Reklama
Kurs euro:  4.29
Kurs dolara:  4
Kurs funta:  5.07
Kurs franka:  4.48
Ceny w Polsce:
Inflacja:  2.5%
Stopa NBP:  5.75%
Cena Pb95:  6.57
Cena ON:  6.58
Cena węgla:  1100
Kurs euro:  4.29
Kurs dolara:  4
Kurs funta:  5.07
Kurs franka:  4.48
Ceny w Polsce:
Inflacja:  2.5%
Stopa NBP:  5.75%
Cena Pb95:  6.57
Cena ON:  6.58
Cena węgla:  1100

Masz ciekawy temat? Napisz do nas

twitter
youtube
facebook
instagram
linkedin
Reklama
Reklama

kurs hrywny do złotego

Ostatni tydzień na krajowym rynku stopy procentowej przyniósł gwałtowną przecenę polskich obligacji skarbowych. Rentowności papierów 10-letnich na krótko podskoczyły w czwartek nawet w okolice 2,0%. Oznaczało to wzrost o ponad 30 pb. w porównaniu do końca poprzedniego tygodnia. Tak silny wzrost rentowności obligacji był wywołany rosnącymi oczekiwaniami inflacyjnym na świecie. Praktycznie wszystkie odczyty w Europie (w tym w naszym regionie), a także w USA pokazały gwałtowny wzrost inflacji w relacji do marca, dodatkowo znacząco przekraczający prognozy rynkowe. To doprowadziło do wzrostu rentowności Bundów i US Treasuries, a także nasiliło oczekiwania na szybszą globalną normalizację polityki pieniężnej, w tym również w Polsce.

W najbliższych dniach polski rynek długu pozostawać może jeszcze pod negatywnym wpływem publikacji krajowych danych makroekonomicznych za kwiecień,

a także wzrostu podaży papierów dłużnych na rynku pierwotnym. Biorąc pod uwagę jednak gigantyczną skalę przeceny obligacji, do jakiej doszło w ostatnim tygodniu, pojawia się przestrzeń do odreagowania i spadku rentowności. Inwestorzy mogą wykorzystać spadki cen do zajęcia długich pozycji, co sprzyjać będzie silnemu odreagowaniu. Taki scenariusz wspierać będą skupy obligacji prowadzone przez NBP i wypowiedzi członków RPP. Większość przedstawicieli Rady wyraźnie zwraca uwagę, że zamierza utrzymywać stopy procentowe na dotychczasowym poziomie aż do końca swojej kadencji, czyli w większości przypadków do początku 2022 r. Na ich decyzje nie powinny wpływać ewentualne wzrosty ścieżki inflacyjnej w kolejnych miesiącach. Takie komentarze powinny chłodzić obawy rynkowe. Dlatego oczekiwać można, że notowania 2-letnich papierów trzymać się będą blisko 0,10%, a 10-letnich spadać w dalszej części II kw. 2021 r. w okolice nawet 1,65%.  Nowy program prezentowany przez Zjednoczoną Prawicę nie powinien mieć istotniejszego wpływu na notowania w perspektywie najbliższych miesięcy. 

Prognozujemy, że w kwietniu przeciętna płaca w sektorze przedsiębiorstw (20 V),

indeks PPI (21 V) i produkcja przemysłowa (24 V) wzrosły o odpowiednio: 9,4% r/r, 34,8% r/r i 5,2% r/r w porównaniu z 8,0%, 18,9% i 3,9% w marcu. Przy interpretacji danych należy jednak pamiętać, że decydujący wpływ będą miały efekty niskiej bazy statystycznej sprzed roku. Wówczas to rząd zapobiegając rozwojowi COVID-19 zdecydował się na wprowadzenie restrykcyjnych regulacji, które gwałtownie ograniczyły aktywność gospodarczą. Na marginesie, kwiecień 2021 r. też nie będzie miarodajny, ponieważ i tym razem utrzymywane były obostrzenia w część branż. Biorąc to pod uwagę te zaburzenia nie należy spodziewać się, aby dane miały istotny wpływ na politykę pieniężną, a tym samym rynek stopy procentowej. Nie można jednak wykluczyć, że krótkoterminowo wysokie nominalne odczyty będą hamowały potencjalny spadek krzywych dochodowości.

Ministerstwo Finansów w piątek będzie emitować w ramach regularnej aukcji papiery OK0423, PS1026, WZ1126, DS1030 i WZ1131 za 4-7 mld PLN. Biorąc pod uwagę, że MF będzie preferować sprzedaż raczej dłuższych papierów, duża podaż może nieco ciążyć krajowemu rynkowi długu. Warto też dodać, że 24 maja obligacje o dłuższych terminach wykupu na rzecz Funduszu Przeciwdziałania COVID-19 będzie oferować BGK. Z drugiej strony należy mieć na uwadze, że ostateczna podaż papierów skarbowych zostanie zapewne zredukowana, a popyt może zaskoczyć pozytywnie przy obecnych atrakcyjnych poziomach cenowych.

W piątek polski złoty nieco osłabiał się w relacji do euro,

oscylując w pobliżu poziomu 4,53, jednak w przekroju całego tygodnia para przesunęła się w dół z okolic 4,55. Z kolei przy relatywnie słabym dolarze, USD/PLN również pod koniec tygodnia kontynuował ruch w dół osiągając 3,73.

Na piątek zaplanowana była seria publikacji danych makroekonomicznych z Polski,

wśród których dużą uwagę przyciągał odczyt inflacji. Pomimo, iż był to finalny odczyt, który został potwierdzony przez GUS na poziomie 4,3% r/r był on obserwowany w kontekście obserwowanej w ostatnim czasie silnej presji inflacyjnej. Polski złoty umacniał się w ostatnim czasie na bazie rosnących oczekiwań na podwyżki stóp procentowych, które pojawiły się po wystrzale inflacje nie tylko w Polsce, ale też w innych krajach regionu Europy Środkowo-Wschodniej. Szczegóły publikacji pokazały, że za wzrost z 3,2% w marcu, odpowiadały przede wszystkim paliwa. Jednak sugerują one również, że spadek inflacji bazowej w kwietniu był prawdopodobnie niewielki (z 3,9% w marcu). Ponadto ścieżka inflacyjna w najbliższych miesiącach pozostaje podwyższona, co będzie wywierało dalszą presję na RPP. W ubiegłym tygodniu niektórzy członkowie Rady sugerowali, że mogłoby dojść do niewielkiego ruchu o 10-15 pb w górę, aby zakotwiczyć oczekiwania inflacyjne. Jednak przy zdaniu większości RPP, która opowiada się za utrzymaniem stóp do końca kadencji (połowa przyszłego roku), dalsze umocnienie złotego powinno być w krótkim terminie ograniczone. Zakładamy, że w maju para EUR/PLN będzie powracała powyżej 4,55.

Dane o PKB miały umiarkowany wpływ na rynek, gdyż spadek o 1,2% r/r w Q1 był zbliżony do oczekiwań konsensusu, a od kolejnego kwartału dynamika prawdopodobnie powróci na poziomu dodatniego w ujęciu rocznym (w ujęciu kwartalnym już w Q1 zanotowano wzrost o 0,9%). Odczyt salda na rachunku obrotów bieżących pomimo niższego wyniku na poziomie 938 mln EUR wobec oczekiwanych 1,636 mld EUR nie stanowił sygnału do wyprzedaży PLN. W ujęciu 12-miesięcznych nadwyżka na C/A wynosi 3,8% PKB, co strukturalnie jest czynnikiem wspierającym notowania waluty.

Po umocnieniu dolara w wyniku wyższego odczytu CPI w zasadzie nie ma już śladu,

a para EUR/USD kończyła tydzień powyżej 1,21. Rozczarowująca okazała się publikacja danych o sprzedaży detalicznej, której dynamika wyniosła 0,0% m/m (konsensus: 1,0%), a po wyłączeniu samochodów doszło do spadku o 0,8% m/m (konsensus: +0,7%). Dane wskazują, że pandemiczne odbicie pozostaje wciąż nierówne w poszczególnych sektorach, a także grupach konsumentów, i razem z danymi z rynku pracy mogą stanowić potwierdzenie dla Fedu, że nie nadszedł jeszcze czas na rozpoczęcie dyskusji nad podwyżkami stóp procentowych. W najbliższym tygodniu, rynek będzie obserwował, czy dyskusja podczas kwietniowego posiedzenia odbiegała od przedstawianego w ostatnim czasie wciąż akomodacyjnego stanowiska, które zakłada wsparcie gospodarki w okresie post-pandemicznym.

 

Czytaj więcej