• Odbierz prezent
Czy to koniec Facebooka, Googla czy Microsofta? Czarne chmury nad gigantami technologicznymi
Z artykułu dowiesz się:

  • jak poważne zarzuty stawiane są wobec wielkich techów,
  • czy to początek końca tych gigantów.

Wczoraj nastroje rynku zostały dość nieoczkiwanie zmącone. Amerykańska Komisja do Spraw Handlu wytoczyła proces przeciwko Facebookowi, iż stosował monopolistyczne praktyki w celu wyeliminowaniu swojej konkurencji i powinien pozbyć się takich cennych nabytków jak WhatsApp czy Instagram. Czy to początek końca wielkich techów? Tak zwane „megacaps” są siłą napędową hossy na Wall Street. Chodzi o największe spółki notowane na amerykańskiej giełdzie takie jak Apple, Amazon, Alphabet (Google), Microsoft, czy właśnie Facebook. Ich działalność się różni, ale wszystkie są uważane za spółki technologiczne, ponieważ rozwój i wykorzystanie najnowszych technologii zapewniły im biznesowy sukces na skalę światową. Suckes ten jednak nie wszystkim się podoba i zdaniem wielu, po pierwsze został osiągnięty „po trupach”, a po drugie zagraża nie tylko wolnej konkurencji, ale także samej demokracji.

Wielkie techy niczym XIX-wieczne fabryki?

Trudno Facebooka czy Googla porównać do XIX-wiecznych fabryk stali czy firm układających tory kolejowe, ale pewna analogia jest. Wielka rewolucja przemysłowa z tamtego okresu przyniosła globalnej gospodarce ogromne długofalowe korzyści i pchnęła rozwjów na szybszy – nomen omen – tor. Ale jednocześnie przyniosła ogromne podziały w społeczeństwie pomiędzy zagarniającymi dla siebie rynek wielkimi firmami i masami robotniczymi, funkcjonującymi na pograniczu niewolnictwa. Nie brak opinii, że dwie wojny światowe są konsekwencją ruchów społecznych poniekąd wynikających z tych nierówności. Dziś rzeczywistość jest pod wieloma względami diametralnie inna, ale „techom” zarzuca się właśnie wykorzystywanie pozycji rynkowej do miażdżenia konkurencji ze szkodą dla użytkowników, unikanie płacenia podatków, a także zbieranie i przetwarzanie danych użytkowników do przechwycenia kontroli nad ich zachowaniem, co w konsekwencji może dać im większą władzę niż tę, którą mają demokratycznie wybrane rządy (lub inaczej, poprzez tę kontrolę, będą mogły „same” wybierać władze z pozornym zachowaniem zasad demokracji).

Ataki z obywdu stron

W USA zarzut dotyczy jak na razie wykorzystywania pozycji monopolistycznej. W czasie prezydentury Donalda Trumpa Republikanie zarzucali mediom społecznościowym blokowanie treści prawicowych, można byłoby więc uznać, że obecny pozew jest „łabędzim śpiewem” odchodzącej administracji. Jednak pozew nie wygląda na polityczny – został niezależnie skierowany przez 46 stanów, co pokazuje, jak silne jest przekonanie co do tej sprawy po obydwu stronach barykady politycznej w USA. Nawołująca od dawna do podziału techów Elizabeth Warren nie została co prawda wiceprezydentem (ani nawet nie znalazła się w administracji Bidena), ale nie musi to oznaczać, że Biden techów będzie bronić – szczególnie, że sam na pewnym etapie kampanii proponował dla nich specjalny podatek. Taki podatek chce wprowadzić Unia (nawet do 6% rocznych przychodów), a Francja właśnie nałożyła 100 mln euro kary na Google.

Administracja Trumpa takie próby opodatkowywania techów poza granicami USA bardzo tępiła, zobaczymy czy Biden (szukający kompromisu z UE) będzie tu tak samo zdeteminowany, czy też uzna, że korporacje powinny po prostu wszędzie płacić wyższe podatki. Jak na razie reakcja rynku jest zauważalna, ale do paniki daleko. A warto pamiętać, że wyceny na Wall Street są na rekordowej beczce prochu pod nazwą „opcje call”. Do tej pory inwestorzy indywidualni traktowali każdą przecenę jako okazję. Złotego ten temat nie dotyczy bezpośrednio, ale ewentualna większa rynkowa korekta już miałaby na niego negatywne przełożenie. O 8:50 euro kosztuje 4,4334 złotego, dolar 3,6664 złotego, frank 4,1249 złotego, zaś funt 4,8819 złotego.  


Przemysław Kwiecień

Główny Ekonomista X-Trade Brokers. Doktor nauk ekonomicznych Uniwersytetu Warszawskiego, absolwent UW i London Metropolitan University (tytuł MSc). Najlepszy analityk makroekonomiczny 2014 roku według NBP, Rzeczpospolitej i Parkietu. Wielokrotnie w czołówce rankingów prognoz walutowych agencji Bloomberg.

Przejdź do artykułów autora
Artykuły, które powinny Cię zaciekawić..
Zamknij

Koszyk