• Odbierz prezent
Rynek wątpi w Buffetta. Znowu

Czarne chmury znowu zebrały się nad Warrenem Buffettem i jego wehikułem inwestycyjnym. Berkshire Hathaway zaliczyło gigantyczną kwartalną stratę, sięgającą 50 miliardów dolarów, a z rynku słychać głosy zwątpienia w model inwestowania „Wyroczni z Omaha”. Czy historia znowu się powtórzy i Warren wyjdzie z kryzysu z dużym zyskiem?

70 lat inwestowania na pełny etat to ponad dwukrotnie więcej niż istnieje polska Giełda Papierów Wartościowych. Tyle lat spędził na rynku Warren Buffett, najbogatszy inwestor świata, który prawie z każdej giełdowej bessy ostatnich lat wychodził z ogromnymi zyskami – oczywiście licząc w jego horyzoncie inwestycyjnym, czyli co najmniej kilka lat po dnie bessy. Patrząc na inwestycje, szukamy wielokrotnie tego typu historycznych analogii. A historia lubi się powtarzać, szczególnie gdy mamy do czynienia z ludzkimi emocjami takimi jak chciwość i strach.

Co się stało Warrenie?

W czasie tzw. bańki dotcomowej, szalony wzrost cen spółek z indeksu NASDAQ był wielokrotnie wyższy niż ówczesne wyniki Berkshire Hathaway. Po raz kolejny rynek wystawił Warrena Buffetta i jego metody inwestycyjne na próbę. Coraz więcej inwestorów Berkshire Hathaway miało pretensje do Warrena, że ten ewidentnie przegapia rewolucję technologiczną i nie kupuje spółek, które rozwijają się w zawrotnym tempie. Końcówka lat 90. to czas, gdy wiele funduszy biło na głowę wyniki Buffetta, bo kupowało agresywnie rosnące spółki obiecujące korzyści z rewolucji internetowej. Zniecierpliwieni inwestorzy zapominali o poprzednich dekadach wysokich wyników Berkshire Hathaway, widząc jak młode wilki z Wall Street miesiąc po miesiącu biją kolejne rekordy. 

W grudniu 1999 roku „Barron’s” opublikował artykuł zatytułowany: „Co się stało, Warrenie?”, który sugerował, że kończy się magia Warrena Buffetta wybierającego zawsze najkorzystniejsze akcje. Autor artykułu sugerował, że 70-letni wtedy Warren stał się bardzo konserwatywny, przez co mógl nie dostrzegać wielu rynkowych okazji w zmieniającym się świecie. Buffett odmówił komentarza do tego tekstu, o czym również nie omieszkano napisać. Dodano tez plotki z Omaha, że inwestor jest wyjątkowo przybity wynikami spółki na tle rynku i rozważa specjalny program skupu akcji.

Tymczasem Warren Buffett także nie miał wątpliwości, że internet zmieni świat. Mówił to głośno i wyraźnie przy wielu okazjach. Tyle tylko, że dostrzegał to, czego nie widzieli zaślepieni chciwością inwestorzy. Przy tak rozpędzonej hossie zawsze docieramy do momentu, kiedy oczekiwania inwestorów są absolutnie nie do spełnienia. Gdy analitycy przekrzykiwali się, na ile procent PKB przełoży się w USA rewolucja internetowa, Warren twierdził, że takich oczekiwań nie zaspokoi żaden rynek. Poza tym na wczesnym etapie rozwoju technologii wybranie najlepszych spółek, które przetrwają kolejne dziesięciolecia, graniczy z niemożliwością. Jak powiedział na walnym zgromadzeniu akcjonariuszy w 1999 roku: „Oczywiście, że internet będzie miał duży wpływ na handel detaliczny. Dla niektórych jego form wpływ ten będzie ogromny, zmieni te biznesy i być może zrewolucjonizuje. Myślę też, że w niektórych obszarach wpływ internetu będzie mniejszy. Jednak zawsze wtedy, gdy wchodzimy w jakiś biznes, staramy się myśleć o tym, jak ten biznes będzie wyglądał za 5, 10 lub 15 lat”.

Wspomniane walne zgromadzenie z 1999 roku można uznać za bardzo trudne. Warren cały czas robił wszystko zgodnie ze swoimi żelaznymi zasadami, jednak z roku na rok, wraz z rosnącą bańką spekulacyjną, na rynku słychać było coraz więcej głosów wątpliwości. Świat zwątpił w ponadprzeciętne umiejętności genialnego inwestora z Omaha.

Artykuł jest dostępny dla czytelników magazynu FXMAG.

Chcesz uzyskać dostęp do artykułu?


Tomasz Jaroszek

Autor bloga Doradca.tv i współautor książki Śladami Warrena Buffetta

Przejdź do artykułów autora
Artykuły, które powinny Cię zaciekawić..
Zamknij

Koszyk