• Sklep
  • Odbierz prezent
Kryptowaluty kontra kryzys finansowy - rynek nie przeszedł jeszcze najważniejszego sprawdzianu

Bitcoin, najbardziej popularna z kryptowalut, istnieje od 9 lat, choć rynek walut cyfrowych największą popularność zaczął zyskiwać w ubiegłym roku. Ten okres czasu nie jest jednak wystarczająco długi, by móc ocenić jak rynek kryptowalut będzie zachowywał się w długim terminie i  będzie się powiększał, jak oczekują jego zwolennicy. Wszystko przez to, że kryptowaluty nie zetknęły się z kluczowym czynnikiem, który pozwala ocenić trwałość danego rynku – z kryzysem finansowym.

 

Jak Bitcoin i inne kryptowaluty zachowają się w obliczu kryzysu finansowego? Możemy wyróżnić dwa skrajne podejścia do tej kwestii. Osoby liczące na to, że kryptowaluty wyprą w przyszłości waluty tradycyjne i zmienią zupełnie system finansowy uważają, że globalny kryzys finansowy będzie dla kryptowalut okresem rozkwitu. Z kolei sceptycy uważają, że kryzys będzie dla tego rynku bardzo dotkliwy – nastąpią drastyczne spadki, a duża część projektów może nie przetrwać. Do tej drugiej grupy należy amerykański inwestor James Chanos, znany z wyłapywania aktywów, w przypadku których można zarobić na tzw. krótkiej sprzedaży.

 

Chanos przestrzega, że osoby liczące na to iż zakupione przez nich kryptowaluty będą w czasie kryzysu pełniły funkcję przechowywania wartości mocno się rozczarują. Jego zdaniem, okresy zawirowań na rynkach to najgorszy moment do tego, by przetrzymywać kryptowaluty. Stwierdził nawet, że dużo lepszym pomysłem byłoby przetrzymywanie żywności.

„Ostatnią rzeczą, którą chciałbym posiadać  w momencie gdy wszystko się posypie jest Bitcoin” – powiedział Chanos w rozmowie z Institute for New Economic Thinking.

 

Według Chanosa kryptowaluty to jedynie gra spekulacyjna, ukryta pod hasłem przełomu w systemie finansowym. Nie nazywa Bitcoina otwarcie oszustwem, ale wskazuje, że niektóre projekty mogą takimi być.

 

Giełdowa hossa źródłem sukcesu kryptowalut?

O ile użyteczność lub brak użyteczności walut cyfrowych jest tematem dyskusyjnym, to Chanos zwraca uwagę na istotny czynnik, który sprawił, że inwestowanie w kryptowaluty stało się tak popularne. Jest nim pewna powtarzalność zachowań, skorelowana z cyklami na rynkach finansowych. Chodzi oczywiści o hossy i bessy, oraz ich wpływ na decyzje finansowe.

 

Bessy mają to do siebie, że znacząco podnoszą poziom awersji do ryzyka. W trakcie hossy ten poziom awersji do ryzyka spada. Problemem jednak jest to, że ten spadek nie zatrzymuje się na racjonalnych poziomach. Długotrwałe hossy sprawiają, że inwestorzy są skłonni podejmować coraz większe ryzyko i wchodzą nawet w takie inwestycje, które w normalnych warunkach uznaliby za nieodpowiednie. W efekcie, przedłużająca się hossa stanowi idealne środowisku do rozwijania się baniek spekulacyjnych, czy nieuczciwych schematów inwestycyjnych (np. piramid finansowych). Sprzyjają temu również niskie poziomy stóp procentowych, które zniechęcają do przetrzymywania oszczędności na bezpiecznych lokatach. Inwestorzy w takich warunkach są bardziej skłonni wybierać bardziej ryzykowne inwestycje, by osiągnąć zadowalający zysk.

 

Powtórka internetowego boomu?

Chanos przypomina, że hossa zakończona na początku XXI wieku skończyła się bańką dotcomową. Tak jak wtedy boom dotcomów przyczynił się do mnożenia się spółek podpinających się pod branżę internetową, tak również teraz jak grzyby po deszczu wyrastają nowe kryptowaluty, a na giełdach pojawiają się spółki próbujące zyskać rozgłos dzięki powiązaniu z technologią blockchain. Bessa z początku ubiegłej dekady zakończyła się silnymi przecenami czołowych podmiotów z sektora dotcomów i wyczyściła rynek z tych mniejszych i podszywających się pod biznes internetowy.

Czy taki sam los czeka kryptowaluty i ICO? Scenariusz taki wydaje się prawdopodobny. Podobnie jak w przypadku dotcomów, na rynku mogą utrzymać się największe projekty, takie jak Bitcoin, czy Ethereum, które z jednej strony stracą na ogólnej wyprzedaży, ale część z tych strat zrekompensuje im kapitał uciekający z mniejszych projektów.

 

Dlaczego kryptowaluty miałyby w ogóle tracić podczas kryzysu finansowego? Jeśli potraktujemy rynek walut cyfrowych jak inne rynki inwestycyjne, to kluczowy powinien okazać się parametr ryzyka. W czasie kryzysów finansowych największy odpływ kapitału notują rynki o wysokim poziomie ryzyka. Ten zostaje przetransferowany albo do postaci gotówki, albo wędruje na rynki o niskim poziomie ryzyka (tzw. bezpieczne przystanie).

Kryptowaluty nie możemy obecnie uznać ani za odpowiednik gotówki, ani za bezpieczną przystań. W ujęciu globalnym tradycyjne waluty są bardziej preferowane od walut cyfrowych i nie należy spodziewać się, by zmieniło się to do czasu najbliższego kryzysu finansowego. Należy bowiem pamiętać, że kapitał krążący na rynkach finansowych to głównie kapitał instytucjonalny, czyli wciąż sceptycznie nastawiony do kryptowalut. O tym dlaczego waluty cyfrowenie mogą być uznane za bezpieczne przystanie pisałem z kolei w artykule pt. ‘(Nie) Bezpieczne przystanie - fakty i mity o safe haven’. W dużym uproszczeniu chodzi tutaj przede wszystkim o wspomniany już parametr ryzyka – kryptowaluty cechują się dużo wyższym ryzykiem inwestycyjnym niż instrumenty finansowe niewykorzystujące dźwigni. Z jednej strony daje to szansę na osiągnięcie wysokich stóp zwrotu (jak np. w ubiegłym roku), a z drugiej, stanowi zagrożenie wystąpieniem znaczących obsunięć, tak jak w tym roku. Kryzys finansowy i towarzyszące mu załamanie gospodarki sprawiają, że awersja do ryzyka drastycznie rośnie. Niepewny wysoki zysk w przyszłości nie jest już tak atrakcyjny, zwłaszcza gdy pojawia się widmo zwolnień w firmach i trudności ze znalezieniem nowej pracy.


Jakub Wilk

Content Manager i redaktor portalu FXMAG.PL. Zwolennik łączenia analizy technicznej i fundamentalnej, ze szczególnym uwzględnieniem polityki banków centralnych. Pasjonat rynku metali szlachetnych.

Przejdź do artykułów autora
Zamknij

Koszyk