• Sklep
  • Odbierz prezent
Warszawska Grupa Inwestycyjna - zapomniana wielomilionowa afera, obnażająca fasadowość medialnych autorytetów i nieudolność KNF

Sąd Okręgowy w Warszawie umorzył prowadzony z powództwa Komisji Nadzoru Finansowego proces przeciwko Warszawskiej Grupie Inwestycyjnej, po trzynastu latach od jego wszczęcia. Głośna sprawa oszustwa finansowego sprzed kilkunastu lat kończy się bez zadośćuczynienia dla ponad 600 poszkodowanych inwestorów, których straty szacowane są na łączną kwotę przekraczającą 300 mln złotych. Sąd jako powód umorzenia postępowania podał opieszałość KNF. Poszkodowani zaś w praktyce mogą zapomnieć o odzyskaniu utraconych środków.

 

Historia upadku WGI

Sprawa Warszawskiej Grupy Inwestycyjnej, mimo tego że uznawana jest za największą jak dotąd aferę finansową w polskim środowisku maklerskim, odeszła już w zapomnienie, chociażby dlatego, że miała miejsce ponad dekadę temu. Umorzenie, w praktyce od jakiegoś czasu martwego, postępowania w sprawie WGI jest jednak dobrą okazją, aby o niej przypomnieć.

 

Spółka Warszawska Grupa Inwestycyjna (początkowo pod nazwą Ramsed) została założona we wrześniu 1998 r. przez Macieja Soporka, Arkadiusza Rybaka i Łukasza Kaczora, wówczas dwudziestodwuletnich „młodych i gniewnych”, mających wizję wypełnienia ówczesnej niszy firm zarządzających kapitałem klientów detalicznych. Trzeba przyznać, że początki WGI rzeczywiście były wyjątkowo udane. Firma na podstawie umów pośrednictwa finansowego przyjmowała środki w zarządzanie od swoich klientów i inwestowała je na wówczas całkowicie wyjętym spod regulacji rynku Forex. Wysokolewarowane kontrakty na rynku o dużej zmienności to ogromne ryzyko inwestycyjne, ale także wysokie potencjalne stopy zwrotu. Przez pierwsze lata działalności WGI rzeczywiście udawało się być „po dobrej stronie rynku”, osiągając roczne stopy zwrotu, o których czołowe TFI mogłyby tylko pomarzyć. Dla przykładu, w 2000 r. WGI osiągnęło zysk w wysokości niemal 60%, rok później było to ponad 35%, zaś w 2002 r. niemal 22%. Aż do 2004 każdy rok kończył się osiągnięciem dwucyfrowych stóp zwrotu, co było imponującym wynikiem. Na początku 2003 r. WGI podjęła współpracę z amerykańskim brokerem Wachovia Securities (obecnie Wells Fargo Advisors), na mocy której w praktyce doszło do oddania wszystkich środków ulokowanych przez klientów WGI w jego zarządzanie. Depozyty klientów oddających środki w zarządzanie rosły, sama spółka zauważalnie się rozwijała, dysponując zdywersyfikowanym portfelem inwestycyjnym, wykraczającym poza sam rynek Forex.

Pierwsze problemy rozpoczęły się na początku 2004 r. - wówczas doszło do zmiany prawa, w wyniku którego pośrednictwo finansowe zostało uznane za działalność maklerską, wymagającą uzyskania licencji od nieistniejącej dziś Komisji Papierów Wartościowych i Giełd (KPWiG, do września 2006 r. odpowiednik dzisiejszego KNF). We wrześniu 2004 r. WGI udało się uzyskać licencję domu maklerskiego, co jednak okupione było koniecznością rezygnacji z usług Wachovii. W kwietniu 2005 r. spółka zmieniła nazwę na WGI Dom Maklerski.

 

Marketing znanych nazwisk

Wraz z otrzymaniem licencji maklerskiej, WGI zaczęła „wchodzić na salony” i regularnie pojawiać się w mediach, co znacząco zwiększało jej wiarygodność. Nie obyło się także bez znanych nazwisk, które przyciągały uwagę potencjalnych klientów i budowały złudne poczucie bezpieczeństwa. W radzie nadzorczej należącej do grupy kapitałowej spółki WGI TFI zasiadała m.in. ekonomistka i założycielka Konfederacji Lewiatan Henryka Bochniarz, były minister spraw zagranicznych i członek RPP Dariusz Rosati, czy ekonomista prof. Witold Orłowski. Przez rady nadzorcze spółek związanych z WGI przewinęli się również czołowi ekonomiści, tacy jak Bohdan Wyżynkiewicz, czy Tomasz Szapiro. Głównym analitykiem WGI został znany już wówczas ekonomista Piotr Kuczyński, zapraszany niemal codziennie do studiów telewizyjnych oraz radiowych i udzielający komentarzy prasowych, jednocześnie promując swoim nazwiskiem pracodawcę. Głównym ekonomistą WGI był zaś pochodzący z afrykańskiej Zambii dr Richard Mbewe, wówczas równie chętnie zapraszany do mediów i cieszący się sporą rozpoznawalnością, ze względu na swoje „egzotyczne” pochodzenie. Oprócz tego, WGI od 2005 r. wydawało własny miesięcznik „Inwestor Finansowy”, w którym oprócz komentarzy i artykułów znanych ekonomistów i publicystów znaleźć można było uzasadnione merytorycznie zachęty do przekazania funduszy w zarządzanie Warszawskiej Grupy Inwestycyjnej. Nie obyło się również bez licznych konferencji, seminariów i bankietów organizowanych lub sponsorowanych przez WGI. Trzeba przyznać, że wówczas dwudziestoparoletni założyciele WGI w mistrzowski sposób poprowadzili działania marketingowo-wizerunkowe swoich spółek, z wykorzystaniem znanych nazwisk tworząc iluzję bezpieczeństwa i wiarygodności, która zachęciła wielu inwestorów do powierzenia swojego kapitału w zarządzanie właśnie im.

Warto w tym miejscu zaznaczyć, że żadna z wymienionych wyżej znanych postaci ze świata ekonomii i polityki nie brała czynnego udziału w działalności samych spółek, jednak dla każdej z nich powiązania z WGI pozostaną pewną rysą w życiorysie. Jak później zeznawał w sądzie prof. Witold Orłowski, zasiadanie w radzie nadzorczej WGI było dla niego nauczką na przyszłość, po której nie przyjmuje już tak chętnie podobnych propozycji.

 

Co mogło pójść nie tak?

Zapewne tak myśleli inwestorzy decydujący się na skorzystanie z usług WGI. Działająca od kilku lat firma, z licencją maklerską od KPWiG, wydająca własny miesięcznik, mająca z zarządzie znane osoby i zatrudniająca czołowych ekonomistów. Trudno o bardziej wiarygodnego partnera w inwestycjach. Dokładnie taki obraz spółek powiązanych z WGI został skrupulatnie stworzony przez ich założycieli. W dobrym marketingu i starannie budowanej marce nie byłoby nic złego, gdyby Warszawska Grupa Inwestycyjna rzeczywiście rzetelnie zarządzała powierzonym jej przez inwestorów kapitałem. WGI tak naprawdę składała się z kilku spółek, spośród których to WGI Dom Maklerski oferowała klientom umowy zarządzania portfelem inwestycyjnym. Od 2005 r. WGI DM inwestował jednak większość środków w obligacje oferowane przez powiązaną spółkę WGI Consulting, w zarządzie której zasiadały te same osoby. Większość obligacji oferowanych przez WGI Consulting emitowana była przez spółki o niskim kapitale zakładowym i nie posiadała zabezpieczeń. Przed klientami WGI DM nie ukrywano informacji, że powierzony przez nich kapitał wykorzystano głównie na nabywanie obligacji, nie mieli oni jednak dostępu do jakichkolwiek informacji na temat tego, w co pozyskany z obligacji kapitał lokuje WGI Consulting. O tym jak duża była skala opisywanego procederu świadczyć może fakt, że na początku 2006 r. ponad 90% portfela WGI DM stanowiły obligacje zakupione od bratniej spółki. WGI Consulting, niemający statusu domu maklerskiego, mógł wykorzystać przetransferowany od inwestorów indywidualnych WGI DM kapitał do tego, aby - jak przed 2004 r. - powierzyć go w zarządzanie brokerowi Wachovia Securities. W ten sposób sprytnie ominięto ograniczenia narzucone przez KPWiG.

 

Koniec licencji, koniec złudzeń

Samo omijanie regulacji finansowych nie doprowadziło jednak do upadku WGI. Obligacje o wysokim ryzyku, które wypełniały portfel WGI DM, szybko okazały się źródłem problemów finansowych domu maklerskiego i zaczęły wzbudzać podejrzenia nielicznych klientów. Samym modelem działalności spółek WGI zaczęła również interesować się KPWiG - w połowie 2005 r. zawiadomiła prokuraturę o podejrzeniu popełnienia przestępstwa przez WGI DM, które miało polegać na nielegalnym prowadzeniu funduszu inwestycyjnego. Co ciekawe, mimo uzasadnionych podejrzeń, regulator zdecydował się na cofnięcie licencji maklerskiej WGI DM i ostrzeżenie inwestorów dopiero rok później, 4 kwietnia 2006 r., tuż po pierwszych artykułach prasowych opisujących nieprawidłowości w domu maklerskim. Licencja została odebrana WGI DM m.in. za wprowadzanie w błąd klientów w kwestii stanu ich rachunków, niekorzystne zarządzanie powierzonym kapitałem, brak nadzoru wewnętrznego, nieutrzymywanie wskaźników finansowych na wymaganym poziomie, czy brak procedur dotyczących przeciwdziałania praniu brudnych pieniędzy (AML). Było to równoznaczne z końcem WGI DM, które po utracie licencji musiało rozwiązać wszystkie umowy z klientami i zwrócić ich środki. O ile same umowy zostały wypowiedziane, o tyle wielu inwestorów do dziś nie odzyskało swoich środków. Sąd ogłosił upadłość WGI DM 22 czerwca 2006 r.

Dochodzenie ws WGI Consulting dowiodło zaś defraudacji funduszy na ogromną skalę, szacowaną na ok. 340 mln złotych. Co ciekawe, na kontach WGI DM w momencie ogłaszania upadłości znajdowało się… 200 tys. złotych. Syndyk masy upadłościowej WGI Consulting oskarżył założycieli spółki, Macieja Soporka, Arkadiusza Rybaka i Łukasza Kaczora o defraudację funduszy należących do klientów WGI. W 2008 r. syndykowi udało się odzyskać ponad 16,5 mln dolarów ulokowanych przez WGI Consulting na kontach Wachovia Securities.

Sprawa karna przeciwko założycielom WGI toczyła się aż do kwietnia 2015 r. - Maciej Soporek i Łukasz Kaczor zostali skazani na rok i dwa miesiące więzienia w zawieszeniu oraz kolejno 180 tys. i 175 tys. złotych grzywny, wraz z pokryciem opłat sądowych. Arkadiusz Rybak otrzymał zaś grzywnę w finalnej wysokości 125 tys. złotych. Żaden z założycieli WGI nie został pozbawiony wolności, zaś już w niecały miesiąc po ogłoszeniu wyroku, sąd uchylił oskarżonym zakaz opuszczania kraju. Czy taki wymiar kary w obliczu strat liczonych w kilkuset milionach złotych jest wystarczający, aby odstraszyć osoby, które w przyszłości zechcą pójść w ślady założycieli WGI?

 

Nieudolność KNF

Sprawa umorzona przez Sąd Okręgowy w Warszawie w maju tego roku została wszczęta z powództwa cywilnego Komisji Nadzoru Finansowego (wówczas jeszcze jako KPWiG) w 2006 r. w imieniu inwestorów poszkodowanych przez Dom Maklerski WGI. Jej celem było odzyskanie utraconych środków, zdefraudowanych przez spółki należące do założycieli WGI. Sąd zdecydował się na umorzenie sprawy po trzynastu latach ze względu na opieszałość Komisji, która - jak można wywnioskować z sądowego uzasadnienia - nie zweryfikowała listy 614 poszkodowanych osób, które rzekomo miała reprezentować. KNF nie zgodził się jednak z uzasadnieniem sądu i zapowiedział odwołanie od decyzji o umorzeniu postępowania. Czy to jednak po ponad dekadzie procesu przywróci szansę poszkodowanych na odzyskanie chociażby części straconych środków? Po dotychczasowym przebiegu postępowania trudno brać taką możliwość na poważnie.

Czytaj także: Jak schrzanić KNF?

Powołana do życia niewiele ponad dwanaście lat temu Komisja Nadzoru Finansowego, mająca skupiać kontrolę nad całym rynkiem finansowym, znajduje się obecnie w jednym z najgorszych dla siebie momentów. Echa tzw. afery KNF - z byłym prezesem Markiem Ch. na czele, a także ryzykowna, polityczna decyzja .. Czytaj
Jak schrzanić KNF?


Dariusz Dziduch

Project Manager FXMAG, prowadzący program satyryczno-edukacyjny "O kryptowalutach". Nietuzinkowy promotor technologii blockchain oraz walut cyfrowych. Zainteresowania rynkowe łączy z wiedzą z zakresu psychologii inwestowania.

Przejdź do artykułów autora
Zamknij

Koszyk