• Odbierz prezent
Nowa polityka pieniężna vs stare problemy
Z artykułu dowiesz się:

  • czym jest nowa polityka pieniężna
  • jak wygładała korelacja inflacji ze stopą bezrobocia na przestrzeni lat
  • jaki wpływ na gospodarkę ma program QE

Terminu nowa polityka pieniężna powinniśmy używać w kontekście działań, jakie podjęły banki centralne od czasu rozprzestrzeniania wirusa. Nowa nie oznacza innowacyjna, a dość ekspansywna biorąc za punkt odniesienia wcześniejszy jej przebieg. Lawinowe obniżki stóp procentowych mogliśmy obserwować na całym świecie. Tani kredyt stał się solidnym wsparciem dla rządów, które masowo zaciągały pożyczki, finansujące pakiety dla koniunktury rynkowej. Dzięki nim lockdown nie był aż tak dotkliwy. Pakiety stymulacyjne zamortyzowały koronawirusowy kryzys. Działania podejmowane przez banki w dużej mierze opierały się na idei “tu i teraz” ładując w gospodarki swoich państw możliwie najbardziej efektywne gospodarczo rozwiązania.

Żyjemy w rzeczywistości, w której banki centralne mogą przychylniej patrzeć na rozwiązania wprowadzone przez Rezerwę Federalną - uśrednioną inflację. Obecnie rozwiązanie to tłumaczy się zbyt dużą presją na podniesienie stóp procentowych (co de facto z punktu widzenia pożyczkobiorców - w tym budżetów państw jest niekorzystne). Liczenie średniej z x okresów z tego wskaźnika makroekonomicznego zostało przez analityków uznane za lekarstwo na rosnące oczekiwania rynku wobec możliwych podwyżek. Warto sięgnąć pamięcią wstecz i przypomnieć sobie lata (nie tak odległe), w których inflacja nie dochodziła do wyznaczonych przez banki celów, pomimo szerokiego wachlarzu działań. Czy niska inflacja była problemem dla banków? Czy w związku z tym pozwolą jej obecnie rosnąć?

Konieczność zmiany podejścia

Czy kiedykolwiek zastanawialiśmy się do czego może doprowadzić niemożność podniesienia inflacji przez bank centralny do zakładanego celu? Oczywiście wykorzystują do tego szereg instrumentów polityki monetarnej, jaką mają dostępną w swoim orężu. Odpowiedź na pytanie jest zasadniczo prosta. Wiarygodność polityki oraz zaufanie do tej instytucji byłoby zerowe.

Akapit wyżej wskazałam problem, z jakim borykała się część banków centralnych przed pandemią. Mianowicie - niską inflacją. Niewielkie bezrobocie ujemnie korelowało ze wzrostem cen w gospodarce, co oznacza, że silny rynek pracy powodował prędzej czy później presję inflacyjną. Tak się jednak nie działo przez długi czas. Koronawirus de facto pogorszył sytuację. Bezrobocie zaczęło intensywnie spadać o historyczne wartości. Wzrost gospodarczy poprzez zamknięcie przedsiębiorstw silnie odczuł to na odczytach rocznych. Tutaj dochodzi kolejny czynnik dużej stymulacji monetarnej, które wsparła równie solidna polityka fiskalna.

Tutaj klaruje nam się po części odpowiedź na pytanie skąd pomysł na zastosowanie uśrednienia inflacji. W dużej mierze głównie dlatego, że zdecydowana część rozwiniętych, globalnych gospodarek w ostatnich latach nie dochodziła do wyznaczonego celu inflacyjnego. Znajdowała się poniżej tej granicy. W związku z tym obecnie silniejszy wzrost cen w pewnym stopniu rekompensuje lata strat na tym wskaźniku.

Dochodzimy w tym momencie do kluczowej kwestii, czyli zmiany podejścia do polityki inflacyjnej. Rezerwa Federalna wskazywała, że temat ten powinien być podjęty do dyskusji już dużo wcześniej. Łatwiej jest długoterminowo starać się celować w uśrednioną wartość niż konkretnie ustaloną liczbę, jak to było dotychczas. Dla Rezerwy Federalnej oraz banków centralnych, które zastosują to rozwiązanie, otwiera się furtka do pozwolenia sobie na “tymczasowe” przestrzelenie inflacji. Wartość będzie i tak uśredniona, a brak zmian (zacieśnienia) w polityce monetarnej w obliczu wysokiej inflacji, można wytłumaczyć chwilowym szokiem podażowym. Instytucje szczebla centralnego, odpowiedzialne za politykę fiskalną będą mogły spać spokojnie bez obawy o presję zacieśniania.

Bezrobocie a inflacja

Korelacja między bezrobociem a inflacją (do dziś w podręcznikach do ekonomii) uznawana jest za bardzo dużą. Z pewnością zależności między dwoma wskaźnikami makro były dobrze widoczne w latach 60., 70., 80.,90. Nie mniej jednak obecnie nie jest to już tak oczywiste. Zanim jednak przejdziemy do zwizualizowania tej “oczywistości” na wykresie, najpierw trochę teorii.

Wysokie bezrobocie powinno pozytywnie wpływać na inflację tj. wzrost cen powinien wyhamować (niższa inflacja). Dlaczego? Choćby z tak prostej przyczyny jak ograniczone fundusze na wydatki gospodarstw domowych. Czynnik napędzający popyt na konkretne dobra (pieniądz) zostaje ograniczony. Kiedy rynek pracy wygląda solidnie (bezrobocie jest niskie), inflacja powinna mieć swoje przysłowiowe 5 minut. Ceny towarów i usług w świetle większych zasobów gospodarstw domowych przeznaczonych na wydatki, powinny rosnąć w szybszym tempie. Oczywiście jest to tylko teoria, która działa w ściśle określonych warunkach. Obecnie na rynku jest zbyt wiele czynników - pakietów fiskalnych, które w dużej mierze są nieobliczalne (wielkość i czas, w którym zostaną wprowadzone), nie do końca jasna polityka w kontekście stóp procentowych oraz duże niepewności geopolityczne (wybory, konflikt Chiny-USA) w tym COVID-19. Spójrzmy jednak na wykres przedstawiający korelację między bezrobociem a inflacją.

Nowa polityka pieniężna vs stare problemy - 1

https://pl.tradingeconomics.com/

Na zamieszczonym wykresie czarnym kolorem oznaczone jest bezrobocie w USA, natomiast niebieskim inflacja. Okresy dużej zależności między obydwoma wskaźnikami rzucają się od razu w oczy. Oczywiście nie ma co porównywać lat 1960-1970/80 do tego, co mamy obecnie. Struktura rynku oraz samego zatrudnienia była zupełnie inna. Skrócimy zatem ten okres do ostatnich dwunastu lat (tak, by mieć podgląd na kryzys w 2008).

Nowa polityka pieniężna vs stare problemy - 2

Większą, ujemną korelację obserwujemy w latach “pokryzysowych”. Natomiast praktycznie do 2020 roku powstała duża asymetryczność między inflacją a stopą bezrobocia. Główny wniosek, jaki możemy wyciągnąć to to, że bezrobocie coraz mniej będzie wpływać na wzrost cen. Nie powinna nas zadziwiać sytuacja, w której przy stosunkowo niskim bezrobociu, będziemy mieli do czynienia z niską inflacją.

Warto rzucić okiem na dynamikę płac i rozpatrzyć ją pod kątem inflacji CPI, która nie dość, że jest bardziej zmienna od inflacji bazowej (widać w niej szoki podażowe/popytowe), to dodatkowo uzupełniona jest o ceny żywności i energii.

Zbieżność obydwu wskaźników jest dość wysoka. De facto dynamika płac z lekka wyprzeda inflację CPI. Można zatem z niewielkim wyprzedzeniem prognozować miesięczne “wariacje” na wskaźniku wzrostu cen z miesiąca na miesiąc.

Nowa polityka pieniężna vs stare problemy - 3

Luzowanie ma znaczenie

To co intensywnie wpływało na rynki jeszcze kilka lat temu, dziś nie jest już tak niekonwencjonalne. Mam na myśli przede wszystkim metody i narzędzia, jakimi kierowała się Rezerwa Federalna podczas luzowania polityki w ostatnim czasie. Gdy tylko FED rozpoczął programy QE (sztuczne zwiększenie podaży pieniądza w gospodarce), większość ekonomistów, jeszcze za czasów kryzysu 2008, oceniało je, jako bardzo skuteczne narzędzie. Rosły jednak obawy w związku z wykreowaniem na tym instrumencie polityki pieniężnej zjawiska hiperinflacji. Pomijam już kwestię dużego osłabienia waluty. Czy powinniśmy mieć obawy o znaczący wzrost inflacji wobec tak solidnego programu QE, z jakim mieliśmy do czynienia w tym roku? Raczej nie. Historia pokazała, że takie działania prowadzą wyłącznie do wzrostu inflacji na aktywach, niż w gospodarce (w cenach produktów i usług). Potwierdzenie tego znajdziemy między innymi w wycenach indeksów.

Nowa polityka pieniężna vs stare problemy - 4

Zielonym kolorem oznaczyłam moment, w którym FED ogłosił skup aktywów podczas pierwszej fali epidemii koronawirusa. Rynki zareagowały dokładnie tak samo, jak przy ogłoszeniu takich działań w kryzysie 2008r. Pomimo podobieństw między obydwoma QE ten skup jest zupełnie inny. W tym roku głównym celem prowadzenia obfitego skupu aktywów z rynku (od obligacji rządowych po obligacje korporacyjne o niezbyt dobrym ratingu) było umiejscowienie dużej podaży pieniądza po w miarę dobrych cenach na rynku. Tak duża skala stymulacji fiskalnej oraz wzrost globalnych niepewności (zwiększona awersja do ryzyka), wstrzyknął w rynki ogromne zasoby gotówki. Pieniądz w gospodarce krąży o wiele wolniej, w związku z czym taki obieg wraz ze wzrostem ilości dolara na rynku i niskimi stopami procentowymi podnosi ryzyko wyższej inflacji w USA w najbliższych kwartałach. Dojdziemy prędzej czy później do sytuacji, w której gospodarstwa domowe zaczną bardziej ochoczo wydawać te środki (w tym te, które podczas największego momentu paniki “uległy” tezauryzacji).


Natalia Bojko

Absolwentka Wydziału Ekonomii i Finansów, Uniwersytetu w Białymstoku. Na rynku walutowym i akcyjnym aktywnie handluje od 2016 roku. Wychodzi z założenia, że najprostsze analizy przynoszą najlepsze efekty. Dobierając spółki do portfela kieruję się ideą inwestowania w wartość. Od 2019 roku posiada tytuł analityka finansowego. Obecnie, pracuję w charakterze analityka walutowego w firmie Trefix i specjalisty ds. rynków finansowych w TeleTrade. Współpracuję także z portalem Forex Club i Investing w charakterze redaktora finansowego i analityka. Współtwórczyni projektu Podlaskiej Akademii Giełdowej, prowadząc jego III i IV edycję.

Przejdź do artykułów autora
Artykuły, które powinny Cię zaciekawić..
Zamknij

Koszyk