• Odbierz prezent
  • Odbierz prezent
rbnz cel banku centralnego

Ryzyko polityczne, związane z przejęciem przez Partię Pracy władzy w Nowej Zelandii jest widoczne również w przypadku banku centralnego. O potencjalnych zmianach na szczeblu bankowości centralnej mówiło się już w momencie podpisania umowy koalicyjnej pomiędzy Laburzystami a partią New Zealand First. Zawarto w niej propozycję zreformowania Reserve Bank Act, na podstawie którego działa bank centralny Nowej Zelandii. Kluczowa zmiana może dotyczyć mandatu RBNZ, o którym mówił wczoraj nowy minister finansów – Grant Robertson.

 

Robertson przyznał wczoraj, że mandat stabilności cen, wyrażony przez dążenie do osiągnięcia inflacji w przedziale 1-3% (celem jest środkowa wartość przedziału – 2,0%), najprawdopodobniej zostanie utrzymany. Minister zaznaczył jednak, że gdy siądzie do rozmów z nowym prezesem banku centralnego (kadencja Graeme Wheelera skończyła się we wrześniu, a obecnie funkcję tę pełni tymczasowo Grant Spencer), cel inflacyjny może być jednym z dyskutowanych tematów.

Robertson chciałby dokonać jednak innej zmiany w celach RBNZ. Chce, by bank centralny z Nowej Zelandii przyjął podobne nastawienie jak System Rezerwy Federalnej Stanów Zjednoczonych. Mowa tutaj o podwójnym mandacie.

Amerykański bank centralny operuje w ramach właśnie dwóch mandatów - oprócz mandatu stabilności cen, jego celem głównym jest również osiągnięcie stanu pełnego zatrudnienia w gospodarce. Idea drugiego z tych mandatów jest spójna z wizją Partii Pracy. O tym, że po ewentualnym dojściu do władzy Laburzystów, bank centralny Nowej Zelandii może działać w oparciu o ten dodatkowy mandat, mówiło się już od miesięcy. W kwietniu bieżącego roku  Robertson, pełniący jeszcze wtedy funkcję rzecznika Partii Pracy, mówił:

"Pełne zatrudnienie w gospodarce jest długoletnim celem Partii Pracy, więc chcemy, aby każde narzędzie gospodarcze działało w tym kierunku. Kiedy popatrzymy na przykład Fed, to przy podwójnym mandacie był on w stanie kontrolować inflację równie dobrze, jeśli nawet nie lepiej, niż banki centralne z pojedynczym mandatem".

RBNZ opiera swoją politykę pieniężną na celu inflacyjnym od 1990 roku. W ostatnich latach Nowa Zelandia, podobnie jak większość krajów rozwiniętych i rozwijających się, doświadczyła okresu niskiej inflacji. W 2014 RBNZ, prognozując wzrost inflacji, zaczął zacieśniać politykę pieniężną. Scenariusz ten nie zrealizował się, a na Bank spadła fala krytyki. W okresie niskiej inflacji obrywało się (i wciąż obrywa) też innym bankom centralnym, biorąc za przykład choćby korzystające z ujemnych stóp procentowych EBC i BoJ.

 

Bank centralny na usługach rządu?

Robertson powiedział wczoraj, że celem rządu jest osiągnięcie stopy bezrobocia na poziomie 4,0% w ciągu najbliższych trzech lat i bank centralny ma tutaj też swoją rolę do odegrania. W III kwartale bieżącego roku stopa bezrobocia wyniosła 4,6%, a projekcje banku centralnego wskazują na osiągnięcie poziomu 4,4% do początku roku 2020.

Nowy minister finansów chce, by każdy element gospodarki był nastawiony na osiągnięcie stopy bezrobocia nakreślonej przez rząd. Mimo wszystko, takie działanie może się wydawać kontrowersyjne w obliczu tego, że bank centralny powinien funkcjonować jako niezależna instytucja, a nie narzędzie służące politykom do osiągnięcia celów ich polityki gospodarczej. Co istotne, wydaje się, że Partia Pracy zamierza jeszcze bardziej wpłynąć na działania banku centralnego. Robertson zaznaczył, że chce poszerzyć radę polityczną RBA o trzech zewnętrznych członków.

 

Wady i zalety podwójnego mandatu

Dodanie do celów nadrzędnych banku centralnego mandatu pełnego zatrudnienia może  uczynić politykę pieniężną mniej przewidywalną i przejrzystą, choć akurat o Fed nie można powiedzieć, że ma problem z transparentnością. Podstawową zaletą pojedynczego mandatu jest to, że polityka pieniężna uzależniona jest głównie od jednej miary makroekonomicznej. Korzystanie z dwóch różnych miar może doprowadzić do sytuacji, w której jedna z nich wskazuje na potrzebę luzowania, a druga na konieczność zacieśniania polityki pieniężnej. W takiej sytuacji potrzebna jest aktywna komunikacja ze strony banku centralnego, tak by uczestnicy rynków i podmioty gospodarcze mogły przewidzieć kierunek zmian w polityce monetarnej. Z drugiej strony, powyższa wada staje się zaletą w momencie wystąpienia nadzwyczajnych sytuacji w gospodarce, a najlepszym przykładem był tutaj niedawno Bank Anglii. Został on zmuszony do pozwolenia inflacji na przestrzelenie celu inflacyjnego, gdyż zacieśnianie polityki pieniężnej w 'brexitowym' środowisku związane jest z chłodzeniem i tak już dość wolno prosperującej gospodarki. W tej sytuacji BoE narażał przez długi czas swoją wiarygodność na szwank, gdyż opierając się na celu inflacyjnym, powinien zdecydować się na podwyżki stóp procentowych. Ostatecznie, BoE dokonał ostatnio podwyżki stóp (gdy inflacja osiągnęła poziom 3,0%, przy celu na poziomie 2,0%), dzięki dość pozytywnym sygnałom z gospodarki.

 

Co zmiana mandatu oznaczałaby dla traderów rynku walutowego?

Jeśli RBNZ faktycznie zacznie operować w ramach podwójnego mandatu, to traderzy rynku walutowego będą musieli zwracać większą uwagę na dane z nowozelandzkiego rynku pracy, gdyż będą one miały większy wpływ na perspektywy zmian poziomu stóp procentowych niż obecnie. To właśnie one determinują popyt na nowozelandzką walutę.

Na ten moment, zmiana mandatu RBNZ mogłaby odbić się negatywnie na perspektywach podwyżek stóp procentowych. Nawet w przypadku wzrostu inflacji, obecny poziom bezrobocia w Nowej Zelandii nie jest zbieżny z wizją pełnego zatrudnienia w gospodarce (przynajmniej w oczach polityków). W takiej sytuacji dolar nowozelandzki mógłby znaleźć się pod presją, co oznaczałoby kontynuację średnioterminowego trendu spadkowego jego kursu.


Jakub Wilk

Content Manager i redaktor portalu FXMAG.PL. Zwolennik łączenia analizy technicznej i fundamentalnej, ze szczególnym uwzględnieniem polityki banków centralnych. Pasjonat rynku metali szlachetnych.

Przejdź do artykułów autora
Zamknij

Koszyk