• Odbierz prezent
Czy juan może wygryźć dolara?

W mediach bardzo często pojawia się wątek gospodarczego wyścigu pomiędzy USA a Chinami, w którym to Państwo Środka ma zyskiwać przewagę. Powodem jest zdecydowanie szybszy rozwój gospodarczy, co w połączeniu z około 4-krotnie większym potencjałem ludnościowym powoduje, że jeżeli tendencje zostaną utrzymane, to Stany mogą stracić status największej gospodarki świata.

Odrobina matematyki pokazuje jednak, że nie stanie się to zbyt szybko. Rok 2019 będzie najprawdopodobniej pierwszym, w którym amerykańskie PKB nie będzie większe od chińskiego o przynajmniej 50%. Ponieważ już w 2018 r. było to 50,6%, to taki scenariusz jest niemal pewny. Pytanie, w jakim tempie Pekin jest w stanie nadrobić resztę dystansu? Jeżeli w ciągu kolejnej dekady zostaną utrzymane podobne poziomy wzrostu PKB, czyli Chiny będą się rozwijać mniej więcej o 4 punkty procentowe szybciej niż USA, zrównanie obu gospodarek powinno mieć miejsce już w okolicach 2030 roku.

Taka symulacja ma jednak jedną istotną wadę. Chociaż tempo wzrostu w USA spada, to jednak w dłuższej perspektywie jest stabilne, czego w ostatnich latach nie można powiedzieć o Chinach. W rezultacie, jeżeli założymy, że chińskie PKB nie będzie już tak bardzo przeważać nad amerykańskim, to wyścig może się wyraźnie wydłużyć. Nie zmienia to faktu, że nawet przy wyraźnym spowolnieniu w Państwie Środka, do zrównania gospodarek powinno dojść jeszcze za życia większości z nas. Oczywiście warto pamiętać, że im wyższe PKB na obywatela, tym jego wzrost staje się wolniejszy. Jednak w tym miejscu trzeba dodać, że Chińczycy wcale nie muszą wyrównywać PKB na mieszkańca, a starczy im jedynie ¼ tego parametru względem Amerykanów.

Mimo wszystko, nawet kiedy Chiny będą już największą gospodarką, nie oznacza to wcale, że juan nagle stanie się główną walutą świata. Wynika to z prostego faktu, że o ile dolar jest bardzo często używany w rozliczeniach międzynarodowych, nie tylko tych z udziałem USA, o tyle wciąż nie można tego samego powiedzieć o juanie. Dodatkowo istotnym elementem w tej całej układance są państwa, których waluty oparte są na USD. Występujący w literaturze termin “dolaryzacja” odnosi się właśnie do sytuacji, gdy państwo zamiast własnego środka płatniczego korzysta z waluty innego kraju. Taki zabieg, np. w kryzysowych czasach, pozwala walczyć ze spiralą inflacji.

W przypadku dolara jest to popularny proces w Ameryce Łacińskiej. Warto tutaj wspomnieć o Ekwadorze, Salwadorze, czy też Panamie. Oprócz tego typu sytuacji znajdziemy też wiele państw, które starają się utrzymywać, lub przynajmniej starały się utrzymywać, wartość swojej waluty w pewnym przedziale. Dotyczy to często naprawdę dużych gospodarek jak np. Argentyny kilka bankructw temu.

W rezultacie (podobnie jak w przypadku EUR) wielkość “organizmu”, który realnie używa danej waluty w obrocie biznesowym, jest znacznie większa niż same państwa, które daną walutę emitują. Chociaż projekt NAFTA nie jest rozwijany za obecnego prezydenta, to nie można ignorować wpływu tego typu porozumień na siłę dominującej w jego ramach waluty. Obliczenia z początku tego tekstu należałoby w takim razie rozszerzyć na korzyść USA również o te regiony, które używają USD. Wynikiem takiej korekty może być fakt, że w owym 2030 roku faktycznie chińskie PKB będzie większe od amerykańskiego, ale PKB “dolarowe” wciąż będzie większe od “juanowego”.

Artykuł jest dostępny dla czytelników magazynu FXMAG.

Chcesz uzyskać dostęp do artykułu?


Maciej Przygórzewski

Główny ekspert walutowy Currency One, operatora serwisu Internetowykantor.pl. Od 8 lat w tej organizacji, obecnie jako Kierownik Działu Operacyjnego. Absolwent Wydziału Informatyki i Gospodarki Elektronicznej na Uniwersytecie Ekonomicznym w Poznaniu. Prywatnie pasjonat żeglarstwa i gier planszowych

Przejdź do artykułów autora
Artykuły, które powinny Cię zaciekawić..
Zamknij

Koszyk