• Odbierz prezent
Komentarz popołudniowy – co zagraża rynkom akcyjnym?

W trakcie piątkowej sesji opublikowane wyczekiwane dane o stanie rynku pracy w USA. Okazały się nadzwyczaj dobre. Reakcją na tą publikację był wzrost rentowności obligacji amerykańskich do poziomu 1.62 proc. Poruszenie pojawiło się również na rynku walutowym, gdzie umocnił się dolar, oraz na rynku akcji, gdzie doszło do spadku ich wycen. Spadku? Przy tak dobrych danych? No właśnie. Dane były tak dobre, że podniosły rentowności obligacji, a to jest ostatnio skuteczny straszak na graczy na rynkach akcji. Czy słusznie? Nie do końca. Wygląda bowiem na to, że uczestnicy rynku akcji zakładają, że spadek cen na rynku długu musi się wiązać ze spadkiem na rynku akcji. Nie musi. Jak już tu wspominałem kilkakrotnie, obecny poziom rentowności obligacji jest niski, a tym samym nie zagraża poważnie rynkom akcji. Przynajmniej nie sam w sobie.

Komentarz popołudniowy – co zagraża rynkom akcyjnym?  - 1

Źródło: Twitter - @Soberlook

Wróćmy do wykresu, który przedstawiałem już jakiś czas temu (czerwona kropka już nie jest aktualna). To jest zależność historycznych odczytów poziomu rentowności obligacji 10-letnich (oś pozioma) i poziomu wskaźnika cena/zysk (oś pionowa). Im wyżej leży punkt, tym wyższy jest wskaźnik cena/zysk a zatem wyższe są wyceny akcji. Na tym wykresie poprowadzono wprawdzie jedną krzywą obejmującą wszystkie dane, ale wyraźnie widać, że wykres można podzielić na dwie części: Przedział rentowności do 5 proc. i powyżej tego progu (czyli w przypadku tego wykresu na prawo od wartości 5 proc.). Gdy tak spojrzymy na te dane okaże się, że wzrost rentowności do pewnego momentu wcale nie musi być zagrożeniem dla wycen akcji. Te mogą rosnąć wraz ze wzrostem rentowności obligacji. Dopiero po przekroczeniu pewnej wartości progowej dalszy wzrost rentowności może zagrażać rynkom akcji i wpływać na spadek wycen. Wróćmy do początku komentarza - rentowność 10-latek wzrosła po danych do poziomu 1.62 proc. Cz na bazie danych historycznych uznajemy ten poziom za groźny dla całego rynku akcji? Raczej nie. Jasne, że z każdym krokiem podnoszenia się rentowności coraz większa część spółek może być zagrożona, ale mimo wszystko w skali całego rynku nie musi być to aż tak mocno odczuwalne.

Opublikowane dziś dane z jednej strony zbliżają rynki do momentu, gdy banki centralne, a szczególnie amerykański, będzie rozważał ograniczenie stymulacji monetarnej, ale z drugiej strony byłby to przejaw stawania gospodarki na własnych nogach, co raczej z punktu widzenia giełdy powinno być czynnikiem pozytywnym. Istnieje wśród wielu obawa, czy rynek jest w stanie sobie poradzić z odstawieniem kroplówki płynącej z Fed. Każda poważniejsza okoliczność urealniająca taką możliwość będzie przez rynek odbierana z emocjami. Będzie to sprzyjać zmienności, a niekoniecznie wpłynie na główne trendy.

Po początkowym strachu pojawiło się trochę optymizmu. Dolar po małym wzroście stracił na wartości, a indeksy zaczęły się podnosić. Pojawiła się namiastka pozytywnego sentymentu, który jednak po kolejnej godzinie zgasł. Rynki praktycznie powróciły na poziomy sprzed publikacji danych. Czyli dane nie mają znaczenia? Mają, ale w dłuższym okresie. Wspierają trwające trendy, ale nie przesądzają o zmianach w krótkim terminie. Tu znaczny wpływ mają bieżące nastroje, które są kreowane nie tylko przez dane makro.

Jeśli o nastrojach mowa, to warto wspomnieć, że wczoraj opublikowane dane z USA i Polski wskazują na zmniejszenie się udziału byków w ankietach sporządzanych wśród inwestorów indywidualnych. To raczej jest sugestią, że obawy przed znaczącą przeceną zdają się być przesadne. Oczywiście, nic nigdy na rynku nie jest pewne, ale pogarszanie się nastrojów uczestników rynku podczas obowiązywania trendu wzrostowego raczej będzie temu trendowi służyć.

Przypomnę, że dla indeksu niemieckiego DAX pierwszym poziomem, którego pokonanie miałoby coś sygnalizować, jest dołek na 13300 pkt. W przypadku średniej przemysłowej Dow Jones analogicznym poziomem jest dołek na 29550 pkt.

Komentarz popołudniowy – co zagraża rynkom akcyjnym?  - 2

DE30.f;H1

Na rynku ropy wycena baryłki już nie rośnie, ale to nadal jest wysoki poziom 65.70 dolarów za baryłkę ropy w wersji WTI. Złoto znajduje się wciąż pod poziomem 1700 dolarów za uncję. Dołek po danych z rynku pracy został wyrównany, ale już nowych minimów nie zobaczyliśmy. Mimo wszystko na razie trend pozostaje spadkowy. Wzrost powyżej poziomu 1726 byłby jaskółką ruchu ku 1760. Dopiero pokonanie tego drugiego oporu pozwoliłoby na pewien optymizm.

Na rynku walutowym dzisiejsze zamieszanie związane ze zmianami wartości USD nie było aż tak wielkie. EURUSD trzyma się nad 1.1920, a GBPUSD 1.3820. Mamy też odbicie na AUDUSD do 0.7680. To ważne, bo na poziomie 0.7570 znajduje się wsparcie. USDCAD w trakcie dni sięgnął okolicy 1.2750, ale teraz już się cofa do 1.2660. USDJPY znajduje się na poziomie 108.00 po niedawnym pokonaniu poziomu oporu na 107.00.


Kamil Jaros

Analityk mBank Biuro Maklerskie

Przejdź do artykułów autora
Artykuły, które powinny Cię zaciekawić..
Zamknij

Koszyk