• Odbierz prezent
Giełda może uczyć się od crowdfundingu | Arkadiusz Regiec dla FXMAG

Wywiad z Arkadiuszem Regiecem- założycielem Beesfund polskiej platformy społczenościowego finansowania udziałów (equity crowdfundingu) założonej w 2012 roku. Rozmowę przeprowadził Dawid Augustyn.

Moim i państwa gościem jest Arkadiusz Regiec z Beesfund, najpopularniejszej platformy crowdfundingowej w Polsce.

Nie tylko w Polsce, ale także w obszarze Międzymorza, bo jesteśmy najwięksi już nie tylko na naszym polskim rynku.

 

W którą stronę zmierza crowdfunding? Czy zainteresowanie ze strony giełdy to szansa, czy możliwe powtórzenie scenariusza podobnego do NewConnect, czyli większośc przedsiębiorstw stających się tak zwanymi zombie- spólkami o niewielkiej płynność?

Myślę, że jest to szansa dla giełdy i powinna się ona interesować crowdfundingiem, ponieważ wiele spółek po emisjach equity crowdfundingowych trafia na parkiet czy to na NewConnect, czy na główny rynek. Oczywiście wiele z tych spółek stanie się spółkami zombie to niewykluczone, jednak lepiej, aby spółki były weryfikowane na poziomie equity crowdfundingu, niż później na rynku kapitałowym, gdzie koszty dla tych startupów są znacznie większe. Crowdfunding powinien być stosowany jako dodatkowy filtr przed wejściem na główny parkiet. Dodatkowo może to dawać większy ogląd na spółki oraz możliwość lepszego poznania działalności danego przedsiębiorstwa przez inwestorów. Firmy, które przechodzą przez większą ilość etapów czy to przez crowdfunding, czy NewConnect, daje im możliwość lepszego przygotowania się, przed możliwym wejściem na główny parkiet. Dywersyfikacja spółek przed wchodzeniem na główne rynki powinna przebiegać na zasadzie: equity crowdfunding jako najbardziej ryzykowne inwestycje, mniej ryzykowne- NewConnect i najmniej ryzykowne powinny pojawiać się na parkiecie głównym.

 

Z perspektywy inwestora, ile można rzeczywiście zarobić, inwestując w spółki na wczesnym etapie?

Prawdę mówiąc, inwestowanie na rynku crowdfundingu jest zbliżone do inwestowania na rynku Venture Capital, z uwagi na to zwroty mogą być kilka lub nawet kilkadziesiąt razy większe od pierwotnego wkładu. Wyobraźmy to sobie na przykładzie, platformę nieruchomościową beesfund Taon Property wyceniamy na 4 mln zł, a chcemy zebrać 0.5 mln zł, więc jeśli ta platforma się rozwinie, to jej wartość powinna kiedyś wynieść 100/200 mln zł. Dajemy więc szansę wejścia we wczesnym stadium rozwoju. Jednak elementem ryzyka w tym przypadku jest właśnie to czy projekt zwiększy w takim stopniu swoją wartość. Dodatkowo prawdopodobieństwo wzrost wartości o 196 mln zł, jest niewielkie. Dlatego nie należy być przedadnie optymistycznym.

 

Jest to jednak zupełnie inny typ inwestycji, musimy się liczyć z tym, że nie każdy projekt osiągnie spektakularną stopę zwrotu. Szukanie tego przysłowiowego świętego graala nie jest takie proste.

Dlatego właśnie powinniśmy dywersyfikować każdą inwestycję, nawet jeżeli podoba nam się jeden startup i wierzymy w jego postępy, powinniśmy się rozglądać za innymi. Moim zdaniem szaleństwem jest postawienie swoich pieniędzy na jeden podmiot nawet taki, który nam się bardzo podoba.

 

Sukcesem mającym swoje początki w crowdfundingu zakończyło się IPO na NewConnect spółki Plantwear, które odbyło się na początku bieżącego 2020 roku.

Jest to pierwszy przykład spółki, która przeszła przez ten oficjalny proces wyjścia z inwestycji. Proszę jednak nie zapominać, że na zapleczu tych spółek jest kilku dużych inwestorów i reszta rozdrobnionego akcjonariatu. Bardzo często, gdy spółka dobrze rokuje na przyszłość, duży inwestor wykupuje udziały tych mniejszościowych, dając im premię. Plantwear jest tutaj bardzo dobrym przykładem na to, w jakich horyzontach czasowych powinniśmy myśleć o inwestycjach crowdfundingowych. My jako Beesfund jesteśmy najstarszą platformą crowdfundingową, wystartowaliśmy 7 lat temu. Jeżeli patrzeć przez pryzmat rynku, myśląc o wyjściu z inwestycji, musimy liczyć się z horyzontem czasowym między 5 a 7 lat. Ja, osobiście nie jestem zwolennikiem podejścia osób, które inwestują w startup i chcą wyjść z tej inwestycji po roku czy dwóch latach.

 

Z jakimi korzyściami wiąże się crowdfunding w stosunku do giełdy papierów wartościowych i ile jesteśmy w stanie zaoszczędzić poprzez niepubliczną emisję?

Equity crowdfunding to nie tylko startupy to też bardzo często inne przedsięwzięcia gospodarcze takie jak restauracje czy bary. Osoba chcąca pozyskać finansowanie dla swojej restauracji, nie będzie wchodziła na NewConnect, przez co dochodzimy do wniosków, że rynek kapitałowy jest dla wielu biznesów po prostu, niedostępny. Zamiast mówić o oszczędności, możemy bardziej rozpatrywać to w formie możliwości, mnóstwo biznesów dostaje możliwość inwestycyjną od grupy inwestorów, nie wchodząc na rynek kapitałowy. Jeżeli chodzi o oszczędności, to koszty na platformach zaczynają się od kilkunastu do kilkudziesięciu tysięcy, w porównaniu z głównym rynkiem gdzie widełki kosztowe wynoszą między kilkadziesiąt a kilkaset tysięcy. Tak więc koszty platform crowdfundingowych są wielokrotnie mniejsze w porównaniu z giełdą papierów wartościowych.

 

Czym powinni kierować się inwestorzy, szukając tej tak zwanej perełki, która przemnoży nasz kapitał wielokrotnie?

Po pierwsze zdrowym rozsądkiem, należy pamiętać także o wcześniej wspomnianej dywersyfikacji. Drugim czynnikiem jest zespół, ponieważ zarządzający tworzący startup są kluczowi. Ludzie mający wcześniejsze osiągnięcia są w stanie podczas niepowodzenia podjąć właściwe decyzje i zrobić zwrot w biznesie. Kolejnym ważnym elementem jest potencjał rynku. Ważne, aby rynek dawał nam możliwość rozwoju i efektywność skalowania. Model biznesowy- warto zapoznać się z zaprezentowanym planem działania spółki. Na koniec coś, o czym niewiele osób lubi słuchać, ale kluczowa jest również intuicja. Zawsze na samym końcu człowiek powinien słuchać swojej intuicji przy podejmowaniu decyzji inwestycyjnych.

 

Z jakim kapitałem powinniśmy wystartować, 1 000, 10 000 złotych?

Uważam, że na początku powinniśmy wchodzić możliwie najniższym kapitałem. U nas średnia inwestycja to 900 zł. Jednak jest to też zależne od tego, jakim kapitałem dysponujemy, jak również to ile mamy lat. Jeżeli hipotetycznie miałbym 5 000 zł, to inwestowałbym 500 zł, gdybym natomiast miał 50 000 zł to byłbym skłonny zainwestować 5 000 zł, jeżeli jestem młody i lubię ryzyko. Zawsze lepiej brać początkowo mniejszy ticket oraz zawsze racjonalnie podejmować decyzje, niekoniecznie inwestować cały kapitał, jaki mamy do dyspozycji. Moją radą na początek jest, aby inwestować w wiedzę i kupić książkę, po to, aby zrozumieć procesy, jakie kryje za sobą inwestowanie w takie projekty.

 

Z perspektywy samej spółki, jak powinien wyglądać marketing takiej kampanii crowdfundingowej, bo mieliśmy do tej pory mnóstwo przypadków nieudanych kampanii?

Nie zgodziłbym się ze stwierdzeniem, że mieliśmy do czynienia z mnóstwem nieudanych emisji, ponieważ na 62 emisje, które miały miejsce na Beesfund tylko 9 nie zebrało założonej kwoty. Jeżeli chodzi o determinanty spółek, które wpływają na powodzenie zbiórki, są to determinacja zespołu- bo pieniądze zbiera spółka,a nie platforma. Platforma jest tylko narzędziem do pozyskania tego kapitału. Kolejnym elementem jest przemyślany model biznesowy, z jasno określonymi celami. Trzecią sprawą jest wycena, która powinna odzwierciedlać realną rynkową sytuację. 

 

Dziewięć spółek to rzeczywiście niewiele, czy wynika to z waszej rygorystycznej selekcji?

To wcale nie jest tak, że Beesfund prowadzi selekcję, w zasadzie każdy, kto do nas przychodzi, może wejść na naszą platformę. My oczywiście pracujemy z tymi spółkami i pomagamy przygotować ich emisje. Chodzi o to, że my nie jesteśmy platformą, która przegląda rynek, wybiera jedną spółkę i pokazuje niejako „to jest ta spółka, w nią warto inwestować” to tak nie działa. Jesteśmy tablicą ogłoszeniową, można do nas przyjść i się ogłosić.

 

Czego życzyć Beesfundowi na najbliższe pięć lat? Dobrych zmian prawnych?

Obecne zmiany prawne są dobre, zapowiadają się jeszcze lepsze, ponieważ UE reguluje już platformy crowdfundingowe i equity crowdfundingowe ma też w planie stworzyć transeuropejski rynek crowdfundingowy. A samemu Beesfundowi należy życzyć, aby za 5 lat był obecny we wszystkich krajach Międzymorza, Berlinie, Londynie i żeby stał się największą platformą Międzymorza i robił kilkaset emisji rocznie.


Karol Piotrowski

Redaktor portalu FXMAG.pl

Przejdź do artykułów autora
Zamknij

Koszyk