• Odbierz prezent
Drukarki w ruch? QE, czyli nie taki znowu dodruk pieniądza
fot. freepik.com

Pandemia na dobre odmieniła zarówno nasze życie społeczne, jak też gospodarcze. Nie można się łudzić, że istnieje jeszcze możliwość powrotu do przeszłości. Pewne zmiany zostaną już z nami na dobre – również w polityce banków centralnych. O ile pierwotnie programy luzowania ilościowego (QE) były swoistą egzotyką dla większości krajów, o tyle kryzys koronawirusowy na dobre przyzwyczaił rynki do kroplówki czystej płynności. Wiele wskazuje jednak na to, że czas najgorszego kryzysu powoli się kończy, a z nim – również kroplówka. Pora zatem zebrać informacje, czym w istocie jest oraz jak ją odłączyć.

„Skrzynka narzędziowa” banków centralnych

Część komentatorów rynkowych o skrajnych poglądach, obwiniających banki centralne o podwyższoną inflację (nade wszystko wiążąc ją z luzowaniem ilościowym), zastanawia się, po co w ogóle jeszcze istnieją te instytucje. Czyż nie jedynie po to, by emitować pieniądz? W istocie banki centralne wciąż odgrywają kluczową rolę regulatorów rynków finansowych, a także stabilizują wszelkie tąpnięcia. Mówi się w końcu, że bank centralny jest pożyczkodawcą ostatniej instancji – w czasach kryzysowych to właśnie ku niemu zwracają się m.in. banki komercyjne.

Banki centralne mają bowiem podstawowe zadanie, definiujące sens ich istnienia. W zależności od państwa są ustawowo zobowiązane do zapewnienia celów stabilności poziomu cen, wspierania wzrostu gospodarczego, dobrobytu społecznego, wartości waluty krajowej czy dążeń do maksymalizacji zatrudnienia w gospodarce. Mandaty te realizują poprzez prowadzoną przez siebie politykę pieniężną, która znacznie wykracza poza zwykłą emisję pieniądza.

Drukarki w ruch? QE, czyli nie taki znowu dodruk pieniądza - 1

By realizować ową politykę, banki centralne mają do dyspozycji spektrum narzędzi, z których społeczeństwo najszerzej kojarzy stopy procentowe. To bowiem właśnie ten instrument jest przedmiotem zainteresowania wszystkich kredytobiorców (szczególnie, że kredyty ze stałym oprocentowaniem to w Polsce rzadkość). Oprócz tego, realizowane są tzw. operacje otwartego rynku z bankami komercyjnymi, by dostarczyć im (lub przejąć od nich) tzw. płynność (upraszczając – środki do dyspozycji). „Skrzynka narzędziowa” banków centralnych jest jednak szersza. Zawiera również instrumenty niestandardowe, choć obecnie trudno postrzegać je jako wyjątkowe.

Zacznijmy od forward guidance, czyli polityki informacyjnej prowadzonej przez bank. Należą do niej: informowanie rynku o swoich działaniach, dostarczanie wskazówek co do przyszłych scenariuszy czy przygotowywanie sobie gruntu pod jakąś decyzję. Zarówno konferencje prasowe prowadzone przez prezesa NBP Adama Glapińskiego, jak i wypowiedzi medialne członków RPP są elementem polityki informacyjnej banku centralnego. Warto jednak dodać, że sam prezes Glapiński wskazywał na niską skuteczność forward guidance.

Dla większości banków centralnych państw rozwiniętych, niestandardowym narzędziem są również interwencje walutowe, a więc działania podejmowane bezpośrednio na rynku Forex w celu obrony albo osłabienia kursu własnej waluty. Ich skuteczność w ramach systemu płynnych kursów jest jednak stosunkowo niska, patrząc z perspektywy długookresowej. NBP, podobnie jak inne banki, stara się raczej wygładzać wahania, które są zbyt gwałtowne. W czasie trudności gospodarczych dąży się do osłabienia waluty krajowej, co obniża swoiście rozumianą rynkową stopę procentową, poprawiając przy tym konkurencyjność produktów na rynku międzynarodowym, a tym samym dostarcza dodatkowego wsparcia.

Jednak wszystkie te narzędzia mogą okazać się zbyt słabe w obliczu gwałtownego wstrząsu gospodarczego, szczególnie gdy istnieje ryzyko wpadnięcia w tzw. pułapkę płynności. To sytuacja, w której stopy procentowe spadły tak nisko (domyślnie 0%), że dalsze ich cięcia przestają działać stymulująco na gospodarkę. Innymi słowy, nikt nie kupuje obligacji, bo stopy mogą już tylko wzrosnąć, a wzrost stóp to spadek cen obligacji (nie kupuje się bowiem, gdy wiadomo, że jest najdrożej). Jest to zatem swoista podłoga efektywności stóp. Oczywiście można ciąć (jak chociażby Szwajcarzy czy Japończycy) stopy poniżej zera, jednak jest to ryzykowna gra i – podobnie jak wcześniej przy QE – bankierzy centralni na ogół starają się jej unikać.

W takich właśnie silnych kryzysach do gry wchodzi luzowanie ilościowe, zwane Quantitative Easing (QE). Bank centralny, jak każdy podmiot gospodarczy, posiada swój bilans – aktywa, którymi dysponuje oraz pasywa jako źródła ich finansowania (bank centralny jako jedyny może tworzyć aktywa i pasywa „z powietrza”, emitując walutę). W przypadku QE, bank jako instrument polityki stosuje… samego siebie, a dokładnie swój bilans, który puchnie pod wpływem skupowanych z rynku obligacji.

Artykuł jest dostępny dla czytelników magazynu FXMAG.

Chcesz uzyskać dostęp do artykułu?


Dawid Lesznik, CIIA

Certified International Investment Analyst, Makler Papierów Wartościowych nr 3348. Ekonomista, analityk rynków finansowych i manager pionu analitycznego w Squaberze. Specjalizuje się w zagadnieniach z zakresu polityki monetarnej, analizy makroekonomicznej i finansów behawioralnych.

Przejdź do artykułów autora
Artykuły, które powinny Cię zaciekawić..
Zamknij

Koszyk