• Sklep
  • Odbierz prezent
  • Sklep
  • Odbierz prezent
Deflacja – dlaczego taniej znaczy gorzej?
Z artykułu dowiesz się:

- Dlaczego obniżający się poziom cen jest negatywny dla gospodarki

- Jakie są pzryczyny deflacji

- Jakie konsekwencje dla gospodarki niesie za sobą deflacja

Nazwisko Alana Greenspana na przestrzeni kilku ostatnich dekad było z pewnością na całym świecie wielokrotnie odmieniane przez wszystkie przypadki. Mający w pewnym stopniu polskie korzenie (jego matka wywodziła się z rodziny polskich Żydów z Buczacza) ekonomista przez niemal 20 lat piastował bowiem urząd Szefa Rezerwy Federalnej (znanej też jako Fed). Tak bogate doświadczenie wręcz zabrania wątpić w jego słowa, jeśli mowa o kwestiach takich jak gospodarka, a zwłaszcza polityka monetarna. Z drugiej strony jedno z jego stwierdzeń „jedyna rzecz, której się bardziej boję niż inflacji, to deflacja” daje poniekąd do myślenia.

 

Analizując bowiem „na zdrowy rozum” proponowaną przez PWN definicję tego zjawiska:

deflacja [łac. deflo ‘zdmuchuję’] –zmniejszanie się przeciętnego poziomu cen,

można zacząć się zastanawiać co złego jest w tym, że przy danym poziomie zarobków jesteśmy w stanie zakupić więcej dóbr i usług? Przykładowo zarabiając 2500 zł miesięcznie wskutek hipotetycznej, mocno abstrakcyjnej i wynoszącej 20% deflacji, zamiast 1000 bochenków chleba wartych 2,5 zł każdy jesteśmy teoretycznie w stanie kupić aż 250 bochenków więcej. Gdzie zatem tkwi pułapka w przedstawionym powyżej rozumowaniu?

 

Przede wszystkim źródłem nieporozumień w pojmowaniu deflacji jest krótkookresowa perspektywa towarzysząca analizie wad i zalet tego zjawiska. Przyjmując bowiem powyższe rozumowanie zatrzymujemy się jedynie na spadku cen, który jest zwykle zaledwie pierwszym ogniwem w złożonej reakcji łańcuchowej. Zanim jednak przedstawione zostanie do czego prowadzi taki spadek, warto poznać przyczyny wzrostu wartości pieniądza. Najprostsza interpretacja prowadzi do podstawowej w ekonomii teorii popytu i podaży. W skrócie – jeżeli w obrocie gospodarczym jest mało pieniędzy, wówczas rośnie ich wartość. Wnikając głębiej w to zagadnienie, powstaje pytanie o źródła małej ilości pieniędzy na rynku. Spośród różnych przyczyn warto wymienić kilka najważniejszych:

  • Niedostosowanie podaży pieniądza przez bank centralny,
  • Kryzysy gospodarcze i skłonność do lokowania gotówki w towarach,
  • Ograniczenie akcji kredytowej przez banki (np. wskutek negatywnych doświadczeń w związku z problemami ze ściąganiem należności).

 

W dalszej kolejności łańcuch następstw tego zjawiska przedstawia się w następujący sposób:

  • Spadek podaży pieniądza prowadzi do wzrostu stopy procentowej.
  • Wzrost stopy procentowej prowadzi do spadku konsumpcji i popytu na produkty przedsiębiorców.
  • W rezultacie pojawiają się zapasy, które są sprzedawane po obniżonych cenach.
  • Producenci ponoszą stratę, a do sytuacji na rynku dostosowują się przez zmniejszenie produkcji.
  • Prowadzi to do zmniejszenia zatrudnienia lub/i obniżenia płac.
  • W związku z powyższym firmy również nie zaciągają kredytów, co ma również związek z brakiem inwestycji (jeden ze składników PKB).

 

Jak zatem można zauważyć, wystarczy zmienić perspektywę w patrzeniu na deflację z „tu i teraz” na „co będzie dalej?”, by zauważyć, że deflacja w głębszym sensie może mieć katastrofalne skutki chociażby dla producentów, a także dla samych konsumentów (np. wskutek cięć etatów wymuszonych przez spadek popytu). Ponadto warto mieć na uwadze fakt, że walka z deflacją jest także w interesie państwa i elit. Po pierwsze, spadek sprzedaży towarów prowadzi do niższych wpływów do budżetu z tytułu podatków, zaś wzrost bezrobocia do wzrostu wydatków w postaci transferów (np. zasiłki). Ponadto pojawienie się deflacji powoduje wzrost realnego oprocentowania długu publicznego. Realne oprocentowanie uwzględnia zjawisko inflacji/deflacji oraz związany z nią spadek/wzrost wartości pieniądza. Najprościej różnicę między ujęciem realnym i nominalnym można zrozumieć na przykładzie wzrostu płac. Przykładowo w ujęciu nominalnym wzrost emerytur o 10% mógłby zagwarantować niejednej elicie rządzącej gigantyczny wzrost poparcia. Z drugiej strony jeżeli temu wzrostowi towarzyszyłby identyczny wzrost cen, realnie nie nastąpiłaby tak naprawdę żadna zmiana siły nabywczej konsumentów.

 

Wracając do zagadnienia deflacji, problem jest o tyle skomplikowany, że w wypadku jej występowania nawet obniżenie przez bank centralny stopy procentowej do 0% sprawi, że w ujęciu realnym stopa procentowa będzie większa od 0, co wynika ze wzoru na realną stopę procentową:

FXMAG forex deflacja – dlaczego taniej znaczy gorzej? deflacja kryzysy gospodarcze stopa procentowa stopa inflacji 1

Gdzie: rr – stopa realna, r – stopa nominalna, i – stopa inflacji

Jeżeli stopa nominalna będzie wynosiła 0 oraz zaistnieje deflacja (czyli i mniejsze niż 0), wówczas bez względu na to jak duża będzie deflacja, realna stopa procentowa zawsze będzie dodatnia (ponieważ licznik i mianownik będzie większy od 0, a iloraz dwóch liczb dodatnich daje zawsze liczbę dodatnią). Przykładowo, dla zerowej nominalnej stopy procentowej oraz deflacji 10% (inflacji równej -10%), stopa realna wyniesie: 0,1/1.1 = 9,1%

Z drugiej strony ogłoszenie przez bank zerowej stopy procentowej oznacza de facto rezygnację z polityki monetarnej, ponieważ teoretycznie niemożliwe jest wprowadzenie ujemnych stóp procentowych (co jednak w praktyce okazało się realne, np. w Danii w 2012r.). Wynika to z faktu, że np. wprowadzenie nominalnej stopy procentowej rzędu -1% prowadzi do sytuacji, w której bank pożyczając 100 dolarów, odzyskuje tylko 99, co (w ujęciu nominalnym) stoi w sprzeczności z jego celem, którym jest działalność nastawiona na zysk.

Kolejnym czynnikiem hamującym wyjście z powyższej spirali jest fakt, że występowanie deflacji zniechęca do wydawania pieniędzy racjonalnie działających przedsiębiorców. Wynika to z faktu, że deflacja bez podejmowania jakichkolwiek wysiłków powoduje, że realna wartość zgromadzonych przez nich środków rośnie, a np. każda posiadana przez nich złotówka lub jednostka dowolnej innej waluty z samym upływem czasu pozwala na zakup większej liczby dóbr.

Śledząc krok po kroku powyższe rozumowanie można bez większego wahania stwierdzić, że przytoczone w pierwszym akapicie słowa Alana Greenspana wcale nie są pozbawione logiki i racjonalizmu. Wystarczy jedynie wyjść z pułapki myślenia krótkookresowego, by zauważyć, że spadek cen paradoksalnie wcale nie jest niczym dobrym dla gospodarki i należy się go wystrzegać prawdopodobnie jeszcze bardziej niż inflacji.


Marek Pytka

Absolwent studiów na Uniwersytecie Ekonomicznym w Krakowie. Jego szerokie zainteresowania obejmują m.in. analizę fundamentalną oraz rozkładanie na czynniki pierwsze wpływu zjawisk gospodarczych na sytuację na rynkach finansowych.

Przejdź do artykułów autora
Artykuły, które powinny Cię zaciekawić..
Zamknij

Koszyk