• Odbierz prezent
Frankowicze mogą czekać krócej na rozstrzygnięcia, jednak sądy muszą działać mniej asekuracyjnie

Nawet najprostsza sprawa kredytowa potrafi trwać latami. Przyczyniają się do tego m.in. braki kadrowe w sądach oraz niskie wynagrodzenia biegłych. Część takich spraw nie wymaga jednak przygotowywania opinii czy też słuchania świadków. Sądom niestety wciąż brakuje odwagi w oddalaniu nieistotnych wniosków dowodowych. Nie mają wyrobionego stanowiska co do merytorycznego rozstrzygnięcia. Nie korzystają również z instytucji wyroku wstępnego, przewidzianej w art. 318 k.p.c. Konieczne jest takie prowadzenie procesów, aby postępowania trwały krócej. Trzeba też podnieść wynagrodzenia biegłych.

Dlaczego tak długo?

Rzetelne rozpoznanie sprawy kredytu frankowego nie wymaga długotrwałego procesu. W praktyce jest jednak inaczej. Długi czas postępowania stanowi problem systemowy dla całego polskiego sądownictwa. Przyczyną takiego stanu rzeczy są m.in. bardzo częste zmiany przepisów regulujących postępowanie, braki kadrowe zarówno wśród sędziów, jak i personelu administracyjnego sądów.

W przypadku spraw kredytowych dodatkowym obciążeniem jest nadmierna skłonność sądów do rozpoznawania wszystkich wniosków dowodowych zgłaszanych przez strony. Wynika to z chęci uniknięcia zarzutów apelacyjnych dotyczących niepełnego postępowania dowodowego. Tymczasem na opinię biegłego w takiej sprawie trzeba czekać nawet od 6 do 12 miesięcy. Nie jest to zaskakujące, skoro specjaliści w zakresie finansów, bankowości i rachunkowości finansowej otrzymują zapłatę w wysokości 32,39 zł brutto za godzinę pracy. Przy tak niskim wynagrodzeniu brakuje chętnych do prowadzenia tego typu działalności na rzecz sądów.

Należy pamiętać, że spory frankowe w przeważającej mierze dotyczą interpretacji prawa – postanowień zawartej umowy kredytowej. W większości przypadków sądy mogłyby orzekać wyłącznie na podstawie zgromadzonych dokumentów, ewentualnie przesłuchując na jednej rozprawie kredytobiorców. Wymaga to jednak od sądu znajomości tego typu umów, wyrobionego stanowiska w ich ocenie, stanowczości i odwagi w oddalaniu wniosków dowodowych.

Trzeba również stanowczo podkreślić, że jak najdłuższe trwanie procesu leży w interesie banku. W tym czasie obraca on środkami, które w przypadku szybkiego wyroku musiałby wypłacić kredytobiorcy. Widmo kilkuletniego procesu często skutecznie zniechęca frankowiczów do podejmowania działań, na czym również zależy kredytodawcy.

Pozorne czynności

Skoro umowa kredytowa jest od początku nieważna, to nie było podstawy do pobierania przez bank jakichkolwiek rat. Wszystkie powinny zatem zostać zwrócone (ewentualnie z uwzględnieniem okresu przedawnienia roszczeń). Wysokość zwracanej kwoty wynika wprost z zaświadczeń banku dot. historii kredytu. Ustalenie wysokości roszczenia nie wymaga zatem opinii biegłych (por. wyrok Sądu Apelacyjnego w Warszawie, sygn. V ACa 567/18).

Sytuacja jest bardziej skomplikowana, jeśli sąd uznaje, że umowa jednak jest ważna i należy ją wykonywać, ale bez pewnych – niedozwolonych – postanowień. W takim przypadku trzeba ustalić prawidłową wysokość rat. Opinie biegłych są wówczas niezbędne, bo banki, dla zasady, nie zgadzają się z wyliczeniami przedstawionymi przez kredytobiorców, sporządzanymi również przez specjalistów i zbieżnymi z obliczeniami biegłych sądowych. W przypadku wyliczeń analityków współpracujących z kancelarią różnice pomiędzy obliczeniami wynoszą zwykle od kilkunastu groszy do kilkunastu złotych.

Do rozstrzygnięcia sporu nie są także potrzebne informacje na temat tego, jak były ustalane kursy walut ani jakie były źródła finansowania działalności banku (por. Sąd Okręgowy w Warszawie, sygn. XXV C 3104/18). A jednak sądy często powołują świadków, aby to ustalać. Można to zrozumieć, jeśli są to osoby podpisujące umowę w imieniu kredytodawcy, mające faktyczny kontakt z kredytobiorcami. Nie ma jednak żadnego powodu, by przesłuchiwać pracowników, opisujących wewnętrzne regulacje czy działalność operacyjną banku. Są to okoliczności, o których kredytobiorcy nie byli informowani. Nie mają one znaczenia dla oceny, czy umowa była uczciwa.

Oddalenie wniosku dowodowego to jednak dla sądu zawsze ryzyko. Strona przegrywająca może bowiem w apelacji zarzucić, że był to dowód istotny dla sprawy, który sąd niesłusznie pominął. Nie znając treści zeznań albo opinii biegłego, trudno przecież ocenić ich wagę. Niemniej strona, która wskazuje dowód, musi z góry określić okoliczności, jakie mają zostać przy jego pomocy wykazane. Przed dopuszczeniem dowodu sąd powinien rozważyć, czy są to okoliczności rzeczywiście istotne dla rozstrzygnięcia sprawy.

Tytułem przykładu, dla powszechnego przyjęcia przez sądy, że ważne jest brzmienie umowy w dniu jej zawarcia, a nie sposób wykonywania (co opisują świadkowie powoływani przez banki i czasami biegli), konieczna była uchwała Sądu Najwyższego z 20.06.2018 r. (III CZP 29/17). Tymczasem wynika to wprost z brzmienia art. 3852 kodeksu cywilnego. Obecnie nie jest to już kwestionowane w orzecznictwie. Jednak nadal sądy badają okoliczności, które nie mają znaczenia dla sprawy. Zdarza się, że robią tylko po to, by w uzasadnieniu wyroku napisać, że dowód ten nie miał znaczenia dla rozstrzygnięcia.

Przyspieszanie spraw

Na czas rozpoznawania sprawy mają wpływ także strony postępowania. Pomocne jest pisanie zwięzłych, konkretnych pism, z których jasno wynika podstawa żądania. Pełnomocnicy powinni dążyć do wykazania zasadności roszczenia kredytobiorców bez konieczności przeprowadzania długotrwałego postępowania dowodowego.

Jednak trzeba pamiętać o tym, że procesowym uprawnieniem pełnomocników kredytobiorców jest jedynie wyrażenie stanowiska w przedmiocie wniosku dowodowego strony przeciwnej. W przypadku jego dopuszczenia przez sąd możliwe jest tylko złożenie zastrzeżenia, które ewentualnie będzie rozpoznane dopiero w postępowaniu apelacyjnym. Zatem nie przyspieszy ono w żaden sposób rozpoznania sprawy.

Warto podkreślić, że pojawiają się wyroki, także sądów apelacyjnych, w których sądy ograniczają postępowanie dowodowe do rzeczywiście istotnych kwestii. Wymaga to jednak przemyślenia przez sąd meritum sprawy na bardzo wczesnym etapie. Być może pewną poprawę przyniosą wprowadzone ostatnio tzw. posiedzenia przygotowawcze, służące organizacji i zaplanowaniu postępowania. Po stronie pełnomocników jest jednak obawa, że będzie to dodatkowy, „pusty” termin, odsuwający w czasie merytoryczne czynności.

Niezbędne jest również utrwalenie w praktyce obowiązujących zasad procesowych. Wtedy postępowania będą trwały zdecydowanie krócej. Sądy, pełnomocnicy i biegli muszą wiedzieć, jak rozumieć określone przepisy, jak są one intepretowane przez sądy odwoławcze i jak faktycznie funkcjonują. Tymczasem kodeks postępowania cywilnego jest zmieniany nawet kilka razy w roku. Jeśli sądy ani pełnomocnicy nie wiedzą, jak wyższe instancje będą intepretować regulacje ustawowe, to działają do przesady formalnie. Po każdej zmianie prawa zarówno sąd, jak i strony muszą nauczyć się je rozumieć i interpretować.

Z kolei w celu skrócenia terminów sporządzania opinii przez biegłych (nie tylko w sprawach kredytowych), konieczne jest zwiększenie ich wynagrodzenia. Musi ono motywować do sprawnej pracy i odpowiadać zdobytym, wysokim kwalifikacjom.

Przy braku wsparcia ustawodawcy, niedofinansowaniu wymiaru sprawiedliwości i rozwiązań systemowych, usprawnienie postępowań sądowych wymaga współpracy wszystkich stron, choć mających różne interesy. Sądy powinny śmielej korzystać z już dostępnych możliwości i podejmować decyzje w zakresie postępowania dowodowego, kierując się ich rzeczywistą potrzebą, a nie obawą przed oceną sądu odwoławczego. Pełnomocnicy mogą zaś wpływać na czas potrzebny do zapoznania się ze sprawą, konstruując zwięzłe, czytelne pozwy i inne pisma procesowe.

Autorem publikacji jest adwokat Jakub Bartosiak z Kancelarii MBM Legal


Serwis Agencyjny MondayNews

Przejdź do artykułów autora
Artykuły, które powinny Cię zaciekawić..
Zamknij

Koszyk