• Odbierz prezent
Nikt nie potrafi przewidzieć przyszłości dlatego powstały ETF'y

Robert Sochacki - członek zarządu Beta Securities, posiadacz tytułu CFA

Wywiad przeprowadził Dariusz Dziduch

W tym roku na warszawskim parkiecie pojawiły się dwa pierwsze polskie ETF-y. Jakie zalety ma ten wyjątkowo popularny na zachodzie rodzaj funduszy wobec innych instrumentów?

Zacznę może od tego czym jest ETF, czyli Exchange Traded Fund. Jest to fundusz notowany na giełdzie, którego certyfikaty inwestycyjne można kupić na identycznej zasadzie jak akcje. W tej chwili na warszawskiej giełdzie notowane są dwa polskie fundusze tego typu, oba prowadzone przez Beta Securities. Pierwszy z nich jest funduszem indeksowym na WIG20TR, drugi zaś na mWIG40TR; TR, czyli Total Return, co oznacza indeks dochodowy, uwzględniający również dywidendy wypłacane przez spółki. Mechanika zakupu certyfikatów inwestycyjnych jest taka sama jak w przypadku akcji, natomiast ETF-y mają formę prawną funduszu inwestycyjnego, co czyni je bardziej atrakcyjnymi w kwestiach podatkowych. Mowa tutaj np. o braku podatku od wypłacanych dywidend, aktualnie wynoszącego 19%. Gdyby inwestor posiadał w portfelu te same spółki, które wchodzą w skład indeksu i które wypłaciły dywidendę, to ich wartość zostałaby pomniejszona właśnie o podatek. Co więcej, jeżeli kupiłem jakieś akcje, na których straciłem, zaś na certyfikatach ETF-u zyskałem (bądź odwrotnie), to mogę zoffestować straty. Jest to tzw. loss harvesting i pomaga w uzyskaniu lepszej efektywnej stopy podatkowej dzięki temu, że akcje i ETF-y można wspólnie rozliczyć. W przypadku zwykłych funduszy inwestycyjnych nie jest to możliwe, gdyż są one opodatkowane w inny sposób niż instrumenty giełdowe. 

W tej chwili najbardziej znanym i największym rynkiem są oczywiście Stany Zjednoczone, gdzie w ramach ETF-ów zarządzane jest ok. 5 bilionów dolarów. W tej chwili fundusze indeksowe zrównały się z funduszami akcyjnymi, jeśli chodzi o wartość zarządzanych aktywów w USA. W Europie wygląda to trochę inaczej, fundusze indeksowe są mniej popularne niż zarządzane aktywnie, w Polsce zaś zarówno ETF-y, jak i same fundusze pasywnie zarządzane stanowią znikomą wartość aktywów na giełdzie. 

ETF-y na zagranicznych rynkach, szczególnie na zachodzie, są jednymi z najpopularniejszych instrumentów inwestycyjnych, w Polsce zaś raczej nie wygląda to kolorowo, zaś świadomość inwestorów w tym temacie jest dość niska. Co jest przyczyną takiego stanu rzeczy? Dlaczego dopiero w tym roku polskie ETF-y pojawiły się na GPW?

Pierwsze próby wprowadzenia ETF-ów z naszej strony pojawiły się w 2015 r., kiedy podjęliśmy rozmowy z Komisją Nadzoru Finansowego. Sprawa jest dość skomplikowana i nie ma jednego powodu dla takiego stanu rzeczy. W Polsce klimat nie sprzyjał funduszom pasywnym i niekoniecznie mam tu na myśli problemy regulacyjne, gdyż te były chyba najprostsze do pokonania. Chodzi też o pewien rodzaj mentalności uczestników rynku. Ludzie bardzo lubią wierzyć, że jest jakiś mądry człowiek, który potrafi przewidzieć przyszłość, weźmie od nich pieniądze w zarządzanie i zarobi. Rynkowa rzeczywistość pokazuje jednak, że to praktycznie się nie zdarza, albo zdarza się bardzo rzadko. Nawet zarządzającym największymi funduszami ciężko jest regularnie osiągać lepsze wyniki niż benchmarkom w postaci indeksów, szczególnie jeśli weźmiemy pod uwagę indeksy dochodowe, a nie cenowe. Statystycznie rzecz ujmując, więcej aktywnych funduszy osiąga gorsze wyniki niż benchmarki. Jak wynika z badań SPIVA, ponad 85% aktywnie zarządzanych funduszy nie jest w stanie pobić wyników czołowych indeksów giełdowych. Co więcej, im dłuższy horyzont czasowy weźmiemy pod uwagę, tym ten odsetek jest niższy, co działa na korzyść funduszy pasywnych. Chyba najbardziej medialnym przykładem tej prawidłowości jest zakład Warrena Buffetta z Tedem Seidesem. Panowie założyli się w 2007 r. o to czy wybrane fundusze hedge zdołają w ciągu dekady osiągnąć wyższe stopy zwrotu niż ETF na indeks S&P500. Jak się okazało, zakład o milion dolarów wygrał Buffett, który twierdził, że aktywnie zarządzane fundusze nie zdołają pobić indeksu - w ciągu dziesięciu lat bowiem żaden z nich nawet nie zbliżył się do wyniku osiągniętego przez indeks pięciuset czołowych amerykańskich spółek, który w tym samym czasie przekroczył 130%. 

W Stanach Zjednoczonych ETF-y są też popularne ze względu na bardzo niskie koszty zarządzania, oscylujące w granicach od kilku do kilkunastu punktów bazowych, podczas gdy aktywne fundusze pobierają prowizję w okolicach 1% rocznie. W Polsce fundusze tego typu pobierają znacznie wyższe opłaty, często przekraczające 3%. Dla porównania, prowizja w Beta ETF WIG20TR to 0,4%, zaś w Beta ETF mWIG40TR to 0,8% rocznie. Oczywiście, nie chodzi tutaj o to, aby całkowicie rezygnować z aktywnie zarządzanych funduszy, bo one również powinny znaleźć się w odpowiednio zdywersyfikowanym portfelu inwestycyjnym. 

Artykuł jest dostępny dla czytelników magazynu FXMAG.

Chcesz uzyskać dostęp do artykułu?


Darek Dziduch

Project Manager portalu FXMAG, prowadzący programy "Kurs bitcoina od zera", czy satyryczno-edukacyjny "Spółki czy spod lady". Edukuje w zakresie kryptowalut, promuje inwestycje ESG i śledzi nadużycia na rynkach finansowych. Zainteresowania rynkowe łączy z wiedzą z zakresu psychologii inwestowania, którą przemyca do swoich tekstów i nagrań

Przejdź do artykułów autora
Zamknij

Koszyk