Reklama

Masz ciekawy temat? Napisz do nas

twitter
youtube
facebook
instagram
linkedin
Reklama
Reklama

kontrakty na WIG GAMES

Postawa warszawskiej Giełdy Papierów Wartościowych w trakcie ostatniej dekady jest mocno rozczarowująca. Podczas gdy na większości parkietów świata obserwujemy systematyczne wzrosty kształtujące potężną hossę, nasi rodzimi inwestorzy popadają w coraz większą frustrację. Na szczęście mamy gaming! Tutaj sytuacja wygląda diametralnie inaczej.

Posiadacze większości spółek z tego sektora niemal każdego dnia budzą się z uśmiechem na twarzy. Sprawdzając notowania po sesji, zadają sobie pytanie - o ile wzrosła wycena ich rachunku tym razem. Można powiedzieć, że jest to objaw niebezpiecznej euforii, zapowiadającej rychłe nadejście końca trendu. Jak doskonale wiemy, to właśnie pycha i pewność co do dalszych wzrostów często stanowią sygnał przegrzania rynku. Te czynniki są od dłuższego czasu bardzo widoczne. W sieci pojawiają się nawet poglądy, że spółek gamingowych nie warto sprzedawać już nigdy, a w przyszłości wypłacana przez nie dywidenda będzie stanowiła naszą emeryturę i gwarancję spokojnej starości. Po przeczytaniu takich tekstów niektórzy rynkowi wyjadacze niemalże z automatu mają ochotę wyczyścić portfel gamingowy zleceniami PKC (po każdej cenie). Z drugiej jednak strony, przeglądając fora internetowe, można odnieść przeciwne wrażenie. Spora część „ulicy” na przestrzeni ostatnich kilkunastu miesięcy bierze udział w grze pod tytułem „drożej już nie będzie”. Każdy kolejny szczyt na spółce CD Projekt spotyka się z komentarzami, iż właśnie mamy do czynienia z historycznym maksimum, który nigdy więcej nie zostanie już osiągnięty. Przypomina to nieco sytuację ze Stanów Zjednoczonych, gdzie najchętniej shortowaną spółką jest Tesla. Skojarzenia można mieć również z wielokrotnym uśmiercaniem kryptowaluty bitcoin, której miało już od dawna nie być. Doskonale jednak wiemy, że obecnie zbliża się ona w szybkim tempie do historycznego ATH (all time high). Jak w takich okolicznościach podejść do sytuacji na spółkach z sektora gamingowego oraz w jaki sposób można zyskać na spadkach kursów, gdy nadejdą gorsze czasy dla tej branży?

Jak zarobić na rynkowej przecenie?

Wielu inwestorów nie zdaje sobie sprawy z tego, że podczas spadków na giełdach można odnosić zyski. Nawet jeżeli jesteśmy inwestorami grającymi wyłącznie na wzrosty, to warto znać wszystkie opcje, jakie stwarza rynek - zarówno te proste, jak i zdecydowanie bardziej karkołomne. Przyjrzyjmy się zatem, jakie możliwości stwarza GPW w kontekście potencjalnych spadków na spółkach gamingowych.

KONTRAKTY TERMINOWE

Kontrakty terminowe to instrumenty pochodne. Ich wycena zależy od wartości innego instrumentu finansowego zwanego instrumentem podstawowym (bazowym). Jeżeli otworzymy kontrakt na CD Projekt, to jego wartość będzie uzależniona od kursu akcji tej spółki. Z kolei jeżeli zajmiemy pozycję na kontraktach WIG GAMES, to zmiany będą zbieżne z ruchami właśnie na tym indeksie spółek gamingowych. W tym momencie należy zadać sobie pytanie, czym różnią się kontrakty terminowe od zwykłych akcji, czyli dlaczego mielibyśmy w ogóle z nich korzystać. Pierwszą i kluczową sprawą jest możliwość obstawiania obu kierunków. Oznacza to, że możemy zyskiwać zarówno podczas wzrostów kursu (pozycja długa- long), jak i omawianych dzisiaj spadków (pozycja krótka- short). Kolejnym czynnikiem, który skłania inwestorów do korzystania z tych instrumentów, jest możliwość wykorzystania dźwigni finansowej. W rezultacie możemy zająć znacznie większą pozycję niż wynikałoby to z naszego kapitału inwestycyjnego. Należy jednak w tym momencie bardzo mocno podkreślić, że używanie dźwigni finansowej działa w dwie strony. Jeżeli obstawimy poprawny kierunek, wtedy nasze zyski rosną w spotęgowanym tempie. Jednak w przypadku pomyłki saldo na rachunku topnieje równie szybko. Należy mieć świadomość, że nieumiejętne korzystanie z dźwigni jest jednym z najczęstszych powodów bankructwa na rynkach finansowych!

Przejdźmy zatem do praktyki. Jakie są dostępne kontrakty w sektorze gamingowym oraz jak z nich korzystać?

Reklama

Na naszym rynku możemy zawrzeć kontrakt na indeksie WIG GAMES oraz na akcjach spółek CD Projekt, Ten Square Games, 11 bit studios, PlayWay oraz CI Games. Jeśli chcemy zająć pozycję na całym indeksie, wtedy w praktyce będziemy zaangażowani we wszystkie te spółki w proporcjach przedstawionych na poniższej grafice:

Aby odnaleźć interesujący nas instrument na rynku kontraktów terminowych, jego nazwę musimy rozpocząć od litery F. Rozwinięciem tego skrótu jest słowo futures, które świadczy o tym, że zakładamy się co do przyszłości danego waloru. Konkretne symbole wyglądają następująco: FCDR (CD Projekt), FTEN (Ten Square Games), F11B (11 bit studios), FPLW (PlayWay), FCIG (CI Games) oraz FGMS (WIG GAMES). Oprócz tego będziemy musieli wybrać jeszcze dwa parametry. Po pierwsze będzie to miesiąc wygasania kontraktów. Dochodzi do niego co 3 miesiące i odbywa się w trzeci piątek danego miesiąca. Dokładne symbole to: H (marzec), M (czerwiec), U (wrzesień), Z (grudzień). Natomiast ostatni wybór dotyczy roku, w którym dochodzi do wygaśnięcia. W tym przypadku podajemy jedynie 2 ostatnie cyfry danego roku. Oznacza to, że seria grudniowa jako ostatnia w 2020 r. będzie miała symbol zakończony 20. Z kolei następne 4 serie kontraktów w 2021 r. będą zakończone 21. Podsumowując, gdybyśmy chcieli otworzyć pozycję na kontrakcie terminowym na akcje spółki CD Projekt, które wygasną na serii grudniowej (trzeci piątek grudnia, czyli 18.12.2020 r.), musimy wpisać symbol FCDRZ20.

Kolejnym krokiem jest umiejętność obliczenia potencjalnych zysków bądź strat z zawartej pozycji. Jest to niezwykle proste, ponieważ kupno lub sprzedaż 1 kontraktu jest równoznaczne z nabyciem lub zbyciem równowartości 10 akcji 11B, 100 akcji CDR, TSG i PLW oraz 1000 akcji CIG. Dla osób, które nigdy wcześniej nie korzystały z kontraktów terminowych, to, co teraz przeczytają, będzie dziwne, ale po chwili powinno być już zrozumiałe. Kupno kontraktu zamiast zwykłych akcji jest dla każdego przejrzyste. Natomiast nie posiadając ani akcji, ani kontraktów, możemy rozpocząć inwestycję od SPRZEDAŻY KONTRAKTU. W takiej sytuacji na naszym rachunku w rubryce przedstawiającej ilość pojawi się -1 (minus 1). Oznacza to, że zajęliśmy pozycję short, czyli na spadki danego instrumentu. Po pewnym czasie musimy dokonać transakcji odwrotnej, więc w tym przypadku zakupu, aby ilość powróciła do stanu 0. Jeżeli otworzymy shorta (sprzedamy) po cenie wyższej niż następnie go zamkniemy (kupimy), wtedy osiągniemy zysk. Pamiętajmy jednak, że kontrakty terminowe to nie akcje, dlatego jeżeli nie zamkniemy ich samodzielnie, to zrobi to za nas nasze biuro maklerskie czy broker w momencie wygaśnięcia danej serii. Sprzedając 1 kontrakt FCDRZ20 po cenie 375 zł i odkupując go po 374 zł, uzyskamy zysk w wysokości 100 zł. Skąd się to wzięło?

(375 x 100) – (374 x 100) = 37.500 – 37.400 = 100 zł

Reklama

Oczywiście od każdej transakcji, zarówno sprzedaży, jak i kupna, naliczona zostanie prowizja wynosząca przeważnie 3 zł za 1 kontrakt na akcje. W przypadku handlu na indeksie będzie to już więcej - między 5 a 10 zł w zależności od biura maklerskiego. W takiej sytuacji nasz mnożnik wynosi 1, czyli otwierając 1 kontrakt na WIG GAMES przy 32000 punktów, nasza pozycja ma wartość 32.000 zł. Jeżeli zajęliśmy pozycję krótką, czyli sprzedaliśmy kontrakt, a następnie odkupimy go przy cenie 30.000 punktów, wtedy zyskamy 2000 zł.

32.000 - 30.000 = 2000 zł

Wymagany depozyt zabezpieczający (potrzebny na koncie) jest zróżnicowany zarówno w zależności od podmiotu, u którego mamy rachunek, jak i konkretnego instrumentu. Można jednak przyjąć, że bardzo rzadko zdarza się wymaganie przekraczające posiadanie więcej niż 20% wartości danej pozycji. Pamiętajmy, że depozyt zabezpieczający jest to absolutne minimum niezbędne do utrzymania naszej pozycji. W praktyce osoby początkujące nie powinny przekraczać dwukrotnej dźwigni.

KONTRAKTY CFD

Kolejną możliwością rozegrania danego instrumentu na spadki są kontrakty CFD. Nie są to typowe akcje, tylko kolejna kategoria instrumentów pochodnych. Dzięki temu bardzo wiarygodnie odwzorowują one cenę instrumentu bazowego (akcji, indeksów, surowców itd.). W praktyce CFD to contract for difference, czyli kontrakt na różnicę kursową. Ma on wiele podobieństw ze standardowymi kontraktami terminowymi. Podobnie jak w nich, tak i tutaj możesz otworzyć znacznie większą pozycję niż wynika to z posiadanego kapitału. Oznacza to, że kontrakty CFD umożliwiają wykorzystywanie dźwigni finansowej. Kolejnym podobieństwem jest możliwość obstawiania zarówno wzrostów, jak i spadków kursu (pozycja długa, czyli long oraz krótka, czyli short). To właśnie różnica kursowa pomiędzy ceną Twojego otwarcia a ceną obecną stanowi o Twoim zysku lub stracie. Warto w tym momencie wspomnieć, iż posługiwanie się dźwignią finansową całkowicie uniemożliwia korzystanie z ulubionej strategii początkujących, czyli kup i zapomnij. W przeciwieństwie do akcji, które mogą leżeć na rachunku w nieskończoność, tutaj tak samo jak na kontraktach terminowych, może dojść do całkowitego wyczyszczenia naszego konta i zamknięcia pozycji przy saldzie równym 0. W tym momencie dochodzimy do różnic. Jeżeli nie posiadasz statusu inwestora profesjonalnego, jesteś zabezpieczony ochroną przed ujemnym saldem. Takiego komfortu psychicznego nie ma w przypadku kontraktów terminowych, gdzie możesz zakończyć inwestycję nie tylko z wyzerowanym kontem, ale jeszcze z długami do spłaty. Kolejna różnica jest taka, że większość kontraktów CFD nie wygasa. Dzięki temu nie musisz się przejmować rolowaniem pozycji, jak ma to miejsce podczas spekulacji na kontraktach terminowych. Kolejnym argumentem przemawiającym za CFD jest otrzymywanie dywidendy oraz prawa poboru. W przypadku kontraktów terminowych takich przywilejów nie mamy. Z kolei największym mankamentem kontraktów CFD jest pobieranie codziennej prowizji w postaci swapów. Jest ona spowodowana inwestowaniem z wykorzystaniem depozytu zabezpieczającego. Pamiętajmy, że zajęcie pozycji na danym walorze poprzez kontrakt CFD lub kontrakt terminowy nie daje nam statusu współwłaściciela spółki. Takie prawo przysługuje jedynie posiadaczom akcji.

CERTYFIKATY STRUKTURYZOWANE

Certyfikaty to jedyna przystępna alternatywa dla kontraktów terminowych oraz CFD, jeżeli zakładamy nadejście gorszych czasów na spółkach gamingowych. Ich niewątpliwą zaletą jest zdecydowanie niższy próg wejścia niż w przypadku kontraktów terminowych. Kolejnym argumentem jest ograniczenie potencjalnych strat do wartości naszego kapitału. W przypadku futuresów może dojść do sytuacji, w której potężna luka doprowadzi do ujemnego salda na naszym rachunku, a wtedy jesteśmy zobowiązani uzupełnić depozyt. Na tych 2 punktach kończą się jednak przewagi certyfikatów. Potężnymi mankamentami są za to zdecydowanie wyższe koszty handlu. Jeżeli porównamy prowizję transakcyjną, to jest ona kilkukrotnie wyższa niż w przypadku kontraktów terminowych. Dodatkowo mamy tutaj znacznie wyższe spready, czyli różnicę pomiędzy ofertami zakupu i sprzedaży. Co więcej, w perspektywie czasu certyfikaty mają tendencję do rozjeżdżania się wyceny względem instrumentu bazowego. Oznacza to, że są przeznaczone do krótkoterminowych ruchów, a w szczególności daytradingu. Połączenie dużej częstotliwości zawierania transakcji z wysokimi opłatami sprawia, że znacznie bardziej opłacalne są kontrakty terminowe.

Reklama

AKCJE

Powszechnie uważa się, że za sprawą akcji można jedynie zarabiać na wzrostach kursu. Jest jednak pewien dość skomplikowany sposób, dzięki któremu jesteśmy w stanie uzyskać na nich zysk w trakcie załamania na rynku. Na czym polega całe przedsięwzięcie? Możemy zawrzeć umowę pożyczki akcji, w treści której zobowiążemy się do ich zwrotu w określonym terminie. Oczywiście taka transakcja będzie się wiązała z koniecznością uiszczenia określonej w umowie prowizji dla właściciela akcji, od którego je pożyczamy. Całość przedsięwzięcia, ze względu na swoją zawiłość, powinna być zawarta notarialnie, co również generuje dodatkowe koszty. Jaki więc ma to sens w praktyce i kiedy taki ruch może się opłacić? Tego rodzaju krok możemy rozważać, gdy na rynku nie ma oferty umożliwiającej nam gry na spadki. Jest to rozwiązanie również wtedy, kiedy mamy do czynienia ze spółką o niewielkiej płynności. W takich okolicznościach możemy posiąść akcje w drodze pożyczki, a następnie sprzedać je na giełdzie. W kolejnym etapie inwestycji naszym zadaniem jest odkupienie ich po oczekiwanej przecenie i w końcu oddanie właścicielowi. Jeśli się okaże, że akcje nabyliśmy na przykład o 30% taniej niż je sprzedaliśmy, natomiast prowizja wynikająca z pożyczki wynosiła 10%, wtedy uzyskaliśmy zysk, nie angażując własnego kapitału. Tego rodzaju operacja jest jedyną możliwością rozegrania spadków na spółkach gamingowych notowanych na giełdzie NewConnect. Nie istnieją bowiem żadne instrumenty umożliwiające nam grę na spadki na tych walorach.

Inwestowanie w praktyce (przykład hipotetyczny)

W poniższej tabeli przedstawiamy koszty, ryzyko oraz potencjalne zyski płynące z realizacji strategii. Polega ona na zajęciu pozycji krótkiej na walorach spółki CD Project po cenie 400 zł, a następnie zamknięciu pozycji po hipotetycznym spadku do poziomu 300 zł. We wszystkich przykładach otwieramy pozycję, angażując 40.000 zł własnych środków. Równowartość tej kwoty to 100 akcji po 400 zł. Po ich pożyczeniu moglibyśmy je sprzedać, a następnie odkupić po cenie 300 zł. Jeżeli chodzi o kontrakty terminowe przy zaangażowaniu w depozycie wspomnianej kwoty, moglibyśmy otworzyć 6 shortów na FCDRH21. Przykładowym certyfikatem, za pomocą którego mamy możliwość zagrania na krótko, jest ING Turbo INTSCDR34801, oferujące dźwignię wynoszącą 3,4. W ofercie są również certyfikaty dające możliwość wykorzystania innej wielkości wsparcia finansowego.

Czy gamingowa hossa jest na ostatniej prostej?

Chcąc obiektywnie ocenić sytuację, powinniśmy podejść do analizy zarówno z punktu widzenia fundamentalnego, jak i technicznego. Zwolennicy tej pierwszej metody będą zwracali uwagę na ekstremalnie rozgrzane wskaźniki, takie jak cena do zysku czy cena do wartości księgowej. Akcjonariusze spółek gamingowych będą bronić swoich racji, mówiąc, że jeden dobry tytuł może drastycznie obniżyć te wartości praktycznie z dnia na dzień. W tym względzie każdy powinien dokonać oceny indywidualnie. Ja natomiast zwróciłbym uwagę na inny fakt. Aby zobrazować, co mam na myśli, sięgnijmy pamięcią do grudnia 2017 r. Po wielu latach ekstremalnie dynamicznych wzrostów na kryptowalucie bitcoin i całkowitej ciszy medialnej nagle zostaliśmy dosłownie zbombardowani programami na jego temat. Stacje telewizyjne prześcigały się w reportażach, a kolejne rekordowe poziomy były publikowane w wiadomościach niczym w serwisach ekonomicznych. Wszyscy zaczęli nie tylko mówić, ale i pożądać bitcoina. Giełdy kryptowalut miały tak potężny napływ nowych klientów, że padały im serwery i musiały czasowo wstrzymywać rejestrację. To było właśnie apogeum absurdu, po którym nadeszła bardzo bolesna korekta trwająca 12 miesięcy i sprowadzająca wycenę bitcoina o 85% w dół, z 20.000 dolarów do 3000 dolarów. Co to ma wspólnego z branżą gamingową? Z dość podobną sytuacją mamy do czynienia obecnie. Okazuje się bowiem, że wiele osób kompletnie niezwiązanych z tym sektorem próbuje poszerzyć swoją działalność, wykorzystując obecnie trwającą modę oraz swoją rozpoznawalność. Przykładem może być Longterm Games, czyli projekt, o którym po raz pierwszy usłyszeliśmy kilka miesięcy temu. Znany inwestor giełdowy Albert „Longterm” Rokicki jest na etapie tworzenia własnego studia gier, które zamierza wprowadzić na parkiet. Co ciekawe, pod koniec 2019 r. twierdził, iż gamingowa hossa jest już u szczytu i ciężko będzie w przyszłości powtórzyć podobne wzrosty jak dotychczas. Podobny pomysł na biznes ma posiadacz największego kanału na polskim YouTube, czyli Friz. Ponad 4 miliony subskrypcji oraz kontent grupujący przede wszystkim nastoletnich widzów to doskonałe podwaliny do dystrybucji gier. Idąc tym tokiem myślenia, Ekipa Friza planuje swój debiut na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie. Dla osób, które w tym momencie postanowiły wziąć udział w IPO, mam złą wiadomość. Planowane jest przejęcie już istniejącego i notowanego na GPW podmiotu.

Reklama

Powyższe argumenty nie są oczywiście gwarancją, że mamy do czynienia z bańką na polskich spółkach gamingowych, jednak są pewnego rodzaju ostrzeżeniem, iż warto zwiększyć czujność.

Czytaj więcej

Artykuły związane z kontrakty na WIG GAMES