• Sklep
  • Odbierz prezent
Upadek giełdy Bitmarket - dwa lata na skraju ukrywanego bankructwa. Ponad sto milionów złotych strat?

Niespodziewany upadek giełdy kryptowalut Bitmarket wstrząsnął opinią publiczną. Jak się okazało, jedna z najstarszych polskich (choć od dawna zarejestrowanych poza krajem) giełd znajdowała się od dłuższego czasu na skraju bankructwa, skutecznie ukrywając swoją kondycję przed inwestorami i przede wszystkim przed klientami. Straty, jakie mogli ponieść użytkownicy giełdy szacowane są nawet na ponad 100 mln złotych, co więcej na razie nie wiadomo jakie są szanse na odzyskanie przynajmniej części straconych środków. Co doprowadziło do upadku Bitmarket?

 

Brak płynności 

Giełda Bitmarket niespodziewanie zakończyła swoją działalność w późnych godzinach wieczornych w poniedziałek 8 lipca. Na oficjalnej witrynie giełdy pojawiła się wówczas zdawkowa informacja o zakończeniu działalności giełdy z powodu utraty płynności finansowej. Tuż przed zamknięciem giełdy kurs BTC/PLN sięgał 50 tys. złotych i był zauważalnie wyższy niż na innych giełdach oferujących parę bitcoina do złotego. Dostęp do platformy został zablokowany, zaś wszystkie środki zarówno w kryptowalutach, jak i walutach fiducjarnych ulokowane na niej przez klientów zostały zamrożone. Bitmarket napisał jedynie o tym, że o dalszych podejmowanych krokach będzie informować, bez podania jakichkolwiek konkretów i terminów. Informacja o zakończeniu działalności giełdy rozeszła się błyskawicznie, wywołując wiele zrozumiałych emocji wśród członków społeczności, wśród których wielu było poszkodowanymi klientami Bitmarket.

Wedle rozmaitych szacunków, giełda w momencie upadku mogła mieć nawet 60 tys. aktywnych użytkowników, zaś na jej portfelach mogło znajdować się ponad 2300 samych bitcoinów należących do klientów (wartych ponad 25 mln złotych). Oprócz tego, giełda obsługiwała depozyty w polskim złotym i euro, a także w czterech innych kryptowalutach (Litecoin, Ethereum, XRP, Bitcoin Gold), co wedle najbardziej pesymistycznych szacunków może oznaczać straty klientów o łącznej wartości przekraczającej 100 mln złotych. W obecnym momencie określenie potencjalnej skali strat jest jednak niemożliwe i w większym stopniu służy podgrzewaniu medialnej atmosfery niż racjonalnej analizie sytuacji poszkodowanych klientów.

W dniu zakończenia działalności Bitmarket znajdował się w drugiej setce rankingu giełd pod względem wolumenu handlowego z dziennym obrotem na poziomie przekraczającym 3 mln złotych.

 

Pięć lat na rynku

Bitmarket był jedną z najstarszych polskich giełd kryptowalut, mimo tego że od dłuższego czasu wszystkie podmioty odpowiadające za jego funkcjonowanie zarejestrowane były poza granicami kraju. Giełda powstała, podobnie jak BitBay, w 2014 r. a za jej założenie odpowiadają twórcy wciąż działającej witryny aftermarket.pl, będącej internetową giełdą praw do domen internetowych. Już w pierwszym roku swojej działalności Bitmarket zaliczył kilka incydentów związanych z bezpieczeństwem platformy handlowej. Warto przytoczyć sytuację z marca 2014 r., kiedy podczas testów nowej formy płatności za pośrednictwem PayU hakerowi (który notabene rok później został odnaleziony i zatrzymany przez policję, co przeczy prześmiewczej tezie że służby dopiero niedawno dowiedziały się o istnieniu BTC) udało się bezprawnie wyprowadzić z giełdy środki w bitcoinie i Litecoinie o ówczesnej wartości ok. 85 tys. złotych. Kilka miesięcy później, we wrześniu tego samego roku, giełda niespodziewanie przestała funkcjonować, informując klientów o konieczności przywrócenia bazy danych giełdy z kopii bezpieczeństwa. Tuż przed zawieszeniem pracy giełdy kurs BTC/PLN na jej platformie dwukrotnie spadał z ok. 1200 PLN do poziomu poniżej… 1 PLN, co sugerowało manipulacje orderbookiem lub poważne problemy informatyczne, potencjalnie związane z atakiem hakerskim. Działanie Bitmarket zostało wówczas wznowione po kilku godzinach, jednak bez jakichkolwiek dalszych wyjaśnień. Dlaczego piszę o sytuacjach sprzed pięciu lat w obliczu upadku giełdy zaledwie kilka dni temu? Nie bez powodu, ale o tym w dalszej części artykułu.

W 2015 r. giełda została odkupiona od właścicieli Aftermarket przez Marcina Aszkiełowicza oraz Tobiasza Niemiro. Wówczas powstały spółki takie jak Kvadratco Services Limited (zarejestrowana w Wielkiej Brytanii 15 stycznia 2015 r.) oraz BitMarket Limited (zarejestrowana na Seszelach), które odpowiadały za funkcjonowanie giełdy. W styczniu 2018 r. w Estonii zarejestrowana została spółka Gyptrade OU, która stała się właścicielem praw do domeny internetowej Bitmarket, jej identyfikacji wizualnej, a także systemów informatycznych platformy handlowej. Prezesem estońskiej spółki został nie kto inny, jak Marcin Aszkiełowicz. Za obsługę portfeli i depozytów klientów giełdy odpowiadała brytyjska spółka Kvadratco Services, której prezesem do maja tego roku również był Aszkiełowicz (zastapił go Robert Bochenek). Tobiasz Niemiro, w wywiadzie udzielonym portalowi Money już po upadku giełdy twierdzi, że sam jest poszkodowanym, a z działalnością Bitmarket nie ma nic wspólnego od ponad dwóch lat, czyli od momentu w którym sprzedał swoje udziały. 

 

W listopadzie zeszłego roku fundusz VC IQ Partners podpisał umowę przejęcia wszystkich udziałów w kapitale zakładowym spółki estońskiej Gyptrade OU o wartości 2500 euro. Nie oznacza to jednak, że IQ Partners przejął giełdę Bitmarket za tak symboliczną kwotę, co było mylnie i bezmyślnie powielane w wielu artykułach prasowych. Fundusz w ramach umowy wyemitował warranty subskrypcyjne o wartości 7,5 mln złotych, które miały zostać przekazane Marcinowi Aszkiełowiczowi (przypomnijmy - właścicielowi Gyptrade OU) wówczas, gdy jego spółka do 30 września tego roku wygeneruje zysk brutto w wysokości 15 mln złotych z tytułu działalności związanej z prowadzeniem giełdy Bitmarket. Wiadomo już, że do finalizacji umowy nie dojdzie.

Notowany na GPW IQ Partners w poniedziałkowy wieczór, na kilka godzin przed zamknięciem witryny Bitmarket, opublikował w systemie ESPI komunikat informujący o braku płynności finansowej operatora giełdy, czyli spółki Kvadratco Services, a co za tym idzie możliwego zamknięcia giełdy. Spółka poinformowała również o niewywiązaniu się Gyptrade OU z umowy i złożeniu zawiadomienia o możliwości popełnienia przestępstwa do Prokuratury Rejonowej w Olsztynie. Dosłownie kilkanaście minut później Bitmarket opublikował na swojej witrynie informację o zakończeniu działalności z powodu braku płynności.

Sygnały ostrzegawcze giełda Bitmarket wysyłała jednak swoim klientom już od jakiegoś czasu. Jednym z nich była trwająca dwie doby blokada wypłat środków z giełdy na przełomie maja i czerwca, związana z tym, że wszyscy użytkownicy zostali zmuszeni do obowiązkowej zmiany haseł. Wymuszenie aktualizacji haseł to powszechna praktyka stosowana np. po atakach hakerskich lub po zakończeniu poważnych prac technicznych, z tego też powodu sytuacja ta wzbudziła zrozumiałe zaniepokojenie wśród klientów. Wiarygodność giełdy nadszarpnęły również żądania o ponowną weryfikację tożsamości wobec wybranych użytkowników, w tym również tych zlecających wypłatę środków.

 

Oświadczenie właściciela Bitmarket

W czwartek 11 lipca Marcin Aszkiełowicz opublikował oficjalne oświadczenie, w którym odcina się od zarzutów o oszustwo i tzw. „exit scam” giełdy. Sam przedstawił siebie jako opuszczonego przez wspólników, zaszczutego przez klientów giełdy człowieka na skraju wytrzymałości emocjonalnej. Prosząc poszkodowanych w wyniku upadku giełdy o cierpliwość i prawo do obrony, ujawnił również kilka kluczowych informacji. Z oświadczenia Aszkiełowicza wynika, że Bitmarket był w opłakanej sytuacji finansowej już w 2017 r., mając ponad 2300 BTC na minusie. Co więcej, twierdzi on, że już gdy wraz z Tobiaszem Niemiro przejmował giełdę w 2015 r., z jej portfeli skradziono już wówczas łącznie ponad 600 BTC. Jak nietrudno się domyślić problemy giełdy narastały wraz ze wzrostem kursu kryptowalut. Jak napisał Aszkiełowicz: „Dziesiątki rozmów z inwestorami, spotkań i pomysłów rozwoju, nie przyniosły niestety poprawy sytuacji. (…)

Do ostatnich dni żyłem nadzieją, że uda się uniknąć tej katastrofy – dla setek Klientów i mojej osobistej.”

Porażające w tej sytuacji jest jednak to, że giełda od ponad dwóch lat funkcjonowała na skraju upadłości, co udawało jej się zręcznie maskować przed swoimi klientami i co przywodzi na myśl scenariusz spektakularnego upadku Mt. Gox, choć w znacznie mniejszej skali.

Jeżeli Aszkiełowicz wspomina o rozmowach z inwestorami, nasuwa się pytanie: w jaki sposób IQ Partners mógł doprowadzić do sytuacji, w której nie miał pojęcia o opłakanej sytuacji finansowej giełdy, którą planował przejąć?

Czytaj także: Giełda Mt. Gox - historia największego upadku w dziejach rynku kryptowalut

Osławiona giełda kryptowalut Mt.Gox upadła ponad pięć lat temu, pogrążając nie tylko wielu jej poszkodowanych użytkowników, ale także cały rynek kryptowalut, skupiony wokół bitcoina. Jak doszło do upadku ówczesnego największego ośrodku obrotu BTC, odpowiadającego za ponad 70% wolumenu na całym rynku.. Czytaj
Giełda Mt. Gox - historia największego upadku w dziejach rynku kryptowalut

 

Kto chciał przejąć Bitmarket?

IQ Partners to notowany od końca 2011 r. na GPW warszawski fundusz Venture Capital, który jak sam o sobie pisze: „rozumie blockchain” i skupia się na inwestowaniu w projekty fintechowe z tego obszaru, które mają potencjał, aby stać się liderem rynku. Sama spółka nie radzi sobie jednak najlepiej na parkiecie giełdowym - debiutowała w listopadzie 2011 r. z wyceną 2,89 PLN za akcję, podczas gdy obecnie kurs jej akcji to 0,26 PLN, co oznacza utratę wartości na poziomie przekraczającym 90%. Aktualna kapitalizacja IQ Partners wynosi jedynie niewiele ponad 5,8 mln złotych (przy free float na poziomie 37,2%). Nic dziwnego, bowiem IQ Partners regularnie ponosi straty - w 2015 r. strata z działalności operacyjnej wyniosła niecałe 3,9 mln złotych przy przychodach netto na poziomie ponad 17 mln złotych, podczas gdy w zeszłym roku (2018) strata była zauważalnie niższa, gdyż wyniosła 2,75 mln złotych, przy jednoczesnym wielokrotnym pogorszeniu przychodów, które wyniosły zaledwie 507 tys. złotych netto. Nie był to jednak najgorszy rok dla IQ Partners - w 2016 r. spółka osiągnęła zaledwie 197 tys. złotych przychodów netto, przy stracie ponad 2,3 mln PLN.

Pod koniec 2017 r. IQ Partners trafiła na listę alertów GPW ze względu na fakt, że w ciągu kwartału jej średnie notowania wynosiły poniżej 0,50 PLN za akcję.

Wśród wielu komentarzy po upadku Bitmarket często przewija się teza, że IQ Partners wiedział o problemach finansowych giełdy i jest współodpowiedzialny za jej niespodziewany upadek, zaś zawiadomienie przez spółkę prokuratury miało jedynie dać jej pewien rodzaj alibi. Jest to jednak bardzo mało prawdopodobne, chociaż nie całkowicie wykluczone.

 

Co mogą zrobić poszkodowani?

Według zaprzyjaźnionej Kancelarii, najskuteczniejszym działaniem, jakie mogą podjąć pokrzywdzeni na tym etapie, jest poinformowanie organów ścigania o zaistniałej sytuacji, a konkretnie - złożenie zawiadomienia do prokuratury o możliwości popełnienia przestępstwa przez osoby odpowiedzialne za działalność serwisu Bitmarket.pl

W zależności od ustaleń poczynionych w toku śledztwa, właściwą może się okazać kwalifikacja prawna  z art. 286 §1 k.k. w zw. z art. 294 §1 k.k. (przestępstwo oszustwa) lub z art. 284 §1 k.k. w zw. z art. 294 §1 k.k. (przestępstwo przywłaszczenia). W sprawie będziemy mieć do czynienia z typem kwalifikowanym (w zw. art. 294 §1 k.k.) z uwagi na wartość mienia. Szkoda jaką ponieśli pokrzywdzeni z pewnością przekroczy bowiem kwotę miliona złotych, a więc będzie stanowić mienie wielkiej wartości, o którym mowa art. 115 §6 k.k. Obydwa wyżej opisane przestępstwa są zagrożone karą pozbawienia wolności od roku do 10 lat.Skuteczne złożenie zawiadomienia, przyczyni się do podjęcia przez organy ścigania działań zmierzających do zabezpieczenia dowodów, a także ewentualnych składników majątkowych, które mogą w przyszłości pomóc w uzyskaniu naprawienia szkody przez osoby pokrzywdzone ewentualnym przestępstwem. Złożenie zawiadomienia do prokuratury nie wyklucza możliwości dochodzenia należności w postępowaniu cywilnym, np. w drodze postępowania z ustawy o dochodzeniu roszczeń w postępowaniu grupowym (tzw. „pozwy zbiorowe”). Jednakże, w oparciu o aktualnie posiadane informacje, szansa na odzyskanie zainwestowanych środków na drodze postępowania cywilnego wydaje się niewielka.

Notowania: BITCOIN

Przejdź do wykresu
Źródło: https://pl.tradingview.com/symbols/BTCUSD/

Dariusz Dziduch

Project Manager FXMAG, prowadzący program satyryczno-edukacyjny "O kryptowalutach". Nietuzinkowy promotor technologii blockchain oraz walut cyfrowych. Zainteresowania rynkowe łączy z wiedzą z zakresu psychologii inwestowania.

Przejdź do artykułów autora
Zamknij

Koszyk