• Odbierz prezent
Giełdowe cykle zapowiadają trudny rok – zwłaszcza dla rynku akcji
fot. freepik.com

Wiele wskazuje na to, że manna z nieba nie spłynie w tym roku na inwestorów. Ten biblijny związek frazeologiczny nie został użyty przypadkowo. Szmita – rok szabatowy, o którym mówi fundamentalna dla religii judaistycznej Tora – kończy się we wrześniu 2022 r. Do tego znajdujemy się w połowie amerykańskiego cyklu prezydenckiego (mid-term year). Mało zachęcające sygnały dla polskich akcji wysyła również cykl Kitchina. To wszystko złe omeny, których inwestorzy, przywiązujący wagę do zjawiska cykliczności, nie powinni lekceważyć. „Zjawisko cykliczności na rynkach jest w sensie ogólnym najważniejszym elementem, swoistym fundamentem analiz” – uważa Tomasz Hońdo, starszy ekonomista Quercus TFI. Warto je uwzględniać w analizie właściwie wszystkich klas aktywów - przekonuje z kolei Wojciech Białek, analityk TMS Brokers.

ZJAWISKO CYKLICZNOŚCI

Przełom każdego roku to okres, gdy większość szanowanych instytucji finansowych dzieli się z inwestorami swoimi przemyśleniami na temat perspektyw dla poszczególnych klas aktywów na najbliższe dwanaście miesięcy. Ogólny obraz, jaki wychodzi z ich lektury, nie wygląda zbyt optymistycznie. Na powtórkę wysokich stóp zwrotu z rynków akcji nie ma co raczej liczyć. Obligacje, za sprawą trwających (głównie na rynkach wschodzących) i zbliżających się podwyżek stóp procentowych (być może Fed ruszy z nimi już w marcu), to również trudny orzech do zgryzienia. Waluty? Rozwiązań jest wiele – wcale nie jest powiedziane, że dysparytet transatlantycki doprowadzi do umocnienia się dolara, tym bardziej, że swoją retorykę niedawno zaostrzył EBC i być może również w drugiej połowie tego roku dołączy do grona banków centralnych zacieśniających politykę stóp procentowych. Wiele banków inwestycyjnych stawia na towary, ale ich zdaniem wzrosty nie pójdą szeroką ławą, jak w latach 2020-2021, kluczem do sukcesu będzie więc umiejętny wybór.

Metod, których inwestorzy używają do selekcji najlepszych aktywów jest mnóstwo. Jedna z nich to koncepcja cykli, mająca korzenie w funkcjonowaniu społeczeństwa w środowisku natury i pochodnych jej wytworów pracy rąk i umysłu człowieka (np. ekonomia). Wszystko ma swój początek i koniec. Zjawisko cykliczności polega właśnie na powtarzalności w czasie pewnej sekwencji zdarzeń.

Przykładem cyklu naturalnego bardzo długiego jest ten, związany z wędrówką kontynentów (zwany też cyklem Wilsona). Najpierw powstaje superkontynent, który ulega systematycznemu rozpadowi, a następnie tektonika płyt prowadzi do ponownego utworzenia nowego superkontynentu. Jeden cykl Wilsona trwa ok. 500 mln lat. Bardzo krótki cykl naturalny znają najlepiej kobiety - u zdrowej osoby w wieku rozrodczym występuje cykl miesięczny, powtarzający się regularnie co ok. 28 dni.

CYKLE EKONOMICZNE

Na zachowanie się cen aktywów rynków finansowych ma wpływ m.in. to, co się dzieje w sferze realnej. Rozwój gospodarczy nie przebiega liniowo, jest nierównomiernie rozłożony w czasie, cechują go okresy bardziej i mniej intensywnego tempa zmian PKB (dodatniego i ujemnego). Na całokształt otoczenia gospodarczego oddziałuje szereg czynników, w tym o charakterze ekonomicznym. Jako ich przykład można przywołać popyt konsumpcyjny i inwestycyjny, produkcję, bezrobocie i warunki płacowe, kształtowanie się inflacji konsumenckiej i producenckiej, politykę pieniężną i fiskalną, oczekiwania co do perspektyw rozwoju koniunktury.

Zmiany aktywności gospodarczej mogą przybierać różne formy. Łatwo zauważyć wahania sezonowe, które wynikają z corocznych zmian pór roku – spadek produkcji rolnej w polskich warunkach następuje w okresach jesienno-zimowych, a wzrost w wiosenno-letnich. Mogą występować też wahania przypadkowe, które są niebywale trudne do przewidzenia. Przykładem był początek 2020 roku, gdy po całym świecie rozlała się pandemia COVID-19. W tej grupie znajdują się zarówno niepokoje polityczne i wojny, jak i zdarzenia o charakterze losowym – pożary, powodzie, trzęsienia ziemi. W końcu istnieją również wahania koniunktury, które określa się jako trendy, czyli długoterminowe zmiany podstawowych agregatów makroekonomicznych, przebiegające kierunkowo (góra/dół).

Takie długoterminowe wahania są od dekad przedmiotem badań naukowców, którzy analizują zjawisko cykliczności, czyli kształtowania się wierzchołków i den koniunkturalnych w czasie. Na potrzeby analizy jako długoterminowy cykl przyjęto taki, który jest liczony w latach.

Zacznijmy od tych najdłuższych (cykle poziomu 1). Prawdopodobnie najdłuższym jest cykl Wheelera (500 lat), który ma związek z narodzinami i upadkami światowych imperiów polityczno-gospodarczych. Do tej kategorii można zaliczyć także cykl Wagemana (150 lat), który jest powiązany z kształtowaniem się ścieżki stóp procentowych. Dalej znajdują się cykle poziomu drugiego, liczone w dziesiątkach lat. Najbardziej znanymi są cykle koniunkturalne Gelderna i Kondratiewa, trwające od 45 do 60 lat. Wywodzą się one z powtarzalnych schematów strukturalnych zmian gospodarczych od XVIII wieku. Źródłem ich powstania były duże odkrycia i innowacje mniejszej wagi, zmieniające sposób gospodarowania, ale do tego również wojny i rewolucje. Szczebel niżej (poziom 3) znajdują się cykle, liczące od kilkunastu do nieco ponad dwudziestu lat. To przypadek cyklu Kuznetsa, dotyczącego głównie budownictwa i migracji (15-25 lat). Przedostatni poziom w tej hierarchii to cykle poziomu 4. Bodaj najbardziej znanym jest cykl Juglara, który trwa od 7 do 11 lat. Bazą dla jego zaobserwowania była koniunktura w sektorze bankowym, zmiany inflacji, bezrobocia, wartości PNB i inwestycji w kapitał trwały.

Poziom najniższy – piąty – to z kolei cykl Kitchina, trwający nieco ponad 3 lata (mniej więcej 40 miesięcy). Ma on związek ze zmianami cen hurtowych towarów, krótkoterminowymi stopami rynkowymi mierzonymi papierami dłużnymi (2-3 miesiące) i poziomem rozliczeń operacji bankowych. Podstawą dla koncepcji były dane pochodzące z dwóch gospodarek: amerykańskiej i brytyjskiej. Joseph Kitchin w 1923 roku opublikował na ten temat artykuł „Cycles and Trends in Economic Factors” na łamach The Review of Economics and Statistics[1].

CYKLE NIEEKONOMICZNE

Poza cyklami o charakterze ekonomicznym istnieją również takie, których źródłem są inne czynniki. O cyklach naturalnych była już mowa. Poza nimi w nurcie nieekonomicznym są m.in. cykle dotyczące sfery politycznej – amerykański 4-letni cykl prezydencki czy też sfery religijnej – np. 7-letni cykl Szmita. Warto im poświęcić kilka słów więcej, tym bardziej, że w dalszej części tekstu zostaną one poddane analizie ilościowej.

O istnieniu amerykańskiej supremacji na wielu płaszczyznach nikogo zapewne nie trzeba przekonywać, choć i ona zdaje się podlegać zjawisku cykliczności. Historycy wiele napisali na temat tego, jak przed wiekami wyglądały początek i koniec imperiów: brytyjskiego, francuskiego, hiszpańskiego, niderlandzkiego czy portugalskiego (w kolejności alfabetycznej, a nie chronologicznej).

Dla tych nieprzekonanych - podam zaledwie jeden przykład. Na giełdach w skali globalnej notowane są akcje blisko 57 tys. spółek krajowych o łącznej kapitalizacji ok. 92 bln USD (według danych WorldBank i SSE). Z tego w USA kwotuje się 5,2 tys. papierów wartych ok. 33 bln USD. Przy czym warto pamiętać, że jest to istotne uproszczenie, gdyż obejmuje jedynie notowania spółek macierzystych, a nie zagranicznych kwotowanych na zasadach wyłączności lub dual listingu. Supremacja jest jeszcze bardziej widoczna, gdy weźmiemy pod uwagę kolejny największy rynek kapitałowy – Chiny. Oba rynki dzieli przepaść. Na giełdach Państwa Środka w obrocie funkcjonuje ok. 3,6 tys. firm o wartości rynkowej ok. 8,6 bln USD. Natomiast kapitalizacja GPW w Warszawie nie przekracza 200 mld USD.

Wybory prezydenckie w USA odbywają się co 4 lata (we wtorek na początku listopada). W amerykańskim systemie politycznym prezydent odgrywa kluczową rolę, mając największy wpływ na różne decyzje, które odnoszą się także do obszaru gospodarki i rynków finansowych.

Po raz pierwszy o zjawisku cyklu prezydenckiego napisał w 1967 roku Yale Hirsch, twórca Stock Trader’s Almanac. Zdaniem Hirscha, rynki akcji poruszają się według ściśle przewidywalnego wzorca, który można zobaczyć, gdy podzieli się czteroletnią kadencję na równe okresy – wyników badań dla innych klas aktywów autor nie podał. Nieistotne w nim jest to, czy w kolejnych wyborach dochodzi do reelekcji/powołania nowego prezydenta, ani to, z jakiej partii (Demokraci/Republikanie) pochodzi. Według koncepcji cyklu prezydenckiego, akcje nagorzej radzą sobie w pierwszej połowie kadencji głowy państwa, zaś o wiele lepiej w drugiej.

Uzasadnieniem takiego stanu rzeczy ma być to, fakt na początku prezydent mniej liczy się z grupami interesów, które stały za jego wyborem, a do tego angażuje się w mało popularne reformy gospodarcze lub inne decyzje polityczne. Dopiero druga połowa kadencji ma być czasem, gdy rozmyślania głowy państwa coraz bardziej koncentrują się na kolejnej elekcji. Tym samym podejmowane są mniej kontrowersyjne społecznie decyzje, zaś prezydent mocniej stawia się na gospodarkę.

Koncepcja ma swoich przeciwników, którzy twierdzą, że wątpliwy jest związek przyczynowo-skutkowy pomiędzy kadencją prezydencką a koniunkturą na rynkach akcji, tym bardziej, że czynników wpływu na ceny aktywów występuje dużo. Można mówić jedynie o koincydencji, czyli współwystępowaniu obok siebie dwóch zjawisk.

O zachowaniu się kursów akcji decydują przepływy kapitału, bez względu na to, jakie racje lub przesłanki stoją za nimi - czy bardzo wyrafinowane, czy też te bardziej pospolite. Być może siłą cyklu prezydenckiego jest samospełniająca się przepowiednia. Inwestorzy uwierzyli, że istnieje związek pomiędzy światem polityki a rynkami i postępują według tego cyklicznego wzorca.

Jeszcze bardziej oryginalna jest koncepcja dotycząca roku szabatowego. Okres ten określa się jako Szmita. Rok rozpoczyna się zazwyczaj we wrześniu, według kalendarza słonecznego. Może trwać od 50 do 55 tygodni ze względu na specyfikę kalendarza hebrajskiego. Obecna Szmita zaczęła się 7 września 2021 roku (w 5 782 roku według kalendarza żydowskiego) i zakończy się 25 września 2022 roku.

Pojęcie wywodzi się z religii judaistycznej, mowa o nim w kilku miejscach Tory, choć najczęściej przywołuje się Księgę Wyjścia (Ks. Wj 23, 10-12). Szmita była pierwotnie rokiem, gdy wyznawcy judaizmu mieli zostawiać ziemię odłogiem, a jakakolwiek działalność gospodarska (orka, sadzenie, zbieranie plonów) była zakazana. Do tego dochodziło umorzenie długów, z wyjątkiem tych, które należały do innowierców. Okres ten jest interpretowany jako czas oddania się refleksji nad boskim dziełem stworzenia świata, co wiąże się z ograniczeniem wielu sfer codziennej aktywności.

Zwolennicy teorii często przywołują, że w roku Szmity dochodziło do znaczących (negatywnych) zawirowań na scenie gospodarczej czy politycznej. Niektórzy twierdzą, że najważniejsze wydarzenia wypadają w okolicach końca roku szabatowego (w pobliżu września). Na potwierdzenie swojej opinii wskazują na tak istotne daty w historii współczesnych rynków finansowych jak: 1987, 2001 czy 2008. Bodaj najciekawszą analizę w ostatnim czasie na temat tych wydarzeń i samego cyklu szabatowego opublikował Boris Pogos w artykule „When Ominous Stock Market Cycles Align” na łamach Cycles Journal[2].

Wiarygodne źródła nie dostarczają jednak wyjaśnień o charakterze niemistycznym, które tłumaczyłyby związek roku szabatowego z istotnymi wydarzeniami gospodarczo-politycznymi. Niemniej jednak, wielu inwestorów stoi na stanowisku, że nawet jeśli czegoś nie da się wyjaśnić w sposób mniej lub bardziej racjonalny, to nie oznacza, że to nie istnieje.

CYKLE GIEŁDOWE

Aktywa na rynkach finansowych wykazują tendencję do poruszania się w trendach. Okresy koniunktury wiążą się ze wzrostami cen, zaś dekoniunktury ze spadkami. Całość uzupełnia trend boczny, którego nie da się zakwalifikować jako czas zwyżki/zniżki – ceny w nim oscylują wokół dość wąskiej amplitudy wahań.

Kluczem do uzyskiwania dobrych rezultatów inwestycyjnych jest odpowiedź na pytanie, kiedy właściwie dany trend kończy się, a rynek przechodzi w inną fazę koniunkturalną. Metod służących określaniu punktów zwrotnych jest bez liku.

Jedną z nich jest koncepcja cykli giełdowych, którą spopularyzował Jake Bernstein w latach 80. poprzedniego stulecia. Jego zdaniem, aby odnosić sukcesy inwestor musi być w stanie dostrzegać potencjalne zmiany trendu zanim one nastąpią lub wkrótce po tym, jak to się stanie. W przeciwnym razie, gdy trend rozpocznie się na dobre, dochodzi do zmiany psychologii rynku i mogą pojawić się kłopoty z kupnem aktywów, które zostały wcześniej przecenione. Bernstein twierdzi, że znacznie częściej drobni inwestorzy kupują akcje, kiedy trend wzrostowy już się kończy albo też sprzedają je przy końcu spadków.

Cykle przebiegają zazwyczaj w dość regularnych odstępach czasowych, które dzielą kolejno następujące po sobie szczyty i dołki koniunktury. Ta regularność powoduje, że da się dzięki nim prognozować, kiedy może dojść do zmiany panującego trendu.

Analitycy polskiego rynku kapitałowego najczęściej koncentrują się na cyklu Kitchina, który ich zdaniem daje dobre wskazówki co do tego, jak może wyglądać koniunktura na giełdzie. Według obliczeń Quercus TFI cykl Kitchina na GPW w Warszawie, rozumiany jako wzorzec powtarzających się średnio co 40 miesięcy faz wzrostowo-spadkowych, od 1995 roku niemal za każdym razem zwiastował nadejście kłopotów dla posiadaczy akcji.

Szczyt koniunkturalny w cyklu Kitchina 6 razy na 7 przypadków zapowiadał solidną przecenę polskich walorów. W zaledwie jednym przypadku wskazanie było mylne – dotyczyło to lat 2004-2005, gdy na GPW w Warszawie zapanowała hossa z prawdziwego zdarzenia, na której przebieg miały wpływ oczekiwania inwestorów związanych z przystąpieniem Polski do Unii Europejskiej. Mimo to „Kitchin” sześciokrotnie nie zawodził. W tych przypadkach nie zdarzyło się ani razu, aby WIG zniżkował o mniej niż 26% od lokalnego szczytu (na bazie danych w interwale dziennym). Co więcej, średni spadek wyniósł ok. 43%.

Zwraca przy tym uwagę pewne przesunięcie czasowe między wierzchołkiem w cyklu Kitchina i lokalnym szczytem na GPW w Warszawie. Działo się tak w ostatnich latach – 2011, 2015 i 2018. Akcje wchodziły w silny trend spadkowy z pewnym opóźnieniem w stosunku do szczytu Kitchina. Najnowszy wierzchołek cyklu miał miejsce w 2021 roku. I można to interpretować jako złowieszczy sygnał dla przyszłej sytuacji w segmencie polskich akcji.

Giełdowe cykle zapowiadają trudny rok – zwłaszcza dla rynku akcji - 1

Tomasz Hońdo, starszy ekonomista Quercus TFI dla FXMAG

Analiza cykli jest jednym z narzędzi do prognozowania zachowania się aktywów na rynkach finansowych. Które miejsce w hierarchii stosowanych przez Ciebie narzędzi zajmuje badanie cykli? Jakie posiada przewagi, których nie dają inne narzędzia analityczne?

Powiedziałbym wręcz, że zjawisko cykliczności na rynkach jest w sensie ogólnym najważniejszym elementem, swoistym fundamentem moich analiz. Cykliczność, rozumiana jako powtarzające się wahania w górę i w dół, od jednego ekstremum do drugiego, widoczna jest, jeśli chodzi o wskaźniki makroekonomiczne, politykę banków centralnych, wskaźniki nastrojów rynkowych, przepływy kapitału, itd. „Historia lubi się powtarzać” – to zdanie chyba najlepiej obrazuje sens analizowania cykli.

Jednocześnie uważam jednak, że w ścisłym tego słowa znaczenia cykliczności nie należy traktować w sposób czysto mechaniczny (czyli na zasadzie, że np. szczyty na rynku akcji muszą koniecznie pojawiać się co 40 miesięcy, jak w cyklu Kitchina), lecz raczej w połączeniu z innymi narzędziami.

Do oceny perspektyw jakich klas aktywów ją stosujesz? W przypadku których klas aktywów analiza cykli nie ma większego sensu?

Cykliczność w sensie ogólnym jest zjawiskiem stale obecnym na rynkach akcji, jak i obligacji.

Na które cykle zwracasz największą uwagę? Kitchin, Kondratiew czy jakieś inne ?

W moich analizach pojawia się od czasu do czasu temat cyklu Kitchina, który od lat regularnie przejawia się na polskim rynku akcji. Traktuję tę koncepcję nie tyle jako nieomylny wzorzec, lecz raczej jako uzupełnienie innych analiz, wśród których jako najważniejsze traktuję opracowane przeze mnie modele wyprzedzające. Sygnały płynące z tych modeli można śledzić na bieżąco w naszym serwisie Qnews.pl.

 

Wojciech Białek, analityk TMS Brokers dla FXMAG

Analiza cykli jest jednym z narzędzi do prognozowania zachowania się aktywów na rynkach finansowych. Które miejsce w hierarchii stosowanych przez Ciebie narzędzi zajmuje badanie cykli? Jakie posiada przewagi, których nie dają inne narzędzia analityczne?

Analiza cykli jest jednym z narzędzi analizy technicznej, a więc grupy metod zajmującej się jedynie zachowaniem cen instrumentów finansowych. Równocześnie jednak termin "cykl koniunkturalny" to klasyczne pojęcie z zakresu ekonomii. Tak więc, o ile analiza techniczna może być krytykowana za swoją ślepotę w odniesieniu do gospodarczej rzeczywistości, to analiza cykli wprost przeciwnie - umożliwia próby wiązania zachowania cen na rynkach z tym, co się dzieje w gospodarce. To wielka zaleta umożliwiająca konfrontowanie dwu nieco odmiennych rzeczywistości - rynkowej oraz gospodarczej - i próby weryfikowania wniosków wyciąganych przy analizie jednej dziedziny przez porównanie ich z wnioskami płynącymi z drugiej.

Do oceny perspektyw jakich klas aktywów ją stosujesz? W przypadku których klas aktywów nie ma większego sensu analiza cykli?

Stosuję ją właściwie do wszystkich. W klasycznym schemacie rotacji aktywów w ramach cyklu koniunkturalnego akcje najlepiej sobie radzą w dezinflacyjnej fazie ożywienia gospodarczego, surowce w inflacyjnej fazie ożywienia gospodarczego, gotówka w inflacyjnej fazie spowolnienia gospodarczego, a obligacje skarbowe w dezinflacyjnej fazie spowolnienia gospodarczego. Mamy tu akcje, surowce, gotówkę i obligacje skarbowe - generalnie wszystkie podstawowe klasy aktywów. Najkrótszy cykl gospodarczy, w ramach którego ta rotacja zachodzi, czyli cykl wykorzystania istniejących mocy produkcyjnych (cykl Kitchina), ma średnio 40 miesięcy.

Na które cykle zwracasz największą uwagę? Kitchin, Kondratiew czy jakieś inne?

Na wszystkie, próbując dokonać ich superpozycji, co oczywiście w praktyce jest niezwykle trudne: cykl Kitchina, cykl Juglara (cykl inwestycji w środki trwałe), cykl Kuznetsa (dominujący cykl na rynku nieruchomości), cykl pokoleniowy (generowany przez zmiany popytu wynikające z pojawiania się odległych od siebie o pokolenie „baby boomów" - u nas na przykład szczytu urodzeń w 1955 i 1983 roku), geopolityczny cykl Modelskiego (co 4 pokolenia generujący wojnę o globalną hegemonię) i tak dalej. Zawsze miałem problem z cyklem Kondratiewa, którego po prostu nigdzie nie zauważyłem. Być może to po prostu dwa kolejne cykle pokoleniowe: jeden bardziej deflacyjny (taki jak ten po I Wojnie Światowej z Wielkim Kryzysem), drugi bardziej inflacyjny (taki jak ten po II Wojnie Światowej).

Czy analiza cykli nieekonomicznych może mieć zastosowanie do oceny perspektyw aktywów finansowych?

Oczywiście krótsze cykle - sekwencja harmonicznych cykli, począwszy od 40-tygodniowego, przez 20-tygodniowy itd. - już nie mają wiele wspólnego z rzeczywistością gospodarczą, a jedynie z jej percepcją przez uczestników rynku, dlatego tu znaczenia nabierają wskaźniki sentymentu. 4 spekulacyjne cykle 40-tygodniowe (10 miesięczne) składają się na jeden podstawowy cykl gospodarczy (średnio 40-miesięczny) podstawowy cykl gospodarczy, czyli cykl Kuznetsa. 4 cykle 40-tygodniowe w jednym cyklu Kuznetsa produkują klasyczny - składający się z 8 (na przemian wzrostowych i spadkowych) ruchów cen – wzór znany z teorii Elliotta (1-2-3-4-5-a-b-c).

Jeśli chodzi o dłuższe cykle, to w pewnym sensie nieekonomiczny jest 4-letni cykl prezydencki na rynku akcji w USA, który nie zawiódł ani razu od 90 lat. Z nim nie ma problemu, bo łatwo jest zrozumieć, że urzędująca w Białym Domu administracja raczej w okresie poprzedzającym następne wybory prezydenckie nie będzie samej sobie robiła przesadnej krzywdy. Czas na oszczędności to okres 2 lat po wygranych wyborach, robienie ich później to z kolei gwarancja przegranych wyborów.

Dosyć tajemniczy jest natomiast „Decennial Pattern", czyli cykl dekadowy, który zawiódł tylko raz w latach 70-tych. Co ciekawe na razie działa on również u nas: każdy kto kupił polskie akcje w połowie 1992, połowie 2002 i połowie 2012 roku był później bardzo z siebie zadowolony.

 

ANALIZA WYBRANYCH CYKLI W KONTEKŚCIE KLAS AKTYWÓW

O ile cykl Kitchina zdaje się nieźle rozpoznany, to nie da się tego tak łatwo powiedzieć w odniesieniu do cyklu prezydenckiego i cyklu roku szabatowego. Z tego powodu zostały one poddane analizie pod kątem wybranych aktywów. Większość z nich obejmowała rynek akcji, który reprezentowały indeksy w wersji dochodowej – S&P 500 Total Return (do 1957 roku S&P 90 TR), MSCI ACWI (grupujący rynki rozwinięte i wschodzące, przy czym do 1987 roku miarą był MSCI World, skupiający wyłącznie rynki rozwinięte), MSCI USA, MSCI Germany oraz krajowe MSCI Poland (indeksy z rodziny MSCI w odmianie Standard – Large+Mid Cap, a zatem dla spółek o największej i średniej kapitalizacji) i WIG. Poza WIG (w walucie lokalnej) dla reszty mierników walutą funkcjonalną był USD.

Poza tym przeanalizowane zostały też inne kluczowe klasy głównego nurtu inwestycyjnego – papiery dłużne i nieruchomości. Dotyczyło to wyłącznie aktywów amerykańskich. Pominięty w tym kontekście został rynek polski, gdyż benchmarkowy TBSP.Index (dług skarbowy) jest zbyt krótko obliczany albo brak wiarygodnych indeksów dla długu korporacyjnego czy nieruchomości. W zakresie papierów dłużnych uwzględnione zostały dwa segmenty – dług skarbowy i korporacyjny. Dla segmentu instrumentów rządowych wyliczenia objęły 3-miesięczne bony skarbowe Stanów Zjednoczonych (surogat krótkiego końca krzywej dochodowości) i 10-letnie obligacje skarbowe USA (odpowiednik długiego końca krzywej rentowności). Uzupełnieniem były nieruchomości – dane zostały zaczerpnięte z bazy Roberta Shillera, które ostatecznie posłużyły do obliczania powszechnie znanego Case-Shiller Index.

Maksymalny okres analizy aktywów dotyczył lat 1928-2021. Wyjątkiem były indeksy z rodziny MSCI – MSCI ACWI, USA, Germany (od 1969 roku, od kiedy zaczęto je obliczać) i MSCI Poland (od 1992 roku). Krótszy szereg czasowy cechował także WIG (od 1991 roku). W obliczeniach dla indeksów polskich akcji został pominięty 1993 rok, gdy stopa zwrotu z MSCI Poland wyniosła 754%, a z WIG 1095%, a zatem trudno ją uznać za reprezentatywną próbkę dla typowych zmian cen dla krajowego rynku.

CZY CYKL PREZYDENCKI DZIAŁA?

W przypadku cyklu prezydenckiego obliczone zostały stopy zwrotu z aktywów (średnia i mediana) dla poszczególnych lat kadencyjnych głowy państwa – pierwszego roku po wyborach (post election year), drugiego roku (mid-term year), trzeciego roku (pre-election year) i czwartego (election year). Do tego zostały wykonane kalkulacje w odniesieniu do obu połów cyklu prezydenckiego – I połowa (składały się na nią pierwsze dwa lata po wyborach) i II połowa (rok trzeci i czwarty kadencji).

Yale Hirsch w wydaniu Stock Trader’s Almanac z 2020 roku podał, że od 1833 roku akcje (od 1896 roku na bazie indeksu DJIA) najlepiej zachowywały się w trzecim roku kadencji prezydenckiej (rok przedwyborczy). Najsłabiej wiodło się im w pierwszych dwóch latach po wyłonieniu zwycięzcy w wyborach.

Giełdowe cykle zapowiadają trudny rok – zwłaszcza dla rynku akcji - 2

Wyniki, jakie zostały uzyskane w autorskiej analizie, nie okazały się tak jednoznaczne jak w najnowszym badaniu Hirscha. Owszem, da się zauważyć pewną prawidłowość, polegającą na tym, że po relatywnie niskich stopach zwrotu w pierwszej połowie kadencji amerykańskiego prezydenta, następuje okres wyższych zysków, lecz nie dotyczyło to wszystkich zbadanych aktywów. Według tego wzorca poruszały się ceny większości indeksów akcji (S&P 500 TR, MSCI ACWI, MSCI USA i WIG). Wbrew niemu zachowywał się WIG Germany. Rozkład stóp zwrotu był z kolei w miarę równomierny dla instrumentów dłużnych (poza obligacjami korporacyjnymi) i nieruchomościami.

Giełdowe cykle zapowiadają trudny rok – zwłaszcza dla rynku akcji - 3

Zbliżone wnioski płyną z analizy rocznych rozkładów stóp zwrotu. Dla indeksów akcji wspólną cechą było to, że drugi rok po wyborach (mid-term year), w którym obecnie się znajdujemy w przypadku kadencji Joe Bidena, okazał się za każdym razem najgorszy. Szczególnie niskie stopy zwrotu generowały polskie akcje (co najwyżej na pograniczu zera) na tle próbki. Dla pozostałych klas aktywów nie występowała ta prawidłowość.

Giełdowe cykle zapowiadają trudny rok – zwłaszcza dla rynku akcji - 4

SZMITA ZAPOWIADA NISKIE STOPY ZWROTU Z AKTYWÓW

O wiele bardziej jednoznaczne wnioski daje cykl szabatowy. I to bez względu na rodzaj aktywów. Szmita, czyli rok szabatowy, który aktualnie trwa, stanowił czas, gdy stopy zwrotu były ponadprzeciętnie niskie. Negatywnie wyróżniały się zwłaszcza indeksy niektórych akcji, dla których Szmita wiązała się ze spadkami. Czasami bardzo dotkliwymi. Dotyczyło to w szczególności Polski, gdzie odnotowano straty rzędu ok. 30-40 proc., choć z powodu krótkiego okresu funkcjonowania krajowego rynku obliczenia zostały wykonane na bazie niewielkiego materiału statystycznego (Szmita występowała jedynie czterokrotnie w tym czasie).

Giełdowe cykle zapowiadają trudny rok – zwłaszcza dla rynku akcji - 5

  1. Pełną treść opracowania znaleźć można pod adresem: https://www.jstor.org/stable/1927031?origin=crossref&seq=1#metadata_info_tab_contents

  2. https://journal.cycles.org/Issues/Vol49-No3-2021/

Artykuł jest dostępny dla czytelników magazynu FXMAG.

Chcesz uzyskać dostęp do artykułu?


Marcin Kuchciak

Analityk rynków finansowych ze szczególnym uwzględnieniem konceptu cross-asset w wymiarze międzynarodowym. Od przeszło 20 lat związany zawodowo z rynkiem kapitałowym. Publikował m. in. w Parkiecie, PAP Biznes, Dzienniku Gazecie Prawnej, Profesjonalnym Inwestorze, Home&Market, dot.com. Zwolennik strategii nietradingowych, wykorzystujących instrumenty rynku kasowego i terminowego (głównie opcje).

Przejdź do artykułów autora
Artykuły, które powinny Cię zaciekawić..
Zamknij

Koszyk