• Odbierz prezent
Wojna o informację. Czy dojdzie do centralizacji Bitcoina?

Tysiące zamkniętych automatycznie pozycji i panika, jakiej giełda nie widziała od dawna. Gdy Bitcoin przeżywa szok po najgłębszej od lat korekcie, w tle trwa polityczna wojna o najcenniejsze z dóbr naszych czasów — informację.

Kosztowne pomyłki Reutersa

Sceptycyzm wobec rynku kryptowalut nie jest niczym nowym. Już kilka lat temu Warren Buffet nazywał Bitcoin instrumentem bez wartości. Mimo szacunku, jakim w środowisku cieszy się inwestor, większość zrzuciła pozornie staroświeckie opinie tego typu na karb zaawansowanego wieku i nieodnajdywania się w dzisiejszych trendach.

Gdy kurz po korekcie zaczyna opadać, rynkowa większość wciąż widzi przyszłość kryptowalut raczej w jasnych barwach. Wyjdźmy naprzeciw niepoprawnym optymistom, by sprawdzić, czy Bitcoin ma istotne powody, by po tym upadku już się nie podnieść.

18 maja — Reuters publikuje news informujący, że komunistyczny rząd Chin wprowadził rzekomo nowe regulacje, w myśl których instytucje finansowe, działające na terenie kraju, zostały objęte całkowitym zakazem świadczenia usług związanych z kryptowalutami.

Wiadomości towarzyszy gwałtowne obsunięcie ceny na rynku Bitcoina, który od 15 kwietnia staniał już w sumie ponad 50%.

W rzeczywistości, news Reutersa nie miał wiele wspólnego z prawdą, a przytaczane regulacje zostały wprowadzone już w 2017 roku i jedynie powtórzone przez przedstawicieli organów podlegających chińskim władzom.

Kilka dni później miało jednak miejsce coś o wiele poważniejszego. Chiński wicepremier Liu He, wyraźnie podkreślił niechęć władz w stosunku do technologii Blockchain oraz uznał, że kolejne regulacje dotyczące zarówno wydobycia, jak i handlu na kryptowalutach są niezbędne, by chronić tamtejszy system finansowy oraz portfele obywateli przed ryzykiem związanym z rynkiem Bitcoina.

Niektórzy odebrali to jako gwóźdź do trumny kryptowalut — kolejny, po…tak, po tweecie Muska.

The Dogefather znowu w akcji

Nie od dzisiaj wiadomo, że obecna hossa na rynku Bitcoina w sporej mierze napędzana jest medialnym wizerunkiem Elona Muska. Jeśli ktoś miałby co do tego wątpliwości, wystarczyło 13 maja przeglądać wykres.

W eter poszedł tweet a rynek poszedł w dół — dokładnie, ok.10%.

Trzeba oczywiście wziąć pod uwagę okoliczności towarzyszące. Do tych należała realizacja stop lossów na pozycjach lewarowanych, która spotęgowała momentum i mogła być powodem głębokości korekty. Kolejna sprawa to fakt, że w czasie wyprzedaży wystąpiła poważna awaria Coinbase, przez co lwia część potencjalnej siły nabywczej spod znaku "buy the dip!", nie miała dostępu do swoich kont.

Tak czy inaczej, u źródeł całego bałaganu znowu stanął Elon.

O jakim tweecie mowa? Otóż Musk ogłosił, że Tesla wycofuje się z wcześniejszej deklaracji o akceptacji płatności w Bitcoinach.

Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że deklaracja ta miała miejsce zaledwie trzy miesiące wcześniej.

Okazuje się, że w międzyczasie sam Elon doszedł do wniosku, że choć kryptowaluty są ciekawym pomysłem, to jego realizacja nie może odbywać się "kosztem środowiska". Za słowami poszły czyny i ledwie chwilę później, Musk wyraził realną chęć energetycznego oczyszczenia Bitcoina, raportując swoje spotkanie z górnikami z Ameryki Południowej.

Artykuł jest dostępny dla czytelników magazynu FXMAG.

Chcesz uzyskać dostęp do artykułu?


Maciej Halikowski

Trader detaliczny, który spekulację rozpoczął w 2012 roku na Betfair.W handlu łączy Auction Market Theory, prace Wyckoffa i analizę przepływu zleceń. Zwolennik minimalizacji znaczenia psychologii w tradingu. Prywatnie pasjonat produkcji muzycznej.

Przejdź do artykułów autora
Artykuły, które powinny Cię zaciekawić..
Zamknij

Koszyk