• Odbierz prezent
mBank_BM: Komentarz popołudniowy - 22 czerwca 2020

Europejska sesja na początku tygodnia przyniosła lekką poprawę nastrojów i niewielką falę zakupów aktywów kojarzonych z ryzykiem. Można to uznać za przejaw lekkiego optymizmu, ale faktycznie nie jest to duża zmiana. W ostatnich dwóch tygodniach takich ruchów kilka było, ale ostatecznie nie prowadziły do niczego nowego. Tak może być i tym razem. Wydarzeniem byłoby, gdyby indeksy amerykańskie, czy też europejskie powiększyły skalę wzrostu z ostatniego miesiąca. Trend boczny, z jakim mamy do czynienia zniechęca do działania. Każdy, kto ma jakieś bardziej konkretne nastawienie do rynku, już zdążył się ustawić. Trwa zatem wyczekiwanie na poważniejsze szarpnięcie, albo choć sygnał, że takowe może się pojawić. W przypadku indeksów akcji w USA, Niemiec, czy Polski bliżej nam obecnie do wyznaczenia nowych szczytów zwyżki niż sygnałów słabości, ale to niczego nie przesądza.

Gdy rynek się stabilizuje, pojawiają się poszukiwania wskazówek. Jedne mają charakter krótko-, inne średnio-, a jeszcze inne długoterminowy. Czasem można je pomylić. dobrym przykładem jest wspominanie ostatnio o dużej koncentracji największych spółek wchodzących w skład głównego indeksu amerykańskiego - S&P500. Okazuje się, że 5 spółek o największej kapitalizacji wartych jest w sumie tyle ile 350 spółek z dolnej części listy składników indeksu. Tu nawet ciężko mówić o dolnej części, skoro jest to grubo ponad połowa. Takie porównanie robi wrażenie. Podobnie, gdy kapitalizacja wspomnianej topowej piątki porównana zostanie do kapitalizacji pozostałych 495 spółek. Obecnie to aż 20 proc. całego indeksu S&P500. To także robi wrażenie i oczywiście podkreśla rolę, jaką w zwyżce pełnią obecnie liderzy.

Taka, taka koncentracja na liderach i ich znaczący wpływ na indeks rodzi niebezpieczeństwo, że zmiany samego indeksu mogą nie oddawać tego, co faktycznie na rynku się dzieje. Pojawia się także pytanie, czy taka sytuacja nie rodzi ryzyka, że wzrosty wąskiej grupy spółek mogą szybko się zakończyć. Jeśli tak, to w jakim horyzoncie należy odczytywać takie ryzyko?

Z pomocą przychodzą analitycy Goldman Sachs, którzy w jednym z ostatnich raportów wskazują, że “wąski wzrost” tworzy nierównowagę, która ma tendencję do bilansowania się.

mBank_BM: Komentarz popołudniowy - 22 czerwca 2020 - 1

Źródło: Goldman Sachs via Twitter - @FerroTV

Aktualnie indeks S&P500 znajduje się ok. 17 proc. poniżej poziomu szczytu z lutego, choć mediana dla wszystkich spółek wchodzących w skład tego indeksu wynosi 28 proc. Taka różnica (czyli około 10 pkt proc.) zazwyczaj kończyła się dostosowaniem i to liderzy się dostosowywali, czyli pojawiała się przecena. Trzeba jednak zauważyć, że wspomniany poziom 10 pkt. proc. różnicy nie jest automatycznym zapalnikiem. Na przełomie wieku ta różnica była znacznie większa. Trwało to kilka miesięcy. Zatem, owszem, należy mieć na uwadze, że liderująca grupa spółek stoi za podnoszeniem się wartości indeksu, ale równocześnie nie jest to czynnik, który przesądza choćby o tym, czy aktualna zwyżka indeksu jest tylko korektą w spadku. Okres wąskiego rynku może jeszcze trwać, a w tym czasie indeksy równie dobrze mogą zbliżyć się nawet do okolicy szczytów. Jednak o tym nie będzie decydowała skala koncentracji, ale odbiór przez uczestników rynku doniesień o postępach w odmrażaniu gospodarek. Jeśli postępy będą szybkie, a publikowane dane optymistyczne, może to wspomóc w zakupach.


Kamil Jaros

Analityk mBank Biuro Maklerskie

Przejdź do artykułów autora
Artykuły, które powinny Cię zaciekawić..
Zamknij

Koszyk