Reklama
twitter
youtube
facebook
instagram
linkedin
Reklama
Reklama

Zawirowania na rynku ropy naftowej doprowadzą do dalszych spadków! S&P500 należy się mocna korekta... w korekcie?

|
selectedselectedselected
Zawirowania na rynku ropy naftowej doprowadzą do dalszych spadków! S&P500 należy się mocna korekta... w korekcie? | FXMAG INWESTOR
Zawirowania na rynku ropy doprowadzą do dalszych spadków. S&P500 należy się mocna korekta... w korekcie?
Reklama
Aa
Udostępnij
facebook
twitter
linkedin
wykop

Zapraszamy na naszą cotygodniową analizę rynków z CMC Markets, podczas której Maciej Leściorz rzucił okiem na najważniejsze wykresy tygodnia. W naszej analizie poruszyliśmy tematy potencjalnej korekty spadkowej (albo zakończenia korekty wzrostowej) na amerykańskich indeksach giełdowych S&P500 i Nasdaq-100, sytuacji na rynku ropy oraz scenariuszy na grudniowe posiedzenie RPP.

 


 

Darek Dziduch: Ruch wzrostowy, a w zasadzie odbicie od tegorocznego dołka, trwa na czołowych indeksach w USA już niemal nieprzerwanie od połowy października. Czy Twoim zdaniem są jakieś argumenty za korektą spadkową, która indeksom się „należy”?

Reklama

Maciej Leściorz: Póki co rzeczywiście korekta na indeksach „się należy”, to po pierwsze. Po drugie zaś mamy naprawdę dużo innych argumentów za wystąpieniem spadków, przynajmniej w najbliższym czasie, co najmniej do przyszłotygodniowego posiedzenia FOMC. To, co jak dotąd napędzało rynek, czyli te oczekiwania, że Fed zakończy podwyżki stóp procentowych na tym poziomie w okolicach 5% mogą się nieco oddalić. Sama podwyżka o oczekiwane 50 punktów bazowych najprawdopodobniej stanie się faktem i tutaj nie oczekiwałbym żadnej niespodzianki. Może się jednak okazać, że ścieżka podwyżek stóp procentowych nieco się wydłuży, chociażby w związku z wciąż silnym rynkiem pracy w USA. Cały czas napływają kolejne całkiem dobre dane makroekonomiczne, które jednak szkodzą giełdzie i wpływają na to, jakie są oczekiwania wobec Fedu.

Tak naprawdę po raz kolejny powinniśmy oczekiwać od Jerome Powella niemal identycznych słów, jak w ostatnich tygodniach i po poprzednich posiedzeniach FOMC, z tym że w obecnej sytuacji one mogą być zupełnie inaczej interpretowane. To jest niesamowite, że rynek wyłapuje tylko te fragmenty, które chce usłyszeć i jest obojętny na wszystkie pozostałe. I dokładnie tak było w zeszłym tygodniku, kiedy amerykańskie indeksy wzrosły o kilka procent w ciągu środowej sesji. Wtedy z wypowiedzi Jerome Powella zostały wyciągnięte tylko te gołębie sygnały, a reszta po prostu została przez rynek zignorowana.

Teraz może być jednak zupełnie na odwrót, tym bardziej że jednak mamy potwierdzenie tego, że amerykański rynek pracy wciąż ciąży.  Pamiętajmy, że ten ruch wzrostowy, trwający od połowy października, trzeba jednak postrzegać wciąż w kategorii korekty wzrostowej w trendzie spadkowym. Póki co, nie mamy przesłanek, które pozwalałyby mówić o trwałym powrocie do wzrostów na indeksach. Szukając rajdu Świętego Mikołaja, jeżeli on rzeczywiście nadejdzie, to stanie się to raczej w drugiej połowie grudnia. Jak dotąd ten ruch spadkowy z większym prawdopodobieństwem będzie jednak kontynuowany na amerykańskich indeksach giełdowych, co najmniej do połowy miesiąca.

Zobacz również: Znany bankier twierdzi, że nadchodzi recesja w USA a giełdy zanurkują jeszcze o 20%

 

Kto będzie miał większą moc, w kontekście przyszłotygodniowych posiedzeń bankierów centralnych - Fed czy Europejski Bank Centralny? Czy możemy liczyć na zakończenie osłabiania się dolara w stosunku do euro?

Jeżeli sprawdzi się scenariusz zmiany oczekiwań co do trwania cyklu podwyżek stóp procentowych w USA, to szansa na to, by dolar nieznacznie górował nad euro. Oczekiwane 50 punktów bazowych na grudniowym posiedzeniu FOMC jest już oczywiście wycenione przez rynek, natomiast interpretacja dalszych wydarzeń będzie tutaj kluczowa. Tak więc opór cenowy na poziomie 1,05 jest całkowicie uzasadniony, zarówno technicznie, jak i też ze względu na rynkowe oczekiwania.

Reklama

Dlatego też odbicie dolara, czyli spadek EUR/USD, jest też obecnie tym scenariuszem bazowym.

Natomiast w perspektywie kolejnych miesięcy i kwartałów, podtrzymuję to, co mówiłem już wcześniej, cały czas to Europejski Bank Centralny może mieć to większe pole do manewru na polu jastrzębich działań, czyli cyklu podwyżek stóp procentowych mocniej rozciągniętych w czasie, względem Fedu.

Nie oczekiwałbym powrotu do parytetu EUR/USD, bo to już jest za nami, natomiast takie wahania, które obecnie nam towarzyszą, czyli odbicie od 1,05 i zejście nawet poniżej 1,04 jest mocno prawdopodobne. Tym bardziej, że mamy przed końcem roku liczne dane ze strefy euro, jaki ze Stanów Zjednoczonych. Nie wolno też zapominać o ciążącym na euro problemie rynku energetycznego w Europie, w tym przede wszystkim rosnących cen gazu, zwłaszcza tego europejskiego Dutch TTF. Do tego dochodzi też kwestia pogody, który w ostatnim czasie był impulsem do wzrostów z powodu statystycznie cieplejszych, zarówno października, jak i listopada. Prognozy za kolejne miesiące nie są już jednak tak optymistyczne. A warto przypomnieć, że prognozy pogody mają jeszcze niższą skuteczność niż prognozy rynkowe. Póki co, bardzo prawdopodobny jest scenariusz, w którym to zima zaskoczy rynek i doprowadzi do wzrostów cen na rynkach energetycznych. Szczególnie mowa tutaj o cenach europejskich kontraktów na gaz ziemny, który teraz akurat ma bardzo wysoki stan zapasów w każdym z krajów Europy. Natomiast, im zimniejsza zima, tym szybciej te zapasy będą się kurczyć. Wciąż jednak gazu do końca zimy powinno nam wystarczyć, ale trzeba pamiętać o tym, że później mogą pojawić się problemy.

Zobacz również: Fed pivot, czyli kiedy w końcu giełdy ruszą w górę

 

Na niedzielnym posiedzeniu OPEC+ nie doszło do zmiany planowanego poziomu produkcji ropy naftowej - czy to zaskoczenia dla rynku? Dalsze spadki ropy dalej są w grze?

Ta decyzja kartelu OPEC nie była jakimś zaskoczeniem, wcześniejsze doniesienia prasowe w charakterze plotek i przecieków się potwierdziły. Zgodnie z oczekiwaniami, na wirtualnym posiedzeniu OPEC zazwyczaj nie dochodzi do jakichś kluczowych decyzji i tak też stało się teraz.

Reklama

W kontekście rynku ropy naftowej ważne jest jednak to, że zauważalnie zmienia się układ sił. Coraz większa rolę odgrywa polityka i stojąca za nią wojna cenowa. Przywódca Chin Xi Jinping jedzie do Arabii Saudyjskiej, po to by rozmawiać między innymi o zaopatrzeniu w ropę. Tak więc Rosja, która już od dłuższego czasu cały czas - pomimo sankcji - sprzedaje ropę zarówno do Chin, jak i Indii, ale też przecież do Europy zaczyna być pod ostrzałem nawet tych, którzy dotychczas byli jej partnerami. Może więc dojść do pewnej zmiany w układzie sił.

Brak decyzji ze strony OPEC w grudniu jest sygnałem od kartelu: „patrzymy, co będzie się działo na rynku i będziemy reagować na bieżące wydarzenia”. Nie trzeba chyba nikogo przekonywać, że akurat OPEC jest bardzo cenotwórczą instytucją na rynku ropy. Może więc w elastyczny sposób reagować na to, co już się wydarzyło w dość krótkim czasie. Gdyby okazało się, że cena ropy spadła jednak aby mocno, wtedy można wręcz spodziewać się tego, że kartel „przykręci kurek” jeszcze mocniej.

Cały czas ten poziom 60 dolarów, którzy został ustalony jako górny limit przez Unię Europejską nie odbiega jakoś znacząco od ceny rynkowej rosyjskiej ropy Rebco. Od wybuchu wojny na Ukrainie ta różnica pomiędzy ropą Brent a rosyjską ropą Ural (Rebco) zwiększyła się nawet do ponad 25 dolarów. Przed wybuchem wojny zawsze rosyjska ropa była zauważalnie tańsza np. od WTI, ale ta różnica wynosiła najczęściej zaledwie kilka dolarów.

Pod względem rynkowym maksymalne ceny na rosyjską ropę nie są jakimś ciosem dla Rosji, natomiast może to powodować rozgrywki handlowe pomiędzy poszczególnymi partnerami krajów OPEC. Same te rozgrywki sprawiają, że kontynuacja ruchu spadkowego jest moim zdaniem scenariuszem bardziej prawdopodobnym, pomimo tego ożywienia ze strony chińskiej.

Póki co, rynek żyje tym, że popyt ze strony Chin nie będzie jednak tak duży, bo i tak nie zbilansuje to kwestii podażowej.

Pomimo wielu czynników, które wskazywałyby raczej na wzrosty notowań ropy, czy to ze względu na uszczuplone rezerwy surowca w Stanach Zjednoczonych, czy z powodu nadchodzącego embarga na rosyjskie produkty ropopochodne i coraz mniej restrykcyjną politykę antycovidową w Chinach, mimo wszystko kwestie etapu wojen handlowych, w który obecnie wkraczamy, to on będzie tutaj kluczowy pod względem ruchów cenowych.

Reklama

Fundamentalnie będzie rozgrywało się to przez cały grudzień.

Rosja jak dotąd zapowiedziała - nie będzie sprzedawać ropy krajom, które będą stosować się do limitu cen na rosyjską ropę. Otwartym pozostaje jednak pytanie czy w pewnym momencie nie będzie zmuszona wycofać się z tej deklaracji. Nie jest bowiem możliwe zrezygnowanie z dnia na dzień z kontaktów z dotychczasowymi importerami i magazynowanie wydobytego surowca, bo te możliwości trzymania rezerw są mocno ograniczone. Rosja może natomiast stracić co najmniej kilku dotychczasowych partnerów handlowych na rzecz OPEC. Ta relacja na pewno się zmieni. Już teraz szacuje się, że po tych ograniczeniach, które zostały wprowadzone sama Rosja będzie produkować mniej od miliona do półtora miliona baryłek ropy miesięcznie. To miało być natomiast zbilansowane podwyżkami wydobycia całego kartelu OPEC, ale tak się nie stało, co pokazuje że OPEC przyjmuje obecnie pozycję obserwacyjną.

Zobacz również: Rynek surowców pod ogromną presją: cena miedzi w przecenie, notowana ropy naftowej zanurkowały

 

Czy Rada Polityki Pieniężnej na środowym posiedzeniu podniesie stopy procentowe czy raczej możemy liczyć się już z nieformalnym zakończeniem cyklu podwyżek stóp procentowych?

Myślę, że nikt nie oczekuje na jakąkolwiek zmianę na jutrzejszym posiedzeniu, ja również nie oczekuję podwyżki stóp procentowych. Mówienie o podwyżce stóp na grudniowym posiedzeniu byłoby wręcz szalone, chociażby w kontekście wcześniejszych komunikatów Adama Glapińskiego czy wypowiedzi poszczególnych członków RPPw mediach.

No i nie można zapominać też o dodatkowym argumencie przeciwko dalszym podwyżkom stóp procentowych, jaki otrzymała Rada Polityki Pieniężnej. Mowa oczywiście o szacunkowym odczycie inflacji w listopadzie, który wyniósł 17,4% r/r i tym samym pokazał, że inflacja jednak powoli odpuszcza. Tak więc coraz mocniejsze są oczekiwania tego, że szczyt dynamiki wzrostu cen jest już za nami, choć wydaje mi się, że jeszcze w pierwszym kwartale przyszłego roku zobaczymy wyższy odczyt inflacji niż w październiku (17,9% r/r), szczególnie ze względu na niską bazę w lutym, spowodowaną wprowadzeniem Tarczy Antyinflacyjnej.

Reklama

Nie ma jednak argumentów za tym, aby prezes Adam Glapiński stał się tym jastrzębiem, którym już od dłuższego czasu się mianuje. Co więcej, pojawiają się już coraz częściej pierwsze nieśmiałe wzmianki o tym, że rynek coraz częściej patrzy na pierwsze perspektywy dla obniżek stóp procentowych w Polsce. To samo w sobie oczywiście byłoby szaleństwem, gdybyśmy jako pierwsi zaczęli luzować politykę monetarną, zanim zaczną robić to inne kraje, zwłaszcza że prognozy nie wskazują na nagły spadek inflacji w kolejnych kwartałach. 

Zobacz również: Prezes Glapiński pośle polskiego złotego na dno? Kredytobiorcy znów chwycą się za kieszenie

 

Jesteś dziennikarzem i szukasz pracy? Napisz do nas

Masz lekkie pióro? Interesujesz się gospodarką i finansami? Możliwe, że szukamy właśnie Ciebie.

Zgłoś swoją kandydaturę


Darek Dziduch

Darek Dziduch

Redaktor portalu FXMAG i wydawca magazynu Inwestor. Nagrywa na YouTube materiały edukacyjne, poruszając tematy związane przede wszystkim z inwestycjami, finansami osobistymi i gospodarką.

Obserwuj autoraTwitter


Reklama
Reklama