• Odbierz prezent
Wakacje kredytowe.. co może pójść nie tak?
fot. freepik.com

To typowy schemat wielu historii. Główny bohater ma kłopoty finansowe. Potrzebuje pieniędzy, więc próbuje odwlec spłatę długu, wierząc, że w końcu zdobędzie pieniądze. Teraz możemy dorzucić szczegóły tej opowieści. Może jest winien pieniądze mafii, może zbiera na jakąś niesłychanie ważną operację dla dziecka, może jest hazardzistą, który liczy na „ten moment”. W zależności od tego, gdzie umieścimy całą opowieść możemy wybrać sposób, w jaki będzie próbował te pieniądze zarobić. Może grając w pokera, na wyścigach konnych albo w kasynie. Może weźmie się za handel narkotykami, a może wybierze jakąś legalną działalność i zainwestuje to co ma w nadziei na super stopę zwrotu.

Czy to już jest ten moment? Jesteśmy na szczycie? Rynek jest w arcyciekawym miejscu - inflacja, tapering, epidemia... Niezależnie od tego czy spotkamy się zdalnie czy stacjonarnie, chcemy przedstawić Państwu naszą perspektywę i ogląd rzeczywistości przez pryzmat psychologii, analizy fundamentalnej i analizy technicznej. Zapraszamy na cykl 4 wykładów pandemicznych.

 

Pobierz nagrania


 

 

W tym momencie mogę rzucić hasło Czytelnikom – wpisujcie tytuły (filmów, książek), które przychodzą Wam do głowy! W każdym razie następuje kluczowy moment, gdy okazuje się, że coś poszło nie tak i nasz bohater nie zyskuje oczekiwanych pieniędzy, pakując się w kolejne, jeszcze gorsze kłopoty. Jeśli nie był to główny bohater filmu, to w filmach gangsterskich zwykle żegnamy się z tą postacią. Mniej lub bardzie brutalnie.

 

We wszystkich tych historiach chodzi o jedno – próbę przesunięcia ryzyka, które właśnie się zrealizowało, w przyszłość. Licząc na to, że w owej przyszłości warunki będą dla nas znacznie bardziej korzystne. Jeśli jesteśmy wyjątkowo naiwni lub zdeterminowani, co czasem oznacza to samo wmawiamy sobie samym, że przyszłość będzie znacznie bardziej korzystna.

 

W ubiegłym tygodniu przeczytałem zapis rozmowy z Adamem Czerniakiem – dyrektorem ds. badań w Centrum Analitycznym Polityka Insight. Mówiąc banalnym językiem – wciąż nie wiem, co mam z nią zrobić. Albo ja czegoś nie zauważam, albo Adam Czerniak próbuje właśnie przekonać nas do scenariusza, który zasygnalizowałem na początku – przesunąć ryzyko w przyszłość, mając nadzieję (a w wypadku tej rozmowy nawet przekonanie), że będzie o wiele lepsza niż teraźniejszość.

 

Chodzi o wakacje kredytowe, które proponuje rząd dla kredytobiorców, posiadających kredyty hipoteczne w złotych. Zgodnie z propozycjami, osoby decydujące się skorzystać z tych wakacji mają prawo do PRZESUNIĘCIA spłaty raty kredytu. Ponieważ Adam Czerniak, nie jest pierwszą osobą, która sugeruje specyficzne rady, którymi za chwilę się zajmę, za każdym razem zastanawiałem się, czy ja dobrze odczytuję rządową propozycję. I za każdym razem, jak wół wychodziło, że chodzi o PRZESUNIĘCIE, a nie anulowanie, umorzenie czy jakiekolwiek inne „zniknięcie” ośmiu rat.

 

Krótko mówiąc przesuwając spłatę ośmiu rat kredytowych, liczymy na to, że za osiem miesięcy sytuacja będzie znacznie bardziej korzystna niż obecnie. Na przykład stopy procentowe się obniżą.

No ale, co jeśli nie będą niższe, tylko jeszcze wyższe?

 

Przyjrzyjmy się bliżej propozycjom Adama Czerniaka.

Weźmy ratę o wartości 2500 zł miesięcznie. Czyli dla kredytu na 575,9 tys. zł zaciągniętego na 25 lat, także w sierpniu zeszłego roku. W lipcu tego roku jego rata wyniosłaby już 4735 zł, co oznacza wzrost o 98 proc. Korzyści z pełnych wakacji kredytowych sięgają już 37 880 zł. Znaczna różnica. Kolejna symulacja: kredyt z ratą początkową w wysokości 4000. zł. Na 921,3 tys. zł; też na 25 lat, także uruchomiony w sierpniu zeszłego roku. Teraz za miesiąc rata wyniosłaby już 7574 zł. Maksymalna korzyść z tytułu  wakacji kredytowych? 60 592 zł.

 

Cały czas nie mogę zrozumieć, gdzie jest tu korzyść. Wybierając tego typu rozwiązanie, przesuwamy sobie zobowiązania na 8 miesięcy (przy czym wbrew symulacjom, nie możemy to zrobić jednym ciągiem, tylko cztery miesiące w 2022 i cztery w 2023). Nie płacimy rat – mamy naszą gotówkę na rachunku, nie spłacamy kredytu, no i co dalej? Co z tego, że mamy tę gotówkę, jeśli ona traci na wartości ze względu na inflację! Znacznie wyższą na razie, niż stopy procentowe.

A co jeśli przez kolejnych osiem miesięcy tempo inflacji przyspieszy?

Co dalej mówi autor w rozmowie…

Co najlepiej będzie zrobić z tak zaoszczędzonymi pieniędzmi? 

Jeśli ktoś jest w bardzo dobrej sytuacji biznesowej, ma nadwyżki, bez problemu radzi sobie ze spłatą rat, to warto, by taki prezent od rządu zaoszczędził. I tutaj mamy do dyspozycji dwie opcje. Pierwsza: nadpłata kapitału kredytu. Dzięki temu miesięczna rata kredytu mogłaby zmniejszyć się nawet o kilkaset złotych miesięcznie.

 O ile dokładnie?

Jeśli wyłożę na spłatę kapitału 19 000 z wakacji kredytowych, to moja rata z tego tytułu spadłaby w pierwszym przykładzie z 2371 zł do 2214 zł. Czyli o 157 zł miesięcznie. W przypadku nadpłaty kapitału o 60 500 zł – to trzeci z naszych przykładów – rata kredytu zmaleje automatycznie z 7574 zł, do 7048 zł. Czyli w kolejnym miesiącu będzie już niższa o ponad 500 zł.

 

Mam wrażenie, że symulacje rozjechały się z rzeczywistością. Sama koncepcja faktycznie jest intersująca. Zamiast spłacać ratę, zmniejszmy kredyt. ALE… po co czekać (symulowane) osiem miesięcy. Przecież lepiej tę gotówkę od razu wykorzystać na redukowanie kredytu. Czyli co miesiąc – osiem razy, a nie jednorazowo po ośmiu miesiącach i uzbieraniu całej puli.

Co więcej Adam Czerniak o tym mówi chwilę później, że im szybciej spłacimy ratę tym lepiej. Tylko mam wrażenie, że wtedy przytaczane z symulacji liczby nie byłyby tak atrakcyjne w rozmowie.

Dochodzimy jednak do dalszej części rozmowy i propozycji nieco zaskakującej.

może się też zdarzyć, że będziemy mogli bez prowizji zrobić nadpłatę tylko do określonej kwoty lub tylko raz w roku. W tym ostatnim przypadku pieniądze z wakacji kredytowych warto kumulować i zdecydować się na jedną nadpłatę kapitału. A w międzyczasie odkładać środki np. na konto oszczędnościowe.

Opcja druga: lokata bankowa albo obligacje.

Poważnie!?

 

Czytałem to kilkukrotnie, żeby zrozumieć, gdzie jest ta przewaga w tym rozwiązaniu. Gdzie istnieje przewaga w tym, że wkładam pieniądze na osiem miesięcy (a tak naprawdę na mniej, bo przecież odraczamy co miesiąc) na lokatę około 5%, przy inflacji 14 procent i oprocentowaniu kredytów około 9,7%? Nie widzę.

 

Dziennikarka pyta zresztą o to w rozmowie:

To wciąż mniej niż wskaźnik inflacji, który zatrzymał się na poziomie 13,9 proc.

Tak, ale oprocentowanie lokat i tak jeszcze pójdzie w górę – wciąż mamy przecież do czynienia z cyklem stop procentowych. Prognozy mówią, że te mogą sięgnąć 6,5-7 proc. Można się więc spodziewać, że mniej więcej podobne oprocentowanie zobaczymy na lokatach długoterminowych. We wszystkich bankach. Choć niewykluczone, że sięgnie ono nawet 8 proc.

Tak, pójdzie w górę, ale w górę może pójść nadal inflacja i stopy procentowe. W tym systemie te rzeczy są ze sobą połączone!

Druga część rady to zainwestowanie tych pieniędzy, które chwilowo uzyskujemy z wakacji kredytowych w obligacje. Na osiem miesięcy!?

A obligacje? Jakiego oprocentowanie tutaj można oczekiwać?

W przypadku tych o zmiennym oprocentowaniu na tym samym poziomie, co lokaty – od 5 do 6 proc. W przypadku obligacji indeksowanych inflacją może być nawet więcej. Trzeba tylko wiedzieć, że jeśli teraz w nie zainwestujemy, to od razu po pierwszym rozliczeniu nie zyskamy tych 13,9 proc.

Konstrukcja tych obligacji zakłada, że dopiero od drugiego okresu odsetkowego uwzględniany jest wskaźnik inflacji plus niewielka marża. (Po pierwszym roku też zarobimy 5-6 proc.) A to oznacza, że zacierać ręce mogą ci, którzy zainwestowali w nie rok czy dwa lata temu. W tym roku będą mogli cieszyć się dwucyfrowym oprocentowaniem.

 

To co mówi w tym fragmencie Adam Czerniak – powiem wprost – jest po prostu nieodpowiedzialne. Jeśli ktokolwiek nie mający pojęcia o rynku przeczyta coś takiego, nie zrozumie niuansów. Nie zrozumie tego, że choć rozmówca mówi o rozwiązaniu dla tych, którzy TERAZ wybraliby wakacje kredytowe, to nagle przeskakuje sprytnie do opcji, w której ktoś posiada obligacje (indeksowane inflacją) od roku-dwóch.

 

Pomijając jednak to wszystko – rada, by pieniądze, które są przeznaczone na spłatę kredytu, która jest nieuchronna, włożyć w zmienny rynek, jakim jest rynek obligacji (mimo mitu mówiącego, że jest to rynek bezpieczny) jest co najmniej niemądra. Jest na takim samym poziomie, jak rady z 2007 roku, żeby brać większe kredyty niż potrzebujemy i nadwyżkę umieszczać w funduszach akcji typu MiŚ (małe i średnie spółki). Wielu doradców finansowych sugerowało wówczas, że „raty same się będą spłacały”.

Co mogło pójść nie tak?

Parafrazując początkowy cytat z powieści Terry’ego Pratchetta „teraz stanie się potem”. Za osiem miesięcy. Przy czym to przyszłe teraz może być jeszcze mniej przyjemne niż obecne.

 

Na koniec sięgnę do jeszcze jednego fragmentu rozmowy.

A co by Pan radził komuś, kto sięgnie po wakacje kredytowe, bo ledwo starcza mu pieniędzy?

Tym bardziej odkładać jak największą część z wakacji kredytowych. Nie myślałbym już o nawet o nadpłacaniu kapitału. A raczej o budowaniu poduszki finansowej. Wpłacaniu nawet części tych środków na lokaty z krótszym terminem. Tak, by w sytuacji, kiedy rata kredytu pójdzie mocno do góry – RPP podniesie stopy bardziej od oczekiwań – móc sięgnąć po te pieniądze w każdej chwili. Innymi słowy: osobom, które teraz borykają się z kłopotami, z płatnością rat, radziłbym pieniądze z wakacji kredytowych odkładać na konto. Na poczet przyszłych płatności rat kredytowych.

 

Znów drapię się w głowę. Bo osoby, którym ledwie starcza pieniędzy, zwykle muszą ciąć wydatki, zwykle sięgają do rezerw (jeśli je mają). To wtedy właśnie wykorzystuje się owe mityczne poduszki finansowe. To nie jest czas na ich budowanie, zwłaszcza na warunkach – krótka, czyli niskooprocentowana lokata kontra nieznana wysoka inflacja i nieznana (być może wyższa) stopa procentowa.

Zresztą Adam Czerniak zdaje się lubić niepewność i ryzyko, bo w dalszej części rozmowy wprost sugeruje:

Ci bardziej zamożni, którzy mają kapitał na różnego rodzaju inwestycje, mogą pokusić się np. o aktywność na giełdzie. Albo np. znalezienie relatywnie taniego mieszkania. Kupienie go i zarabianie docelowo na wynajmie.

 

Przypomnę – cały czas mówimy o tym, co zrobić z pieniędzmi, które przesuwają nasze zobowiązania na osiem miesięcy do przodu. I oto ktoś sugeruje, żeby nimi spekulować? Na obligacjach, na akcjach, na rynku nieruchomości?

 

Przez lata edukacji rynkowej nieustannie powtarzam aspirującym inwestorom – nie spekuluj pieniędzmi, które są WAŻNE. Które są na spłaty kredytów, które pochodzą z karty kredytowej, które odkładasz na przyszłość dziecka. To nie są pieniądze do spekulacji!

 

W ostatnich miesiącach wielokrotnie odwoływałem się do powieści Emila Zoli Pieniądz. Jednym z bohaterów jest niejaki Dejoie. Brakuje mu dwóch tysięcy franków do posagu dla córki. Decyduje się na inwestycję w akcje, mając sprytny plan

W sześć miesięcy będę mógł ze swoimi czterema tysiącami zarobić jeszcze dwa, tak żeby uzupełnić posag.

Akcje rosną, i Dejoie zarabia owe dwa tysiące. Oczywiście, nie sprzedaje ich, córka Dejoie stwierdza:

Te sześć tysięcy franków mamy już od dawna i można by się pobrać, ale wolimy poczekać, aby się rozmnożyły

Co może pójść nie tak? Zachęcam do lektury.

Wracając zaś do rozmowy z Adamem Czerniakiem.

 

A co z ryzykiem przy korzystaniu z wakacji kredytowych? Jeśli wydłużę okres spłaty, to przecież raty przypadać będą na kolejne miesiące z podwyżkami stóp.

Mimo wszystko warto z wakacji kredytowych skorzystać. Oczywiście, o ile tych środków nie przejemy. Jeżeli myślimy długofalowo i zakładamy, że raty mogą jeszcze bardziej wzrosnąć, to warto też przyjąć, że od 2024 r. takiego programu raczej już nie będzie. Dlatego teraz korzystaj. Póki możesz. Potem możesz już nie mieć takiej możliwości.

Co może pójść nie tak?

 

 

Chcesz więcej? Sprawdź najnowsze artykuły na blogi.bossa.pl.

Przekierowanie do artykułu

 

Opinie, założenia i przewidywania wyrażone w materiale należą do autora publikacji i nie muszą reprezentować poglądów DM BOŚ S.A. Informacje i dane zawarte w niniejszym materiale są udostępniane wyłącznie w celach informacyjnych i edukacyjnych oraz nie mogą stanowić podstawy do podjęcia decyzji inwestycyjnej. Nie należy traktować ich jako rekomendacji inwestowania w jakiekolwiek instrumenty finansowe lub formy doradztwa inwestycyjnego. DM BOŚ S.A. nie udziela gwarancji dokładności, aktualności, oraz kompletności niniejszych informacji. Zaleca się przeprowadzenie we własnym zakresie niezależnego przeglądu informacji z niniejszego materiału. Inwestowanie w instrumenty finansowe wiąże się z ryzykiem


Grzegorz Zalewski

Grzegorz Zalewski – Na rynku od 1993 r. Twórca portalu futures.pl Autor książki “Kontrakty terminowe w praktyce” i “Droga inwestora”. Prowadzi szkolenia dot. analizy technicznej, instrumentów pochodnych. Pisuje felietony od 1996 r. na różnych łamach pod ogólnym hasłem “wokół parkietu?”.

Przejdź do artykułów autora
Artykuły, które powinny Cię zaciekawić..
Zamknij

Koszyk