• Odbierz prezent
Ursus i jego fatum. Co doprowadziło legendarną markę do trzeciego bankructwa w historii?

Ursus, który od lat borykał się z poważnymi problemami finansowymi i widmem niewypłacalności od poniedziałkowej decyzji sądu jest już oficjalnie bankrutem - kolejny wniosek o restrukturyzację legendarnego producenta ciągników rolniczych został odrzucony, co w praktyce oznacza upadłość spółki i to w dodatku… trzecią w historii. Notowania spółki na wtorkowej sesji zanotowały historyczne minima. Czy to oznacza definitywny koniec Ursusa i co to oznacza dla akcjonariuszy? Co jest źródłem chronicznych problemów finansowych spółki?

 

Ursus to już historia?

Warszawski Sąd Rejonowy w poniedziałek 13 lipca odrzucił wniosek Ursusa, w którym spółka starała się o otwarcie postępowania sanacyjnego. W praktyce oznacza to, że sąd ogłosił upadłość legendarnego producenta ciągników rolniczych. Decyzja jest wprawdzie nieprawomocna, jednak stan upadłości wchodzi w życie z dniem jego ogłoszenia. Syndykiem masy upadłościowej został doradca restrukturyzacyjny KGS Restrukturyzacje, który doprowadzi do podziału majątku spółki pomiędzy wierzycieli Ursusa. Sam wniosek o ogłoszenie upadłości spółki został złożony przez banki PKO BP i Getin Noble. Ten pierwszy domagał się upadłości Ursusa jeszcze w 2019 r., kiedy to w październiku złożył wniosek o likwidację spółki. Wówczas Ursus był winien PKO BP ponad 11 mln złotych, wraz z odsetkami, z tytułu niespłaconych rat kredytowych. Bank już wcześniej - w marcu 2019 r. - próbował odzyskać swoje pieniądze z pomocą komornika, wówczas jednak postępowanie egzekucyjne zostało zawieszone przez sąd, ponieważ Ursus od listopada 2018 r. był objęty przyspieszonym postępowaniem układowym, co gwarantowało mu ochronę przed wierzycielami. Niewiele później, pod koniec października 2019 r., podobny wniosek o ogłoszenie upadłości spółki złożył kolejny z jej wierzycieli - wspomniany Getin Noble Bank. To jednak nie koniec problemów Ursusa z bankami - w lutym zeszłego roku Bank Millennium wszczął wobec spółki postępowanie komornicze z powodu zaległości w spłacie kredytu na ponad 10 mln złotych oraz 1,5 mln złotych odsetek.

Odrzucony w poniedziałek przez sąd wniosek Ursusa o otwarcie postępowania sanacyjnego został złożony przez spółkę w połowie marca tego roku.

Warto w tym miejscu przypomnieć, że niemal rok temu - w sierpniu 2020 r. - sąd umorzył wcześniejsze przyśpieszone postępowanie układowe Ursusa, które obowiązywało od końca 2018 r. Dla spółki była to fatalna wiadomość, oznaczająca koniec prawnej ochrony przed wierzycielami. Ursus wprawdzie próbował odwołać się od decyzji sądu, jednak bezskutecznie. Ostatnią deską ratunku dla producenta ciągników rolniczych było postępowanie sanacyjne, czyli najbardziej rozbudowany wariant restrukturyzacji, w którym zarząd spółki w praktyce traci całkowitą kontrolę operacyjną nad przedsiębiorstwem na rzecz zarządcy sądowego, a cały majątek spółki zostaje przekształcony w tzw. masę sanacyjną. Sąd Rejonowy w Warszawie nie zgodził się jednak na wznowienie restrukturyzacji Ursusa w takiej formie. Czy ogłoszenie upadłości jest równoznaczne z końcem Ursusa i zbliżającym się wycofaniu akcji spółki z obrotu giełdowego? Nie jest to jeszcze przesądzone, choć trudno ukryć że znajdujący się od lat w tragicznej sytuacji finansowej Ursus jeszcze nie był tak blisko upadku. Teraz podziałem majątku spółki pomiędzy wierzycieli zajmie się syndyk masy upadłościowej. W kolejce po swoje pieniądze stoją przede wszystkim banki, które udzieliły Ursusowi wielomilionowych kredytów. Bilans spółki jest jednak fatalny - na koniec pierwszego kwartału kapitał własny Ursusa wynosił niemal 170 mln złotych… na minusie, zaś ostatni okres, w którym spółka zaraportowała zysk netto to trzeci kwartał 2017 r.

Wtorkowa sesja nie pozostawiła złudzeń - akcje spadły o niemal 48%, osiągając najniższy poziom w giełdowej historii Ursusa (0,4060 PLN).

 

Największy pechowiec na giełdzie

Śledząc giełdową historię Ursusa, który debiutował na głównym parkiecie GPW pod koniec 2007 r., trudno nie odnieść wrażenia, że spółka ma wyjątkowego pecha, szczególnie w kwestii niedoszłych partnerów biznesowych i podpisywania umów, które nigdy nie zostały zrealizowane. W połowie lutego nadzieje na wyjście z potężnych problemów finansowych Ursusa rozpaliła informacja o podpisaniu porozumienia w kwestii przyszłej współpracy (ang. memorandum of understanding) z południowokoreańskim przedsiębiorstwem BLF Corporation. Współpraca ma dotyczyć prac nad zaprojektowaniem i wprowadzeniem do seryjnej produkcji co najmniej dwóch modeli niewielkich pojazdów użytkowych (o masie do 3,5 tony) z napędem elektrycznym i wodorowym. Południowokoreańska spółka ma dostarczyć niezbędne komponenty do produkcji pojazdów i zapewnić wsparcie inżynieryjne, natomiast Ursus weźmie na siebie proces ich montażu, a także wprowadzenia na rynek pod własną marką. Pierwsze modele mają zostać zaprezentowane jeszcze w 2021 r. Akcjonariusze zareagowali wówczas euforycznie na tę informację, co przełożyło się na gwałtowny wzrost kursu akcji Ursusa, z 0,7900 PLN do ponad 1,4000 PLN (77%). Nie jest to jednak pierwsze memorandum podpisane przez Ursusa, z którego realizacji nic później nie wyszło. Obecnie kolejnym problemem w podpisaniu wiążącej umowy z BLF Corporation może być fakt, że spółka jest w stanie nieprawomocnej upadłości, a jej majątkiem będzie dysponował syndyk.

O jakich niedoszłych umowach mowa? Wystarczy przypomnieć sytuację z listopada zeszłego roku. Wówczas Ursus pochwalił się podpisaniem listu intencyjnego z chińskim producentem pojazdów użytkowych Dongfeng Motor Corporation. Podobnie jak memorandum z BLF, dotyczyła ona wprowadzenia na europejski rynek małych pojazdów użytkowych z napędem elektrycznym i wodorowym „w oparciu o produkty Dongfeng i europejskie know - how Ursusa”. Kilka miesięcy później, 5 lutego 2021 r., Ursus opublikował komunikat, w którym poinformował o podpisaniu protokołu ustaleń współpracy z Dongfeng Motor, jednak już dwa dni później spółka otrzymała wypowiedzenie listu intencyjnego ze strony chińskiego producenta. Dongfeng Motor miał zrezygnować z planów współpracy z powodu złamania klauzuli o zachowaniu poufności - mowa o wspomnianym wcześniej raporcie bieżącym, w którym Ursus pochwalił się podpisaniem listu intencyjnego z chińskim producentem. Ursus tłumaczył się później tym, że jako spółka publiczna był zobowiązany do opublikowania takiej informacji, ze względu na jej strategiczny charakter.

To jednak nic w porównaniu do spektakularnych problemów z niedoszłym kontrahentem z USA, który miał postawić spółkę na nogi. 3 września 2019 r. jak grom z jasnego nieba pojawił się komunikat opublikowany przez Ursusa, który poinformował, że amerykański fundusz VC Enerkon Solar International chce ratować znajdującą się na skraju bankructwa spółkę zależną Ursus Bus. Firmy podpisały protokół ustaleń, w ramach którego fundusz miał zainwestować zawrotną sumę nawet do 30 mln dolarów, obejmując pakiet 49% udziałów w Ursus Bus i maksymalnie 7% akcji samego Ursusa. Celem inwestycji miało być przywrócenie mocy produkcyjnych Grupie Ursus.

Nadzieje na powrót do względnej stabilności finansowej i zachowanie ciągłości produkcyjnej szybko zostały jednak rozwiane - w ostatni dzień września amerykański fundusz zerwał negocjacje, jednocześnie przekazując Ursusowi wezwanie do zapłaty na kwotę 95 tys. dolarów, z czego 75 tys. USD miało być opłatą manipulacyjną dla ubezpieczyciela, zaś 20 tys. USD kosztami procesu due dilligence. Oprócz tego Enerkon złożył w Komendzie Wojewódzkiej Policji w Lublinie zawiadomienie o nieprawidłowościach w spółkach Ursus i Ursus Bus. Lubelska spółka nie pozostała dłużna i jeszcze tego samego dnia złożyła zawiadomienie w Prokuraturze Okręgowej w Warszawie przeciwko prezesowi amerykańskiego funduszu. Ursus zarzucił mu działalność na niekorzyść obu spółek i próbę oszustwa oraz wyłudzenia 95 tys. dolarów, a także fałszowanie dokumentów. Cała sprawa została opisana w artykule Fundusz, którego nie ma i podpis od zmarłego. O tym jak Ursus negocjował 30 milionów dolarów od amerykanów.

 

Spółka zależna Ursus Bus, która została powołana wraz z AMZ Kutno, a którą w lutym zeszłego roku przejął główny akcjonariusz (Ursus), ratując ją przed upadłością, również miała poważne problemy operacyjne. Powstała w 2015 r. spółka miała produkować niskoemisyjne i zeroemisyjne autobusy miejskie oparte na nadwoziu pojazdów AMZ. Co ciekawe, Ursus Bus nie mógł narzekać na brak popytu na swoje autobusy - spółce udało się wygrać istotne przetargi na dostarczenie pojazdów do polskich miast. Największym z nich był organizowany przez NCBiR przetarg na 3 mld złotych, w ramach którego spółka miała wyprodukować ponad tysiąc autobusów miejskich z napędem elektrycznym. Ursus Bus nie był jednak w stanie wywiązać się z podpisanych kontraktów, co w głównej mierze było spowodowane opóźnieniami w produkcji i brakiem środków finansowych na zapewnienie odpowiednich mocy przerobowych. Słabą sytuację finansową spółki dodatkowo pogarszały kary umowne od kontrahentów i zerwane umowy - w samym 2019 r. Ursus Bus stracił zamówienie od katowickiego MZK warte ponad 10 mln złotych, a także otrzymał karę ponad 7 mln złotych od zielonogórskiego zakładu komunikacji miejskiej za opóźnienia w realizacji kontraktu.

 

Spadkobierca legendarnej marki

Mało kto już dziś pamięta o tym, że legendarna marka Ursus, która zmechanizowała polską wieś, istnieje od 1907 r., początkowo zajmując się produkcją silników spalinowych. Pierwsze traktory wyjechały z fabryki na początku lat 20. XX w. W 1930 r. spółka upadła po raz pierwszy z powodu zbyt niskiego wolumenu zamówień w stosunku do mocy przerobowych. Wówczas doszło do jej upaństwowienia i włączenia do Państwowych Zakładów Inżynierii. W tym czasie Ursus skupiał się głównie na produkcji pojazdów dla wojska. Podczas II Wojny Światowej warszawskie zakłady Ursusa zostały zdewastowane przez niemieckie wojsko, a maszyny produkcyjne wywieziono na Śląsk. Część z nich po wojnie udało się jednak odzyskać. Pierwszym ciągnikiem rolniczym Ursusa produkowanym na masową skalę był model C-45 (od 1945 r.), oparty na przestarzałej już wówczas konstrukcji niemieckiego traktora Bulldog z początku lat 20. (LB-45). W 1953 r. z fabryki Ursusa wyjechał 20-tysięczny traktor. Pierwszą całkowicie autorską konstrukcją warszawskich zakładów był lekki ciągnik rolniczy C-325, produkowany od 1957 r. przez dziesięć lat. Na jego bazie powstał najpopularniejszy traktor, jakim jest C-330, którego do dziś można spotkać na polskich wsiach. W latach 1967-93 wyprodukowano ponad 433 tys. ciągników C-330. Od 1974 r. Ursus produkował ciągniki również na licencji amerykańskiej firmy Massey-Ferguson, która obowiązywała aż do początku lat 90. Po transformacji ustrojowej spółka zaczęła mieć problemy z rentownością - w wolnorynkowych realiach musiało dojść do zmiany dotychczasowego modelu produkcji, w ramach którego z taśm produkcyjnych zjeżdżały kolejne ciągniki, na które nie było jeszcze potencjalnych kupców. W tym czasie Massey-Ferguson został wchłonięty przez największą spółkę w branży, jaką jest amerykański AGCO Corporation. W połowie lat 90. Ursus miał już poważne problemy finansowe - ratunkiem dla spółki mogło być potencjalne przejęcie części przedsiębiorstwa właśnie przez AGCO, które wymagało jednak przeprowadzenia restrukturyzacji spółki, w tym m.in. redukcji zatrudnienia. Na to jednak nie zgodziły się związki zawodowe, co jednak nie zapobiegło zwolnieniom w kolejnych latach. W 2001 r. rząd próbował ratować Ursusa za pomocą Polskiego Holdingu Zbrojeniowego Bumar, który pięć lat później został jedynym udziałowcem spółki. W międzyczasie (2003 r.) ZPC Ursus ogłosił upadłość z powodu braku środków na kontynuację działalności.

W 2007 r. Bumar podpisał umowę z tureckim producentem ciągników rolniczych Uzel, na mocy której miało dojść do prywatyzacji spółki (Uzel miał przejąć 51% akcji Ursusa). Turecka spółka również była w słabej kondycji finansowej i finalnie nie doszło do realizacji umowy przejęcia. W tym czasie produkcja nowych ciągników Ursusa była całkowicie wstrzymana, w oczekiwaniu na finalizację akwizycji. Dopiero w 2011 r. spółka POL-MOT Warfama zdecydowała się odkupić 100% udziałów Ursusa za 14,42 mln złotych, rok później zmieniając nazwę swojej spółki właśnie na Ursus (POL-MOT Warfama był notowany na GPW od końca 2007 r.). W roku prywatyzacji Ursusa zdecydowano się na zamknięcie zakładu produkcyjnego w Warszawie.

Notowania: Ursus SA

Przejdź do wykresu
Źródło: https://pl.tradingview.com/symbols/GPW:URS/

Darek Dziduch

Project Manager portalu FXMAG, prowadzący programy "Kurs bitcoina od zera", czy satyryczno-edukacyjny "Spółki czy spod lady". Edukuje w zakresie kryptowalut, promuje inwestycje ESG i śledzi nadużycia na rynkach finansowych. Zainteresowania rynkowe łączy z wiedzą z zakresu psychologii inwestowania, którą przemyca do swoich tekstów i nagrań

Przejdź do artykułów autora
Artykuły, które powinny Cię zaciekawić..
Zamknij

Koszyk