Reklama

Masz ciekawy temat? Napisz do nas

twitter
youtube
facebook
instagram
linkedin
Reklama
Reklama

kryzys w USA

Kryzysy ekonomiczne w zdecydowanej większości aspektów odbierane są negatywnie – ludzie tracą pracę, firmy upadają i ogólny dobrobyt spada. Odpowiedzią na każdy kryzys jest próba złagodzenia jego przebiegów, co oczywiście w założeniu wydaje się słuszne. Niemniej jednak na kryzysy można popatrzeć także z innej perspektywy – tej rynkowej. W krótkim terminie skutki kryzysów są bolesne, jednak w długiej perspektywie ich wystąpienie może przynieść więcej korzyści niż strat. Co dobrego może wyniknąć z tak dotkliwego kryzysu, z jakim będziemy się mierzyć po koronawirusie? 

Zacznijmy od zaakceptowania kilku faktów - kryzysy były, kryzysy są i kryzysy będą. Kryzysy są potrzebne w każdej gospodarce. Dlaczego?

Głównym powodem jest to, że kryzys oznacza, że szeroko pojęty rynek nie jest w równowadze. Brak równowagi, jak sama nazwa wskazuje, jest stanem, którego nie można utrzymać. Jeżeli zatem wzrost PKB kraju jest wyższy od takiego, który wynika z rzeczywistych możliwości i rentowności kapitału (i finansowego, i ludzkiego), to w końcu całość musi się załamać i wyrównać.

Problemem, który pojawił się w ostatnich dekadach, jest to, że polityka monetarna i fiskalna stała się lepsza w tzw. łagodzeniu kryzysów poprzez interwencje rynkowe. Do przykładów takich interwencji można zaliczyć:

  • Dodruk pieniądza,
  • Niskie stopy procentowe,
  • Wszelkie pomoce rządowe ratujące przedsiębiorców przed upadkiem,
  • Różnego rodzaju redystrybucja dochodu poprzez podatki,
  • Programy wzmacniające konsumpcję (np. 500 plus).

Można by tutaj wymienić jeszcze więcej przykładów.

Reklama

Takie interwencje w sytuacji równowagi ekonomicznej wytrącają rynek z równowagi. Na przykład wprowadzenie programu 500 plus zwiększa poziom popytu w gospodarce, co może doprowadzić do nierównowagi na rynku towarów i usług. Nie można tego jednak robić w nieskończoność – kiedyś rynek nie wytrzyma i odpowie, np. inflacją.

Gdy taka interwencja jest prowadzona podczas kryzysu, jej cel jest trochę inny - ma działać w odwrotności do korekty rynkowej, która wystąpiła. Przykładowo w sytuacji ostatniego kryzysu finansowego przez długi czas popyt na pieniądz był zbyt wysoki, co skutkowało bańką ekonomiczną. W końcu rynek dotarł do punktu, w którym ten popyt musiał się załamać, aby wróciła równowaga. Poprzez ekspansywną politykę monetarną (programy QE, niskie stopy procentowe) wiele krajów próbowało odpowiedzieć na to, zwiększając podaż pieniądza i tym samym próbując przywrócić rynek do wcześniejszego stanu.

Według klasyków ekonomii te interwencje były próbą osiągnięcia czegoś niemożliwego, ponieważ interwencja rynkowa może działać w krótkim okresie. Po wielu latach okazało się, że klasyczna teoria ekonomii nie jest daleka od prawdy. Wiele krajów po kryzysie finansowym zamiast szybkiego powrotu do wysokich wzrostów, zastało niski lub nawet zerowy wzrost ekonomiczny połączony z deflacją i bezrobociem (patrz: kraje południowej Europy).

Dlaczego tak się stało?

Bo punktem równowagi na rynku pieniądza nie był stan sprzed kryzysu, a stan zaraz po nim. Innymi słowy kryzys przywrócił gospodarkę do równowagi, ale równowaga w tym punkcie wydawała się wówczas niemożliwa do akceptacji dla polityków. Zamiast pozwolić rynkowi się wyleczyć i wejść na właściwe tory, rozpoczęto interwencje, których efektem było rozwleczenie kryzysu na wiele lat, wywołane ciągłą próbą stymulowania gospodarki przez polityków (i tym samym zaburzania jej równowagi).

Nie twierdzę, że brak interwencji jest lepszy niż interwencja – wiele zależy od zamysłu, skali i mądrości tych interwencji. Są kraje, które lepiej sobie z tym radzą od innych, a są takie, które w ogóle sobie nie radzą. Interwencja powinna jednak być odpowiedzią na wykrytą nierównowagę na rynku – to przeciwdziałałoby kryzysom. W rzeczywistości interwencje rynkowe częściej wywracają równowagę niż do niej prowadzą.

Reklama

Kryzys koronawirusowy łączy jedno: niemal wszystkie kraje sobie z tym nie radzą. Kryzys jest mocniejszy od wszelkiego rodzaju interwencji, nieważne jak duże by one nie były. Niemal każdy kraj, w którym ilość zachorowań jest spora, boryka się z mocnym spadkiem PKB. W jaki sposób taka niemoc rządzących wobec gospodarki może być dobra?

Oto kilka pozytywnych aspektów kryzysów gospodarczych:

  • Redukcja ilości nieefektywnych podmiotów gospodarczych na rynku

Nieefektywne podmioty gospodarcze to takie, które w sytuacji równowagi rynkowej nie byłyby rentowne. Mogą one utrzymywać się na rynku na przykład dzięki pomocy rządowej albo dzięki sztucznie napędzanej konsumpcji społeczeństwa. To firmy, które nie prosperują, a jedynie utrzymują biznes, bez ciągłego ulepszania procesów i zwiększania swojej produktywności. To podmioty, które bazują na przeszłych sukcesach lub na tym, że w którymś momencie w jakiś sposób im się poszczęściło, ale nie wykorzystały szansy i nie dostosowały się do rynku w miarę, jak ten dalej się rozwijał. Takich firm jest bardzo dużo.

Ktoś może tutaj argumentować, że kryzys koronawirusowy wycina z rynku nawet te efektywne podmioty, jak prosperujące restauracje czy branżę podróżniczą. I jest to w jakimś stopniu prawda, bo czynniki epidemiczne wpływają na to, że zamknięcie pewnych branż jest spowodowane czynnikami nie-ekonomicznymi. Wydaje się, że w tym przypadku rynek kontratakuje i wyrównuje lata mocnego wzrostu w tych branżach – jeszcze 10 czy 15 lat temu jedzenie na mieście czy częste podróże lotnicze nie były codziennością. Być może wzrost w tych branżach nastąpił za szybko i rynek nie był w równowadze. Niestety ktoś na tych latach nierównowagi ucierpi, ale gdyby ta nierównowaga utrzymywała się jeszcze dłużej, krach mógłby być jeszcze bardziej dotkliwy.

  • Przywrócenie konsumpcji do rozsądnego poziomu

Drugim pozytywem aspektem kryzysu jest redukcja konsumpcji. O ile konsumpcja jest czynnikiem stymulującym gospodarkę i jest generalnie odbierana pozytywnie, tak jeżeli jest ona wyższa niż powinna być, może wspierać powstawanie nierównowagi rynkowej.

Reklama

I chyba nikogo nie trzeba przekonywać, że tak istotnie było w ostatnich latach. Światowy rynek został zalany względnie tanimi produktami, na które dość łatwo przeznaczyć kawałek wypłaty. Sumarycznie jednak te małe i tanie produkty kumulują się. Kupujemy więcej produktów, w dodatku takich, które są gorszej jakości. Często też kupujemy rzeczy, których tak właściwie nie potrzebujemy, skuszeni śmieszną reklamą lub pojawieniem się twarzy ulubionego celebryty obok produktu. Narzędzia marketingowe w ostatnich latach stały się na tyle silne, że ludzka chęć posiadania rzeczy jest wyższa od tego, na co pozwala im ich dochód – i czasem ten fakt dodatkowo jest ukryty pod tanimi produktami o marnej jakości lub wątpliwej rzeczywistej wartości.

Silny kryzys potrafi jednak w ludziach uruchomić instynkty przetrwania, które takie zachowania stopują, co skutkuje bardziej przemyślanymi i racjonalnymi zakupami. Dzięki temu nasze wydatki konsumpcyjne nie napędzają produkcji podmiotów gospodarczych, których jedynym narzędziem sprzedaży jest marketingowa manipulacja, a nie rzeczywiście produkt o wysokiej jakości, który w istocie przyczynia się do wzrostu dobrobytu czy też ma jakąś inną wartość dodaną. Kryzys przywraca racjonalność w konsumpcji.

  • Twardy reset struktur gospodarczych

Jak wiadomo, kryzysy, zwłaszcza silne, skutkują często upadkiem wielu firm. Oczywiście nikomu tego życzyć nie można, jednak w długiej perspektywie nie jest to złe dla ogólnego wzrostu gospodarczego. Podmioty gospodarcze, zwłaszcza te nieefektywne, po takim kryzysie będą zmuszone wykazać się dużą kreatywnością czy też innowacyjnością, aby wrócić na rynek. To powinno skutkować podejmowaniem nowych, rentowniejszych przedsięwzięć.

Taki twardy reset to w pewnym sensie podważenie gospodarczego statusu quo, co pozwala na realokację zasobów (i finansowych, i ludzkich) tam, gdzie mogą one działać bardziej efektywnie. Bez kryzysu wiele takich nieefektywnych przedsiębiorców trwałoby w przeciętności, z roku na rok nabierając coraz większego dystansu do wyprzedzającej ich konkurencji. W końcu taki podmiot i tak by upadł – kryzys jedynie to przyspiesza.

Twardy reset gospodarczy nie dotyczy tylko firm, ale czasem i całych branż. Co więcej, dotyczy też pracowników, o czym w kolejnym punkcie.

  • Wyleczenie bezrobocia strukturalnego
Reklama

Teraz przez moment spróbujmy się skupić na pracownikach. Bezrobocie strukturalne w dużym uproszczeniu polega na tym, że to, co potrafi pracownik, nie jest tym, co przynosi wartość firmom działającym na rynku. Takie bezrobocie skutkuje dla niektórych, jak sama nazwa wskazuje, brakiem pracy. Dla większości jednak bezrobocie strukturalne to wcale nie jest brak pracy, ale podejmowanie się prac nisko opłacanych, aby tylko zapewnić sobie jakiekolwiek źródło utrzymania. Tego typu bezrobocie jest często ukryte.

Mocny kryzys potrafi skutecznie odkryć tego rodzaju niedostosowanie kwalifikacji pracowników do aktualnych potrzeb na rynku pracy. Osoby nisko opłacane często pracują w nierentownych, mało efektywnych firmach, w związku z czym w trakcie kryzysu po prostu tracą pracę. To często motywuje pracowników, którzy ugrzęźli w miejscu, w którym nie chcieli być, do przebranżowienia się i zmiany kwalifikacji. Oczywiście nie każdy z takiej okazji skorzysta, ale prawda jest też taka, że wielu ludzi zaczyna działać w aspekcie samorozwoju dopiero wtedy, gdy sytuacja staje się podbramkowa.

W długim terminie przebranżowienie wielu ludzi powinno skutkować lepszą płacą dla tych pracowników i efektywniejszym wykorzystaniem potencjału kapitału ludzkiego w gospodarce.

  • Okazje do kupna

Ostatnim z pozytywnych aspektów, które chciałem wymienić, jest więcej okazji do inwestycji. Rynki (czy to kapitałowe, czy inne) podczas wzrostu gospodarczego często mają dużą barierę wejścia i cenę, która jest nieadekwatna do zwrotu z inwestycji. Podczas kryzysów ceny na rynkach znacząco maleją i inwestorzy mogą takie okazje wykorzystywać.

Podsumowanie

Czy to wszystko czyni recesję dobrym i pożądanym zjawiskiem? Zdecydowanie nie. W krótkim terminie kryzysy gospodarcze niewątpliwe są katastrofą dla wielu firm i rodzin. Są jednak potrzebne, bo w długoterminowym aspekcie przywracają gospodarkę do równowagi, z której ta jest wytrącana przez wiele różnych czynników, w tym także politycznych. Skala kryzysu odzwierciedla poziom nierównowagi, jaki był obecny w gospodarce przed jego wybuchem. Jeżeli teraz mamy do czynienia z dużym kryzysem po koronawirusie, oznacza to, że wiele rzeczy w światowej gospodarce działało błędnie. Gdyby jednak taki kryzys nie wybuchł teraz, stan ten utrzymywałby się dłużej i skala kolejnego kryzysu byłaby jeszcze większa i bardziej dotkliwa. Nie pozostaje nam nic innego, jak zaakceptować obecną sytuację i czekać na to aż gospodarka się zresetuje, będzie jeszcze silniejsza i efektywniejsza niż do tej pory. Rynek to potrafi i należy temu zaufać.

Czytaj więcej