Reklama
Kurs euro:  4.29
Kurs dolara:  4
Kurs funta:  5.08
Kurs franka:  4.48
Ceny w Polsce:
Inflacja:  2.5%
Stopa NBP:  5.75%
Cena Pb95:  6.39
Cena ON:  6.39
Cena węgla:  1100
Kurs euro:  4.29
Kurs dolara:  4
Kurs funta:  5.08
Kurs franka:  4.48
Ceny w Polsce:
Inflacja:  2.5%
Stopa NBP:  5.75%
Cena Pb95:  6.39
Cena ON:  6.39
Cena węgla:  1100

Masz ciekawy temat? Napisz do nas

twitter
youtube
facebook
instagram
linkedin
Reklama
Reklama

interia waluty

Tempo ożywienia gospodarczego nawet przed pełnym luzowaniem restrykcji okazało się sporym pozytywnym zaskoczeniem. Ma to jednak swoje złe strony w postaci silnego wzrostu presji inflacyjnej. To krzyżuje szyki bankom centralnym, które... nie chcą tego problemu widzieć.

O tym że Fed nie widzi problemu inflacji w USA w mediach społecznościowych krążą już liczne żarty

Niemniejszy problem ma nasza RPP, która musi uzasadniać utrzymanie historycznie ekspansywnej polityki (nie tylko stopy na poziomie 0,1%, ale także skup obligacji skarbowych) wobec inflacji na poziomie 4,3%, która jeszcze wzrośnie. Najłatwiejszym wyjściem jest tej inflacji nie dostrzegać.

Owszem,

Rada wspomniała o tym, że inflacja pozostanie przez jakiś czas powyżej celu, jednak w całości wyższą inflację przypisała czynnikom zewnętrznym (ceny paliw) lub administracyjnym (ceny energii i wywozu śmieci). To prawda, że istotnie dołożyły się do inflacji i ich wpływ jest w głównej mierze przejściowy. Jednak patrząc na składowe o charakterze popytowym, przyspieszenie inflacji jest najmocniejsze przynajmniej od 2012 roku (od kiedy analizuję te dane w ten sposób), a jak zaznaczyłem, pełne otwarcie gospodarki nadal nie nastąpiło.

Wśród ekonomistów ma miejsce dyskusja,

na ile to przyspieszenie też okaże się przejściowe, czy popyt i tym samym presja inflacyjna nie spadną po kilku miesiącach. Jedno nie ulega wątpliwości – mamy inflację wyraźnie powyżej celu i jednocześnie niespotykaną presję inflacyjną. To powinno przynajmniej prowadzić do dyskusji o normalizacji pieniężnej.

Co ciekawe,

Reklama

taka postawa nawet niespecjalnie złotemu szkodzi. Wczoraj kurs EURPLN wzrósł tylko nieznacznie. Wynika to z faktu, że największe banki postępują podobnie, zatem rynek bardziej pobłażliwie patrzy na naszą sytuację, choć jednocześnie jest ona bardziej podbramkowa.

Na rynkach globalnych mamy pełen powrót do „normalności",

czyli pełnego optymizmu po nieco zaskakujących słowach Janet Yellen z wtorku o możliwej podwyżce stóp. Wczoraj mieliśmy cały chór przedstawicieli FOMC zgodnie zapewniających, że podwyżki nie będzie i choć w komitecie pojawiają się powoli głosy o możliwym zmniejszeniu QE, należą one do mniejszości, która nie ma kluczowego wpływu na decyzje. Bankowi centralnemu nie przeszkadza fakt, że po ISM przemysłu, ISM usług również wskazał na najwyższą presję cenową od 2008 roku. To sprzyja nastrojom rynkowym.

Dziś przed nami potencjalnie ciekawa decyzja Banku Anglii (13:00),

gdyż nie wyklucza się dyskusji o ograniczeniu QE (przypomnijmy, że niedawno na taki krok zdecydował się Bank Kanady).

O 9:35 euro kosztuje 4,5696 złotego, dolar 3,8004 złotego, frank 4,1685 złotego zaś funt 5,2867 złotego.   

Czytaj więcej