• Odbierz prezent
Czarna rozpacz. Dlaczego tak trudno odejść od węgla?

Ogólnoświatowa gospodarka musi odejść od spalania węgla – to konieczne, jeśli ludzkość chce wyhamować globalne ocieplenie. Jednakże proces dekarbonizacji może być bardzo trudny, a dla niektórych branż obecnie prawie niewykonalny. Jakie rozwiązania leżą na stole?

Wyścig z czasem

Opublikowana 9 sierpnia pierwsza część najnowszego raportu Międzyrządowego Panelu ds. Zmiany Klimatu (IPCC) nie pozostawia złudzeń co do procesu, jaki zachodzi obecnie w atmosferze Ziemi. Ludzkość, poprzez spalanie paliw kopalnych i powiązaną z tym emisję gazów cieplarnianych, podgrzewa powierzchnię swojej planety. „Jednoznacznym jest, że wpływ człowieka ocieplił atmosferę, oceany oraz lądy. Wystąpiły szerokie i gwałtowne zmiany w atmosferze, oceanach, kriosferze i biosferze (…). Wiadomo jednoznacznie, że obserwowane od ok. 1750 roku wzrosty w koncentracjach gazów cieplarnianych wynikają z działań człowieka (…). Każda z ostatnich czterech dekad jest sukcesywnie cieplejsza od jakiejkolwiek innej dekady poprzedzającej ten okres od 1850 roku. Globalna temperatura powierzchni w dekadzie 2011-2020 była o 1,09 st. C wyższa niż w latach 1950-1900 (…)”– można przeczytać w raporcie. Skutki tego procesu mogą być opłakane: światu grozi zwiększenie częstotliwości gwałtownych zjawisk pogodowych, niespotykane wcześniej migracje klimatyczne oraz uszkodzenia infrastruktury związane z podnoszeniem się poziomu mórz.

Niektóre sposoby rozwiązania tego problemu są już wdrażane (np. systemy handlu emisjami, przechodzenie na energetykę bezemisyjną, elektryfikacja transportu), inne dopiero dyskutowane, projektowane lub rozwijane (cła węglowe, gospodarka wodorowa, wychwyt dwutlenku węgla z atmosfery). Wiadomo jednak, że wspólnym mianownikiem tych inicjatyw ma być głęboka i trwała dekarbonizacja światowej gospodarki, czyli przestawienie jej na tryb pozbawiony emisji gazów cieplarnianych, przede wszystkim zaś – dwutlenku węgla. Jest to naturalny produkt spalania surowców kopalnych. Rezygnacja z tychże paliw ma być jednym z pierwszych kroków w kierunku neutralności klimatycznej, czyli takiego stanu gospodarki, w której nie emituje ona (w ujęciu netto) gazów cieplarnianych.

Czasu na radykalne działania jest coraz mniej – nie tylko dlatego, że klimatolodzy już teraz ostrzegają, iż ludzkość najprawdopodobniej nie wypełni zobowiązań tzw. Porozumienia Paryskiego, tj. nie ograniczy wzrostu średnich globalnych temperatur do poziomu ok. 1,5 st. C do roku 2050. W grę wchodzi także polityczna wiarygodność takich podmiotów, jak USA, UE czy Chiny, które zobowiązały się dojść do neutralności klimatycznej w ciągu najbliższych dekad (odpowiednio: najpóźniej do roku 2050, w roku 2050 i w roku 2060).

Jednakże na przeszkodzie stoi głębokie uzależnienie światowej gospodarki od paliw kopalnych – m. in. od węgla.

Węglowe hamulce

Węgiel – brunatny oraz kamienny – z polskiej perspektywy kojarzy się przede wszystkim z zastosowaniami energetycznymi. Paliwo to odpowiada za ok. 70% produkcji energii elektrycznej w Polsce, która jest też największym producentem węgla kamiennego w Unii Europejskiej. Optyka ta jest w dużej mierze anachroniczna, gdyż złoty czas węgla w UE już się skończył. Unijne zużycie węgla kamiennego spada coraz gwałtowniej – w roku 2019 (jeszcze przed zawirowaniami związanymi z pandemią) wynosiło ono ok. 180 mln ton, podczas gdy jeszcze w 2007 było to aż 300 mln ton. Koronawirus skurczył zapotrzebowanie państw UE na ten surowiec do zaledwie 150 mln ton. Podobnie sprawa wygląda w przypadku węgla brunatnego – w 2019 roku w Unii zużywało się ok. 270 mln ton tego paliwa, co oznacza spadek zużycia o ok. 100 mln ton w zaledwie cztery lata.

Choć odżywająca po pandemicznych ograniczeniach gospodarka już teraz zwiększa zapotrzebowanie na energię, a więc m.in. na węgiel, to zużycie tego paliwa raczej nie wróci w UE do poziomów sprzed 2019 roku. Oczywiście, całkowite wyrzucenie za burtę tego surowca będzie pewnym problemem, szczególnie jednak dla pojedynczych państw członkowskich UE – głównie dla Niemiec i Polski. Sytuacja wygląda podobnie w Stanach Zjednoczonych. Tam węgiel został zepchnięty na 4. miejsce w rankingu źródeł energii elektrycznej. Wyprzedziły go gaz, atom i źródła odnawialne, choć jeszcze 15 lat temu to właśnie paliwo węglowe rządziło w amerykańskich systemach elektroenergetycznych. Węglowi nie pomógł nawet prezydent Donald Trump, który w katalogu swoich haseł wyborczych zawarł m.in. „Trump digs coal” (ang. Trump wydobywa węgiel).

Artykuł jest dostępny dla czytelników magazynu FXMAG.

Chcesz uzyskać dostęp do artykułu?


Jakub Wiech

Prawnik, dziennikarz,  analityk, zastępca redaktora naczelnego Energetyka24, autor książek Energiewende. Nowe niemieckie imperium oraz Globalne ocieplenie. Podręcznik dla Zielonej Prawicy.

Przejdź do artykułów autora
Artykuły, które powinny Cię zaciekawić..
Zamknij

Koszyk