• Odbierz prezent
Dolar pod 3,71 PLN. Euro blisko 4,41 zł. Frank przy 4,10 złotego. Komentarz walutowy – Jerome w Krainie Czarów

Sympozjum w Jackson Hole jest z założenia miejscem wysublimowanej debaty na temat znaczenia polityki pieniężnej, jej wyzwań i ograniczeń. Rynki jednak w tym tygodniu nie chciały słuchać debat. Chciały jedynie usłyszeć z ust szefa Fed zwrot „uśredniony cel inflacyjny”. Tak też się stało. Na czym polega nowe podejście Fed? W zasadzie jest to nadanie ram programowych podejściu, które Fed sygnalizował już od długiego czasu – cel inflacji na poziomie 2% jest symetryczny. Oznacza to, że zbyt niska inflacja jest tak samo niepożądana, jak zbyt wysoka.

Teraz jednak Fed jasno podkreśla, że będzie chciał mieć inflację średnio na poziomie 2%, a to oznacza, że po okresie kiedy jest ona niższa (jak teraz, a w zasadzie jak przez niemal całą ostatnią dekadę) nie będzie reagował na jej wzrost podwyżkami stóp przez jakiś czas. Mało tego, Powell zasugerował, że mocny rynek pracy wcale nie musi rodzić presji inflacyjnej i dlatego spadek bezrobocia nie będzie miał wpływu na decyzje Fed, ale już wzrost i owszem. W teorii brzmi to pięknie – Fed wypracuje wyższą, ale stabilną inflację, gospodarka będzie dzięki temu szybciej się rozwijać. Tyle, że nie ma żadnych podstaw, aby zakładać sukces tego eksperymentu. Wręcz przeciwnie, trudno dziś nie spisywać go na porażkę. Idealnym przykładem jest Japonia, gdzie bank centralny przez lata nie był w stanie wywiązać się z niskiego celu inflacyjnego, a jednak w 2013 roku podniósł go z 1 do 2%. Inflacja wzrosła przez moment w wyniku… podwyższenia podatku od sprzedaży, po czym spadła znów wyraźnie poniżej 1%. Japonia rozwijała się przez chwilę szybciej dzięki ogromnemu osłabieniu jena, ale ten efekt zniknął i nie widać trwałej poprawy. Tymczasem bank centralny zmonopolizował rynek długu i stał się głównym akcjonariuszem na giełdzie. Shinzo Abe dziś odchodzi z powodów zdrowotnych i niestety jego Abenomics trzeba określić jako porażkę. To, że Fed chciałby wyższej, ale stabilnej inflacji nie oznacza, że tak będzie, bo jak sam Powell przyznał, możliwości oddziaływania za pomocą stopy procentowej wyczerpują się. Na konferencji próżno było jednak czekać na trudne i krytyczne pytania. Na przykład takie, czy po bank centralny nie doszedł do limitu swoich (sensownych) możliwości i powinien to rządzącym zakomunikować wprost, aby wzięli się do pracy zanim będzie za późno. Wszyscy jednak doskonale wiedzą, że to skończyłoby się rynkową katastrofą. Rentowności obligacji wystrzeliłyby w górę, powodując wyprzedaż wszystkiego od akcji, przez obligacje korporacyjne, po złoto. Rynek chciał usłyszeć, że Fed „zrobi więcej” i dostał to, czego chciał. Muzyka dla giełdowej hossy gra dalej. Dziś najważniejsza publikacja makroekonomiczna to właśnie dane o inflacji PCE z USA. Rynek oczekuje wzrostu, ale konsensus na bazowy PCE to 1,2% - nadal sporo poniżej celu Fed.

Na rynku walut obserwujemy spore osłabienie dolara. O 9:15 dolar (USD) kosztuje 3,7085 złotego, euro (EUR) 4,4071 złotego, frank (CHF) 4,0994 złotego, zaś funt (GBP) 4,9268 złotego.


Przemysław Kwiecień

Główny Ekonomista X-Trade Brokers. Doktor nauk ekonomicznych Uniwersytetu Warszawskiego, absolwent UW i London Metropolitan University (tytuł MSc). Najlepszy analityk makroekonomiczny 2014 roku według NBP, Rzeczpospolitej i Parkietu. Wielokrotnie w czołówce rankingów prognoz walutowych agencji Bloomberg.

Przejdź do artykułów autora
Artykuły, które powinny Cię zaciekawić..
Zamknij

Koszyk