Reklama
Kurs euro:  4.28
Kurs dolara:  3.96
Kurs funta:  5.04
Kurs franka:  4.36
Ceny z Polski:
Inflacja:  2.5%
Stopa NBP:  5.75%
Cena Pb95:  6.57
Cena ON:  6.58
Cena węgla:  1088
Kurs euro:  4.28
Kurs dolara:  3.96
Kurs funta:  5.04
Kurs franka:  4.36
Ceny z Polski:
Inflacja:  2.5%
Stopa NBP:  5.75%
Cena Pb95:  6.57
Cena ON:  6.58
Cena węgla:  1088

Masz ciekawy temat? Napisz do nas

twitter
youtube
facebook
instagram
linkedin
Reklama
Reklama

stopy procentowe nbp

Po wywołanym pandemią wstrząsie rynków na początku roku w kolejnych miesiącach rozwinął się jasny trend ucieczki z bezpiecznego USD. Słabość dolara oznacza jednak siłę innych walut, a w dobie odbudowy gospodarczej żaden kraj nie będzie spokojnie tolerował pogorszenia konkurencyjności. Stoimy przed ryzykiem wybuchu utajonej wojny walutowej.

Kryzys wywołany pandemią koronawirusa nie da się porównać do innych zdarzeń, jakie w przeszłości nawiedzały rynki finansowe. Nowe warunki wymagały odważnych decyzji politycznych. Zastopowanie aktywności gospodarczej w kluczowych gospodarkach świata wywołało skokowy wzrost obaw o utratę wartości ryzykownych aktywów i spowodowało ucieczkę w płynność. Bezpieczeństwa szukano w amerykańskim dolarze, co m.in. podsycało panikę wokół gospodarek wschodzących z wysokim zadłużeniem denominowanym w USD. Rezerwa Federalna i inne banki centralne musiały przystąpić do działania, by zagwarantować nieograniczoną płynność i zdławić obawy o niedobory pieniądza. Stopy procentowe zostały ścięte do zera. Uruchomiono liczne programy wsparcia płynnościowego i pożyczkowego dla instytucji finansowych, ale też celowe dla ratowania firm niefinansowych przed bankructwem. Po ustabilizowaniu sytuacji na rynkach finansowych rozpoczął się mozolny proces odbudowy gospodarczej, gdzie banki centralne (obok pakietów fiskalnych) wciąż odgrywają istotną rolę.

Gdy wstępna panika została opanowana, a COVID-19 przestał być tajemniczym i nieznanym wrogiem, rynki zaczęły dyskontować powrót globalnego ożywienia i realizować schemat poszukiwania wyższej stopy zwrotu w ryzykownych aktywach. Bezpieczny dolar przestał być komukolwiek potrzebny, co rozpoczęło masowy odpływ i trend deprecjacyjny amerykańskiej waluty. Na pokryzysowym rynku wybór aktywów jest szeroki: rynki długu w krajach, gdzie stopy procentowe nie zostały sprowadzone do zera; rynki akcji; metale szlachetne windowane przez perspektywy długiego utrzymania ultra łagodnej polityki Fed oraz pęczniejących deficytów budżetowych. Współgra to z oceną długoterminowych kosztów polityki fiskalnej i monetarnej. Rząd USA przeznaczył ponad 2,5 bln USD (ponad 13 proc. PKB) na przeciwdziałanie skutkom pandemii, podczas gdy Fed ściął stopy procentowe o 150 bp do 0-0,25 proc., a także wznowił skup aktywów w nieograniczonej ilości.

Po wielkich globalnych kryzysach zawsze rozpoczyna się wyścig, kto szybciej wyciągnie się z zapaści. Decyzje podejmowane są przede wszystkim z myślą o korzyściach dla krajowej gospodarki, a słaba waluta jest dużą zaletą w procesie odbudowy ożywienia i poprawy warunków wymiany handlowej. Z drugiej strony nikt nie chce ponosić kosztu umacniania się własnej waluty. Nie minie dużo czasu, kiedy banki centralne, inne niż Fed, zaczną odczuwać niezadowolenie z umocnienia krajowych walut.

Reklama

Niektóre banki centralne w przeszłości nie raz podkreślały swoją niechęć do zbyt silnej waluty. Wiele się dyskutuje o umownych poziomach USD/JPY, które uruchamiają werbalne interwencje Banku Japonii. Komunikaty Banku Rezerwy Australii i Banku Rezerwy Nowej Zelandii niejednokrotnie zawierały odniesienia do siły waluty i jej niekorzystnych skutkach dla prowadzenia polityki pieniężnej. Wreszcie Szwajcarski Bank Narodowy, który od lat (z różnymi rezultatami) angażuje się w bezpośrednią sprzedaż franka. Mimo że państwa G20 corocznie deklarują powstrzymywanie się przed dewaluacją walut na rzecz poprawy konkurencyjności, rzeczywistość jest bardziej skomplikowana.

Jednak to ruchy największych „graczy” będą mieć najpoważniejsze implikacje dla trendów na rynkach finansowych. Z Fed porównywać może się jedynie Europejski Bank Centralny. Znaczenie rajdu EUR/USD dla postrzegania ogólnej sytuacji na rynku FX jest nie do przecenienia. Udział EUR w konstrukcji indeksu dolarowego DXY wynosi 57,6 proc.; drugi JPY odpowiada za 13,6 proc., a trzeci GBP za 11,9 proc. Między euro i resztą jest przepaść. Nie dziwi więc, że jakikolwiek impuls wzrostowy zakiełkuje na EUR/USD, szybko nadaje ton dla zmian na pozostałych parach z dolarem. Ale kurs EUR ma duże znaczenie gospodarcze – handel zagraniczny (jako suma eksportu i importu dóbr i usług) generuje prawie 90 proc. PKB strefy euro. Rajd EUR/USD o 11 proc. od maja (choć tylko ok. 6 proc. od początku roku) i skok nominalnego kursu efektywnego do poziomów niewidzianych od 2009 r. nie mogły ujść uwadze decydentów z EBC.

Prędzej czy później w komentarzach przedstawicieli banku zaczną się pojawiać pierwsze oznaki zaniepokojenia siłą waluty. Komunikat po posiedzeniu EBC może zostać wzbogacony o frazę, za którą w przeszłości kryło się obserwowane niezadowolenie z umocnienia euro, czyli „nieuzasadnione zacieśnianie warunków finansowych”.

EBC też ma narzędzia, którymi może konkurować z ultra gołębim nastawieniem Fed i tym samym neutralizować wzrosty EUR/USD. Podobnie jak Fed, także i EBC dokonuje w tym roku rewizji swojego nastawienia. Może również zagwarantować ekspansję monetarną i niższe stopy procentowe na wiele lat. Kryzys COVID-19 jest idealnym pretekstem, by odsunąć na bok obawy o koszty ujemnych stóp procentowych i masowego skupu aktywów. Może też posłużyć jako wymówka, by na chwilę (lub na dłużej) zaprzestać przestrzegania międzypaństwowych zobowiązań o nieingerowaniu w kurs walutowy. Choć EBC może nie być w stanie przebić deklaracji Fed o nielimitowanym skupie aktywów, tak w temacie głębokości cięć stóp procentowych to EBC wykazuje większą śmiałość (stopa depozytowa -0,50 proc.).

Co to może oznaczać dla rynku walutowego? Przede wszystkim zatarciu ulegnie panujące obecnie przekonanie o jednokierunkowości zmian w myśl „sprzedawaj USD, kupuj wszystko inne”. Banki centralne (nie tylko Fed i EBC) mogą zacząć prześcigać się w deklaracjach, kto dłużej zobowiąże się utrzymywać ekspansywną politykę, by tylko hamować aprecjację waluty. W rezultacie dojdzie do istotnej zmiany oczekiwań dla kursów walutowych. Złagodzenie stanowiska EBC może doprowadzić do tego, że EUR/USD z 1,20 nie będzie kontynuował wzrostu do 1,25, a zawróci do 1,15. Ruch ze strony Banku Japonii przekreśli szansę na zjazd USD/JPY do 100. Bank Anglii może zdecydować się na ujemne stopy procentowe, by osłabić funta i złagodzić wejście gospodarki w pobrexitową rzeczywistość. Jeżeli za żadnym poziomem kursu w średnim terminie nie będzie stał silny konsensus, oznaczać to będzie podwyższoną zmienność.

Reklama

Żadna z decyzji banków centralnych nie będzie wprost nakierowana na osłabienie waluty, ale konsekwencją działań będzie walka o poprawę konkurencyjności na rynku światowym. Utajona wojna walutowa może za kilka miesięcy stać się nowym motywem przewodnim dla rynku walutowego.

Czytaj więcej