• Sklep
  • Odbierz prezent
kryptowaluty

5 marca Connor Blenkinsop opublikował na portalu Cointelegraph opracowanie wyjaśniające najczęstsze wątpliwości wokół podaży i wartości kryptowalut. W swym artykule autor odpowiada na najczęściej zadawane pytania przez inwestorów. Czego możemy się dowiedzieć?

 

Kryptowaluty z ustaloną podażą – to dobry czy zły pomysł?

Jest to gorący temat do debaty i różne są podejścia do tej kwestii samych twórców tych aktywów. Największa na świecie kryptowaluta – Bitcoin ma podaż ustaloną na 21 milionów. Prawdopodobnie około 80% tej liczby już zostało wydobyte. Liczba dostępnych do wydobycia bitcoinów z czasem się zmniejsza, jednak upłynie jeszcze sporo czasu, zanim cały ten obieg zostanie zamknięty. W gruncie rzeczy według niektórych szacunków, podaż nowych coinów zostanie w pełni wyczerpana około 2140 roku.

Zwolennicy ustalonej podaży, jak w przypadku Bitcoina, twierdzą, że to kreuje niedobór. Niższa podaż może przekładać się na wyższy popyt, a tym samym wzrost cen. To odróżnia kryptowaluty od globalnego systemu finansowego, w którym banki centralne mogą efektywnie drukować więcej pieniędzy, co jest znane jako „luzowanie ilościowe”. Może to prowadzić do inflacji i oznacza, że tradycyjna waluta, np. dolar, w naszej kieszeni nie jest warta tyle, ile była kiedyś.

Przeciwnicy natomiast argumentują, że ustalona podaż w gruncie rzeczy powstrzymuje ludzi przed wydawaniem kryptowalut. W związku z tym aktywa cyfrowe stałyby się inwestycjami spekulacyjnymi, gromadzonymi przez ludzi na przyszłość.

Jak wskazują ekonomiści, deprecjacja wartości danego aktywa jest niemożliwa, gdy jego zasoby się kończą. Stwarza to ryzyko, że właściciele kryptowalut będą czekać, aby te aktywa stały się tańsze i będą je trzymać, a nie wydawać.

W przypadku tradycyjnych walut inflacja zniechęca konsumentów do trzymania gotówki, gdyż im dłużej jest ona w ich portfelu, tym mniejszą ma siłę nabywczą.

 

Bitcoin więc może być deflacyjny. Czy deflacja nie jest złym słowem?

Niekoniecznie – to może pomóc kryptowalutom zachować ich wartość. Deflacja wiąże się ze spadkiem cen, które płacimy za towary i usługi. To przeciwieństwo inflacji, która tłumaczy, dlaczego utrzymuje się wzrost cen w supermarketach. Pomimo, że deflację często uważa się za niekorzystne zjawisko w tradycyjnej ekonomii, nie musi być czymś złym w świecie kryptowalut.

Problemem jest inflacja, która sprawia, że za nasze oszczędności możemy dużo mniej kupić wraz z upływem czasu.

Jak wyjaśnia Brian Curran na portalu Blockonomi, rynki inflacyjne prowadzą również do rosnących poziomów zadłużenia, co zmusza gospodarki do „życia ponad stan”. Może się to skończyć zmierzaniem ku ekstremum. Przykładem jest Zimbabwe, gdzie poziom inflacji wzrósł z 59 procent w 2000 r. do 80 mld procent (tak, 80 miliardów) w 2008 r. Tak właśnie wygląda hiperinflacja, która sprawia, że waluty stają się bezużyteczne.

Wenezuela, która cierpi z powodu ogromnej niestabilności politycznej, stała się jednym z największych rynków kryptowalut na świecie z powodu hiperinflacji. Jak stwierdził jeden z traderów: „Nawet jeśli Bitcoin jest zmienny, jest i tak bezpieczniejszy niż waluta narodowa”.

Kryptowaluty takie jak Bitcoin mają ograniczone zasoby, więc niektórzy ekonomiści w efekcie porównują je do „cyfrowego złota”.

Czytaj także: Czy bitcoin zdoła przyćmić blask złota?

Najstarsza i najpopularniejsza kryptowaluta, jaką jest bitcoin (BTC) potocznie nazywana jest „cyfrowym złotem”. Entuzjaści bitcoina w dużej mierze dzielą się jednak na tych, którzy widzą w nim przede wszystkim realizację pierwotnej wizji Satoshiego Nakamoto - zdecentralizowanej sieci cyfrowych płat.. Czytaj
Czy bitcoin zdoła przyćmić blask złota?

Wraz ze wzrostem produkcji, ceny towarów zmierzają ku spadkowi, ale kryptowaluty jako nośnik wartości mogą rosnąć. Zwolennicy deflacji argumentują, że jest to dużo bardziej stabilne rozwiązanie niż to, że co obecnie widzimy w światowej gospodarce.

 

Jak deflacyjne aktywa o ustalonej podaży wpływają na zachowania konsumentów?

Jeśli odbywa się to właściwie, może ograniczyć konsumpcję w korzystny sposób. Wiele gospodarek na świecie kieruje się zasadą, że lepiej jest wydawać pieniądze teraz, zanim ulegną dewaluacji w przyszłości z powodu inflacji. Długi konsumentów w formie pożyczek i kart kredytowych rosną. Podobnie sytuacja wygląda na poziomie rządowym.

Aktywa deflacyjne zachęcają konsumentów do wydawania pieniędzy w rozsądny sposób, by widzieli, że ich pozostałe środki zyskują na wartości w przyszłości.

Jorg Guido Hulsmann z Austriackiej Szkoły Ekonomii wskazuje jednak, że nie znaczy to, że posiadacze kryptowalut nie będą wydawać swych środków w ogóle. Konsumenci wciąż będą musieli wydawać pieniądze na to, co niezbędne – jedzenie, paliwo czy spłatę kredytu hipotecznego. Będą w pełni zdawać sobie sprawę z tego, że w przyszłych latach wszystko to byłoby tańsze, jednak pilna potrzeba niektórych wydatków w tym momencie jest kluczowym czynnikiem.

Również w gospodarce z deflacyjną walutą, każdy czasem chce sobie sprawić przyjemność, idąc do baru, restauracji czy kina. Hulsmann zwraca uwagę, że aktywa kryptowalutowe nie oznaczają upadku wydatków konsumenckich, ale jedynie mogłyby sprawić, że konsument pomyślałby dwa razy przed kupieniem czegoś, czego naprawdę nie potrzebuje w tym momencie.

Mogłoby to także zmienić stosunek społeczeństwa do długów i uczynić je mniej skłonnym do pożyczania pieniędzy na lśniące samochody i duże telewizory, kiedy konsumenci wiedzieliby, że środki wydawane na płatności ich rat będą wzrastać na wartości z każdym miesiącem.

 

Jakie są skutki uboczne deflacji?

Jednym z głównych skutków ubocznych deflacji jest pojęcie określane jako „deflacyjna spirala śmierci”. Podobnie jak hiperinflacja, jest to sytuacja, gdy dochodzi do skrajności w przeciwną stronę. Popyt spada ponieważ mniej ludzi wydaje pieniądze. W tym samym czasie ceny ulegają obniżeniu. Ponieważ liczba konsumentów kupujących towary lub usługi ulega zmniejszeniu, również płace są podatne na obniżenie, a wydajność ekonomiczna także spada. Może to skłaniać firmy do zaprzestania swej działalności. Firmy obniżałyby ceny, aby przyciągnąć klientów, a klienci wstrzymywaliby się z zakupami, oczekując, że ceny spadną jeszcze bardziej. Ostatecznie wiązałoby się to z ryzykiem, że sytuacja ta zmieni się w wyścig do osiągnięcia dołka. Czy naprawdę byłoby tak źle?

To pytanie prowadzi z powrotem do perspektywy Austriackiej Szkoły Ekonomii, zgodnie z którą ludzie nadal będą potrzebować wydawać pieniądze na niezbędne wydatki. Jeśli waluta lub gospodarka nie jest zbudowana na fundamentach długu, poziomy deflacji ustabilizują się, aby zapobiec takiej spirali.

Autor opracowania zwraca uwagę na pewien impas, w którym znajdują się kryptowaluty. Nie jest bowiem łatwo wykorzystywać je w codziennych transakcjach, aby mogła nastąpić większa ich adaptacja i by mogły stać się częścią mainstreamu, jednocześnie mając na uwadze fakt, że te aktywa mogą być więcej warte w przyszłości. Niektórzy użytkownicy, jak bloger ecurrencyhodler, proponują pewien sposób na poradzenie sobie z tym dylematem. Byłoby nim robienie zakupów przy pomocy kryptowalut, a następnie jak najszybsze dokupowywanie tych aktywów za tradycyjne waluty, aby zachować dotychczasowy stan ich posiadania. Jeśli drobne wydatki, jak kawa czy obiad są kupowane przy pomocy kryptowaluty, może to przyczynić się do popularyzacji tej formy płatności, a tym samym zwiększyć na nią popyt i skłonić więcej sprzedawców do jej akceptacji.

 

Co się stanie, gdy nie będzie już bitcoinów do kopania­?

Prawdopodobnie na ten moment nie ma się czym martwić, gdyż może to nastąpić dopiero za około 120 lat. Szczególnie ten wpływ odczują minerzy. Obecnie są nagradzani, kiedy wydobędą blok, ale te nagrody z czasem będą ulegać obniżeniu i ostatecznie znikną, kiedy cała podaż zostanie wyczerpana. Sam Satoshi Nakamoto przewidywał, że gdy tak się stanie, cały ciężar przeniesie się z nagród za blok na opłaty transakcyjne, kiedy ten poziom zostanie osiągnięty, gdyż transakcje nadal będą wymagały uwierzytelniania w sieci blockchain. To może oznaczać, że konsumenci będą płacić wyższe opłaty, aby zapewnić szybkie przetwarzanie ich transakcji.

Gdy liczba bitcoinów pozostanie stała i ceny spadną, podzielność tej kryptowaluty okaże się kluczowym czynnikiem. Bitcoin ma 8 miejsc po przecinku i jego twórca uznał, że zagwarantuje to możliwość płacenia za drobne zakupy. Bez tego, sytuacja przypominałaby płacenie za puszkę coli wartą 1,50 USD banknotem pięciodolarowym bez możliwości otrzymania reszty.

Tokeny Ethereum są podzielne do 18 miejsc po przecinku. Zapewnia to możliwość łatwej wymiany na inne aktywa kryptowalutowe lub tradycyjne waluty o zróżnicowanej wartości.

Z czasem kwestia podzielności może okazać się ważniejsza niż mogłoby się wydawać. W 2017 r. informowano, że utracono dostęp do 3,8 mln bitcoinów, co stanowi 18% całkowitej ich liczby. Od tej pory liczba utraconych bitcoinów wzrosła.

Czytaj także: Utracono 6 milionów BTC – czy Bitcoin powinien być droższy?

Dane badaczy ujawniają, ile BTC zostało utraconych w wyniku różnych okoliczności. Czy jest to uwzględnione w cenie Bitcoina? Czy powinien on być droższy niż obecnie?   Ile bitcoinów straciliśmy? W tym tygodniu w dniach 3-4 lipca w Lizbonie odbyła się konferencja Buiding of Bitcoin. Wystąpił na n.. Czytaj
Utracono 6 milionów BTC – czy Bitcoin powinien być droższy?

 

Czy kryptowaluty to faktycznie waluty?

Ta kwestia jest cały czas otwarta na interpretacje. Niektóre startupy kryptowalutowe starają się zapewnić, aby ich tokeny mogły być używane do określonych zakupów. Inne z kolei tworzą aktywa z celowo ograniczoną podażą, aby pomóc użytkownikom kryptowalut przechowywać wartość i widzieć, jak się ona zwiększa z upływem czasu.


Tatiana Pasich

Absolwentka psychologii oraz finansów i rachunkowości, inwestorka. Lokuje kapitał głównie w małe spółki z dużym potencjałem wzrostu.

Przejdź do artykułów autora
Zamknij

Koszyk