• Odbierz prezent
Hossa leszczy

W 2020 roku świat stanął na głowie – pandemia wywróciła do góry nogami wiele dziedzin naszego życia. Inwestowanie nie jest tutaj wyjątkiem. Wpływ koronawirusa na tę sferę okazał się jednak paradoksalny na wielu płaszczyznach. Jednym z tych paradoksów okazał się napływ rzesz inwestorów na giełdy. Część z nich już przekonała się boleśnie o tym, że rynki finansowe nie stanowią prostej drogi do wzbogacenia się. Chciałbym „wykorzystać” ten fakt, by wskazać początkującym inwestorom, jakich postaw należy unikać, by giełda nie okazała się prostą drogą do wielkich kłopotów.

„To pierwsza hossa w historii, którą wykreowali inwestorzy indywidualni” - to słowa Michała Masłowskiego, wiceprezesa Stowarzyszenia Inwestorów Indywidualnych. Fakty są takie, że inwestorzy indywidualni dołączają do hossy zazwyczaj jako ostatni, gdy duzi gracze już upewnili ich, że jest to trend wzrostowy, a nie tylko korekta w ruchu spadkowym. Czy staliśmy się w takim razie świadkami historycznego wydarzenia? Czy może raczej ta dywergencja powinna być dla nas sygnałem, że to jeszcze nie czas na euforię, a rynek jedynie odreagował przesadność panicznej wyprzedaży? A może jeszcze inaczej – może duzi gracze, widząc zachowanie tłumu, stwierdzili, że pozwolą mu wziąć na siebie ryzyko i przetestować, czy rynek rzeczywiście jest już gotowy na hossę? W takim przypadku przydomek „hossa leszcza”, jaki zyskało sobie tegoroczne odbicie ma rynku akcji, wydawałby się jak najbardziej na miejscu.

Rok leszcza

W pierwszym półroczu 2020 roku udział inwestorów indywidualnych w obrotach na GPW wyniósł 22% i był dwukrotnie wyższy niż kwartał wcześniej. Był tym samym najwyższy od roku 2009, od którego systematycznie spadał. Pierwszy raz od dekady nowi inwestorzy zaczęli szturmować domy maklerskie. Skąd to nagłe zainteresowanie?

Pod koniec lutego rynek załamał się – indeks WIG spadł o ponad 1/3 w zaledwie 3 tygodnie. Panika, wzmożona zmienność, podwyższone ryzyko – to zdecydowanie nie są argumenty za tym, by zacząć inwestować w akcje spółek giełdowych. W okresie niepewności awersja do ryzyka powinna rosnąć i racjonalnym zachowaniem jest raczej oszczędzanie, a nie inwestowanie – biorąc choćby obawy o utrzymanie pracy. Argumenty przeciwko przegrały jednak z argumentami za, z których część jest oczywiście racjonalna, a część mniej.

Za racjonalny argument (do inwestowania w akcje) należy uznać fakt obniżenia poziomu stóp procentowych w Polsce do poziomów prawie zerowych. W efekcie spadło oprocentowanie lokat, co z kolei wpłynęło negatywnie na tendencję do oszczędzania, podnosząc jednocześnie premię za ryzyko podejmowane przy inwestowaniu. Do wzrostu zainteresowania inwestowaniem przyczynił się także fakt większej ilości wolnego czasu – efekt m.in. izolacji oraz tego, że wiele osób zaczęło pracować zdalnie. Przeznaczenie tego czasu na inwestowanie pieniędzy nie można uznać za coś złego.

Co innego trzeba jednak powiedzieć o postawie: „to najlepszy moment na kupowanie akcji, bo jest tanio!”. Giełda różni się od zakupów w hipermarkecie tym, że spadające ceny wcale nie są czymś, z czego należy się cieszyć. Akcje nigdy nie są tak tanie, że nie mogą być jeszcze tańsze (i nigdy nie są tak drogie, że nie mogą być jeszcze droższe). Oczywiście każdy chciałby „kupić w dołku” i obłowić się na hossie, ale taka postawa najczęściej kończy się… kupnem na szczycie i wyjście z rynku, zanim ten zacznie faktyczny trend wzrostowy.

„Kiedy inwestować, jak nie w kryzysie? Wtedy najtaniej i najwięcej okazji”.

Sylwetka inwestora wystraszonego

Artykuł jest dostępny dla czytelników magazynu FXMAG.

Chcesz uzyskać dostęp do artykułu?


Jakub Wilk

Redaktor portalu FXMAG. Zwolennik łączenia analizy technicznej i fundamentalnej, ze szczególnym uwzględnieniem polityki banków centralnych. Pasjonat rynku metali szlachetnych.

Przejdź do artykułów autora
Artykuły, które powinny Cię zaciekawić..
Zamknij

Koszyk