• Sklep
  • Odbierz prezent
Polska Agencja Ratingowa - zbyt mało wiarygodna, aby oceniać wiarygodność?

Polskiej giełdzie papierów wartościowych od jakiegoś czasu marzyła się własna agencja ratingowa, której głównym zadaniem miało być kontrolowanie rynku obligacji korporacyjnych. Pierwsze wzmianki na ten temat pojawiły się na długo przed wybuchem pamiętnej afery GetBack, po której mało kto patrzy na obligacje, jak i na samą giełdę, w ten sam sposób, jak wcześniej. Państwowa Agencja Ratingowa miała powstać ze wspólnych wysiłków GPW, Polskiego Funduszu Rozwoju oraz Biura Informacji Kredytowej już pod koniec 2016 r. Mimo oryginalności tego pomysłu zarówno w skali europejskiej, jak i globalnej oraz wyraźnego sceptycyzmu części uczestników rynku, Polska Agencja Ratingowa rzeczywiście powstała. Jak się jednak okazało, niewiele z tego wyniknęło, bo - zgodnie z przewidywaniami przeciwników tej koncepcji - państwowa agencja ratingowa nie otrzymała zielonego światła od europejskiego regulatora finansowego ESMA. Inicjatorzy tego oryginalnego pomysłu nie składają jednak broni i zapowiadają kontynuację starań o uzyskanie europejskiej licencji dla państwowej agencji ratingowej. 

 

Państwowa kultura ratingu

O pomyśle utworzenia państwowej agencji ratingowej zrobiło się głośno w drugiej połowie 2016 r., kiedy Paweł Borys, prezes utworzonego kilka miesięcy wcześniej Polskiego Funduszu Rozwoju, wspomniał o ambitnym projekcie „Kapitał dla rozwoju”. Jego głównym założeniem było powołanie  państwowego podmiotu ratingowego i analitycznego „na najwyższym światowym poziomie”, którego głównym założeniem miało być zwiększenie bezpieczeństwa polskiego rynku kapitałowego i zachęcenia przedsiębiorstw do pozyskiwania kapitału właśnie przez publiczny rynek giełdowy. Od słów do czynów minął niewiele ponad rok, gdyż pod koniec listopada 2017 r. Polski Fundusz Rozwoju, Giełda Papierów Wartościowych oraz Biuro Informacji Kredytowej zawarły porozumienie, na mocy którego utworzyły one państwową agencję ratingową w obrębie istniejącego od 2014 r. Instytutu Analiz i Ratingu. Do podpisania umowy pomiędzy trzema podmiotami doszło finalnie w połowie lipca zeszłego roku. Jak wówczas zapowiadano: „głównym zadaniem wspólnej agencji ratingowej jest budowanie w Polsce kultury ratingu poprzez oferowanie usług szerokiemu kręgowi podmiotów przede wszystkim z segmentu małych i średnich przedsiębiorstw. Misją agencji będzie wypełnienie istniejącej na rynku polskim luki w dostępie do krajowego ratingu, analiz i ocen ryzyka”. Jak twierdzi prezes Polskiej Agencji Ratingowej, Wojciech Lipka, ma ona nie tylko przynosić korzyści dla całego rynku kapitałowego, ale przede wszystkim na siebie zarabiać. Obecnie zatrudnia siedmiu pracowników i docelowo nie zamierza wydawać ratingów spółkom, w których więcej niż 10% udziałów należy do Skarbu Państwa. Brzmi sensownie, prawda? Jest jednak jedno zasadnicze „ale”.

Czytaj także: Pakiet Przyjazne Prawo - realna pomoc dla biznesu czy element rządowej kampanii wyborczej?

We wtorek 9 lipca rząd przyjął projekt tzw. Pakietu Przyjazne Prawo, który ma ograniczyć obciążenia regulacyjne dla przedsiębiorców i ułatwić im funkcjonowanie. W najbliższym czasie trafi on pod obrady Sejmu. Projekt przygotowany przez Ministerstwo Przedsiębiorczości i Technologii zakłada zmiany w p.. Czytaj
Pakiet Przyjazne Prawo - realna pomoc dla biznesu czy element rządowej kampanii wyborczej?

 

(Nie)zależne ratingi

Pomysł stworzenia państwowej agencji ratingowej wywołał wiele emocji wśród uczestników i obserwatorów rynku. O ile sama idea stojąca za powołaniem podmiotu ratingowego jest całkiem słuszna, o tyle dość szybko pojawiły się liczne wątpliwości co to tego, czy państwowa agencja będzie w stanie je zrealizować. Chodzi przede wszystkim o rzeczywistą niezależność agencji ratingowej prowadzonej przez podmioty należące do Skarbu Państwa - czy wydawane przez nią ratingi nie będą w jakikolwiek sposób zapośredniczone przez partykularne interesy osób znajdujących się w rządzie lub mających z nimi powiązania? Oprócz tego, sporo kontrowersji wzbudza ryzyko wystąpienia potencjalnego konfliktu interesów w przypadku przyznawania ratingów spółkom państwowym lub tym, w których udziały ma Skarb Państwa. Mimo, że państwowa agencja docelowo miała obsługiwać małe i średnie spółki akcyjne, to niejasna kwestia oceny podmiotów państwowych pozostała otwarta. Co więcej, problemem samym w sobie jest również oryginalność opisywanego pomysłu w skali globalnej - żadna publiczna giełda na świecie nie posiada własnej, zarządzanej przez państwowe podmioty, agencji ratingowej. Warto również pamiętać, że GPW sama w sobie jest spółką notowaną na warszawskim parkiecie, co pod znakiem zapytania stawia zasadność współtworzenia przez nią agencji ratingowej. Finalnie, warto zwrócić uwagę na to, że na polskiej giełdzie problemem jest niski popyt na ratingi, nie zaś ich jakość. Trudno zatem oczekiwać, że zainteresowanie ratingami wzrośnie po powołaniu kolejnej agencji, której niezależność już na samym starcie wzbudza wątpliwości. Rozwój kultury ratingowej na polskim rynku kapitałowym z oczywistych względów jest czymś pożądanym, jednak trudno oczekiwać, że taki cel zostanie osiągnięty z pomocą działalności państwowej agencji.

 

Czerwone światło

To, że państwowa agencja ratingowa została powołana ponad rok temu przy Instytucie Analiz i Ratingu nie oznaczało jednak, że mogła ona rozpocząć pełnienie swojej misji „rozwoju kultury ratingowej w Polsce”. Pomimo tego, że pierwotnie planowano start jej działalności na końcówkę 2018 r., jak dotąd agencja nie wydała ani jednego publicznego ratingu. Aby uzyskać uprawnienia do publikowania ratingów, musiała ona najpierw uzyskać wpis na listę instytucji uprawnionych do wydawania ocen wiarygodności kredytowej, przyznawany przez europejskiego regulatora finansowego ESMA. Sęk w tym, że zgodnie z unijnymi regulacjami instytucje wydające ratingi kredytowe muszą być wolne od wszelkich wpływów gospodarczych i politycznych, co należy interpretować również jako niezależność od instytucji rządowych. Spełnienie tego warunku przez Polską Agencję Ratingową, współtworzoną przez Giełdę Papierów Wartościowych, Polski Fundusz Rozwoju i Biuro Informacji Kredytowej mogło zatem być problematyczne.

Obawy te okazały się uzasadnione, gdyż 31 lipca europejski regulator poinformował o odmowie wpisania Polskiej Agencji Ratingowej do rejestru instytucji uprawnionych do wydawania ocen wiarygodności kredytowej. Jak nietrudno się domyślić, głównym powodem odmowy było ryzyko tego, że „akcjonariusze mogą poprzez procedury korporacyjne, powoływanie zarządu, skład rady nadzorczej wpływać na proces analityczny”. Mówiąc prościej, ESMA podziela obawy co do pełnej niezależności Polskiej Agencji Ratingowej od wpływów politycznych, której udziały w dwóch trzecich należą do Skarbu Państwa (33% udziałów Polskiego Funduszu Rozwoju i 33% Biura Informacji Kredytowej). Bez zgody europejskiego regulatora agencja nie będzie mogła rozpocząć działalności. Po otrzymaniu odmowy wpisu do rejestru nie złożyła jednak broni.

 

To nie koniec walki

Polska Agencja Ratingowa ma dwa miesiące na odwołanie się od negatywnej decyzji regulatora ESMA, wydanej pod koniec lipca. Już dziś wiadomo, że skorzysta z tej możliwości, jednocześnie decydując się na wprowadzenie kilku istotnych zmian do modelu działalności agencji, które docelowo mają wpłynąć na to, że ESMA za drugim razem wpisze PAR do rejestru podmiotów uprawnionych do wydawania ocen wiarygodności kredytowej. Zmiany mają na celu zmniejszenie potencjalnego wpływu podmiotów państwowych na działalność agencji. Nie odbędzie się to jednak przez zmiany w akcjonariacie - dwie trzecie udziałów nadal będą znajdować się w rękach PFR i BIK. Aby zwiekszyć niezależność od wpływów państwowych, Polska Agencja Ratingowa już w czerwcu zdecydowała się na rozszerzenie składu rady nadzorczej z dotychczasowych pięciu osób do siedmiu, co wiąże się również ze zwiększeniem liczby niezależnych jego członków z dwóch do czterech. Osoby te mają mieć nieposzlakowana opinię i być wolne od powiązań z podmiotami należącymi do Skarbu Państwa.

Czy taka zmiana w strukturze zarządu przekona europejskiego regulatora do zaakceptowania starań Polskiej Agencji Ratingowej? Przekonamy się najprawdopodobniej jeszcze pod koniec tego roku.

Czytaj także: 90 mln złotych na platformę transakcyjną - skąd GPW weźmie na to pieniądze?

Giełda Papierów Wartościowych w Warszawie rozpocznie prace nad własną, autorską platformą transakcyjną, w niewiele ponad sześć lat po zakupieniu od operatora nowojorskiej giełdy NYSE praw do obecnie wykorzystywanej technologii. Tym razem warszawska giełda podejmie się ambitnego zadania stworzenia wł.. Czytaj
90 mln złotych na platformę transakcyjną - skąd GPW weźmie na to pieniądze?

 

Agencje ratingowe działające w Polsce

Aktualnie na polskim rynku kapitałowym działa pięć zarejestrowanych w Unii Europejskiej i zaakceptowanych przez ESMA agencji ratingowych. Trzy z nich to największe amerykańskie podmioty, takie jak: najstarsza agencja ratingowa na świecie, funkcjonująca nieprzerwanie od 1860 r., jaką jest Standard and Poor’s; działający od 1909 r. Moody’s oraz założony w 1914 r. Fitch Ratings. Oprócz tego, uprawnienia agencji ratingowych mają dwa polskie prywatne podmioty: istniejąca od 2007 r., najwieksza w kraju agencja Eurorating oraz założona w 2015 r. agencja INC Rating.


Dariusz Dziduch

Project Manager FXMAG, prowadzący program satyryczno-edukacyjny "O kryptowalutach". Nietuzinkowy promotor technologii blockchain oraz walut cyfrowych. Zainteresowania rynkowe łączy z wiedzą z zakresu psychologii inwestowania.

Przejdź do artykułów autora
Zamknij

Koszyk