• Odbierz prezent
Inflacja czy deflacja? Co grozi Polsce i światu w perspektywie 5 letniej

Jeszcze niedawno odpowiedź na pytanie tytułowe była bardzo prosta – względnie wysoki wzrost ekonomiczny, pro-konsumpcyjny 500 plus, susze i nieadekwatnie niskie stopy procentowe oznaczały nieuchronną inflację. Pandemia koronawirusa, a właściwie ekonomiczne skutki lockdownu i prawdopodobnie permanentnej zmiany ludzkich przyzwyczajeń są absolutnie bezprecedensowym kryzysem, którego skutki mogą również być bezprecedensowe. Czy możemy zatem przewidzieć, co się będzie działo z wartością naszych pieniędzy przez kolejne 5 lat? Czy wartość pieniądza będzie wzrastać na skutek deflacji? Czy może lepiej szybko pozbyć się gotówki, bo czeka nas silna inflacja? Sprawdźmy.

Artykuł zacznę od wyjaśnienia tego, co wszędzie jest powtarzane w wielu nagłówkach, ale co być może nie jest dobrze wyjaśniane. Co czyni obecnie zaczynający się kryzys tak unikalnym? Oto kilka podstawowych i bardzo ogólnych powodów:

Jeszcze nigdy w skali globalnej nie mieliśmy do czynienia z przymusowym zamknięciem ludzi w domach i wymuszeniem zawieszenia działalności ekonomicznej. Większość kryzysów dotykała biznesów najmniej rentownych, i pracowników najgorzej opłacanych. Dotknięci obecnym kryzysem to niekoniecznie ci najbardziej nierentowni, a ci, którzy działają w określonych branżach – także najwięksi gracze niektórych branż (np. bogate linie lotnicze czy ich bogaci właściciele).

Zazwyczaj duże i globalne kryzysy wynikały z otoczenia finansowego lub błędnej polityki gospodarczej, a nie z czynników związanych z siłami natury. Siła natury również może wywołać kryzys (np. szusza), ale zazwyczaj dotyczy ona mniejszego obszaru, a nie całego świata.
Kryzysu związanego z pandemią, patrząc obiektywnie, nie można na nikogo zwalić (np. na rząd lub bank centralny), dopóki nie udowodni się, że ktoś go celowo wywołał.

Pierwsze dane ekonomiczne o PKB/bezrobociu pokazują, jakoby skala szkód wywołanych kryzysem była większa od największego kryzysu ekonomicznego w ostatnim stuleciu: Wielkiego Kryzysu lat 30

Podsumowując powyższe: kryzys jest bezprecedensowy ponieważ jednocześnie: jest globalny, mocno dotkliwy dla dużej części gospodarki, i wywołały go (prawdopodobnie) niezależne od polityki czynniki, które wymusiły zamknięcie rentownych i opłacalnych biznesów, tworzących produkt krajowy.

Oczywiście, można by tutaj się spierać, że przecież lockdown był decyzją polityczną – tak, był. Jednak to była niemal oczywista decyzja, no chyba, żeby przyjąć że ludzkie życie jest nic nie warte i pozwolić szpitalom się przepełnić, a ludziom umierać. Wcale nie zakładam, że rządzący zrobili to z pobudek etycznych – raczej po prostu władze niemal każdego kraju wykalkulowały, że jeżeli rządy zaniechają działań i doprowadzą do wzrostu śmiertelności, to nie tylko nikt na takie rządy więcej nie zagłosuje, ale takie rządy również szybko będą obalone. Tak więc okazało się, że władze większości krajów są gotowe poświęcić wzrost ekonomiczny dla ratowania ludzkiego życia – i swojej władzy zarazem. 

Można by jeszcze długo mówić o wyjątkowości tego kryzysu. Jak jednak taki kryzys wpłynie na ceny i inflację? Przyjrzyjmy się temu z kilku perspektyw i oceńmy, jakie są możliwości.

Perspektywa pierwsza: historia

Historia jasno pokazuje, co się dzieje z cenami w kryzysach i latach po „uderzeniu” silnego kryzysu. Ceny spadają i pytanie tylko „jak długo”. W czasach Wielkiej Depresji (1929-1933) deflacja sięgała kilkunastu procent, i trwało to aż 4 lata. W czasach ostatniego kryzysu finansowego, deflacja trwała (zależnie od kraju) od kilku miesięcy do kilku lat. Spadek cen nie był co prawda spektakularny (między 0 a -2%), ale nawet taka deflacja jest groźna dla gospodarki. 
Biorąc pod uwagę szacowaną skalę „Wielkiego Lockdownu”, perspektywa historyczna pokazuje, aby raczej oczekiwać deflacji większej niż podczas ostatniego kryzysu finansowego. Być może statystykom będzie bliżej do kryzysu lat 30 – choć tu bądźmy ostrożni i pamiętajmy, że narzędzia banków centralnych się zmieniły, i teraz bardziej potrafią one wygładzać negatywne skutki takich szoków. Pytanie tylko, czy to wystarczy dla kryzysu tej skali, i czy skala działań nie będzie ani za mała, ani przesadzona (o tym więcej w „perspektywie trzeciej”).

Perspektywa druga: prawa ekonomii

Ekonomia głównego nurtu pozwala nam na poczynienie kilku obserwacji odnośnie wpływu lockdownu na gospodarkę. Każdą obserwacje rozważał będę przy założeniu ceteris paribus , czyli zakładam że pozostałe potencjalne czynniki się nie zmieniają, a na gospodarkę wpływa tylko ten opisywany.
Zatrzyma się produkcja wielu dóbr i (przede wszystkim) usług. To zatrzymanie dotknie niemal wszystkiego, poza dobrami podstawowymi – te muszą być w ciągłej produkcji, pomimo ponoszenia ryzyka szerzenia epidemii. To oznacza spadek podaży, co przy stałym popycie oznaczałoby implus inflacyjny.
Wzrośnie bezrobocie i spadną płace – to oznacza, że konsumenci będą w gorszej sytuacji ekonomicznej i spadnie popyt, zwłaszcza ten na dobre ponadpodstawowe. Ludziom, których kryzys najbardziej dotknie, będzie bardziej zależało na spełenieniu bardzo podstawowych potrzeb: mieszkania, jedzenia i picia. Ale i tu będą kupować tasze produkty, aby tylko zaspokoić te niezbędne potrzeby. Jest to silny implus deflacyjny.
Zmienią się oczekiwania społeczne. Widząc, bardziej niż w kryzysach finansowych, realność zapaści ekonomicznej, konsumenci i inwestorzy będą ograniczać wydatki i oszczędzać każdą złotówkę. Spadnie poziom konsumpcji i inwestycji, a zatem spadnie zagregowany popyt w gospodarce, co jest silnym impulsem deflacyjnym.

Artykuł jest dostępny dla czytelników magazynu FXMAG.

Chcesz uzyskać dostęp do artykułu?


Paweł Buchała

Project Manger projektu TradingDot  Zwolennik łączenia analizy Price Action z informacjami makroekonomicznymi.

Przejdź do artykułów autora
Artykuły, które powinny Cię zaciekawić..
Zamknij

Koszyk