• Odbierz prezent
Stracił wszystko na rynku kryptowalut. Czego możesz nauczyć się na jego błędach?

Dokładnie rok temu na rynku kryptowalut panowała niespotykana wcześniej euforia, która swoje apogeum osiągnęła w połowie grudnia, kiedy to bitcoin (BTC) na niektórych giełdach kryptowalut przekroczył psychologiczną granicę 20 tys. dolarów. Niedługo potem, już po Nowym Roku, szczyt bańki spekulacyjnej dotarł na większość czołowych altcoinów, z których niemal wszystkie u progu 2019 r. są warte znacznie ponad 80% mniej niż w styczniu. To właśnie w połowie pierwszego miesiąca roku rynek kryptowalut odwrócił swój kierunek, rozpoczynając konsekwentne spadki, które wciąż nie zostały zażegnane. Rok temu znaczna część inwestorów nie dostrzegała możliwości rychłego odwrócenia trendu, stawiając chciwość i lęk przed stratą okazji (FOMO) ponad podstawowe zasady zarządzania kapitałem. Ogromne wzrosty przyciągnęły również wielu nowych uczestników rynku, często niemających pojęcia ani o samej technologii stojącej za kryptowalutami, ani o inwestowaniu.

 

Dziś każdy, kto wówczas akumulował jakąkolwiek kryptowalutę, poniósł stratę, bądź nadal ją przetrzymuje. Wielu z inwestorów poświęciło zbyt dużo, dostając w zamian bolesną lekcję od rynku. W tekście, który czytasz opisuję prawdziwą historię młodego inwestora (jeśli można go tak nazwać), który zaryzykował zbyt wiele, stawiając się obecnie w sytuacji nie do pozazdroszczenia, łamiąc przy tym niemal wszystkie zasady racjonalnego lokowania kapitału. W artykule wypunktowałem również błędy, które on popełnił, a których My powinnismy wystrzegać się jak ognia.

 

Poznajcie inwestora XYZ…

Dajmy na to: Grzegorza, chłopaka przed trzydziestką, po studiach, mieszkającego w dużym mieście na własny rachunek, pochodzącego z tzw. „dobrego domu”, w którym rodzice prowadzą dość dobrze prosperującą rodzinną firmę świadczącą mało ciekawe usługi, które kompletnie nie interesowały Grzegorza.

Usłyszał on o bitcoinie mniej więcej w wakacje zeszłego roku, jednak temat nie zainteresował go wówczas wystarczająco. Zmieniło się to w grudniu, gdy wszystkie kryptowaluty zaczęły rosnąć zbyt szybko, by przegapić taką okazję. Mimo stabilnej sytuacji zawodowej i finansowej, Grzegorz postanowił zbić prawdziwą fortunę bez wychodzenia z domu i wieloletniego budowania firmy od podstaw.

Zdecydował się na zainwestowanie wszystkich zgromadzonych pieniędzy, jednocześnie skutecznie namawiając swoich rodziców do powierzenia mu ich oszczędności życia, w czym pomógł Grzegorzowi tytuł magistra studiów dających złudzenie wiedzy o finansach.

Łącznie dało to imponującą kwotę przekraczającą 2,8 mln złotych (700 tys. dolarów).

 

Szybko jednak okazało się, że zamiana tak znacznej sumy na bitcoiny wcale nie jest taka prosta. Gdy już się to udało, był początek stycznia - BTC notowany poniżej 17 tys. dolarów, co wydawało się świetnym momentem na wejście, będącym lokalną korektą przed kolejnym rajdem po nowe szczyty. Grzegorz zdecydował się wejść „all in”, kupując łącznie ponad 43 BTC.

Czytaj także: Kumpel wyzerował twoje konto? Kulisy nielegalnego zarządzania kapitałem

Istota i uwarunkowania prawne usługi asset management Usługa zarządzania kapitałem (asset management) kwalifikowana jest na podstawie art. 69 ust 2 pkt 4 Ustawy o obrocie[1] jako zastrzeżona czynność maklerska polegająca na „zarządzaniu portfelami w skład których wchodzi jeden lub większa ilość in.. Czytaj
Kumpel wyzerował twoje konto? Kulisy nielegalnego zarządzania kapitałem

 

 

Po drugiej stronie

Grzegorz był świadomy tego, że aby skutecznie inwestować, trzeba mieć wiedzę i strategię. Wziął urlop i postanowił godzinami czytać fora internetowe, facebookowe grupy, przeglądać rozmaite whitepapery i strony projektów, wiedząc że trzymanie BTC nawet przy najbardziej optymistycznych scenariuszach nie da mu stopy zwrotu wyższej niż kilkadziesiąt procent w ciągu najbliższych dni. W tym samym czasie mało znane, nisko kapitalizowane projekty z ostatnich stron CoinMarketCap, potrafiły rosnąć o kilkaset procent w ciągu doby. Poza tym, token notowany po 1 cencie potrzebuje wzrostu jedynie o kolejny cent, aby zyskać na wartości 100%.

 

Grzegorz zastanawiał się też jak rozłożyć spory kapitał, którym dysponował. Zdecydował się ulokować (nie do końca) swoje bitcoiny w jednym projekcie, aby maksymalizować zyski. Pasjonował go też fakt „wpływu” na rynek, kiedy po realizacji jego ofert, cena rosła.

Wybór padł na przyszłościową, ale wciąż „tanią” kryptowalutę Obsidian (ODN), która obiecywała stworzenie wielofunkcyjnego, anonimowego i zdecentralizowanego komunikatora Obsidian Secure Messenger, który w przyszłości miał zagrozić pozycji m.in. samego Telegrama i WhatsAppa.

Grzegorz zakupił ODN w pierwszych dniach stycznia po średniej cenie 1,70 dolara, co później okazało się kwotą bliską wierzchołka notowań. Już po kilku dniach od zakupu kurs Obsidian spadł poniżej 1 dolara, jednak Grzegorz cierpliwie czekał na odbicie, wierząc że to tylko chwilowa korekta. Swoją decyzję opierał również na analizie „fundamentów” projektu, który rzekomo prężnie się rozwijał, udostępniając kolejne wersje beta swojego komunikatora. Jak się jednak okazało, żaden z czynników nie zdołał choćby na chwilę zatrzymać spadków. Finalnie, zirytowany i zrezygnowany Grzegorz zdecydował się na sprzedaż ODN na początku marca po średniej cenie 0,14 dolarów, tym samym księgując stratę na poziomie przekraczającym 91%. Gdyby liczył na odbicie do dziś, jego strata przekroczyłaby 99%.

 

Nie dając za wygraną, Grzegorz postanowił tym razem ulokować pozostały kapitał w znacznie bardziej znanej kryptowalucie Wanchain (WAN), grając pod plotki o przyszłym wzroście WAN do 40-50 dolarów po wejściu na giełdę Binance pod koniec marca. Kupił on WAN po cenie ok. 4 dolarów na początku kwietnia, kilka dni później nie wytrzymując napięcia i sprzedając po 5 dolarów, ciesząc się z niewielkiego zysku. Jak się jednak okazało, Grzegorz zdecydował się na sprzedaż tuż przed dynamicznymi wzrostami na przełomie kwietnia i maja, zwieńczonymi ATH w okolicach 10 dolarów. Gdy notowania WAN osiągnęły poziom 6 dolarów, zirytowany Grzegorz zdecydował się ponownie go zakupić, tym razem jednak za część swojego kapitału, wartą ok. 30 tys. dolarów. To samo zrobił, gdy Wanchain osiągnął 7 dolarów. Przy 8 dolarach kilka dni później, bohater niniejszego artykułu był już po raz kolejny „all in”, skupując WAN niemal na szczycie notowań.

Jak nietrudno się domyślić, już na początku maja Wanchain rozpoczął odreagowanie dynamicznych wzrostów, spadając poniżej 4 dolarów w ciągu niecałego miesiąca.

Grzegorz podjął wtedy desperacką decyzję - na dłuższy czas oderwie się od śledzenia notowań (co robił nawet kilkaset razy dziennie), powróci do trybu życia sprzed czasów inwestycji w kryptowaluty, pozostawiając zakupione WAN rynkowi, który już niedługo z pewnością się odbije i przyniesie Grzegorzowi duże zyski.

 

Niestety, rynek bardzo szybko zweryfikował „strategię” Grzegorza - ruch popytowy zarówno na Wanchain, jak i na większości innych kryptowalut, nie nadchodził. Gdy w czerwcu zdecydował się on na wycofanie swoich środków, zostało mu ok 40 tys. dolarów (w USDT).

Grzegorz, będąc na skraju załamania nerwowego, pomyślał o dywersyfikacji swoich funduszy, kupując kilka altcoinów, takich jak m.in. Nano, Zilliqa (ZIL), Dragonchain, Request Network, czy Ethereum (ETH). Postanowił też skrócić swój horyzont inwestycyjny, szukając „szybkich okazji”, co tylko pogłębiło jego stratę - na jedną transakcję zrealizowaną z 10% zyskiem, często przypadało nawet kilkanaście z łączną stratą przekraczającą 30%. Pod koniec czerwca Grzegorz wpędził się w stan depresyjny, który całkowicie zobojętnił go nawet na wyniki zaplanowanych wcześniej transakcji oczekujących na giełdzie. 

Wakacje 2018 r. z pewnością nie będą zaliczone przez Grzegorza do udanych. W stanie permanentnego marazmu trwał on do początku października, kiedy zdał sobie sprawę że nie stracił całego kapitału, z czym już wcześniej się pogodził.

Sprzedał wszystkie posiadane altcoiny, zostając z niewiele ponad 2 bitcoinami, łącznie tracąc ich ponad 40. W tym czasie, mimo częstych żartów o wieszaniu się inwestorów kryptowalutowych, publikowanych w sieci, Grzegorz miał całkowicie poważne myśli samobójcze, które udało mu się odrzucić dzięki wizytom u psychoterapeuty. Kontakt z psychologiem zerwał po tym, gdy ten zalecał mu poinformować o stracie niemal wszystkich rodzinnych oszczędności swoich rodziców (tak, oni jeszcze nie wiedzieli).

 

Pomyślał on wtedy, że ma jeszcze jedną szansę - handel z dźwignią i obstawianiem spadków. Swoje pozostałe ponad 2 BTC przetransferował pod koniec października na giełdę Bitmex, gdzie po kilku przelewarowanych transakcjach został z 0,17 BTC w portfelu, tracąc ponad 99% zainwestowanego kapitału (wynoszącego niemal 3 mln PLN) w niecały rok.

 

Jakie błędy popełnił Grzegorz?

 

  • Inwestowanie nie swoim kapitałem

Czy to pożyczonym z banku, czy od rodziny lub przyjaciół - w każdym wypadku inwestowanie kapitałem, który nie należy do Nas jest kardynalnym błędem. Inwestować należy wyłącznie pieniędzmi, na których stratę możemy sobie pozwolić. Skoro pożyczyliśmy pieniądze, oznaczało to że ich nie posiadaliśmy, stąd też nie możemy pozwolić sobie na ich utratę. Inną kwestią jest zarządzanie czyimś kapitałem, np. rodziców lub znajomych - tworzy to niepotrzebne i szkodliwe napięcie psychiczne w stosunku do lokowanego kapitału, które rzadko kończy się podejmowaniem odpowiednich decyzji inwestycyjnych

 

  • Wchodzenie w rynek w momencie euforii

Momentum na rynku nigdy nie trwa wiecznie - wchodzenie w rynek w momencie silnego trendu, celem długoterminowego lokowania kapitału często kończy się „łapaniem szczytów”, niestety nie w tym kierunku, który pożądaliśmy. Jest to też tzw. „wsiadanie do pędzącego pociągu”, wyjątkowo często dyktowane przez nasze emocje oraz swoisty lek przed utratą okazji (FOMO- Fear of Missing Out). Dynamiczny trend wzrostowy jest natomiast dobrą okazją dla traderów do szukania miejsca na zajęcie pozycji krótkich.

 

  • Całkowity brak dywersyfikacji

Lokowanie całego kapitału na jednym instrumencie jest niepoprawne, gdyż nie daje Nam pola do popełnienia błędu i zakłada życzeniowe podejście do rynku, co zmienia inwestycję w hazard. Co więcej, dywersyfikacja kapitału na rynku, który jest wewnętrznie wyjątkowo mocno skorelowany - jak ma to miejsce w przypadku rynku kryptowalut - również nie ochroni nas przez zmianą globalnego trendu, czy głębszymi korektami.

 

  • Inwestowanie w „tanie” coiny

Jest to temat na dłuższy artykuł - aby określić, że coś jest tanie na rynku finansowym, trzeba mieć konkretne narzędzia, których obecnie nie dostarcza rynek kryptowalut. Niskokapitalizowane projekty są znacznie bardziej ryzykowne od czołowych kryptowalut i najczęściej mocniej reagują na wydarzenia na rynku. Inwestycja w „tanie coiny” bez dywersyfikacji to prosta droga do bankructwa.

 

  • Przetrzymywanie strat

Strategia „jakoś to będzie, to tylko korekta” nie ma nic wspólnego z inwestowaniem. Przy zawieraniu transakcji musimy określić nasze poziomy księgowania straty. Są to elementarne podstawy zarządzania kapitałem. Podejście, wg którego „rynek zawsze kiedyś pójdzie w naszą stronę” jest destrukcyjne dla psychiki i portfela.

 

  • Próba „odegrania się” na rynku

Po stracie części kapitału, najgorsze co możemy zrobić, to próbować jak najszybciej odrobić stratę. Nie jesteśmy w stanie wówczas trafnie ocenić ryzyka i podejmujemy decyzje pod wpływem emocji. Pamiętaj - brak pozycji na rynku, to też pozycja.

 

  • Nieumiejętne korzystanie z dźwigni

Handel na instrumentach lewarowanych nie jest dla każdego. Co więcej, jest raczej dla mniejszości, niż odwrotnie. Wymaga dużej dyscypliny, cierpliwości, konsekwencji w zarządzaniu kapitałem. Najgorszą z możliwych decyzji inwestycyjnych jest próba „odegrania się” na rynku przy wykorzystaniu dźwigni. Rynek to nie bankomat, zaś ci którzy tak twierdzą, najczęściej dość szybko kończą jak bohater niniejszego tekstu.

 

Mimo tego, że opisywana historia wydaje się nieprawdopodobna ze względu na nagromadzenie błędów inwestycyjnych, jest ona całkowicie prawdziwa. Każdy z Nas popełnił lub popełni przynajmniej jeden z opisanych wyżej błędów, najlepiej jednak (i bez wątpienia najtrudniej) uczyć się na cudzych porażkach.

Imię bohatera artykułu i mało istotne dla fabuły fakty zostały zmienione.


Darek Dziduch

Project Manager portalu FXMAG, prowadzący programy "Kurs bitcoina od zera", czy satyryczno-edukacyjny "Spółki czy spod lady". Edukuje w zakresie kryptowalut, promuje inwestycje ESG i śledzi nadużycia na rynkach finansowych. Zainteresowania rynkowe łączy z wiedzą z zakresu psychologii inwestowania, którą przemyca do swoich tekstów i nagrań

Przejdź do artykułów autora
Artykuły, które powinny Cię zaciekawić..
Zamknij

Koszyk