• Odbierz prezent
Koszmar oszczędzających. Jeszcze nigdy wcześniej trzymanie pieniędzy w banku nie było tak nieopłacalne

Na początku maja opublikowaliśmy artykuł o coraz powszechniejszych praktykach ujemnego oprocentowania depozytów wśród europejskich banków, takich jak m.in. Deutsche Bank. Prognozowałem wówczas, że w najbliższych miesiącach oprocentowanie kont bankowych poniżej zera (również w formie alternatywnych opłat) może pojawić się także w Polsce, a było to jeszcze przed ostatnią, trzecią w tym roku obniżką stóp procentowych przez NBP. Na realizację tego pesymistycznego scenariusza nie trzeba było długo czekać - ujemne oprocentowanie rachunków bankowych w Polsce powoli staje się faktem. W praktyce jest to całkowite odwrócenie funkcjonującego dotychczas porządku. Od teraz to my, jako klienci, będziemy płacić bankowi za to, że powierzamy mu nasze pieniądze. To jednak dopiero początek istnego koszmaru oszczędzających - wprowadzanie kolejnych obciążeń na rachunkach bankowych przez banki jest wyłącznie kwestią czasu i wkrótce stanie się „rynkowym standardem”.

Czytaj także: Role się odwróciły - lokata bankowa za którą płacisz bankowi. Nie ma ucieczki przed ujemnym oprocentowaniem rachunków?

Powiedzenie, że coś „jest pewne jak w banku” powoli odchodzi do lamusa. Jeszcze do niedawna bowiem to banki były najpewniejszym miejscem do przechowywania kapitału, w którym pieniądze nie tylko były bezpieczne, ale również dzięki oprocentowaniu nie traciły swojej mocy nabywczej, ulokowane na kontach.. Czytaj
Role się odwróciły - lokata bankowa za którą płacisz bankowi. Nie ma ucieczki przed ujemnym oprocentowaniem rachunków?

 

Wszystkiemu winien NBP?

Nie da się ukryć, że wszystko to, co obecnie dzieje w tabelach opłat, prowizji i oprocentowania produktów bankowych ma swoje źródło w decyzjach banku centralnego. Warto przypomnieć, że „historycznie niskie stopy procentowe” funkcjonowały u nas od 2015 r., aż do połowy marca tego roku, kiedy to okazało się, że nigdy nie jest tak nisko, że nie może być jeszcze niżej. Interwencja NBP związana z koniecznością stymulowania konsumpcji i walki z deflacją, którą wywołała globalna epidemia, polega w głównej mierze na trzykrotnym obniżeniu oprocentowania - pierwsza obniżka stóp procentowych miała miejsce 17 marca, kiedy ścięto je o 50 pkt. bazowych (z 1,50 do 1,00); kolejna odbyła się 8 kwietnia i również wyniosła 50 pkt. bazowych (z 1,00 do 0,50). Ostatnia, dość niespodziewana interwencja Rady Polityki Pieniężnej, miała miejsce 28 maja, kiedy stopa referencyjna spadła do obecnego, najniższego w historii poziomu: 0,10%.

Jak powszechnie wiadomo, stopy procentowe NBP określają zarówno oprocentowanie depozytów bankowych, lokat, jak i kredytów. Niskie oprocentowanie to zła wiadomość dla oszczędzających i dobra dla posiadających lub starających się o kredyt (tak jest przynajmniej w teorii, bo w praktyce bywa różnie, o czym więcej artykule poniżej). Stopy procentowe w Polsce są już od dawna niższe niż stopa inflacji, co jest równoznaczne z tym, że pieniądze pozostawione na koncie bankowym tak naprawdę systematycznie tracą swoją wartość nabywczą, gdyż oprocentowanie nie jest w stanie kompensować wspomnianej inflacji. Po ostatnich obniżkach stóp procentowych niemal do zera może okazać się, że samo prowadzenie rachunku będzie kosztować nas więcej niż wyniosą odsetki.

Czytaj także: Wzrosty masz jak w banku? Czy to dobry moment na inwestycję w sektor bankowy na giełdzie?

Spółki z sektora bankowego notowane na warszawskiej giełdzie są aktualnie postrzegane jako „tanie”. Czy oznacza to jednak, że można traktować je jako okazje do podpięcia się pod przyszłe wzrosty? Jakie wyzwania i zagrożenia czyhają na banki w nadchodzących miesiącach i czy odbicie notowań rzeczywiśc.. Czytaj
Wzrosty masz jak w banku? Czy to dobry moment na inwestycję w sektor bankowy na giełdzie?

 

Przyzwyczaj się do opłat

Z oczywistych względów banki nie mogły pozostać obojętne na ostatnie obniżki stóp procentowych (szczególnie, że same w sobie nie są one korzystne nawet dla sektora bankowego), obniżając oprocentowanie na oferowanych przez siebie lokatach i rachunkach.

W wielu bankach już teraz opłaty za obsługę rachunku są wyższe niż odsetki od depozytów, co w praktyce oznacza, że płacimy bankowi za użyczanie mu kapitału, który wykorzystuje on m.in. do udzielania kredytów.

CitiBank Handlowy poinformował niedawno, że wprowadzi opłatę za prowadzenie konta walutowego dla klientów, którzy założą rachunek po 20 sierpnia - będzie ona wynosiła 18 PLN rocznie dla depozytów do 20 tys. euro, 90 PLN do 100 tys. euro i 180 PLN rocznie powyżej tej kwoty. O ile realnie ujemne oprocentowanie w przypadku rachunków w euro jest w jakikolwiek sposób uzasadnione (stopa depozytowa EBC wynosi -0,50%), o tyle podobna sytuacja zaczyna stawać się standardem w przypadku kont prowadzonych w polskim złotym.

W czołowym polskim banku, jakim jest PKO BP, konto oszczędnościowe oprocentowane jest na 0,2% rocznie (do 50 tys. PLN), zaś prowadzenie rachunku kosztuje 1 PLN miesięcznie. Oznacza to, że przy kwocie oszczędności 6000 PLN wychodzimy na zero, a tak naprawdę na minus - roczne odsetki wynoszą 12 PLN, jednak trzeba od tej kwoty 19% podatku Belki i zapomnieć, że istnieje coś takiego jak inflacja. Nie lepiej jest w innych bankach - Alior Bank posiada w ofercie konto oszczędnościowe z oprocentowaniem… 0%, które dodatkowo kosztuje 36 PLN rocznie, gdy wyrobiona zostanie do niego karta płatnicza. W Envelo Bank od września oprocentowanie kont oszczędnościowych spadnie do 0,01%, zaś opłata za prowadzenie rachunku wynosi 2,99 PLN miesięcznie, co oznacza że deponując 360 tys. PLN „wyjdziemy na zero” (pomijając opodatkowanie, po którym nasz zysk wyniesie… 12,16 PLN). Takich przykładów można by wymieniać więcej, fakt jest jednak taki, że jeszcze nigdy trzymanie oszczędności nie było tak bardzo nieopłacalne.

Co więcej, banki nie tylko obniżają oprocentowanie rachunków i lokat, ale również w tym samym czasie… podnoszą opłaty za prowadzenie kont i za usługi bankowe (z których spora część, jak np. dostęp do karty płatniczej, jeszcze niedawno była darmowa). Wg najnowszych danych Głównego Urzędu Statystycznego, w maju usługi bankowe podrożały o 40% w perspektywie rocznej, na podstawie koszyka cen podstawowych usług bankowych (m.in. opłaty za korzystanie z bankomatów, kosztów przelewów etc.), a należy pamiętać, że ostatnia obniżka stóp procentowych miała miejsce w ostatnich dniach maja, co oznacza że banki nie mogły jeszcze na nią wówczas zareagować. Z drugiej strony trudno dziwić się bankom, które desperacko szukają wyższych przychodów z tytułu opłat i prowizji, gdyż ich wyniki odsetkowe - wg najbardziej pesymistycznych szacunków - z powodu obniżek stóp procentowych mogą w tym roku spaść nawet o 85% w 2020 r. Spokojnie można więc zapomnieć o „taniej bankowości”, przynajmniej w najbliższych latach.

 

Depozyty z ujemnym oprocentowaniem to nic nowego

Ujemne oprocentowanie rachunków bankowych po raz pierwszy pojawiło się już pod koniec 2014 r. w Niemczech - zdecydował się na to niewielki Deutsche Skatbank (dotyczyło to wyłącznie kont powyżej 500 tys. euro). W odpowiedzi na ekspansywną politykę monetarną prowadzoną przez EBC regionalny niemiecki bank spółdzielczy Raiffeisenbank Gmund am Tegernsee w 2016 r. jako pierwszy wprowadził ujemne oprocentowanie depozytów dla wszystkich klientów. Później coraz więcej banków w strefie euro (szczególnie mniejszych niemieckich, które nie prowadziły szeroko zakrojonej działalności kredytowej) decydowało się na podobny krok. Pewnym przełomem była decyzja jednego z największych banków w UE - od 18 maja każde nowo założone konto bankowe w Deutsche Banku, którego saldo przekroczy 100 tys. euro, zostanie objęte ujemnym oprocentowaniem w wysokości 0,5% rocznie, czyli odpowiadającym aktualnej stopie depozytowej Europejskiego Banku Centralnego. Oznacza to, że klient banku za prowadzenie konta z ulokowanymi 100 tys. euro zapłaci 500 euro rocznie.

Dziennikarska rzetelność wymaga również wspomnienia, że ujemne oprocentowanie depozytów pojawiło się w Polsce jeszcze przed koronawirusowym kryzysem i związanymi z tym obniżkami stóp procentowych przez NBP. Co ciekawe, nie wzbudziło zbyt dużego zainteresowania medialnego, być może dlatego że zostało ograniczone do wąskiej grupy klientów jednego z banków. Mowa o ING Banku Śląskim, który w styczniu tego roku wprowadził prowizję od depozytów części klientów biznesowych. Wyniesie ona 0,3% i będzie pobierana tylko wtedy, gdy na koniec roku saldo rachunku przekroczy 20 mln złotych. Opłata nie będzie pobierana m.in. na rachunkach prowadzonych w euro lub franku szwajcarskim. Bank swoją decyzję tłumaczył „wyższymi kosztami zarządzania depozytami i zmniejszonymi możliwościami ich efektywnego lokowania na rynku międzybankowym”.

Oczywiście, należy odróżnić dwie sytuacje - ujemne oprocentowanie rachunków bankowych (na które nie zdecydował się jeszcze żaden z polskich banków, choć zapewne jest to kwestią czasu) oraz zerowe lub minimalnie przekraczające 0% oprocentowanie, które w zestawieniu z prowizjami i opłatami za prowadzenie rachunku daje realnie ujemną stopę zwrotu z depozytu. Mówiąc prościej - roczne koszty prowadzenia rachunku są wyższe niż odsetki, co w praktyce oznacza że po zsumowaniu wszystkich opłat jego oprocentowanie jest ujemne. 

Notowania: PKO Bank Polski SA

Przejdź do wykresu
Źródło: https://pl.tradingview.com/symbols/GPW:PKO/

Darek Dziduch

Project Manager portalu FXMAG, prowadzący programy "Kurs bitcoina od zera", czy satyryczno-edukacyjny "Spółki czy spod lady". Edukuje w zakresie kryptowalut, promuje inwestycje ESG i śledzi nadużycia na rynkach finansowych. Zainteresowania rynkowe łączy z wiedzą z zakresu psychologii inwestowania, którą przemyca do swoich tekstów i nagrań

Przejdź do artykułów autora
Artykuły, które powinny Cię zaciekawić..
Zamknij

Koszyk