• Sklep
  • Odbierz prezent
Debiut Slack Technologies - najmłodszy jednorożec wchodzi na amerykańską giełdę

Na publiczny rynek wkracza kolejna spółka technologiczna z ciekawym produktem, obiecującymi perspektywami rozwoju, sporą rozpoznawalnością i… brakiem jakichkolwiek zysków z działalności. Slack Technologies, młody amerykański startup rozwijający wielofunkcyjną aplikację komunikatora dla firm i zespołów projektowych o nazwie Slack wchodzi na nowojorską giełdę. Spółka, która zaledwie w ciągu kilku miesięcy stała się „jednorożcem”, przekraczając wycenę miliarda dolarów, będąca ulubieńcem inwestorów instytucjonalnych mocno wierzących w jej sukces, zostanie zweryfikowana przez publiczny rynek. Co do zaoferowania inwestorom ma jeden z najszybciej zyskujących na wartości amerykańskich startupów oraz dostawca jednej z najpopularniejszych platform komunikacyjnych dla firm i zespołów projektowych?

 

Debiut bez prospektu

Slack Technologies rozpocznie notowania na nowojorskiej giełdzie NYSE pod znamiennym tickerem WORK w czwartek 20 czerwca, debiutując w nietypowej formie tzw. direct listingu (direct IPO, czyli DPO). Oznacza to, że w przeciwieństwie do tradycyjnej pierwszej oferty publicznej, spółka nie wyemituje żadnych nowych akcji, zamiast tego dając możliwość zbycia ich na publicznym rynku dotychczasowym udziałowcom (bez 180-dniowego lockupu, jak ma to miejsce w IPO). Na debiut w podobnej formie zdecydował się w kwietniu zeszłego roku serwis streamingowy Spotify, nie mógł on jednak zostać zaliczony do udanych. Szacunkowa wycena Slack Technologies na debiucie - zgodnie z przewidywaniami - ma wynieść ok. 17 mld dolarów, co przy liczbie 117 mln akcji oznacza kurs na poziomie ok. 145 dolarów.

 

Rozwój bez zysków

Nie jest niespodzianką, że Slack - jako stosunkowo młoda spółka technologiczna - wciąż nie osiąga rentowności, konsekwentnie księgując straty i opierając swoją działalność na hojnym finansowaniu ze strony funduszy VC. Jest to przypadek znany chociażby ze spółek takich jak niedawno debiutujący na giełdzie Uber, czy Spotify, które wciąż znajdują się na etapie zwiększania przychodów, poszerzania bazy klientów oraz intensywnych inwestycji w rozwój.

Slack w 2018 r. poniósł stratę w wysokości 140,7 mln dolarów, rok wcześniej było to 181 mln dolarów, zaś w 2016 r. 146 mln USD. Jeśli chodzi o osiągane przychody, tempo ich wzrostu jest zauważalne, choć w ostatnim roku uległo ono zmniejszeniu - w 2016 r. Slack osiągnął przychód na poziomie 105 mln dolarów, w 2017 r. było to już 220 mln dolarów (wzrost o 109,5%), natomiast w zeszłym roku spółka osiągnęła rekordowe przychody na poziomie 400 mln dolarów. Mimo tego, że wynik ten jest niemal dwukrotnie wyższy od osiągniętego rok wcześniej, tempo wzrostu nie zostało zachowane, gdyż wyniosło „jedynie” niecałe 82%. Warto jednak zestawić zeszłoroczny wynik z tym, osiągniętym w 2016 r. - wówczas Slack ponosił straty, które przewyższały przychody. W 2016 r. zysk wyniósł 105 mln dolarów przy stracie 146 mln dolarów, podczas gdy w zeszłym roku Slack osiągnął wspomniane wyżej 400 mln dolarów zysku przy stracie niższej niż w 2016 r. - niecałych 141 mln USD. Wskazuje to na wysoką dynamikę rozwoju i daje optymistyczne perspektywy na przyszłość. W pierwszym kwartale tego roku Slack osiągnął przychody na poziomie niecałych 135 mln dolarów, co jest wzrostem o 67% w stosunku do poprzedniego roku. Oprócz tego, spółka prognozuje, że w 2019 r. osiągnie zysk na poziomie przynajmniej 590 mln dolarów, co oznaczałoby wzrost o 47,5% w stosunku r/r.

 

Jak (nie) zarabia Slack?

Spółka rozwija aplikację wielofunkcyjnego komunikatora oraz zintegrowanej chmury danych dla firm i zespołów projektowych, dostępnych zarówno w formie programu na najpopularniejsze systemy operacyjne, jak i aplikacji mobilnej oraz wersji dostępnej z poziomu przeglądarki internetowej. Korzystanie z podstawowych funkcjonalności aplikacji jest całkowicie darmowe, Slack nie wyświetla również reklam, w przeciwieństwie np. do Skype. Należy więc zadać pytanie o model biznesowy spółki, czyli po prostu - z czego utrzymuje się Slack (pomijając hojne dofinansowania od funduszy VC)?

Darmowa wersja komunikatora Slack pozwala na naprawdę dużo - w przeciwieństwie do wielu podobnych usług nie znajdziemy tutaj czasowych limitów konkretnych funkcjonalności czy irytujących ograniczeń podstawowych funkcji. Darmowy plan pozwala na stworzenie zespołu projektowego bez ograniczeń liczby jego członków i bez limitów tworzenia nowych kanałów komunikacyjnych. Oprócz tego, integracja z ponad 160 zewnętrznymi aplikacjami z poziomu panelu Slacka (takimi jak m.in. Google Docs, Trello, Github, czy od niedawna również Skype) również dostępna jest dla użytkowników darmowej wersji komunikatora (z ograniczeniem do dziesięciu). Po co więc w ogóle ktokolwiek miałby płacić za korzystanie ze Slacka?

Płatne plany abonamentowe aplikacji zapewniają przede wszystkim zachowanie pełnej historii konwersacji, znacznie wyższe limity chmury danych, narzędzia analityczne, wsparcie techniczne, nielimitowaną liczbę integracji z zewnętrznymi usługami, czy chociażby możliwość przeprowadzenia wideokonferencji (w darmowej wersji można rozmawiać wyłącznie 1:1). Nie są to funkcjonalności, których brak utrudnia codzienne korzystanie ze Slacka, jednocześnie zaś są one nieodzowne dla firm i profesjonalnych zespołów, które chcą oprzeć komunikację w organizacji na wielofunkcyjnej platformie, pozwalającej na wykonanie wielu zadań w oknie jednej aplikacji.

Slack oferuje model abonamentowy za 6,67 dolara oraz za 12,50 dolara miesięcznie od każdego aktywnego członka zespołu, a także plan dla większych firm, którego warunki ustalane są indywidualnie.

Z usług Slacka korzystają obecnie m.in. redakcja The New York Times, NASA, urzędnicy Amerykańskiego Departamentu Stanu, PayPal, czy chociażby… zespół portalu FXMAG.

Przychody Slacka generowane są w ogromnej mierze przez dużych klientów, korzystających z indywidualnych planów korporacyjnych, co jest interesujące ze względu na fakt, że początkowo miał być to minimalistyczny i atrakcyjny wizualnie komunikator dla start-upów i niewielkich zespołów projektowych. Jak wynika z ostatniego raportu opublikowanego przez spółkę, z płatnych planów Slacka pod koniec stycznia korzystało ponad 95 tys. klientów, jednak jedynie 645 z nich (czyli niecałe 0,7%) odpowiadało za ponad 40% całego przychodu spółki. Pokazuje to, że Slack nie byłby w stanie funkcjonować wyłącznie w oparciu o plany abonamentowe dla małych zespołów i jasno wskazuje na strategię rozwoju aplikacji w stronę zainteresowania jej wykorzystaniem przez kolejne duże firmy. W 2016 r. Slack posiadał 37 tys. klientów opłacających subskrypcję, zaś w 2017 r. liczba ta wynosiła już 59 tys.

Jak nietrudno się domyślić, największa baza użytkowników Slacka to organizacje korzystające z podstawowego, darmowego planu - pod koniec stycznia z bezpłatnej wersji komunikatora korzystało ponad pół miliona firm i zespołów projektowych. Bez wątpienia w przyszłości Slack będzie próbował zaktywizować tę ogromną grupę użytkowników do przejścia na płatne plany abonamentowe. Obecnie spółka nie ma w planach wprowadzania reklam do chwalonego za przejrzystość i estetykę interfejsu aplikacji, jednakże nie jest wykluczone, że w przyszłości funkcjonalność darmowego planu będzie systematycznie ograniczana, tak aby nie stracić dotychczasowych użytkowników, jednocześnie zachęcając ich do zakupu planu abonamentowego. Aktualnie ze Slacka korzysta ponad 10 mln osób dziennie, z czego przynajmniej połowa jest z nim połączona dłużej niż kilka godzin.

 

FXMAG akcje debiut slack technologies - najmłodszy jednorożec wchodzi na amerykańską giełdę slack nyse ipo spotify uber 1

Liczba firm korzystających z płatnych planów Slacka, określone na podstawie roku fiskalnego, źródło: Investing

 

Aplikacja z przypadku

Pochodząca z San Francisco spółka Slack Technologies istnieje od sierpnia 2014 r., jednak jej korzenie sięgają 2009 r. Początkowo nosiła nazwę Tiny Speck i była firmą software’ową, zajmującą się produkcją i rozwojem niespecjalnie udanej gry komputerowej Glitch, wydanej w 2011 r. i zarzuconej niewiele ponad rok później. Podczas prac nad grą zespół developerów opracował komunikator do użytku wewnętrznego, który miał pomóc we współpracy pomiędzy nierzadko pracującymi z różnych miejsc świata programistami. Tak też powstała pierwsza wersja aplikacji „Searchable Log of All Conversation and Knowledge” (ang. łatwa do przeszukania baza wszystkich rozmów i wiedzy), od której pochodzi nazwa komunikatora Slack. Po porażce gry Glitch, zespół Tiny Speck postanowił zająć się rozwojem samego Slacka, zdając sobie sprawę z tego, że jeżeli musiał on stworzyć ją samodzielnie od podstaw, to oznacza to, że brakuje podobnych aplikacji dla zespołów projektowych na rynku. W sierpniu 2014 r. spółka zmieniła nazwę na Slack Technologies i oddała się całkowicie rozwojowi swojego jedynego produktu.

Okazało się to strzałem w dziesiątkę, gdyż spółka szybko stała się „oczkiem w głowie” funduszy VC, dostrzegających potencjał w rozwoju nowej aplikacji. Jeszcze przed zmianą nazwy, spółka otrzymała 17 mln dolarów m.in. od Andreseen Horowitz na rozwój Slacka. Później było już tylko lepiej - w kwietniu 2014 r. inwestorzy przekazali niemal 43 mln dolarów na rozwój platformy, zaś zaledwie kilka miesięcy później, w październiku tego samego roku, Slack Technologies otrzymał kolejną dotację w wysokości 120 mln dolarów m.in. od Google Ventures. Pod koniec 2014 r. spółka wyceniana była na ponad 1,2 mld dolarów, co oznacza że należy ona do grona start-upów które najszybciej w historii osiągnęły status „jednorożca” (przekraczając wartość miliarda dolarów). W marcu 2015 r. spółka otrzymała kolejna rundę finansowania od funduszy VC, tym razem w wysokości 160 mln dolarów. Pod koniec 2015 r. wycena Slack Technologies sięgała 3 mld dolarów. Pod koniec 2017 r. Slack otrzymał 250 mln dolarów m.in. od japońskiego Softbanku i funduszu inwestycyjnego Arabii Saudyjskiej, przekraczając wówczas wycenę 5 mld dolarów.

O planach wejścia na nowojorską giełdę NYSE Slack poinformował pod koniec zeszłego roku, zaś informację o debiucie w formie bezpośrednich notowań bez dodatkowej emisji podano do wiadomości pod koniec kwietnia.

Czytaj także: Wegańskie mięso hitem na Wall Street. Beyond Meat najlepszym debiutem od czasów bańki dotcomów

Nie spółka technologiczna, nie operator znanej każdemu aplikacji mobilnej, ani nie innowacyjny startup wykorzystujący technologię blockchain, sztuczną inteligencję i uczenie maszynowe dla potrzeb współczesnego świata. Żadna ze spółek tego typu nie zaliczyła najlepszego debiutu giełdowego ostatnich d.. Czytaj
Wegańskie mięso hitem na Wall Street. Beyond Meat najlepszym debiutem od czasów bańki dotcomów

 


Dariusz Dziduch

Project Manager FXMAG, prowadzący program satyryczno-edukacyjny "O kryptowalutach". Nietuzinkowy promotor technologii blockchain oraz walut cyfrowych. Zainteresowania rynkowe łączy z wiedzą z zakresu psychologii inwestowania.

Przejdź do artykułów autora
Zamknij

Koszyk