Reklama
twitter
youtube
facebook
instagram
linkedin
Reklama
Reklama

W poszukiwaniu bezpiecznej przystani

|
selectedselectedselected
W poszukiwaniu bezpiecznej przystani | FXMAG
Reklama
Aa
Udostępnij
facebook
twitter
linkedin
wykop

Mówi się, że średnio co 10 lat rośnie prawdopodobieństwo nadejścia na rynku kryzysu. Oczywiście, każdy z nich jest zupełnie inny, dlatego bardzo trudno jest przewidzieć kiedy dokładnie nastąpi. Ogniska zapalne mogą nadejść z różnych stron, dlatego obserwowanie jednego wskaźnika wyprzedzającego czy nawet całego ich zbioru, wcale nie musi nas przed nim uchronić. W praktyce załamanie gospodarcze czy kryzys finansowy zapowiadane są na długo przed tym jak faktycznie nastąpią. Co ciekawe, gdy już faktycznie nadejdą to i tak większość społeczeństwa jest zaskoczona, a władze państwa nieprzygotowane. W mediach pojawiają się wypowiedzi analityków dające do zrozumienia, iż nadejście kryzysu było oczywiste, a jedynym pytaniem pozostawało: kiedy to nastąpi? Wielką zagadką pozostaje, jak to możliwe, że tak oczywisty schemat, powtarzający się cyklicznie od zawsze, wciąż nie nauczył zarówno poszczególnych obywateli, jak i nawet całych rządów, by się na ten ciężki okres solidnie przygotować.

Na gromadzenie oszczędności jest już w takim momencie za późno, ponieważ konsekwencje nadejścia globalnego załamania są opłakane w skutkach. Proces ten zachodzi zarówno w skali mikro jak i makro. Ludzie tracą pracę, firmy bankrutują, a rządy starają się heroicznymi decyzjami ratować gospodarkę. Chcąc chociaż w minimalnym stopniu naprawić te braki edukacyjne, postarajmy się przejrzeć dostępne rynki i poszukać na nich stosunkowo najbezpieczniejszych miejsc do przeczekania światowego „trzęsienia ziemi”.

Bezpieczna przystań - co to jest?

Bezpieczna przystań z angielskiego safe haven, to pewnego rodzaju oaza spokoju. Miejsce, w którym szukamy schronienia podczas burzy na rynkach finansowych. Nazwa wzięła swoje pochodzenie od sytuacji jaką możemy napotkać na morzu. Każdy marynarz marzy o tym, by podczas sztormu na wodach, jego statek dotarł do przystani. Jesteśmy w stanie sobie bardzo łatwo zwizualizować jak potężne niebezpieczeństwo wiąże się z pozostaniem w takich okolicznościach z dala od lądu. Porywisty wiatr, potężne fale, uderzenia błyskawic niczym salwa wystrzałów z armaty, w połączeniu z brakiem możliwości schronienia, to doskonałe połączenie, by uświadomić człowiekowi jak ważne jest bezpieczeństwo. Właśnie dlatego ta chwytliwa nazwa natychmiast się przyjęła na rynku. 

Przekładając bezpieczną przystań do świata finansów, szukamy miejsca, w którym nasze środki przede wszystkim nie zostaną utracone. W pierwszej kolejności zależy nam, aby wybrane instrumenty zadbały o utrzymanie wartości naszego majątku, a ewentualny jej wzrost będzie traktowany jako wartość dodana. W poszukiwaniu takich miejsc na rynkach finansowych powinniśmy się kierować dwiema podstawowymi zasadami. Po pierwsze emitent lub miejsce pochodzenia danego dobra musi być pewne. W czasach kryzysu największą wartość ma zaufanie. Nie możemy sobie pozwolić, by ryzykować powierzenie naszych oszczędności instytucji o nieznanej czy nawet krótkiej historii na rynku. Najlepiej by było aby dany instrument czy innego rodzaju inwestycja przeszły w przeszłości z sukcesem przez co najmniej jeden, a najlepiej kilka globalnych kryzysów. Po drugie, należy zwrócić uwagę na płynność inwestycji, którą chcemy poczynić. Powinna ona być łatwo i stosunkowo szybko zbywalna. Cóż z tego, że nasza wirtualna wycena będzie się utrzymywała, jeśli nie będziemy jej w stanie wymienić na realną gotówkę.

INWESTYCJE POWSZECHNIE UWAŻANE ZA BEZPIECZNĄ PRZYSTAŃ

Złoto

Reklama

Gdy mowa o bezpiecznej przystani, pierwszą myślą jaka przychodzi do głowy większości inwestorom, jest złoto. To bardzo logiczny wybór, ponieważ dotychczas kruszec ten podczas kryzysów nigdy nie zawodził. Złoto jest postrzegane za instrument bezpieczny, ponieważ potrafi utrzymywać, a nawet powiększać swoją wartość na przestrzeni czasu. Jest bardzo łatwo dostępny dla każdego, ponieważ można kupić je fizycznie w postaci sztabki, a nawet jako monety lub biżuterię. To bardzo wygodny i szybki sposób dla mniej zaawansowanych inwestorów. Takie osoby lubią mieć gwarancję, że nie stracą tego, co kupili. Realny przedmiot mogą przechowywać w swoim domu i być pewni, że jest on całkowicie bezpieczny. Dodatkową zaletą złota jest jego ograniczona ilość. Oczywiście, istnieje możliwość, że zostaną kiedyś znalezione kolejne złoża. Jednak nawet jeśli do tego dojdzie, będzie to stosunkowo niewielka skala wzrostu ilości na świecie. W przypadku złota możemy spać spokojnie, ponieważ nie ma takiej możliwości, aby zostało ono dodrukowane tak jak banknoty. Dotychczas w całej historii ludzkości wydobyto około 193,5 tony złota. Gdyby przetopić je w jedną bryłę, powstałby sześcian o boku 21 metrów. Szacuje się, że blisko połowa złota na świecie znajduje się pod postacią biżuterii. Około 21% to złoto inwestycyjne, a pozostałe 17% przechowywane jest w skarbcach banków centralnych.

w-poszukiwaniu-bezpiecznej-przystani grafika numer 1w-poszukiwaniu-bezpiecznej-przystani grafika numer 1Źródło: Międzynarodowy Fundusz Walutowy

Dla bardziej zaawansowanych inwestorów istnieje szereg jeszcze bardziej dostępnych możliwości ekspozycji na złoto. Są to między innymi kontrakty terminowe, CFD oraz ETFy. Złoto przyciąga do siebie nie tylko wizerunkiem luksusu i stabilności ceny, ale i wciąż rosnącym na nie zapotrzebowaniem. Prócz oczywistych zastosowań w branży jubilerskiej, jest ono wykorzystywane również w innych dziedzinach życia. Mowa tutaj zarówno o potrzebach przeciętnego zjadacza chleba, jak i wybitnie wyspecjalizowanych grupach odbiorców. Zapewne niewiele osób wie, że aż 41 kilogramów złota wykorzystano podczas budowy wahadłowca Columbia. Nie był to przypadek odosobniony. Przemysł kosmiczny jest regularnym nabywcą tego metalu szlachetnego. Promy kosmiczne zawsze pokryte są złotem, by utrzymywać w jego wnętrzu stalą temperaturę. Ciekawostką będzie prawdopodobnie również to, że wszystkie standardowe smary tracą w kosmosie swoje właściwości. Także w tym przypadku na ratunek przychodzi złoto. Sami astronauci również byliby bez niego bezbronni, ponieważ to właśnie domieszka królewskiego kruszcu w ich kaskach sprawia, że unikają szkodliwego promieniowania. Schodząc na ziemię, złoto bardzo szeroko wykorzystywane jest w medycynie. Jako metal biokompatybilny, nie wpływa negatywnie na zdrowie i samopoczucie człowieka. Bardzo często wykorzystywany jest w branży stomatologicznej oraz ortodontycznej. Złoto charakteryzuje się doskonałą przewodnością elektryczną i niezawodnością, dzięki czemu jest używane przy produkcji urządzeń medycznych. Te cecha sprawia, iż kruszcu nie brakuje również w najwyższej klasy elektronice, a także przemyśle lotniczym. Śladowe ilości złota znajdują się również w płytach głównych komputerów, pamięciach RAM czy telefonach komórkowych. Ostatnią branżą o której warto wspomnieć, jest kosmetyczna. Stosowanie złota opóźnia procesy starzenia, a także usuwa przebarwienia skóry. 

Spoglądają na wykres w porównaniu do indeksu S&P500, widać wyraźnie, że złoto dawało nam poczucie bezpieczeństwa w sytuacjach, gdy na rynku giełdowym dochodziło do istnej masakry. Dotychczas inwestycja ta sprawdzała się zawsze przy kryzysach finansowych i gospodarczych. Czy będzie to rynkowy pewniak również w przyszłości ?

w-poszukiwaniu-bezpiecznej-przystani grafika numer 2w-poszukiwaniu-bezpiecznej-przystani grafika numer 2Wykres porównujący zachowanie złota z indeksem S&P500 (100 lat)

Reklama

Inwestując w złoto należy pamiętać, że jest ono notowane do dolara amerykańskiego. Musimy więc mieć świadomość, iż oprócz spekulacji dotyczącej ceny kruszcu, godzimy się również na ryzyko kursowe USD/PLN. Jest jeszcze jeden czynnik, który mimo, iż wygląda na mało prawdopodobny, to jednak podczas inwestycji musimy mieć go z tyłu głowy. Wyobraźmy sobie sytuację, w której doszłoby do kryzysu, na skalę dotychczas nigdy nie widzianą. Na świecie zapanowałoby skrajne ubóstwo. W takiej sytuacji moglibyśmy mieć do czynienia z drastycznym ograniczeniem zapotrzebowania na złoto. Musielibyśmy wtedy zrezygnować z nabywania ekskluzywnej biżuterii, drogich kosmetyków czy elektroniki z najwyższej półki. Załamanie ilości kupujących, przy stałym poziomie podaży, mogłoby doprowadzić do nadpodaży złota. W takiej sytuacji realny byłby dynamiczny spadek ceny najbardziej wartościowego kruszcu.

Srebro

Naturalnym następstwem analizy złota, jest spojrzenie jak wygląda sytuacja drugiego metalu szlachetnego czyli srebra. Można odnieść wrażenie, że powinny być one ze sobą skorelowane lub chociaż podążać w tym samym kierunku. Nic bardziej mylnego. O ile złoto radzi sobie bardzo dobrze, to srebro niestety fatalnie. Sytuacja ta jest zaskakująca, ponieważ popyt na nie systematycznie rośnie. Srebro prócz oczywistego wykorzystania do produkcji biżuterii, ma również wiele innych zastosowań. Co ciekawe, wyroby jubilerskie stanowią jedynie 19% popytu. Zapotrzebowanie przemysłowe stanowi większość, a dokładnie aż 63%. Pozostałą część pochłaniają zamówienia na monety i sztabki oraz sztućce i srebrne naczynia. Powodów dla którego srebro jest tak chętnie stosowane w przemyśle jest oczywiście wiele. Najważniejsze z nich to: przewodniość elektryczna i termiczna, odporność na korozję, niska rezystencja i wysoka antyseptyczność, a także wysoki współczynnik odbicia światła. Branże, w których srebro jest stosowane najczęściej to: elektryka i elektronika, fotografia, medycyna, energetyka słoneczna. Wykorzystywane jest również do robienia stopów lutowniczych, produkcji luster oraz powłok zabezpieczających przed przedostawaniem się promieni słonecznych. Mówi się, że w ciągu kilku najbliższych lat, zapotrzebowanie na srebro w przemyśle powinno się podwoić. Duży i wciąż rosnący popyt powinien wpłynąć pozytywnie na wycenę kruszcu. Tak się jednak nie dzieje, a cena zbliża się dużymi krokami do poziomu kosztu wydobycia, który zlokalizowany jest w okolicach 12 dolarów. Główną przyczyną takiego stanu rzecz jest właśnie to, że srebro coraz bardziej jest traktowane jako metal przemysłowy, a nie szlachetny. Patrząc na wykresy, możemy zauważyć znacznie więcej zbieżności przebiegu notowań srebra z miedzią, niż ze złotem.

w-poszukiwaniu-bezpiecznej-przystani grafika numer 3w-poszukiwaniu-bezpiecznej-przystani grafika numer 3Wykres notowań złota (niebieski), srebra (żółty) i miedzi (zielony)

Na wykresie widać wyraźnie, iż podczas załamań rynkowych, ceny srebra i miedzi korelowały ze sobą znacznie bardziej. Ich spadki były zdecydowanie głębsze, niż złota, które wykazywało względną stabilność notowań. 

Paweł Grubiak z Superfund TFI opisał srebro następującymi słowami: "Srebro jest metalem funkcjonującym na pograniczu dwóch światów. Z jednej strony, ze względu na powiązanie ze złotem, często bywa aktywem utrzymującym wartość w czasach recesji i kryzysów. Z drugiej strony, jest ono także metalem szeroko wykorzystywanym w przemyśle, a więc popyt na srebro maleje w okresach trudnych dla światowej gospodarki"

Reklama

Zanim zdecydujemy się na ulokowanie w nim swoich oszczędności z powodu niskiej ceny, warto pamiętać o dwóch kwestiach. Po pierwsze, srebro pomimo cały czas spadającej ceny i tak często jest zastępowane innymi materiałami imitującymi jego wygląd. Po drugie, nigdy nie jest tak tanio, żeby nie mogło być jeszcze taniej. Przewidywania analityków co do zmiany ceny w najbliższych latach nie są zachęcające do kupna:

w-poszukiwaniu-bezpiecznej-przystani grafika numer 4w-poszukiwaniu-bezpiecznej-przystani grafika numer 4Źródło: longforecast.com

Jak wynika z powyższej tabeli, w ciągu najbliższych 2 lat nie powinniśmy mieć do czynienia ze znaczącym wzrostem wartości srebra. Według analityków najbliższe miesiące powinny przynieść obniżkę cen, przejściowo nawet w rejon poniżej 13$ za uncję. Następnie cały 2021 rok może upływać pod znakiem systematycznych wzrostów, przeplatanych rynkowymi korektami. Jednak kurs nie powinien trwale przekroczyć ceny 16$. W pierwszych miesiącach 2022 roku powinniśmy ponownie obserwować deprecjację ceny srebra. Ostatnia podawana szacunkowa wartość przypada na kwiecień 2022 roku i miałaby wynosić 14,38$ za uncję srebra.

Zachowanie tego kruszcu podczas kryzysów na początku XX wieku, 2007-2008 oraz obecnych zawirowań związanych z pandemią koronawirusa, nie zachęca do lokowania w nim oszczędności w kontekście bezpiecznej przystani.

w-poszukiwaniu-bezpiecznej-przystani grafika numer 5w-poszukiwaniu-bezpiecznej-przystani grafika numer 5Wykres porównujący zachowanie srebra z indeksem S&P500 (20 lat)

Reklama

Tutaj także podczas inwestycji, dodatkowym czynnikiem jest ryzyko walutowe USD/PLN. Jednak nie można popadać w skrajny pesymizm. Warto pamiętać, że rynek srebra jest znacznie bardziej płytki niż złota. Efektem tego może być bardzo dynamiczne odbicie. Z taką sytuacją mieliśmy do czynienia w 1979, kiedy to cena srebra wystrzeliła w ciągu roku o 355%, a także w 2010, gdzie skala zwyżki wyniosła 83% w ciągu 12 miesięcy. Warto wiedzieć, że złoto i srebro stanowią łącznie jedynie 3% wszystkich aktywów inwestycyjnych i finansowych na świecie.

Waluty są bezpieczne?

W obliczu ogromnego kryzysu najważniejszym zadaniem każdego inwestora jest ochrona kapitału. Zgodnie z tym tokiem rozumowania, należy trzymać się najsilniejszych i najpewniejszych instytucji na świecie. Właśnie dlatego przyjęło się, iż na czas kryzysu warto przewalutować przynajmniej część swoich oszczędności do walut najmocniejszych mocarstw świata. Zawsze jest większe prawdopodobieństwo, że suchą nogą przejdzie przez spowolnienie przejdzie większy niż mniejszy. Pewne jest również, że to on szybciej się po załamaniu odbuduje. Właśnie z tego powodu do grona safe heven zaliczają się dolar amerykański, jen japoński i frank szwajcarski. Należy jednak pamiętać, że zbyt silna waluta nie jest korzystna dla danego kraju z powodu mniejszych zysków z eksportu. Dlatego utrzymywanie kapitału w obcej walucie powinno być traktowane jako przede wszystkich przechowanie wartości, a nie oczekiwanie ponadprzeciętnych zysków.

Dolar amerykański

Jest najpopularniejszą walutą z powodu największej płynności na rynku FOREX (około 90% handlu dotyczy dolara). Doszło do tego na podstawie umowy z Bretton Woods w 1944 roku, kiedy to dolar amerykański stał się podstawową walutą rezerwową na świecie. Przed tym wydarzeniem większość państw znajdowała się w standardzie złota. Ich rządy były zadeklarowane wymienić na żądanie swoje rezerwy walutowe na ich równowartość w złocie. Podczas wspomnianego spotkania 1944 roku ustalono kurs wymiany wszystkich walut do dolara amerykańskiego. W tamtym czasie to właśnie Stany Zjednoczone były posiadaczem największych rezerw w złocie. W 1971 roku doszło do załamania ustalonego systemu, a państwa zaczęły domagać się złota za posiadane przez siebie dolary. Oczywiście nie było to na rękę ówczesnemu prezydentowi Stanów Zjednoczonych, którym był Richard Nixon. Przystanie na takie żądania doprowadziłoby do utracenia rezerw, dlatego dokonał on oddzielenia dolara od złota. Choć dolar nie posiada oficjalnego tytułu waluty globalnej, to w rzeczywistości nią jest. Dolar amerykański stanowi aż 61% wszystkich znanych rezerw walutowych banku centralnego. Dla porównania, na drugim miejscu jest euro, z wynikiem jedynie 20%. Aż 65% wszystkich banknotów dolarowych używanych jest poza Stanami Zjednoczonymi. Jest to około 580 miliardów dolarów. Ponad 1/3 światowego PKB pochodzi z krajów, które łączą swoje waluty z dolarem. 7 z nich przyjęło dolara amerykańskiego jako własną walutę, natomiast 89 utrzymuje swoją walutę w ścisłym stosunku do dolara. Wszystkie surowce, a także ropa naftowa są wyceniane właśnie w dolarze amerykańskim. Prawie 40% długu światowego jest denominowane do dolara. W związku z tym banki zagraniczne muszą posiadać dużą ilość amerykańskiej waluty do działalności komercyjnej. Rządy pozyskują dolara z transakcji międzynarodowych, lokalnych przedsiębiorców, którzy wymieniają go na walutę państwową, a także od turystów. Potęga dolara jest niepodważalna. Co więcej, nie ma dla niego żadnych alternatyw. Kiedyś mówiło się, że euro może mu zagrozić, jednak po kryzysie strefy euro te głosy umilkły. Stany Zjednoczone posiadają stabilną gospodarkę, otwarty i płynny rynek finansowy, a do tego są największą potęgą militarną świata. Te argumenty sprawiają, iż dla większości ludzi dolar amerykański jest jedyną pewną gotówką. Podczas załamania na rynkach finansowych 2007-2008 waluta ta zyskiwała na wartości:

w-poszukiwaniu-bezpiecznej-przystani grafika numer 6w-poszukiwaniu-bezpiecznej-przystani grafika numer 6Źródło: Bloomberg

Jen japoński

Japońska gospodarka jest trzecią największą na świecie, a jen japoński był jedyną azjatycką walutą, która umacniała się w czasie kryzysu 2007-2008. Fenomen ten był spowodowany dużą nadwyżką handlową w stosunku do zadłużenia. Dzięki temu, że Japonia jest jednym z głównych eksporterów, napływ zachodnich walut w wymianie handlowej, wpływa na umocnienie jena, stabilność gospodarczą i finansową. Dodatkowo, japońscy inwestorzy w czasach hossy biorą kredyty na swoim rynku, a następnie dokonują inwestycji na innych rynkach. Gdy sytuacja na świecie robi się nerwowa, wtedy wycofują swoje środki, wracają do kraju wpływając na wzrost rodzimej waluty, a następnie spłacają pożyczki. Podczas wielkiego załamania rozpoczętego w 2007 roku jen zyskiwał systematycznie do dolara, aż do samego dołka kryzysu.

Reklama

 

w-poszukiwaniu-bezpiecznej-przystani grafika numer 7w-poszukiwaniu-bezpiecznej-przystani grafika numer 7Źródło: Bloomberg

Niestety, żeby nie było tak różowo, należy tutaj zaznaczyć, iż nadwyżka handlowa z czasem systematycznie spada. Jeszcze w 1986 wynosiła 100 miliardów dolarów, obecnie wynosi 70 miliardów dolarów. Natomiast zadłużenie systematycznie rośnie. Premier Japonii Shinzo Abe, chcąc wyciągnąć kraj z deflacji, postanowił wprowadzić pod koniec 2012 roku politykę stymulacyjną. Plan był taki, żeby zamiast cięć wydatków, pompować pieniądze w rynek i liczyć na to, że wygenerują one wyższe dochody z podatków i silny wzrost gospodarczy. Oczywiście jednym z celów było również zmniejszenie ogromnego zadłużenia Japonii, a to się niestety póki co nie udało. Jeszcze w latach 80-tych dług w relacji do PKB utrzymywał się w przedziale 70-80%, natomiast wynosi to około 250%. Polski ekonomista Marcin Mrowiec ocenia tą sytuację następująco: „Scenariusz skokowego wzrostu kosztów obsługi tego zadłużenia oznacza realne ryzyko, że koszty obsługi długu okazałoby się wyższe niż całe wpływy podatkowe. Do zachwiania wiarą inwestorów w wypłacalność Japonii wystarczyłby wzrost kosztów obsługi zadłużenia rzędu 200 pb, czyli w skali niebędącej niczym nadzwyczajnym na innych rynkach rozwiniętych”. Kolejna statystyka również nie napawa optymizmem. Japonia jest jednym z najszybciej starzejących się społeczeństw na świecie. W tej kwestii również zabrał głos Marcin Mrowiec: „Biorąc pod uwagę narosłe do tej pory zadłużenie oraz rosnące w najbliższych dekadach wydatki związane ze starzeniem się japońskiego społeczeństwa, dług tego kraju jest zasadniczo niespłacalny w klasycznym rozumieniu tego słowa, tzn. poprzez nadwyżki budżetowe”. 

Frank szwajcarski

Stabilna gospodarka i najbezpieczniejszy system finansowy to wizytówki Szwajcarii. Na pewno nikogo nie dziwi, iż jej waluta jest uważana za bezpieczną przystań. Jest to niewielkie państwo, dlatego ma niewielkie PKB w porównaniu z największymi potęgami świata. Zupełnie inaczej sytuacja wygląda w przeliczeniu PKB per capita, czyli w przeliczeniu na osobę. Wtedy otrzymujemy imponujący wynik ponad 80 tysięcy dolarów na osobę. Jest to niemal dwukrotnie więcej niż przypada na jednego obywatela Niemiec. Chęć zakupu szwajcarskiego bezpieczeństwa z zewnątrz sprawia, że podczas niepewności na rynkach finansowych, frank zdecydowanie się umacnia. Skala tego procesu byłaby znacznie większa, gdyby nie fakt, że Szwajcarski Bank Centralny stara się stabilizować kurs swojej waluty poprzez skupowanie euro w sytuacjach newralgicznych. W latach 2011-204 doszło nawet do wyznaczenia kursu minimalnego na parze EUR/CHF na poziomie 1,20. Za każdym razem gdy kurs zbliżał się do tego poziomu Szwajcarii skupowała potężne ilości euro, chroniąc swoich eksporterów. Niestety z czasem okazało się to niemożliwe do utrzymania. Gdy 15 stycznia 2015 roku Bank wycofał się ze swojej deklaracji, wtedy na rynku walutowym mieliśmy cuda rangi historycznej. Z poziomu 1,20 na EUR/CHF kurs zanurkował o 20% w dół w kilka minut. Zbyt silny CHF w stosunku do EUR nie jest korzystny dla Szwajcarów, ponieważ szkodzi on eksportowi. Wiele krajowych firm traci wtedy część zamówień z Unii Europejskiej, które stanowią aż 60 procent eksportu szwajcarskiej produkcji. W efekcie wiele fabryk oraz zakładów metalurgicznych notuje bolesne straty. Pod tym względem Szwajcaria jest bardzo podobna do Japonii, ponieważ oba te kraje stawiają głównie na eksport i to z niego czerpią potężne zyski. Nadwyżka handlowa Szwajcarii wynosi obecnie 36 miliardów dolarów rocznie. Frank szwajcarski ze względu na neutralność polityczną oraz silną gospodarkę jest uważany za znacznie bardziej bezpieczny niż euro. W trakcie kryzysu 2007-2008 CHF umacniał się w stosunku do wszystkich walut prócz JPY (jena japońskiego).

w-poszukiwaniu-bezpiecznej-przystani grafika numer 8w-poszukiwaniu-bezpiecznej-przystani grafika numer 8Źródło: Bloomberg

W POSZUKIWANIU ALTERNATYWNYCH (NIE)BEZPIECZNYCH PRZYSTANI

Reklama

„Oczekuj nieoczekiwanego”- to bardzo trafne określenie bardzo pożądanego podejścia do rynku. Inwestor powinien być ostrożny, podejrzliwy, poddający tezy w wątpliwość. Na samym końcu to przecież rynek zweryfikuje wszystkie jego wnioski i rozliczy podjęte działania. Jako arsenał broni każdy uczestnik rynku ma swoją wiedzę, doświadczenie, przemyślenia, a także dane historyczne, prognozy analityczne oraz rachunek prawdopodobieństwa. Na tym ostatnim czynniku warto się skupić nieco dłużej. Można odnieść wrażenie, że jeśli coś się kiedyś powtórzyło wielokrotnie, to rośnie szansa, że w przyszłości znów tak będzie. W pewnym sensie ma to podstawy logiczne. Jednak gdyby się głębiej temu przyjrzeć to już niekoniecznie. Załóżmy, że podrzucamy monetę i 5 razy z rzędu wypada orzeł. Czy to oznacza, że kolejny rzut daje większe prawdopodobieństwo powtórzenia się sytuacji? Oczywiście, że nie. Na rynkach rzecz jasna nie mamy, aż tak dużej losowości jednak warto mieć na uwadze, że to co się wydarzyło kiedyś, nie musi się wcale powtórzyć ponownie. Możemy więc w ten sposób dojść do wniosku, że złoto pomimo, iż dotychczas nigdy nie zawiodło, to tym razem może się tak wydarzyć. Srebro jest w słabej formie, więc niekoniecznie postawimy na nie wszystkie oszczędności. Waluty bankrutowały już dziesiątki razy, czyli może się to zdarzyć znów. Zadłużenia poszczególnych państw mają z kolei tak gigantyczne zadłużenia, że warto mieć do nich ograniczone zaufanie. W taki sposób eliminujemy sobie wszystkie standardowe bezpieczne przystanie. Nie twierdzę, że powinniśmy tak zrobić, jednak co by było gdybyśmy spróbowali pójść o krok dalej? Poszukać nieco głębiej? 

Akcje spółek defensywnych

Spółki defensywne to takie, które charakteryzują się niską tak zwaną betą. W praktyce polega to na tym, że ich zmienność jest niższa od średniej. Wskaźnik ten jest wyliczany na podstawie specjalnego wzoru. Przyjmijmy, że spółka ma betę na poziomie 0,5. Jest to charakterystyczna wartość dla spółek defensywnych. Taka spółka statystycznie, podczas spadku indeksu o 5% powinna spaść jedynie o 2,5%. Oczywiście rodzi to pewne konsekwencje. W przypadku wzrostu indeksu o 5%, akcje spółki defensywnej w większości przypadków urosną jedynie o 2,5%. Walory takie wybieramy do swojego portfela w niepewnych czasach by ograniczyć ewentualne straty przy jednoczesnym zachowaniu ekspozycji na parkiecie giełdowym. Spółki defensywne są mniej podatne na zmienność, ponieważ ich przedstawicielami są biznesy o dużym stopniu stabilizacji. Są to w pewnym sensie bardzo nudne i przewidywalne biznesy. Podczas hossy nie osiągną one ponadprzeciętnego wzrostu przychodów i zysków. Jednocześnie w czasie bessy trudno jest zrezygnować ze świadczonych przez nie produktów czy usług. Dzięki temu notują stabilne zyski, podczas gdy inne branże walczą o przetrwanie na rynku. Przykładem sektorów defensywnych są: energetyka, zdrowie, dobra konsumpcyjne itd. Firmy te zachowują się lepiej w trakcie załamania na rynku, ponieważ wytwarzane przez nie produkty są niezbędne do życia. Sprawia to, że nawet podczas kryzysu ich skala spadków nie jest aż tak wielka jak w innych branżach. Niestety taka inwestycja może jedynie zmniejszyć rozmiary strat, natomiast podczas globalnego kryzysu na pewno nie pomoże nam zachować wartości portfela w pełni. Gdy w gospodarce jest bardzo źle, to nawet firmy świadczące dobra pierwszej potrzeby będą to odczuwały. Jako przykład posłużymy się międzynarodowymi potęgami przedstawionych 3 branż. Exxon Mobil, Johnson & Johnson oraz Procter & Gamble. Jak widać na wykresie, firmy te dotkliwie odczuły zarówno pęknięcia bańki internetowej w 2000 roku, kryzys finansowy 2007-2008, a także obecną pandemię koronawirusa. Jednak spadki te miały mniejszą skalę w porównaniu do całego indeksu S&P500.

w-poszukiwaniu-bezpiecznej-przystani grafika numer 9w-poszukiwaniu-bezpiecznej-przystani grafika numer 9Wykres porównujący zachowanie spółek defensywnych z S&P500 (30 lat)

Wyjątkiem jest tutaj obecne załamanie Exxon Mobile po dramatycznych spadkach na rynku ropy. Sytuacja ta jedynie potwierdza tezę, iż w trakcie załamania nawet spółki defensywne nie są dobrym wyborem w kontekście poszukiwania bezpiecznej przystani.

Bitcoin

Wielu miłośników tej alternatywnej formy inwestowania uważa, że bitcoin będzie pełnił w przyszłości funkcję cyfrowego złota. Marzą o tym, by był on wizytówką „store of value” czyli utrzymywania wartości w czasie. Wraz ze wzrostami, aż do końcówki 2017 roku, bitcoin jako bezpieczna przystań znajdował coraz większą rzeszę zwolenników. Jednak później przyszło otrzeźwienie i pęknięcie bańki (spadek z 20000$ na 3150$). Następnym stres testem dla króla kryptowalut była reakcja na ogólnoświatowe załamanie w 2020 roku. Niestety ta próba nie wypadła pomyślnie. Bitcoin tracił na wartości nawet więcej niż indeksy giełdowe, podczas gdy prawdziwe złoto prezentowało znacznie lepszą formę.

Reklama

w-poszukiwaniu-bezpiecznej-przystani grafika numer 10w-poszukiwaniu-bezpiecznej-przystani grafika numer 10Wykres porównujący zachowanie BTC z rynkami tradycyjnymi podczas załamania w 2020 roku

Nie można jednak całkowicie przekreślić Bitcoina jako safe heven, ponieważ jeszcze nigdy nie przeżył prawdziwego globalnego kryzysu. Powstał on bowiem dopiero w 2009 roku.

w-poszukiwaniu-bezpiecznej-przystani grafika numer 11w-poszukiwaniu-bezpiecznej-przystani grafika numer 11Wykres bitcoina do amerykańskiego dolara (10 lat)

Akcje polskich spółek gamingowych

Na pierwszy rzut oka brzmi to jak żart. Jednak przyglądając się bliżej, już nie do końca tak musi być. Dla przeciętnego Polaka, nasza rodzima giełda jest miejscem, które należy omijać szerokim łukiem. Co więcej, nawet doświadczeni inwestorzy bardzo często wybierają inne rynki. Patrząc na Giełdę Papierów Wartościowych jako całość, czy też nasz sztandarowy indeks WIG20, od razu można zrozumieć, jakie są powody takiego stanu rzeczy. Mówiąc krótko- polska giełda zachowuje się fatalnie. Jednak po nieco dłuższym wgłębieniu się w temat odkryjemy, iż mamy tu do czynienia z fenomenem na skalę światową. Polska branża gier komputerowych, bo o nich właśnie mowa, to prawdziwy hit. Nie chodzi tu o porównanie do innych firm na naszej giełdzie, ale zachowanie względem globalnych alternatyw. Chyba każdy słyszał o największej obecnie spółce notowanej na GPW czyli CD Projekt. Jej poczynania są wręcz nieprawdopodobne. Można powiedzieć, że ten optymistyczny rajd jest spowodowany zbliżającą się premierą nowej gry Cyberpunkt 2077. Argument ten jest całkowicie nietrafiony z dwóch powodów. Po pierwsze akcje spółki rosną już ponad od dekady. 

w-poszukiwaniu-bezpiecznej-przystani grafika numer 12w-poszukiwaniu-bezpiecznej-przystani grafika numer 12Wykres akcji spółki CD Projekt (10 lat)

Reklama

Po drugie CDR nie jest jedyną spółką gamingową, która zachowuje się wręcz fenomenalnie. Kolejnymi przykładami są tutaj Playway, czy Ten Square Games. Co ciekawe, ostatnie potężne zawirowania na rynku spowodowane pandemią koronawirusa pokazały jak odporni są sprzedawcy gier. Mając do dyspozycji cały świat i wszystkie dostępne instrumenty finansowe, bardzo trudno byłoby znaleźć walor znajdujący się w strefie historycznych maksimów. Opisywane tutaj spółki producentów gier właśnie się w niej znajdują. 

w-poszukiwaniu-bezpiecznej-przystani grafika numer 13w-poszukiwaniu-bezpiecznej-przystani grafika numer 13Wykres spółek CD Projekt, Playway, Ten Square Games (1 rok)

Fenomen polskich spółek gamingowych lśni jeszcze jaskrawszym blaskiem, gdy spojrzymy na gigantów tej branży, notowanych na amerykańskiej giełdzie. Take-Two Interactive, Activision Blizzard, czy Electronic Arts to firmy o ugruntowanej pozycji na rynku. Jednak ich wykresy zdecydowanie odstają od naszych rodzimych perełek. Żadna z wymienionych spółek notowanych na Nasdaq nie znajduje się na poziomie historycznych szczytów. 

w-poszukiwaniu-bezpiecznej-przystani grafika numer 14w-poszukiwaniu-bezpiecznej-przystani grafika numer 14

Wykres amerykańskich spółek gamingowych notowanych na Nasdaq

Reklama

Trzeba jednak uczciwie przyznać, iż spółki amerykańskie są znacznie większe od polskich, dlatego na naszych walorach znacznie łatwiej wywołać wzrosty. Aby zdać sobie sprawę z różnicy skali, porównajmy ich kapitalizację w złotych: Ten Square Gamer (2,6 mld.), PlayWay (2,7 mld.), CD Project (32 mld.), Take-Two Interactive (58,7 mld.), Electronic Arts (138,8 mld), Activision Blizzard (214 mld.).

Oczywiście istnieje ryzyko, że tak dobra forma tej branży na polskim rynku jest spowodowana wyłącznie specyfiką obecnego kryzysu. Praca zdalna oraz „uwięzienie” w domach to czynniki nie tylko nie wpływające negatywnie na prosperowanie firmy, ale nawet napędzające sprzedaż przez internet. Może się więc okazać, że inny charakter kryzysu może być dla tej branży znacznie bardziej bolesny. Jednak jest to ryzyko, którego jesteśmy świadomi, natomiast dotychczasowe dane przemawiają pozytywnie za polskim gamingiem.

Indeks S&P500

Dlaczego USA? Ponieważ to najpotężniejsza i najstabilniejsza gospodarka. Dlaczego S&P? Ponieważ to najszerszy i najbardziej zróżnicowany indeks pod względem branż i wielkości spółek. Jest to swego rodzaju inwestycja w gospodarkę amerykańską. 

w-poszukiwaniu-bezpiecznej-przystani grafika numer 15w-poszukiwaniu-bezpiecznej-przystani grafika numer 15

Wykres 8 największych gospodarek świata

Reklama

Zakup S&P500 jest ekspozycją nie tylko na wchodzące w jego skład firmy, lecz również swego rodzaju zakład, iż taki stan rzeczy się w przyszłości nie zmieni. Jest to godna uwagi propozycja dla osób, które z rynkami finansowymi mają niewiele wspólnego. Boją się aktywnego inwestowania, a jednocześnie nie są przekonane do wyników funduszy inwestycyjnych. Trzeba bowiem pamiętać, że ewentualne zyski generowane przez zarządzających są skutecznie uszczuplane przez wypłacane im prowizje za zarządzanie. Średnioroczna stopa zwrotu indeksu S&P500 na poziomie 9,8% wygląda imponująco. Nawet po odliczeniu 2,8% inflacji, to wciąż 7% rocznie. Wynik ten jest niesamowity tym bardziej, iż uwzględnia wszystkie załamania kursu indeksu S&P500 w trakcie kryzysów. Dodatkowo jednym z priorytetów amerykańskich władz jest utrzymywanie w USA długoterminowej hossy. Może się więc okazać, iż zakupienie indeksu S&P500 i utrzymywanie go niezależnie od sytuacji rynkowej aż do emerytury, będzie usilnie poszukiwaną bezpieczną przystanią.

w-poszukiwaniu-bezpiecznej-przystani grafika numer 16w-poszukiwaniu-bezpiecznej-przystani grafika numer 16Wykres S&P500 (lata 1789-2020)

Wykres przedstawia ponad 200-letnią historię notowań indeksy S&P500, co jest przekonującym argumentem stabilnego i długotrwałego trendu wzrostowego. Należy jednak pamiętać, iż propozycja jest swego rodzaju alternatywnym podejściem do tematu bezpiecznej przystani. Nie odnosi się do typowej ucieczki kapitału w trakcie kryzysu, a systematycznego lokowania oszczędności. W ten sposób rynki finansowe mogą stać się safe haven nawet dla kompletnego laika. Natomiast zgromadzone i pomnożone w ten sposób środki jego emeryturą na lata starości. Inwestycja taka powinna trwać jak najdłużej. Najlepiej dziesiątki lat. Im bardziej rozciągnięta w czasie, tym większą moc będzie miał procent składany. Warto w tym momencie zauważyć, iż moment wyjścia jest dość ważny. Oczywiście w tak długim horyzoncie czasowym nie mówimy tu o tradingu, ale musimy mieć świadomość, że rynki poruszają się w cyklach hossa-bessa. Warto celować w wyjście z inwestycji w czasie hossy, a nie na samym dnie bessy. Nie powinno to być zadaniem szczególnie trudnym ponieważ hossa zazwyczaj trwa około 10 lat.

Podsumowanie

Podczas podejmowania jakichkolwiek działań na rynkach finansowych, zawsze musimy zdawać sobie sprawę z istniejącego ryzyka. Inwestor w swoich decyzjach bierze pod uwagę dotychczasowe zachowanie danego instrumentu oraz prawdopodobieństwo jego powtórzenia się w przyszłości. Statystyki podczas lokowania swojego kapitału, zwłaszcza w czasie kryzysu są bardzo ważne. Natomiast  musimy mieć świadomość, że nigdy nie będziemy mieli 100% pewności. To, że do jakichś zdarzeń doszło w przeszłości wielokrotnie, wcale nie daje nam gwarancji, że w kolejnej sytuacji również się powtórzy. Zawsze powinniśmy się kierować zasadą „oczekuj nieoczekiwanego” oraz być otwarci na różne warianty. Nawet takie, których obecnie nie jesteśmy w stanie sobie wyobrazić. W związku z tym najlepszą i najbezpieczniejszą formą przechowywania kapitału w czasie globalnego zamętu zawsze pozostanie dywersyfikacja. Powinniśmy wybrać kilka, naszym zdaniem najbezpieczniejszych rozwiązań i ulokować w nich swoje oszczędności. Najlepiej w równych proporcjach, aby ewentualny błąd w wyborze jednego instrumentu finansowego był rekompensowany w równomiernym stopniu przez inne. Tak zbalansowany portfel powinien nam dać wysokie prawdopodobieństwo przejścia przez globalny kryzys, bez większego uszczerbku finansowego.

Jesteś dziennikarzem i szukasz pracy? Napisz do nas

Masz lekkie pióro? Interesujesz się gospodarką i finansami? Możliwe, że szukamy właśnie Ciebie.

Zgłoś swoją kandydaturę

Reklama