• Odbierz prezent
Zmuszą Cię do płacenia za trzymanie pieniędzy w banku? Kredyt hipoteczny za darmo? Grabież oszczędności? Skutki polityki ujemnych stóp procentowych

Ujemne stopy procentowe przez wielu ekonomistów uznawane są niejako za zaprzeczenie powszechnie panujących praw ekonomii. Praw, które obowiązywały przez wieki. Jednak wszystko z biegiem czasu ulega zmianie. I tak było i w tym przypadku. Zerowe oprocentowanie nie jest czymś nadzwyczajnym, a ujemne już na stałe wchodzi do ekonomicznego kanonu norm. Pytanie, jakie mogą być skutki ich wprowadzenia? Co oznaczają dla zwykłego zjadacza chleba? Co dla inwestora? Co dla oszczędzającego? Kredyt? Dlaczego Bank Centralny w ogóle decyduje się na zmianę stóp procentowych?

Z artykułu dowiesz się:

  • czym jest ujemna stopa procentowa,
  • jakie konsekwencje niesie ze sobą polityka NIRP,
  • czy będziemy zmuszeni do płacenia za depozyt,
  • co z przyszłością systemu bankowego w Polsce.

Definicja NIRP (negative interest rates policy) była już poruszana na łamach portalu fxmag. Przypomnę tylko, iż ujemne stopy procentowe, w aspekcie teoretycznym nie różnią się zbytnio od dodatnich stóp. Zarówno negatywne, jak i te powyżej zera, odnoszą się do tego, ile kosztuje pożyczanie pieniędzy. Można uznać je za koszt kapitału, który warunkuje cenę pożyczki oraz cenę depozytu.

Zastanówmy się jakie mogą być konsekwencje wprowadzenia ujemnych stóp procentowych w naszej gospodarce. Oto główne następstwa, jakie mogą wyniknąć z polityki NIRP.

Dokapitalizowanie giełdy/tworzenie się baniek na rynkach akcyjnych, nieruchomości czy też innych aktywów – piramidy finansowe

Inwestorzy zarówno indywidualni, jak i instytucjonalni zmuszeni będą do poszukiwania aktywów płacących jakikolwiek dochód. Zapomnijmy o lokatach bankowych, to już przeszłość. Na rynek akcyjny wpływa nowy narybek, co było dobrze widoczne w 2020 roku dzięki danym domów maklerskich informujących o ogromnej liczbie nowo otwierających się kont maklerskich. Z jednej strony jest to rzecz nader pozytywna. Poprzez „świeży” kapitał można w widocznym i pomyślnym stopniu dokapitalizować giełdy, spółki. A przecież silna giełda jest synonimem silnego państwa. Kraje potrzebują kapitału, zarówno zagranicznego, jak i tego pochodzącego od własnych obywateli. Pieniądz to pieniądz, dużo pieniędzy to dużo pieniędzy. Krótkoterminowo niesie to jak najbardziej pozytywne skutki.

Niemniej trzeba mieć na uwadze to,

iż ogromna ilość taniego kredytu połączona z ryzykownymi inwestycjami to prosta droga do powstawania baniek spekulacyjnych (daleko szukać nie musimy - właśnie takie połączenie doprowadziło do kryzysu na nieruchomościach w USA przeszło 10 lat temu). Popadanie w różnego rodzaju piramidy finansowe może przybrać na sile. W zerowych/negatywnych stopach chodzi o to, by zachęcić (zmusić?) do inwestowania w ryzykowne aktywa. Jeżeli nie zaakceptujemy tego ryzyka, będziemy musieli liczyć się z tym, iż kapitał bezpieczny będzie tracić na wartości. Tyle. Aż tyle.

Zachęcanie państw do jeszcze większego zadłużania się

Bardzo dobrze wiemy, że nasz kraj mocno się zadłuża. Wszelakiego rodzaju tarcze antykryzysowe, bezzwrotne pożyczki czy inne ulgi w ZUS-ie są kosztem, który trzeba będzie jakoś spłacić. Z punktu widzenia państwa, negatywne stopy procentowe porównywane są do inflacji. Ujemnie oprocentowane obligacje skarbowe mogą zachęcać kraje do popadnięcia w wir zadłużeniowy. Odsetki de facto stałyby się aktywem! Przestałyby być uznawane za obciążanie, co jeszcze większym stopniu potęgowałoby zadłużanie nacji. Skoro można zadłużać się po koszcie zero, to dlaczego państwo nie miałoby z tego korzystać? Warto spojrzeć i zatrzymać się na chwile nad poniższą tabelą. Tabela ta prezentuje listę krajów z najniższymi stopami procentowymi. Takie kraje jak Słowacja, Grecja czy Włochy mają zerowe stopy procentowe. ZEROWE!

Zmuszą Cię płacenia za trzymanie pieniędzy w banku? Kredyt hipoteczny za darmo? Grabież oszczędności? Do czego doprowadzić może polityka ujemnych stóp procentowych? - 1

Tabela. Kraje z najniższymi stopami procentowymi w Europie

Ryzyko upadku systemu bankowego

Jest to dość mocna teza, która w najczarniejszym scenariuszu może się ziścić. Po pierwsze drastycznie obniżona zostaje rentowność sektora bankowego. Podatek bankowy, wysokie składki na Bankowy Fundusz Gwarancyjny połączone z bardzo niskimi stopami mogą doprowadzić do problemów finansowych niektórych kredytodawców. To z kolei może negatywnie odbić się na konkurencji w tym sektorze (przejęcia przez podmioty dominujące nie są niczym nadzwyczajnym). A bardzo dobrze wiemy, jak potrzebna jest ona w dzisiejszym zmonopolizowanym świecie. W przypadku ujemnych stóp procentowych utrzymanie marży na zyskownym poziomie będzie jeszcze trudniejsze, gdyż przychody z tytułu oprocentowania kredytów będą spadać. Wyniki odsetkowe skurczą się w znaczącym stopniu, zyski ulegną zmniejszeniu.

By nie być gołosłownym, warto pokrótce zobrazować sytuacje sektora bankowego w 2020 roku:

Według danych NBP w roku 2020 przychody odsetkowe w okresie 11 miesięcy 2020 roku wyniosły 52,2 mld złotych, co było spadkiem o 13,7 proc. w ujęciu rok do roku. W analogicznym okresie zysk netto spadł w porównaniu z 2019 o o 45,5 proc. Banki zmuszone były do srogiego cięcia kosztów, m.in. poprzez redukcje etatów. Bez dwóch zdań nie jest to najlepszy czas dla tego sektora.

Po drugie, tzw. run na banki,

czyli masowe wypłacanie depozytów z banków w sytuacji, gdy musimy uiszczać opłatę za depozyt (nie mylić ze stałymi opłatami już funkcjonującymi - tutaj mówimy o procentowej opłacie), nie jest wcale nierealne i w dramatycznym scenariuszu doprowadzić może do destabilizacji całej gospodarki. Żadna rozsądna osoba nie trzymałaby pieniędzy w banku, gdyby taki depozyt dawał ujemny zwrot. W takiej sytuacji korzystniejsze jest trzymanie swoich środków w materacu czy innej skarpecie – zostaniemy ukarani tylko przez inflację.

Niektórzy wprawdzie twierdzą,

iż takie oprocentowanie ma sens, ponieważ ludzie i tak będą trzymać pieniądze w banku ze względu na bezpieczeństwo ich lokowania. Jednak taka grupa ludzi będzie w zdecydowanej mniejszości. I dlatego coraz głośniej mówi się o likwidacji gotówki. Byłby to niewątpliwie ogromny cios dla naszej wolności, niezależności czy anonimowości. Bezpośrednim tego efektem byłoby widoczne zmniejszenie się bazy depozytowej banków, która jak wiadomo jest podstawą refinansowania akcji kredytowej. Możliwość kreacji pieniądza zostałaby mocno ograniczona.

Jednakże, nawet w Polsce mamy już tzw. opłatę za depozyt

ING Bank Śląski poinformował, że wprowadza opłaty za utrzymywanie wysokiego salda na rachunkach rozliczeniowych oraz rachunkach lokat terminowych w PLN oraz w walutach obcych innych niż EUR, CHF, DKK, SEK, BGN, HUF i CZK. Prowizja 0,3% będzie mogła być pobrana, gdy suma sald na ostatni dzień roku wyniesie co najmniej 20 mln zł. Widzimy, że dotyczy to jak na razie tylko większych klientów, obracających sporym kapitałem. W przypadku niewielkich depozytów banki są na razie bardzo ostrożne – co zrobiłbyś w sytuacji, gdy za możliwość przechowania Twoich 10 000 złotych musiałbyś płacić 100 PLN? Banki wiedzą, że Ci pierwsi nie odejdą, ogromny kapitał sprawia, że ryzyko wypłaty kapitału i ucieczki z banku jest mniejsze. Drobnica podjęłaby najprawdopodobniej bardziej pochopne działanie, mogące prowadzić do wspomnianej destabilizacji systemu.

Zmniejszona produktywność

Zbyt niskie stopy, czyli tani kapitał sprawiają, że nierentowne przedsiębiorstwa są niejako dotowane przez państwo. Nie pozwala się im upaść, przez co produktywność nader spada. Zjawisko „twórczej destrukcji” (teza poruszana m.in. przez Fryderyka Nietzchego, głosząca, iż długotrwały rozwój ekonomiczny nieodzownie związany jest z pojawianiem się nowych przedsiębiorstw, które zajmują pozycję dotychczas przodujących firm czy nawet tych o charakterze monopolistycznym) powoli zanika. Nieefektywne firmy zatrzymują kapitał, który w sytuacji zdrowego rynku przesuwany byłby do innych przedsiębiorstw. Oznacza to miliardy dolarów błędnej lokacji kapitału.

Kredyt w obliczu ujemnych stóp procentowych - sytuacja kredytobiorców

W Polsce hipoteki warunkowane są przez zmienną stopę procentową i bazuje na wskaźniku rynku międzybankowego (WIBOR, z reguły tzw. 3-miesięczny WIBOR), który podąża za stopami procentowymi. WIBOR jest wyższy o ok. 0,2 p.p. od stopy referencyjnej NBP. Korelacja stopy procentowej oraz sytuacji kredytobiorców jest banalnie prosta: im niższe stopy procentowe, tym lepiej dla potencjalnych kredytobiorców. Takie osoby mogą liczyć na ratę kredytu lżejszą o nawet kilkanaście procent.

Oto praktyczny przykład

Chcemy wziąć 30-letni kredyt hipoteczny o wartości 500 000 złotych. Rozważmy dwie sytuacje: stopa procentowa na poziomie 1,5 proc. oraz 0,1%. Załóżmy, że wynegocjowaliśmy z bankiem marżę kredytu hipotecznego na poziomie dwóch procent. Jak wiemy, do tej kwoty doliczyć musimy wskaźnik WIBOR. Przy stopach procentowych w okolicach 1,5 proc., WIBOR wynosi ok. 1,7%. W takiej kombinacji miesięczna rata kredytu wynosić będzie około 2300 PLN. W sytuacji spadku stóp procentowych do poziomu 0,1%, nasza rata zmaleje o prawie 400 złotych miesięcznie. Świetna wiadomość.

Oczywiście tu też nie jest tak kolorowo,

gdyż WIBOR jest bardzo niedoskonałym wskaźnikiem oraz niektóre banki zastrzegały w swych umowach fakt, że oprocentowanie kredytu nie może być niższe niż 3%, nawet jeśli suma marży i WIBOR-u spadnie poniżej tego poziomu. Dlatego musimy zwracać uwagę na wszelkie mankamenty, gdyż może okazać się, iż pomimo spadku stopy procentowej nasza rata nie ulegnie obniżeniu. Jednak, jak zostało przedstawione na powyższym przykładzie obniżka stopy procentowej jest pozytywnie odbierana przez osoby zadłużające się. To z kolei może zachęcać do ciągłego zadłużania się przez indywiduum. Tanio, więc dlaczego nie korzystać?

A co z osobami starającymi się o kredyt?

Warto zatrzymać się i pomyśleć nad sytuacją osób chcących dopiero uzyskać kredyt. I teraz pojawia się problem. W Polsce obowiązuje tzw. ustawa antylichwiarska (która notabene, bardziej uderzyła w licencjonowane firmy czy instytucję, aniżeli w prawdziwych lichwiarzy), która odgórnie ogranicza wysokość pobieranych odsetek. Odsetki kapitałowe według art. 359 kodeksu cywilnego stanowią dwukrotność sumy wysokości stopy referencyjnej NBP i 3,5 p.p. (dwukrotność odsetek ustawowych), czyli przy stopie procentowej na poziomie 1,50 proc. wynosi ona 10%. Jednak przy obecnych poziomach, wynik ten oscyluje w granicach 7,2 proc. rocznie. Widzimy więc, że obniżenie stopy procentowej o 1,4 p.p. rzutuje na maksymalną marże odsetkowa w wysokości nieco ponad 7 p.p.. A przecież marża ta musi pokryć ryzyko kredytowe oraz koszty działalności banku (m.in. utrzymanie placówki, pensje).

To sprawia, że polityka banków staje się bardziej konserwatywna

Bank, gdy oceni ryzyko kredytowe powyżej oprocentowania, to po prostu takiego kredytu nie udzieli. W takiej sytuacji osoby o niższej wiarygodności mogą zapomnieć o zobowiązaniu. Widoczne było to w Polsce w 2020 roku, kiedy to wielu przedsiębiorców prowadzących jednoosobową działalność gospodarczą lub osoby działające w branży tzw. „podwyższonego ryzyka” (gastronomia, rozrywka, turystyka) zostało wręcz odciętych od możliwości uzyskania kredytu. Co ciekawe, w połowie maja 2020 Bank BPS wprowadził listę „nieproszonych kredytobiorców”, uwzględniając w niej również i osoby świadczące usługi fryzjerskie. Oczywiście banki i z tym sobie poradzą, podniosą opłaty (przykładowo BNP Paribas podwyższył opłaty za transakcję zlecane w placówkach, a Bank Pocztowy podwyższył opłatę za obsługę kont) czy też prowizję (na taki ruch zdecydował się PKO BP, który po ok. miesiącu od obniżki stopy podwyższył do 1,7% minimalną prowizję za udzielenie kredytu). Kredyt tani, ale czy dla wszystkich?

Dania, czyli 20-letni kredyt hipoteczny na zero

Duński Nordea Kredit bank oferuje swoim klientom możliwość zaciągania kredytu hipotecznego ze stałym oprocentowaniem wynoszącym ZERO procent. Oprocentowanie hipoteki ze stałą stopą procentową na maksymalnie 20 lat ustalone zostało na poziomie zero procent. Wiadome jest, iż należy oddać sumę większą niż pożyczyliśmy (opłaty i prowizje podobne do tych występujących w przypadku polskich hipotek), jednak jest to sytuacja bezprecedensowa. Przypuszczać można, że kolejne banki w Danii w ramach konkurencji zaczną wprowadzać program „hipoteka na zero”. Niektórzy już coraz śmielej mówią o programie „hipoteka na minus”. A dlaczego w tym niewielkim kraju pieniądz jest, aż tak tani możemy przeczytać TUTAJ.

Oszczędzający vs zadłużający się

Polityka NIRP prowadzi do redystrybucji bogactwa i dochodów od jednostek, które są w stanie generować nadwyżki finansowe do tych osób, dla których domeną jest „życie na kredyt”.

Problem funduszy emerytalnych

Wiele funduszy emerytalnych znajdzie/znalazło się w niemałych tarapatach. Dzieje się tak dlatego, gdyż fundusze tego typu w dużej mierze posiadają w portfelach inwestycyjnych obligacje. W ostatnich latach na najbezpieczniejszych obligacjach, czyli papierach skarbowych (więcej o instrumentach dłużnych przeczytasz tutaj) można było zarobić przyzwoity procent. Znikome ryzyko – widoczny zysk. Jednak obecnie jesteśmy świadkami tego, iż taka inwestycja przynosi prawie zerowe stopy zwrotu, a w wyjątkowych sytuacjach nawet i ujemne! Fundusze mogą nie być w stanie realizować swych zobowiązań w stosunku do emerytów. Spowodować to może do relokację kapitału na dużo bardziej ryzykowne rynki i aktywa. Zwiększone ryzyko + inwestycje emerytalne? To nie jest najlepsze połączenie.

Łatwość pozyskania kapitału dla przedsiębiorstw

Oczywiście jest to bardzo powiązane z wcześniejszym argumentem. Niższe raty kredytu bez dwóch zdań mogą wpłynąć na popyt kredytowy dla firm. To z kolei może napędzić wzrost inwestycji przedsiębiorstw, większe znaczenie nowoczesnych i innowacyjnych projektów. Co jest bez cienia wątpliwości pozytywne – pojawiają się nowe miejsca pracy, spada bezrobocie.

Osłabienie własnej waluty

Nie od dziś wiemy, iż nasze władze monetarne dążą do osłabienia rodzimej waluty (notabene wcale się z tym nie kryją). Możliwość tańszego zapożyczania się banków komercyjnych u banku centralnego wpływa na obniżenie oprocentowania depozytów, a to z kolei powoduje, iż rentowność obligacji wypuszczanych przez nasz kraj spada. Skoro obligacje płacą mniej, to duża liczba zagranicznych podmiotów chcących ulokować w nich swe pieniądze tego nie zrobi. Mniej kapitału – kurs walutowy spada. A po co państwu „słabsza” waluta?

Przede wszystkim bardziej opłacalny eksport

Zabieg ten prowadzi do poprawienia bilansu handlowego oraz umożliwia zdecydowanie łatwiejszą spłatę monstrualnego wręcz zadłużenia polskiego rządu. Z drugiej jednak strony, słabsza waluta jest niekorzystna w sytuacji, gdy widoczna większość zadłużenia kraju jest długiem zagranicznym. Jest to prosty mechanizm – słabsza waluta wiążę się z tym, iż potrzebujemy jej więcej, aby spłacić dług denominowany np. w dolarach. Zobaczmy zatem, jak kształtuje się struktura polskiego długu:

Zmuszą Cię płacenia za trzymanie pieniędzy w banku? Kredyt hipoteczny za darmo? Grabież oszczędności? Do czego doprowadzić może polityka ujemnych stóp procentowych? - 2

Pod koniec 2020 roku udział długu zagranicznego wobec ogólnego poziomu zadłużenia wynosił jedyne 24%. Widzimy zatem, że słabsza waluta jest dla nas bardziej opłacalna. Może nie dla „nas”. Ale dla banku centralnego już tak.

Wojna walutowa 

W sytuacji, gdy coraz więcej banków centralnych będzie deklarowało wprowadzenie ujemnych stóp, jako narzędzie stymulujące, dojść może do niezdrowej konkurencji. Wyścigu o to, kto bardziej zdewaluuje swoją walutę. A intensywność tego zjawiska może nabierać na sile w przypadku napotkania na swojej drodze problemów z pobudzeniem wzrostu gospodarczego gospodarek wysoko rozwiniętych. Jeżeli kraj chce osłabić swoją walutę narodową względem innych, to jedną z głównych możliwości jest wypuszczenie większej ilości pieniądza na rynek. 

Efekty nie muszą pojawić się lada dzień,

jednak generalizując – większa podaż waluty wraz podwyższonym poziomem inflacji są czynnikami powodującymi zmniejszenie wartości waluty rodzimej w stosunku do innych walut. Dzieje się tak w sytuacji, gdy inne państwa nie zareagowały w ten sam sposób. A jeżeli też to zrobiły, to taka sytuacja może być punktem zapalnym konfliktu na podłożu walutowym. Oczywiście, by do takiego konfliktu doszło spełnione musi zostać zdecydowanie więcej warunków – jednak w literaturze, wyżej wymieniony przykład uznaje się za jeden z bardziej istotnych. 

 

Czytaj także: Czy wiedziałeś, że banki centralne też biorą chwilówki?

Rynek instrumentów dłużnych w Polsce skrywa wiele tajemnic. Niewielu potrafi płynnie poruszać się w terminologii związanej właśnie z tym segmentem rynku. A to duży błąd! Takie informacje w dużym stopniu pozwalają inwestować rozsądnie, sensownie, rozważnie. Każda hossa kiedyś się kończy! Nie wszystko.. Czytaj
Czy wiedziałeś, że banki centralne też biorą chwilówki?


Mateusz Myśliwiec

Redaktor portalu FXMAG. Inwestor indywidualny zafascycnowany rynkami finansowymi. Zwolennik ekonomii behawioralnej, miłośnik literatury pięknej.

Przejdź do artykułów autora
Artykuły, które powinny Cię zaciekawić..
Zamknij

Koszyk