Reklama
Kurs euro:  4.34
Kurs dolara:  4.05
Kurs funta:  5.15
Kurs franka:  4.58
Ceny w Polsce:
Inflacja:  2.5%
Stopa NBP:  5.75%
Cena Pb95:  6.57
Cena ON:  6.58
Cena węgla:  1100
Kurs euro:  4.34
Kurs dolara:  4.05
Kurs funta:  5.15
Kurs franka:  4.58
Ceny w Polsce:
Inflacja:  2.5%
Stopa NBP:  5.75%
Cena Pb95:  6.57
Cena ON:  6.58
Cena węgla:  1100

Masz ciekawy temat? Napisz do nas

twitter
youtube
facebook
instagram
linkedin
Reklama
Reklama

Czy Cyfrowe Waluty Banków Centralnych to ostateczna forma inwigilacji?

|
selectedselectedselected
Czy Cyfrowe Waluty Banków Centralnych to ostateczna forma inwigilacji? | FXMAG INWESTOR
freepik.com
Reklama
Aa
Udostępnij
facebook
twitter
linkedin
wykop

Cyfrowe waluty banków centralnych, a dokładniej CBDC, dla nieobeznanej osoby mogą wywołać automatyczne skojarzenie z kryptowalutami pokroju Bitcoina czy Ethereum, które - choć zdobyły w ostatnich latach duży rozgłos, głównie wśród młodszego pokolenia - nadal są do pewnego stopnia egzotyką. Instrumenty te jednak nie mają ze sobą za wiele wspólnego, poza wykorzystywaną technologią. Gdy uwagę rynku przykuwają mocne wahania notowań BTC i ETH, banki centralne nieco na uboczu opracowują projekty, które są w stanie odmienić nasze życie gospodarcze na dobre. Ceną za nowy poziom wygody byłaby, jak to zwykle bywa, rezygnacja z kolejnej dozy naszej prywatności.

Jak to jest z tymi pieniędzmi?

Utarta definicja, wtłaczana w głowy młodych ekonomistów głosi, że pieniądz to każdy powszechnie przyjmowany ekwiwalent wartości, wyróżniający się również właściwościami tezauryzacyjno-oszczędnościowymi, szczególnie obecnie poddawanymi w wątpliwość. To oczywiste, że wizerunek króla, który trzymamy w ręce, sam w sobie nie niesie jakiejkolwiek wartości. Współczesny pieniądz jest podwartościowy – jego materialna wartość ogranicza się do marginalnej ceny papieru, na którym go nadrukowano. A jednak wszyscy zabiegamy o te bezwartościowe papierki. Szkopuł tkwi w tym, że wartość nadaje im instytucja, która za nimi stoi – bank centralny, będący poprzez swoje rezerwy gwarantem ich wartości.

Nie zawsze wyglądało to tak samo. Odejście od wymiany barterowej wiązało się z ewolucją różnorodnych form płatniczych: od kruszców szlachetnych, przez monety, aż po banknoty, które pierwotnie były poświadczeniami zdeponowania fizycznego złota u złotnika. Nowe czasy wymagały jednak nowych rozwiązań i na dobre oderwały pieniądz od jego fizycznej postaci w formie kruszcu. Wolumen operacji gospodarczych wzrastał wiele szybciej niż zasoby złota, które mogłyby go obsłużyć. Analogicznie sytuacja wygląda obecnie. Rewolucja komputerowa, a następnie internetowa, umożliwiła znacznie zacieśnienie więzów handlowych na całym świecie. Aktywność gospodarcza wystrzeliła – wszyscy chcą tylko szybciej i więcej. Obrót gotówką jest zbyt wolny, zatem sięgnięto po możliwości sieci, by przyspieszyć i ułatwić rozliczenia. Tutaj na dobrą sprawę moglibyśmy się zatrzymać.

Czego bowiem trzeba nam więcej? Mamy przecież zaawansowane systemy rozliczeń, a pieniądz bankowy poprzez plastikowe karty wypływa z naszego konta w zaledwie parę sekund po przyłożeniu do terminala. Okazuje się, że ciągle nam mało. Standardowe rozliczenia rynkowe zajmują dwa dni robocze, przelewy natychmiastowe wiążą się z dodatkowymi kosztami, a systemy bankowe mają ograniczoną przepustowość. Co więcej, niedoskonała infrastruktura informatyczna pozostaje ciągłym celem ataków. W tym właśnie miejscu do gry wchodzą Cyfrowe Waluty Banków Centralnych (CBDC – Central Bank Digital Currency), które mają stanowić nowy, ostateczny produkt ewolucji pieniądza. Przynajmniej do czasu, gdy nie stwierdzimy, że znowu trzeba nam czegoś więcej…

(Krypto)waluty cyfrowe

Reklama

CBDC nie należy mylić z kryptowalutami, choć oba te rozwiązania oparte są o podobne założenia i systemy. Główna różnica jest taka, że kryptowaluty z definicji pozostają poza jakąkolwiek jurysdykcją. Nie ma instytucji stojącej za kryptowalutą jak np. NBP za emisją polskiego złotego. Oczywiście zdarzają się skrajne sytuacje, w których pojedyncza grupa jest w stanie przejąć ponad połowę mocy obliczeniowych w ramach danej sieci i ją kontrolować, jednak w znaczących projektach to ryzyko staje się marginalne. Co więcej, wartość kryptowalut – choć ich zwolennicy bardzo się na to stwierdzenie zżymają – jest stricte wirtualna. Nie występują jakiekolwiek twarde, fizyczne rezerwy, które miałyby podtrzymywać wartość Bitcoina, Etheru czy Dogecoina. Są one warte dokładnie tyle, ile ktoś chciałby za nie w danym momencie zapłacić.

Zgoła inaczej sprawa ma się z CBDC, gdzie gwarantem bezpieczeństwa i wartości jest krajowy bank centralny, odpowiedzialny za emisję waluty cyfrowej. CBDC to zatem w istocie dolar czy euro przeniesione całkowicie w przestrzeń wirtualną. Dalej jednak stoją za nimi fizyczne rezerwy, np. złota. To, co zbliża do siebie kryptowaluty i cyfrowe waluty banków centralnych to wykorzystywana technologia - blockchain.

Excel na sterydach

Blockchain to w swobodnym tłumaczeniu system łańcucha bloków, co można przyrównać do arkusza kalkulacyjnego. Załóżmy, że dysponujemy ogromnym, krajowym czy nawet globalnym Excelem, w którym zapisujemy transakcje. Blockchain umożliwia błyskawiczne uaktualnianie takiego arkusza i ze względu na swoje rozproszenie zapewnia, że dane raz tam wprowadzone już zawsze w nim zostaną (co może mieć naturalnie również swoją złą stronę). Dany blockchain pełni zatem tutaj również funkcję poświadczenia autentyczności, operując w oparciu o odpowiednie mechanizmy weryfikacyjne. Całość miałaby dawać realne przyspieszenie rozliczania transakcji i gładko obsłużyć wzrost ich wolumenu.

Bardzo popularne stało się, by nowe projekty informatyczne opierać o blockchain, np. Ethereum, którego kod źródłowy gros banków centralnych wykorzystuje do tworzenia swych CBDC. Nie brakuje jednak głosów krytycznych wobec łańcucha bloków, zużywającego nieracjonalnie duże ilości mocy obliczeniowych, a przez to również energii elektrycznej. Nie można go przez to nazwać rozwiązaniem specjalnie proekologicznym. Nie jest też magiczną pigułką na wszelkie bolączki, choć należy podkreślić jego jedną, bardzo dużą zaletę. Załóżmy, że wyeliminowaliśmy gotówkę, posiadamy tylko CBDC bezpośrednio na naszych urządzeniach mobilnych. Co w przypadku, gdy zabraknie prądu w ramach ataku terrorystycznego o skali krajowej albo katastrofy naturalnej? Ryzyko to bardzo bierze sobie do serca japoński bank centralny z uwagi na fakt, że Japonia leży w strefie sejsmicznej. Blockchain, działający jako rozproszona księga (zdecentralizowany Excel) ma tę przewagę, że nawet w tak skrajnych warunkach umożliwia zawieranie transakcji do pewnego stopnia offline!

Czemu komuś zależałoby na wyeliminowaniu gotówki?

Główny problem z CBDC jest taki, że upatruje się w nim ostatecznego rozwiązania problemu gotówki, co już naturalnie wzmaga podejrzenia o stojące za tym ukryte cele. Żywa gotówka bowiem gwarantuje anonimowość, a wszelkie transakcje cyfrowe zawsze zostawiają po sobie jakiś ślad. Niemniej jednak, gotówka jest problematyczna dla określonych grup interesów z co najmniej kilku powodów. Po pierwsze, jej eliminacja usprawniłaby domknięcie systemu podatkowego i ograniczenie działalności szarej strefy czy aktywności przestępczej. Łatwiej również byłoby zmusić obywateli do wydawania pieniędzy, co poprawiłoby możliwości oddziaływania na koniunkturę, co omówię jeszcze przy modelu chińskim.

Reklama

Czy Cyfrowe Waluty Banków Centralnych to ostateczna forma inwigilacji? - 1

Czy Cyfrowe Waluty Banków Centralnych to ostateczna forma inwigilacji? - 1

Początkowo kryzys pandemiczny przyniósł znaczące skoki pieniądza w obiegu, początkiem 2022 roku zaś katalizatorem do wypłacania gotówki był atak Rosji na Ukrainę. Masowe wypłaty w okresach napięć i niepokojów społecznych są powszechnym zjawiskiem ekonomicznym.

Bez gotówki udałoby się też uniknąć ryzyka kryzysów płynności banków komercyjnych, kiedy to klienci z różnych powodów szturmują bankomaty, by masowo wypłacać oszczędności (jak chociażby w przypadku ataku Rosji na Ukrainę). Wirtualny pieniądz ograniczyłby też koszty operacyjne samych banków, które muszą utrzymywać sieć logistyczną dostaw gotówki. Ostatecznie, banki centralne mogłyby wreszcie wprowadzić realne ujemne oprocentowanie depozytów w warunkach kryzysów gospodarczych – jeśli nie ma gotówki, to nie ma jak do niej uciec od ujemnie oprocentowanych środków na swym koncie. Pojawiają się również quasi-fantastyczne teorie, nawiązujące do odwiecznego problemu „brudnego” pieniądza, który może przenosić patogeny i przyczyniać się do rozwoju epidemii. Nie brakuje też przekonanych, że to kolejny spisek międzynarodowej finansjery, by ostatecznie podporządkować sobie szare masy.

Ufasz bardziej Zuckerbergowi czy własnemu państwu?

Istnieją również nieco bardziej egzotyczne i kontrowersyjne projekty, sytuujące się gdzieś pomiędzy całkiem zdecentralizowanymi kryptowalutami a kontrolowanymi przez państwo walutami cyfrowymi. Mowa o prywatnych walutach cyfrowych, takich jak projekt spod skrzydeł Facebooka – Libra, przemianowana później na Diem. „Waluta Facebooka” przedstawiana była jako całkowita rewolucja – prywatna waluta cyfrowa, której wahania wartości są zminimalizowane dzięki powiązaniu z koszykiem walut, składającym się z dolara, euro czy funta. Nad wszystkim czułą opiekę rozpościerałoby stowarzyszenie Libra, złożone z Facebooka oraz jego kluczowych partnerów biznesowych.

Projekt od początku budził kontrowersje – użytkownicy oddawaliby bowiem jeszcze większą dozę swojej prywatności korporacji oskarżanej o ciągłe wykorzystywanie wrażliwych danych klientów. Wolałbyś, by kompletną bazą danych Twoich transakcji dysponował Facebook, który i tak już wie o Tobie bardzo wiele czy agencja rządowa? Odpowiedź nie jest tak jednoznaczna, a kontrola zwykłego obywatela nad poczynaniami jednego i drugiego jest niemal zerowa.

Reklama

Projekt Diem, mimo swych ambitnych planów, został zatopiony przez globalnych legislatorów – początkowo w Stanach Zjednoczonych, gdzie natrafił na stanowczy opór ze strony SEC (Komisji Giełd i Papierów Wartościowych). Projekt ewakuowano do bardziej liberalnej i otwartej na finansowe innowacje Szwajcarii, która również nie była szczególnie przychylna prywatnej walucie. Wszędzie, gdzie Diem podejmował próby wdrożenia swojego planu, pojawiał się opór ze stron rządowych, wynikający najpewniej z ogromnego zagrożenia utratą kontroli nad systemem walutowym, który stanowi łakomy kąsek dla globalnych korporacji.

Ostatecznie początkiem 2022 roku eksperyment Facebooka został porzucony a pozostałości po nim sprzedano amerykańskiej spółce Silvergate, operującej w obszarze innowacyjnych finansów. Okazuje się, że dane o transakcjach są zbyt czułe, by oddać je w prywatne ręce i nie wydaje się, by również w przyszłości władze pozwoliły na utratę tej kontroli.

Twoje pieniądze pod naszą kontrolą

Z kontrolą tą wiąże się jednak większe oddanie pola naszej prywatności w rządowe ręce. Ze swymi zamiarami nie kryje się w ogóle bank centralny Rosji, który pracuje nad cyfryzacją rubla. Prezes przed dwoma laty stwierdziła wprost: prywatność CBDC – tak, anonimowość – nie. Czemu jednak rządzącym tak zależy na pełnej kontroli, a światowe banki centralne ścigają się, by jak najszybciej wprowadzić swoje waluty cyfrowe?

Władzę w globalnym systemie finansowym dzierży obecnie dolar, Chiny zaś mają imperialne ambicje, by zmienić rozkład sił, oferując jako pierwsi funkcjonalną walutę cyfrową, dodatkowo przejmując część rozliczeń transakcji ropą naftową. Jeśli bowiem światowe rynki podchwyciłyby rozwiązanie chińskie i zaczęły rozliczać transakcje w (e‑)juanach, Chiny odebrałyby dolarowi kontrolę nad systemem finansowym, co z kolei osłabiłoby globalną dominację Stanów Zjednoczonych.

Czy Cyfrowe Waluty Banków Centralnych to ostateczna forma inwigilacji? - 2

Czy Cyfrowe Waluty Banków Centralnych to ostateczna forma inwigilacji? - 2

Reklama

Udział chińskiego Renminbi w wolumenie rozliczeń walutowych w perspektywie ostatnich lat przyspiesza. Dedolaryzacja sięga też rynku ropy, gdzie Saudyjczycy prowadzą rozmowy z Chinami, by wyceniać część eksportowanej ropy w chińskiej walucie.

Podczas gdy USA i inne kraje dopiero projektują swoje CBDC, cyfrowy juan przeszedł już pierwsze testy w niektórych regionach kraju, a władze mają jednoznaczne ambicje, by wyprzeć gotówkę. Jednocześnie wprowadzane są nad wyraz kontrowersyjne rozwiązania, takie jak ustalenie daty ważności posiadanych środków. Jeśli nie wydamy ich przed określonym terminem, nasze juany stracą ważność i staną się bezwartościowe. Jest to oczywiście najbardziej radykalny i ostateczny sposób, by nakręcać koniunkturę w czasach recesji. Ludzie mają wtedy naturalną tendencję do ograniczania swojej konsumpcji – w przyszłości mogą jednak stanąć przed zero-jedynkowym wyborem: albo wydajesz, albo Twoje pieniądze stracą ważność.

Czy w takiej dystopijnej rzeczywistości, z braku alternatywy nastąpi masowa ucieczka do kryptowalut? W zależności od kraju, rządzący tolerują je w mniejszym lub większym stopniu. Gdy jednak zaczną być postrzegane jako realna alternatywa względem CBDC, z pewnością temat ten stanie się dla określonych sfer niewygodny. Może zatem w czasach kompletnej cyfryzacji czeka nas renesans twardej waluty, kiedy to błyszczeć będą surowce, przede wszystkim metale szlachetne? Czas pokaże.

Twój Prezes na straży gotówki

Nie wszędzie jednak rządzący mają tak kontrowersyjne zapędy jak w Chinach. W Polsce NBP najpierw odżegnywało się od walut cyfrowych (podobnie jak Ministerstwo Finansów), by wreszcie przyznać, że analizy trwają i się intensyfikują. Na straży banknotów stoi Prezes Glapiński, który kładzie się Rejtanem przed zapędami jej wyeliminowania.

Dla Amerykanów natomiast cyfryzacja dolara jest kwestią „być albo nie być” w kontekście wyścigu technologicznego z Chinami, w którym są już daleko w tyle za Państwem Środka. Nie mówi się jednak ani w FED-zie, ani w EBC o całkowitym zastąpieniu gotówki, zapewne licząc na to, że z biegiem czasu popyt na papierowy pieniądz ze strony obywateli i tak spadnie.

Reklama

W Chinach cyfrowy pieniądz jest sposobem na zdobycie finansowej hegemonii i wzmożenie kontroli nad obywatelami i koniunkturą. Dość łatwo wyobrazić sobie scenariusz, w którym nieposłuszny obywatel w sytuacji braku gotówki może łatwo zostać odcięty od części, a nawet całości swych środków. Jednostki są tu jednak tylko pionkami, a prawdziwa gra toczy się między mocarstwami. Pozostaje mieć tylko nadzieję, że w naszych warunkach owa „dobra zmiana” nie będzie forsowana na modłę chińską.

Masz ciekawy temat? Napisz do nas

Chcesz, żebyśmy opisali Twoją historię albo zajęli się jakimś problemem?

Masz ciekawy temat? Napisz do nas

Napisz do redakcji


Dawid Lesznik, CIIA

Dawid Lesznik, CIIA

Doradca Inwestycyjny, Certified International Investment Analyst, Makler Papierów Wartościowych. Jako ekonomista specjalizuje się w zagadnieniach z zakresu polityki monetarnej, analizy makroekonomicznej i finansów behawioralnych


Reklama

Czytaj dalej