,33.

Para EURPLN w miniony piątek przebiła barierę 4,34, sięgając najwyższego poziomu od listopada 2024 r. Jej kurs pozostaje blisko lokalnego szczytu, nieznacznie powyżej poziomu 4,33.

Realne stopy w Polsce spadną? Może mieć to wpływ na notowania złotego. Lipcowa projekcja NBP może zmieniać punkt odniesienia dla złotego z powodu zmiany realnych stóp, choć sama stopa referencyjna pozostaje na poziomie 3,75%. Przy ostatniej inflacji 2,5% r/r bieżąca realna stopa w Polsce wynosi około 1,25 pp. Jeśli jednak porównać tę samą stopę z podniesioną ścieżką CPI z projekcji NECMOD, to realna stopa spadnie. Dla waluty ma to znaczenie, bo rynek równolegle rozważa scenariusz wyższych stóp w USA i strefie euro.

W nocy ze środy na czwartek para USDJPY ustanowiła maksimum przy 162,84. W ostatnich dniach jen stracił na wartości bardziej, niż inne majors. Spekulanci zdawali się mówić sprawdzam wobec japońskich oficjeli, którzy od kilku dni wyraźnie "grozili" interwencją.

Złoty we wtorek osłabił się, kurs EURPLN wzrósł do 4,30, zaś USDPLN do 3,7650. Na rynkach bazowych EURUSD nie zmienił się, kończąc dzień w okolicy 1,1420.

Japonia właśnie wraca ze stopami procentowymi na poziomy obserwowane ostatnio w połowie lat 90. Tym samym kończy się epoka ultraluźnej polityki pieniężnej tego kraju. Australijczycy stóp nie podnieśli, ale za to uważnie patrzą w kierunku Chin, skąd napływają ambiwalentne odczyty. Do tego wszystkiego Kanada organizuje nie tylko mundial, ale również szczyt G-7.

Jen japoński przypomina obecnie linę w przeciąganiu, gdzie po jednej stronie stoją zdeterminowane władze monetarne, a po drugiej nieubłagane fundamenty rynkowe. Inwestorzy, zamiast ślepo podążać za trendem, zaczynają budować okopy, przygotowując się na scenariusz, w którym japońska waluta odzyskuje dawny blask kosztem dolara.

Dolar amerykański gwałtownie zyskał w poniedziałek na wartości, gdy inwestorzy grający na spadek jego notowań wycofali się po złagodzeniu napięć handlowych między USA a Chinami. Jeszcze mocniej umocnił się chiński juan. Po tej kapitulacji rynek może jednak szukać nowych impulsów niezwiązanych z handlem. Centrum zainteresowania może ponownie stać się rynek amerykańskich obligacji skarbowych.

Rynek walutowy stworzył sytuację, w której do gigantycznych rozmiarów rozrósł się handel oparty na “carry trade”. Konsekwencje nagłego załamania tego schematu mogą być naprawdę poważne. Próbkę takiego finansowego tsunami obserwowaliśmy przed kilkoma miesiącami. Czy się powtórzy?


Weszliśmy w okres roku, w którym eksperci finansowi z całego świata chętnie przewidują, co może zdarzyć się w przyszłym roku. Brane pod uwagę są nie tylko te scenariusze, którym najbliżej do spełnienia, ale też te nieco mniej prawdopodobne tzw. "szare łabędzie". Swoimi prognozami podzielił się Nomura Holding.

Dolar umacniał się na przestrzeni ostatnich dwóch miesięcy. Wygrana Trumpa tylko dodała wiatru w żagle tej wzrostowej fali. Sprawia to, że duża interwencja walutowa w kierunku zniwelowania tej siły wisi w powietrzu.

Ostatni rynkowy krach na giełdzie wywołany został przez likwidację pozycji wynikających ze strategii carry trade. Wszystko przez decyzję Banku Japonii, która wywołała swoisty efekt domina na rynkach finansowych. Ale co ważne nie wszystkie pozycje zostały zlikwidowane, a także nie każdy bank centralny zaczął obniżki stóp procentowych. Czym jest carry trade i czy jest się czego obawiać?

Strategia, która przez lata zapewniała inwestorom stosunkowo „łatwe pieniądze”, teraz powoli traci na znaczeniu. Stabilność japońskiej polityki monetarnej była gwarancją zysków, ale teraz wszystko się zmienia, a konsekwencje zaczynają być coraz bardziej widoczne. Czy nadejdzie efekt domina?



