• Odbierz prezent
Cyfrowe Waluty Banków Centralnych CBDC – ewolucja pieniądza, która dokonuje się na naszych oczach

Pieniądz w postaci fizycznej towarzyszy nam od kilku tysięcy lat, zapoczątkowana jednak w zeszłym wieku rewolucja informatyczna kładzie się cieniem na dalszym istnieniu gotówki. Wielkie transakcje międzynarodowe już teraz są przeprowadzane niemal wyłącznie poprzez systemy cyfrowe. Nawykliśmy już do pieniądza bankowego, suchych zapisów na kontach informatycznych, jednak to nie do niego należy przyszłość. Banki centralne świata rozpoczęły prace nad całkiem nowymi rozwiązaniami określanymi jako CBDC.

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Jak ewolucja pieniądza doprowadziła nas do rozwiązań cyfrowych?
  • Czym są CBDC i jakie banki centralne nad nimi pracują?
  • Jakich przewag upatruje się w CBDC w porównaniu z gotówką?
  • Czy nowe rozwiązania na dobre wyprą papierowy pieniądz?

Od kurczaka do pieniądza bankowego

Częstokroć przytacza definicja pieniądza głosi, że jest to w istocie każdy towar powszechnie przyjmowany za środek wymiany. Tak też w istocie było przed naszą erą – nim pieniądz zaistniał jedyną formą wymiany dóbr był czysty barter, czyli towar za towar. Problemy jednak były co najmniej dwa, które obrazowo można przytoczyć w następującej formie:

  • W jakim stosunku wymieniać bydło na drób?
  • Jak rozprawić się z różnicami jakościowymi między poszczególnymi sztukami?

Widać zatem, że za każdym razem transakcja musiała być dokładnie negocjowana, co jak łatwo się domyślić nie sprzyjało sprawnemu rozwoju handlu i gospodarki jako takiej. Odpowiedzią na te problemy stał się pieniądz kruszcowy, czyli monety wykonane z metali, jak brąz, czy później srebro i złoto. Monety stały się powszechnym ekwiwalentem wartości – transakcja barterowa mogła zostać rozbita na dwie niezależne względem siebie: kupno (towar za monety) i sprzedaż (monety za towar).

Jako, że monety częstokroć wykonywane były z metali szlachetnych pojawiły się próby ich psucia czy fałszowania 

– z zewnątrz zostawić szlachetną otoczkę, a wnętrze zastąpić metalem nieszlachetnym (z tego względu zresztą groszówki mają ząbki na swych bokach, by dało się poznać ingerencję w ich wnętrze). W tym miejscu wkracza podwartościowy pieniądz papierowy, zwany również fiducjarnym: od łacińskiego fides – wiara, jako że jego użytkownicy biorą „na wiarę” gwarancję wartości przez jego emitenta, czyli podmiotu, który ten pieniądz do obiegu wprowadza.

W najpowszechniejszym rozumieniu jest to naturalnie instytucja państwa poprzez bank centralny,

jednak tak być nie musi. Pieniądz papierowy oczywiście żadnej wartości sam w sobie nie stanowi – jego koszty wytworzenia dla wysokich nominałów są marginalne, z czego państwo czerpie tzw. rentę emisyjną. Z tego względu określa się go mianem podwartościowego.

Od pieniądza fiducjarnego,

który z początkiem był jedynie kwitem potwierdzającym depozyt kruszców u złotnika (jakby nie patrzeć – pierwowzoru banku), blisko już do pieniądza bezgotówkowego, tj. bankowego, żyrowego. To właśnie jego obecnie widzimy na swoich kontach bankowych, poprzez wypłatę może znów zostać zmieniony w pieniądz papierowy. Błędnie utożsamia się go z pieniądzem elektronicznym, którym płacimy za pośrednictwem chociażby kart płatniczych – po pierwsze karty płatnicze są tylko instrumentami dostępowymi, a nie pieniądzem, a po drugie pieniądz elektroniczny to wszelkiego typu karty prepaid, które wcześniej musimy doładować (np. karty miejsce służące do płatności za bilety autobusowe, czy parking).

Uciążliwość gotówki

Agregaty monetarne w Polsce

Pieniądz ma różne znaczenie. Kształtowanie się agregatów pieniężnych w Polsce ujawnia znaczące rozbieżności w zależności od szerokości definicji

Wraz z ewolucją pieniądza,

ten coraz efektywniej spełniał te podstawowe funkcje, pieniądz bankowy wciąż jednak idealnym rozwiązaniem nie jest. Warto zadać sobie pytanie, czym faktycznie obecnie jest pieniądz? Odpowiedź nie jest tak prosta, jakby można było oczekiwać. W podstawowym myśleniu byłaby to z pewnością jego fizyczna postać (tj. gotówka w obiegu) oraz wkłady obywateli na kontach bankowych. Jest to definicja tylko jednej z kilku możliwych miar podaży pieniądza w gospodarce, konkretnie tzw. M1. Główną miarą podaży dla NBP jest jednak tzw. M3, które obejmuje prócz M1 także m.in. depozyty terminowe i dłużne papiery bankowe do 2 lat włącznie. Obecny system stoi na podstawowym podziale: gotówka – rezerwy bankowe – środki na depozytach (kontach).

Gotówka potrafi być jednak uciążliwa dla banku centralnego

Formalnie nominalne stopy procentowe (np. referencyjna NBP) nie mogą spaść poniżej zera. No dobrze, ale co z przykładem Szwajcarii czy Japonii, gdzie stopy są ujemne? Dotyczą one podmiotów bankowych, jednak na samych klientów banków (na podmioty niebankowe, np. obywateli) nie sposób już nałożyć faktycznego ujemnego oprocentowania środków. Powód jest bardzo prozaiczny – jeśli moje konto bankowe ma ujemne oprocentowanie, to po prostu wypłacam z niego środki, by ich niepotrzebnie nie tracić.

Zatem:

raz, że metoda ta przy istnieniu gotówki jest z góry skazana na niepowodzenie, a dwa, że klienci wypłacając środki z rachunków bankowych istotnie nadszarpnęliby stabilność całego sektora finansowego – nastąpiłaby ucieczka rezerw i spadek, a nawet kryzys płynności. Sytuacje takie już i tak się zdarzają, gdy klienci przypuszczają tzw. run na bank w sytuacji pogłosek o jego domniemanej złej sytuacji. W nadzwyczaj dużych ilościach wypłacając środki, walnie przyczyniają się do rozchwiania sytuacji banku, który traci rezerwy, a także z zasady nie posiada wystarczająco gotówki, by umożliwić natychmiastowe wypłaty w takich ilościach. Uciążliwość gotówki przejawia się także w wielu innych aspektach, jak domniemane zagrożenie epidemiczne (jak wiadomo pieniądze są „brudne”) czy pragnienia różnych grup interesu, a nawet państwa, by szerzej śledzić transakcje – gotówka dobrze użyta zapewnia wciąż anonimowość, co ułatwia działanie szarej strefy i grup przestępczych.

Nowy, wspaniały świat blockchaina

Rozwiązaniem wszystkich tych problemów jawi się kolejny etap ewolucji pieniądza, do pełnej postaci cyfrowej i pożegnanie się z gotówką. Mimo, że jesteśmy już w trzecim dziesięcioleciu XXI wieku, wciąż musimy oczekiwać nawet do kilku dni na zaksięgowanie środków. Brakuje rozwiązania, które zapewniłoby natychmiastowe rozliczenia i jednocześnie było skalowalne – gotowe obsłużyć gigantyczne ilości zleceń. Właśnie w tym miejscu wkraczamy w temat kryptowalut i walut cyfrowych, czyli dojrzewających owoców transformacji cyfrowej gospodarek.

Oba rozwiązania opierają się na technologii blockchain,

tzw. łańcucha bloków. Technologię tą można przyrównać do gigantycznego arkusza Excela, który w ekspresowym tempie jest globalnie aktualizowany i każdy ma do niego wgląd, by sprawdzić autentyczność danych (istnieją odpowiednie mechanizmy weryfikacyjne). Szkopuł w tym, że co raz umieszczono w blockchainie, pozostaje tam na zawsze. Widać zatem od razu korzyść z pieniądza opartego o łańcuch bloków – znacznie przyspieszyłoby to proces rozliczeniowy, a taki wzrost efektywności, to realne oszczędności dla podmiotów rynkowych. Nie brakuje jednak głosów krytycznych wskazujących, że blockchain nie jest magicznym rozwiązaniem na każdy problem, wręcz przeciwnie – niekiedy sam heroicznie stara się rozwiązać problemy, które sam tworzy (więcej o tym na przykład tutaj). Niemniej jednak, obecnie nad wyraz popularnym jest, by każdy nowy projekt sieciowy opierać właśnie o jakąś z postaci blockchaina, np. Ethereum.

 Notowania BTC

Notowania Bitcoina od października 2020 wystrzeliły – na ile jednak ruch ten jest trwały jak na aktywo reprezentujące jedynie umowną wartość?, źródło: TradingView

O blockchaina opierają się zarówno kryptowaluty,

jak i waluty cyfrowe. Podstawowa różnica między nimi jest taka, że te pierwsze (jak Bitcoin, czy Ethereum) są zdecentralizowane, kreowane przez samych użytkowników i nie są podparte żadnymi aktywami rezerwowymi. Ich wartość jest zatem stricte cyfrowa, przez co ich kursy są o wiele bardziej zmienne. Na drugim spektrum leżą scentralizowane waluty cyfrowe banków centralnych (Central Bank Digital Currency – CBDC), których emitentami są banki centralne jak sama nazwa wskazuje. Takie cyfrowe e-euro, czy e-dolar podparte są rezerwami banku centralnego, jak gotówka obecnie, jednocześnie bank i jego wiarygodność jest gwarantem wartości waluty cyfrowej.

Na osi między dwoma tymi rozwiązaniami leżą jeszcze prywatne kryptowaluty/waluty cyfrowe korporacji

– znak / nie jest tutaj przypadkowy, jako że trudno je do końca zaliczyć do jednej lub drugiej grupy. Sztandarowym przykładem jest projekt Libra, przemianowany obecnie na Diem spod skrzydeł Facebooka (przez osobną fundację ze Szwajcarii, jednak to wciąż Facebook wraz z partnerami). Diem wspierana jest przez koszyk walut tradycyjnych oraz amerykańskich papierów skarbowych, co ma gwarantować jej wartość. Nie jest również zdecentralizowana, jako że fundacja, która za nią odpowiada przyjmuje formę quasi-banku centralnego. Libra od samego początku łatwego życia nie miała – budziła wielki sprzeciw regulatorów na całym świecie, którym niespecjalnie uśmiecha się dopuszczenie w ich jurysdykcjach (krajach) istnienia de facto prywatnej waluty. Z tego względu projekt zalicza kolejne obsuwy.

Pieniądz Cyfrowy Banku Centralnego - CBDC

Warto zwrócić uwagę nade wszystko na CBDC, które nabierają realnych kształtów. W pracach najdalej posunięte są Chiny, które są na dobre drodze, by wprowadzić e-juana. Waluta testowana jest już „na żywo” wśród obywateli, którym udostępniono specjalne aplikacje obsługujące portfel (środki są też wręcz rozdawane do testów, źródło), a oficjalna „premiera” planowana jest na zimowe igrzyska olimpijskie w Pekinie w lutym 2022, czyli za mniej niż rok. Chiny miałyby być pierwszym, ważniejszym państwem z własną walutą cyfrową. Pierwszym, ważniejszym, jako że formalnie pierwsze już są Bahamy z sand dolarami (źródło) – historia jednak ten epizod pewnie pominie.

CBDC może być ważną kartą przetargową w rozgrywkach geopolitycznych

– ten, którego waluta cyfrowa zostanie najszerzej zaadaptowana, może kontrolować międzynarodowe przepływy pieniężne. Świat, a szczególnie Stany Zjednoczone, czuje zatem na karku oddech Chińczyków -  scyfryzowany juan może położyć kres hegemonii dolara na rynkach finansowych, jeśli rzeczywiście jako pierwsze i jedyne rozwiązanie zapewni znaczne usprawnienie procesów rozliczeniowych. Z początku, gdy Chiny dopiero zaczynały projekt, inne banki centralne świata pozostawały dość ambiwalentne wobec blockchainowych rozwiązań. Z biegiem czasu jednak, gdy azjatycki plan zaczął przybierać realnych kształtów, zaczęto przebąkiwać o lokalnych badaniach, konsultacjach społecznych, a ostatecznie wreszcie rozpoczętych własnych projektach.

W USA Jerome Powell (szef FEDu, który jest tamtejszym bankiem centralnym) przyznał,

że instytucja, którą zarządza, opracowuje własne CBDC, jednak jest to perspektywa dopiero kolejnych lat. Bankowi nie śpieszy się do wypuszczenia e-dolara: Powell twierdzi, że USD wciąż ma przewagę, jako że stanowi walutę rezerwową większości świata. Większym problemem jawią się prywatne projekty jak Diem, czy zdecentralizowany Bitcoin, które społeczeństwo może mylić z pieniądzem, a czego FED chce uniknąć (źródło). Można odnieść wrażenie, że 2020 rok był dość przełomowy w kontekście CBDC, jako że większość głównych banków centralnych wprost przyznała się do prac nad cyfryzacją walut.

Nie inaczej było również z Europejskim Bankiem Centralnym (EBC),

gdzie jeszcze za poprzedniego prezesa Draghiego e-euro było jedynie ledwo przebąkiwane. Obecna prezes Lagarde przyniosła jednak nowy powiem wraz z większym naciskiem na kwestie ekologiczne oraz intensyfikację prac nad cyfryzacją euro. W październiku 2020 rozpoczęto konsultacje społeczne nad nowym rozwiązaniem, ostateczna decyzja ma jednak dopiero zapaść (i w żadnym razie nie ma od razu wypierać gotówki, źródło), mówi się o okolicach połowy 2021 roku. EBC jednak, podobnie jak FED jest jak lokomotywa, która rozpędza się powoli – e-euro może ujrzeć światło dzienne dopiero w perspektywie do 2025 roku (źródło).

Sprawniej działają Japończycy,

gdzie tamtejsze Bank of Japan (BOJ) zaplanowało sobie eksperymenty z e-jenem już na tą wiosnę. Pierwsza faza pilotażowych testów ma potrwać około roku (źródło). Już od samego początku stawia się nacisk na stabilność i funkcjonalność nowego rozwiązania nawet w warunkach zaniku dostępu do sieci! Jest to o tyle istotne, że Japonia leży w strefie sejsmicznej, a płatności e-jenem muszą być możliwe do zrealizowania nawet w razie kataklizmu naturalnego.

W temacie CBDC w tyle nie pozostaje również brytyjski Bank of England

Ten bank centralny jest jednak wciąż w fazie badawczej-konceptowej jeśli chodzi o cyfryzację sterlinga, słusznie się zauważa, że nie lada problemy wciąż leżą w sferze regulacyjnej – cóż tu dużo mówić, prawo jest zwyczajnie nieprzystosowane do tego typu rozwiązań cyfrowych. Gubernator BOE Bailey na ostatnich spotkaniach Światowego Forum Ekonomicznego skupił się na kwestiach prywatności CBDC – kto miałby dostęp do danych i na jakich zasadach (źródło)?

Są to pytania,

na które odpowiedzi mogą ukształtować przyszłość obywateli, trzeba bowiem zrównoważyć interes społeczny z działaniami zmierzającymi do ukrócenia szarej strefy czy finansowania terroryzmu. Rosyjski bank centralny w tej materii mówi wprost – cyfrowy rubel będzie zapewniać prywatność, a nie anonimowość. Szefowa instytucji nie kryje, że w porównaniu z gotówką, anonimowość transakcji przez CBDC spadnie. Bank będzie dysponować narzędziami do śledzenia transakcji, na razie jednak nie mówi, czy się będzie nimi dzielić z innymi organami – trudno jednak oczekiwać, by tak nie było i mówiąc szczerze – rozwiązanie to pewnie zaadaptowane zostanie również w innych państwach. Pierwsze testy e-rubla zaplanowano już na ten rok (źródło).

NBP staje okoniem

Gotówka w obiegu w Polsce

W czasie pandemii odnotowano największy skok rok-w-rok ilości pieniądza gotówkowego w obiegu co najmniej od kilkunastu lat

W perspektywie najbliższego roku/dwóch czeka nas zatem akceleracja CBDC,

które po 2023 będą już stopniowo wprowadzane na całym świecie. A co z polskim podwórkiem? Narodowy Bank Polski stoi okoniem. W październiku zeszłego roku NBP wraz z Ministerstwem Finansów orzekło, że nie widzi potrzeby wprowadzenia CBDC i nad żadnym nie pracuje. Na razie zatem nici z cyfrowego złotego, a polski bank centralny przyjmuje postawę biernego obserwatora tego, co robią inni (źródło). Co więcej, NBP wysuwa się na światowego obrońcę gotówki! Prezes Glapiński na konferencji w lutym tego roku stwierdził, że i owszem – CBDC można wprowadzić, jeśli okaże się to korzystne, ale z analiz banku wynika, że obecnie przeważają negatywy. Jego zdaniem niedopuszczalne jest odgórne narzucanie rozwiązań bezgotówkowych, a możliwość wyboru papierowego pieniądza jest gwarantem wolności obywateli (źródło).

NBP bardzo krytycznie odnosi się do częstszych w ostatnim czasie przypadków odmowy przyjęcia gotówki przez przedsiębiorców

Sklepy argumentują to z reguły szczególną troską w warunkach pandemicznych. Bank mówi tutaj wprost – jest to bezprawne, czym tworzy zgrzyt z Ministerstwem Finansów, które do płatności bezgotówkowych w trakcie pandemii jak najbardziej zachęca (źródło). Stanowiska te jednak wykluczać się nie muszą, rozchodzi się bowiem o wolność wyboru klienta. Powiedzmy sobie jasno – żaden przedsiębiorca nie ma prawa robić łaski, przyjmując znaki pieniężne emitowane przez NBP, które są prawnymi środkami płatniczymi w Polsce. Za zachowania takie powinny być nakładane kary finansowe, jako nie mają absolutnie żadnego uzasadnienia, nawet względami zdrowotnymi, które obecnie są wygodą wymówką.

Reasumując,

korporacjom wprowadzenie CBDC byłoby na rękę, usprawniając rozliczenia (które już i tak muszą być realizowane przez systemy bankowe), bankom komercyjnym ze względu na ograniczenie rezerw, rządom zaś ze względu na zwiększenie kontroli i efektywności działań. Banki centralne dostałyby potężne narzędzie, jako że wreszcie byłyby w stanie zaprowadzić ujemne oprocentowanie depozytów bankowych (brak ucieczki do gotówki).

Zalety CBDC rysują się wspaniale,

jednak w przypadku, gdy waluty cyfrowe na dobre wyprą gotówkę nieodwracalnie utracimy anonimowość, jaką ona daje. Powstaje pytanie kto i na jakich zasadach miałby szczegółowy wgląd w nasze transakcje – czy wolimy, by gwarantem ich poufności był bank centralny (na którego z pewnością pojawiłyby się naciski ze strony agencji rządowych), czy prywatne korporacje? Nie trzeba dodawać pytań o stabilność i bezpieczeństwo rozwiązań cyfrowych. Różne CBDC powstać powinny i w końcu powstaną, jednakże nie mogą one stać się ostatecznym substytutem gotówki, a jedynie jej być komplementarne. Takie też na razie płynną uspokajające komunikaty ze strony banków centralnych, pytanie jednak, czy ostatecznie nie zaczną stopniowo wymuszać przejścia na CBDC.


Dawid Lesznik

Makler Papierów Wartościowych nr 3348. Ekonomista, analityk rynków finansowych i Project Manager w Squaberze oraz Investio. Specjalizuje się w zagadnieniach z zakresu polityki monetarnej, analizy makroekonomicznej i finansów behawioralnych.

Przejdź do artykułów autora
Artykuły, które powinny Cię zaciekawić..
Zamknij

Koszyk