Reklama
Kurs euro:  4.37
Kurs dolara:  4.08
Kurs funta:  5.18
Kurs franka:  4.58
Ceny w Polsce:
Inflacja:  2.5%
Stopa NBP:  5.75%
Cena Pb95:  6.57
Cena ON:  6.58
Cena węgla:  1088
Kurs euro:  4.37
Kurs dolara:  4.08
Kurs funta:  5.18
Kurs franka:  4.58
Ceny w Polsce:
Inflacja:  2.5%
Stopa NBP:  5.75%
Cena Pb95:  6.57
Cena ON:  6.58
Cena węgla:  1088

Masz ciekawy temat? Napisz do nas

twitter
youtube
facebook
instagram
linkedin
Reklama
Reklama

Prawdziwe ryzyko inwestowania – jakie „czerwone flagi” skrywa rynek akcji?

|
selectedselectedselected
Prawdziwe ryzyko inwestowania – jakie „czerwone flagi” skrywa rynek akcji? | FXMAG INWESTOR
depositphotos.com
Reklama
Aa
Udostępnij
facebook
twitter
linkedin
wykop

Inwestycje na rynkach finansowych są znacznie bardziej ryzykowne, niż to wynika w obowiązujących teorii. Tak twierdzi jeden z najsłynniejszych powojennych matematyków Benoit Mandelbrot w książce „The Misbehavior of Markets: A Fractal View of Financial Turbulence”.

W publikacji (jej polski tytuł to „Niegrzeczne rynki: fraktalny punkt widzenia finansowych turbulencji”) zwrócił moją uwagę rozdział dwunasty zatytułowany „Ten Heresies of Finanace”(„Dziesięć herezji finansów’). W nim autor stawia tezę, że rynki są znacznie bardziej ryzykowne niż standardowe teorie przewidują.

I przypomina tzw. zagadkę premii za akcję (ang. Equity Premium Puzzle). Nazwa wzięła się z artykułu opublikowanego przez Rajnisha Mehra i Edwarda C. Prescotta w 1985 r. zatytułowanego „The Equity Premium: A Puzzle”(„Premia za akcje: zagadka”). Autorzy wyliczyli w nim, że w długom okresie realna(czyli po uwzględnieniu inflacji) różnica w stopie zwrotu między inwestycją w akcje a w amerykańskie bony skarbowe wynosiła (w zależności od tego jaki okres rozpatrujemy) od 4,1 proc. do 8,4 proc.

Z konwencjonalnych teorii wynikało, że tak wysoka premia jest niemożliwa. Stąd dwa wyjaśnienia. Albo rynek jest tak ryzykowny, że bez takiej premii nikt by nie inwestował na giełdach. Albo ludzie obawiają się, że jest tak ryzykowny i bez takiej premii akcji nie kupią.

Reklama

 

 

Ekonomiści zwykle mierzą ryzyko zmiennością cen. A postrzeganie ryzyka przez ludzi na podstawie sondaży. Z wykonanej przez Mehra i Prescotta analizy wynikało, że przyjmując rozsądny poziom awersji do ryzyka premia za inwestowanie w akcje powinna być wyższa niż 1 proc. Tymczasem w analizowanym okresie wyniosła ponad 6 proc.

Kiedy Mahr i Prescott poddali swoją pracę pod ocenę innych ekonomistów praktycznie wszyscy byli przekonani, że gdzieś popełnili oni błąd w obliczeniach. Do tego stopnia, że siedem lat zajęło im przekonywanie redaktorów periodyków naukowych, by zgodzili się na publikację ich analizy.

Reklama

Kiedy już praca się ukazała opublikowano niezliczoną liczbę prac, których autorzy starali się wyjaśnić przyczyny zagadki premii za akcje. Ale zdaniem Mandelbrota autorzy tych wszystkich prac popełniali błąd. Zakładali, że średnia stopa zwrotu ma jakieś znaczenie dla inwestora. Tymczasem dla inwestujących najważniejszą są ekstremalne zyski i straty.

Tylko jeden rok ponadprzeciętnej straty, na przykład obniżenie wartości portfela o ponad jedną trzecią, tak jak to miało miejsce z wieloma akcjami w 2002 r., odstraszyłby od parkietu nawet najodważniejszych. Według Mandelbrota kolejny błąd polega na zakładaniu, że rozkład stóp zwrotu z akcji odpowiada tzw. rozkładowy normalnemu. Jego zdaniem rzeczywiste stopy zwrotu zmieniają się znacznie bardziej.

 

W tym świetle zagadka premii za akcje przestaje być zagadką. Po prostu inwestorzy z krwi i kości wiedzą lepiej niż teoretycy ekonomii, że rynek jest znacznie bardziej ryzykowny, niż wynika to z popularnych modeli. Dlatego domagają się i często dostają wysoką premię za ryzyko. Ten tok rozumowania, że ludzie instynktownie rozumieją iż rynek jest bardzo ryzykowny pozwala wytłumaczyć dlaczego tak duża część majątków ludzi na świecie jest trzymana w gotówce.

Przeciętny makler, opierając się na uznanej teorii Markowtiza-Sharpe`a zaleciłby trzymanie 25 proc. portfela w gotówce, 30 proc. w obligacjach i 45 proc. w akcjach. Ale z opracowania OECD wynika, że większość ludzi tak nie postępuje. Przykładowo japońskie gospodarstwa domowe trzymają 53 proc. swojego majątku w gotówce i ledwo 8 proc. w akcjach. Z kolei Europejczycy mają 28 proc. aktywów w pieniądzu a 13 proc. w walorach. W Ameryce to odpowiednio 13 proc. i 33 proc.

Reklama

Tak więc dla przeciętnego człowieka nie jest najważniejsza długoterminowa stopa zwrotu, ale ryzyko finansowej ruiny. Przez ruinę należy rozumieć spadek wartości portfela inwestycyjnego poniżej jakiegoś pożądanego poziomu. Przyjmując założenie, że rozkład stóp zwrotu z akcji odpowiada rozkładowi normalnemu, to szansa na ruinę to 10 do potęgi minus 20, czyli jeden do sto miliardów miliardów.

 

To znacznie mniejsze prawdopodobieństwo, niż prawdopodobieństwo zdarzenia, że w nasz dom trafi meteoryt. Ale jeżeli, jak twierdzi Mandelbrot, założenie o rozkładzie normalnym stóp zwrotu z akcji nie jest prawdą, to wówczas szanse na utratę dużej części majątku inwestując na giełdzie są znacznie, znacznie wyższe.

To tylko przykład tego jakiego rodzaju analizy możemy znaleźć w recenzowanej publikacji. Ale „The Misbehavior of Markets” to nie tylko dywagacje o zarabianiu pieniędzy na parkiecie. To także miniautobiografia Mandelbrota, który urodził się w 1924 r. w Warszawie, w której mieszkał do 12 roku życia. Po czym przeprowadził się do Francji. We wstępie znajdziemy opis tego jak Mandelbrot, jako osoba żydowskiego pochodzenia, musiał ukrywać się we Francji pod okupacją nazistów.

Któregoś dnia grupa członków ruchu oporu zaatakował niemieckie więzienie, w którym znajdował się jego ojciec. Bojownicy rozbroili strażników i polecili więźniom, by uciekali. Zdezorientowani ruszyli cała grupą, główną drogą w kierunku sąsiedniego miasta Limoges. Po pół kilometrze drogi ojciec Mandelbrota uznał, że ucieczka w ten sposób to głupota. I odłączył się od tłumu wchodząc w gęsty las.

Reklama

 

Zobacz także: eurodolar (EUR/USD) obrywa po publikacji danych ze strefy euro

 

 

Niedługo później usłyszał jak niemiecki bombowiec nadleciał na grupę zbiegów i zrzucił bombę. Z tych, którzy opuścili niemieckie więzienie tylko ojciec Mandelbrota przeżył. „Tak mój ojciec postępował przez całe życie. Był niezależnie myślącym człowiekiem – i taki też jestem ja” – podsumował tę opowieść matematyk.

„The Misbehavior of Markets” to zatem unikalne połączenie opowieści autobiograficznej z przemyśleniami na temat inwestowania na współczesnych rynkach finansowych. Nassim Nicholas Taleb, autor jednej z najbardziej wpływowych ekonomicznych książek jakie napisano po II wojnie światowej „Czarny łabędź” napisał o recenzowanej publikacji, że „to najgłębsza i najbardziej realistyczna książka o finansach jaką kiedykolwiek opublikowano”.

Reklama

To nie lada komplement. Zresztą pod wieloma względami publikacja Mandelbrota przypomina pisarstwo Taleba. Tak więc, jeżeli ktoś jest fanem wywodzącego się z Libanu teoretyka inwestowania, to „The Misbehavior of Markets” powinien mu się spodobać. Książkę czyta się dobrze, co wynika po części z wstawek autobiograficznych, które ożywiają lekturę.

Atrakcyjny sposób pisania jest też zapewne zasługą współautora publikacji – Richarda L. Hudsona – reportera, dziennikarza i redaktora z wieloletnim doświadczeniem. „The Misbehavior of Markets” to jedna z ważniejszych książek dotyczących inwestowania jakie ukazały się na na światowym rynku w ostatnich dekadach.

 

Tym bardziej zdumiewające jest to, że publikacja nigdy nie ukazała się w języku polskim, choć ciągle jest czytana, o czym świadczą kolejne je wznowienia, i to nawet bez aktualizacji głównego autora, który zmarł w 2010 r. w wieku 85 lat. Podsumowując: bardzo polecam bez większych zastrzeżeń.

W 2008 r. akademicy Lubos Pastor i Robert F. Stambaugh dodali bardzo interesujący wątek do rozważań o ryzyku inwestowania w akcje. Wątek ten poruszyli w pracy „Are Stocks Really Less Volatile in the Long Run?” („Czy akcje są naprawdę mniej ryzykowne w długim okresie?”). Zdaniem naukowców powszechne przekonanie, że im dłużej trzymamy oszczędności na giełdzie tym ryzyko jest mniejsze, jest mitem.

Reklama

Mitem, który powstał ponieważ ryzyko na giełdzie mierzymy na podstawie danych historycznych. A w danych historycznych znamy już średnią stopę zwrotu. I to jak bardzo stopa zwrotu w badanych okresach odbiega od tej średniej. Tymczasem dzisiejszy inwestor nie zna przyszłej stopy zwrotu. I to sprawia, że będzie doświadczać dodatkowego ryzyka. Ryzyka, które będzie tym wyższe im dłużej trzymamy środki na parkiecie. A to dlatego, że to ryzyko się kumuluje na podobnej zasadzie na jakiej procent składany zwiększa długookresową stopę zwrotu.

 

Chcesz więcej? Sprawdź najnowsze artykuły na blogi.bossa.pl.

Czytaj więcej 

 

Reklama

Opinie, założenia i przewidywania wyrażone w materiale należą do autora publikacji i nie muszą reprezentować poglądów DM BOŚ S.A. Informacje i dane zawarte w niniejszym materiale są udostępniane wyłącznie w celach informacyjnych i edukacyjnych oraz nie mogą stanowić podstawy do podjęcia decyzji inwestycyjnej. Nie należy traktować ich jako rekomendacji inwestowania w jakiekolwiek instrumenty finansowe lub formy doradztwa inwestycyjnego. DM BOŚ S.A. nie udziela gwarancji dokładności, aktualności, oraz kompletności niniejszych informacji. Zaleca się przeprowadzenie we własnym zakresie niezależnego przeglądu informacji z niniejszego materiału.

Niezależnie, DM BOŚ S.A. zwraca uwagę, że inwestowanie w instrumenty finansowe wiąże się z ryzykiem utraty części lub całości zainwestowanych środków. Podjęcie decyzji inwestycyjnej powinno nastąpić po pełnym zrozumieniu potencjalnych ryzyk i korzyści związanych z danym instrumentem finansowym oraz rodzajem transakcji. Indywidualna stopa zwrotu klienta nie jest tożsama z wynikiem inwestycyjnym danego instrumentu finansowego i jest uzależniona od dnia nabycia i sprzedaży konkretnego instrumentu finansowego oraz od poziomu pobranych opłat i poniesionych kosztów. Opodatkowanie dochodów z inwestycji zależy od indywidualnej sytuacji każdego klienta i może ulec zmianie w przyszłości. W przypadku gdy materiał zawiera wyniki osiągnięte w przeszłości, to nie należy ich traktować jako pewnego wskaźnika na przyszłość. W przypadku gdy materiał zawiera wzmiankę lub odniesienie do symulacji wyników osiągniętych w przeszłości, to nie należy ich traktować jako pewnego wskaźnika przyszłych wyników.

Masz ciekawy temat? Napisz do nas

Chcesz, żebyśmy opisali Twoją historię albo zajęli się jakimś problemem?

Masz ciekawy temat? Napisz do nas

Napisz do redakcji


Aleksander Piński

Aleksander Piński

Od 2001 r. pisze o ekonomii. Były zastępca szefa działu Biznes „Wprost”. W latach 2005-2009 główny autor listy 100 najbogatszych Polaków. W 2009 r. wyróżniony w organizowanym przez NBP konkursie im. Władysława Grabskiego za serię artykułów o przyczynach kryzysu finansowego.


Reklama

Czytaj dalej