Reklama
WIG82 444,84-0,68%
WIG202 437,09-0,84%
EUR / PLN4,31+0,00%
USD / PLN3,99+0,43%
CHF / PLN4,53+0,19%
GBP / PLN5,04+0,01%
EUR / USD1,08-0,42%
DAX17 591,36+0,20%
FT-SE7 654,64-0,37%
CAC 407 951,79+0,04%
DJI38 972,41-0,25%
S&P 5005 078,18+0,17%
ROPA BRENT81,64-0,91%
ROPA WTI77,86+0,00%
ZŁOTO2 025,61-0,24%
SREBRO22,29-0,85%

Masz ciekawy temat? Napisz do nas

twitter
youtube
facebook
instagram
linkedin
Reklama
Reklama

kurs dolara na pln

Koniunktura w przemyśle jest tak dobra, że problemem nie są kupujący a dostawcy. Indeksy PMI świecą się na zielono, w wielu przypadkach przekraczając wartość 60 pkt., co oznacza gospodarczy boom. Czy jednak ta sytuacja jest do utrzymania?

Indeks koniunktury w amerykańskim przemyśle 61,2 pkt.,

finalny indeks dla strefy euro 63,1 pkt., co jest zasługą nie tylko Niemiec, ale także innych krajów – Włochy, Francja, Hiszpania notują PMI w okolicach 60 pkt. Nawet w przypadku Polski, gdzie PMI zawsze odstawał, mamy wzrost aż do 57,2 pkt. (co przyrównując historię do strefy euro równałoby się okolicom 65 pkt!). W nieco ponad rok przesunęliśmy się z kompletnego załamania do gospodarczego boomu. Jak to się stało? Przede wszystkim dzięki transferom socjalnym i… restrykcjom.

Te pierwsze sprawiły,

że bezrobocie nie wzrosło istotnie, a gospodarstwa domowe dostały dodatkowe transfery, dzięki którym często mają więcej środków, niż gdyby pandemia nigdy się nie wydarzyła. Dodatkowo ze względu na restrykcje, gospodarstwa domowe nie mogły realizować typowego popytu w usługach, a mając środki, przesunęły część popytu na dobra trwałe (przemysłowe), szczególnie, że coraz łatwiej ten popyt realizować poprzez e-commerce. Jednocześnie restrykcje niejednokrotnie naruszyły stronę podażową, utrudniając produkcję, co nie było problemem w momencie gdy popyt chwilowo spadł.

Teraz jednak mamy kombinację bardzo silnego popytu oraz ciągnących się ograniczeń podażowych

Za fasadą rekordowych wartości wskaźników PMI stoją niemal wszędzie te same problemy – ograniczenia w dostawach półproduktów, niskie zapasy klientów i wynikająca z tego rekordowa presja cenowa. Dodatkowo widzimy albo silny wzrost zatrudnienia (np. Włochy), albo zwalniające zatrudnienie nie z tytułu braku potrzeb pracodawców, ale z tytułu braku odpowiednich pracowników (USA).

W związku z tym nasuwa się pytanie – co dalej?

Reklama

Obecna sytuacja jest nie do utrzymania. W optymistycznym scenariuszu popyt pozostanie silny, firmy stopniowo rozwiążą problemy z podażą i będziemy mieć dłuższy okres silnego wzrostu. W pesymistycznym scenariuszu do czasu aż firmy uporają się z problemami, będą podnosić ceny uderzając stopniowo w popyt, który dodatkowo może spaść z tytułu wygasającego impulsu fiskalnego. Prawda jest taka, że nie jesteśmy w stanie powiedzieć z dużą pewnością, który scenariusz się rozegra. Nie jest to typowy cykl koniunkturalny, a skala interwencjonizmu jest bez precedensu i dodatkowo go zaburza. W mojej ocenie będzie dobrze, jeśli faktyczny scenariusz będzie średnią ekstremów, które przedstawiłem.

Na ten moment jednak rynki pozostają „ogłuszone” ogromną nadpłynnością

Obserwujemy stabilne rentowności, słabego dolara i rekordowe poziomy na giełdach i taki stan może się utrzymać do momentu, kiedy ta nadpłynność nie zacznie istotnie spadać. To może też ograniczać reakcje na dane, z których najważniejsze czekają nas w polski długi weekend: raport ADP jutro (14:15) oraz przede wszystkim raport NFP w piątek (14:30). W środę o 9:25 euro kosztuje 4,4671 złotego, dolar 3,6592 złotego, frank 4,0768 złotego, zaś funt 5,1741 złotego.  

Czytaj więcej