• Sklep
  • Odbierz prezent
Ceny prądu, energetyka, energia elektryczna, prąd, koszty, ekologia, środowisko, ustawa, rząd
Z artykułu dowiesz się:

- Jakie zmiany wprowadził rząd by zatrzymać wzrost cen energii elektrycznej?

- Czy na pewno możemy być spokojni o ceny prądu?

- Z czym wiążą się prawdziwe koszty polskiego prądu?

Prezydent podpisał ustawę o zmianie ustawy o podatku akcyzowym oraz o zmianie niektórych innych ustaw. W założeniu ustawa ta ma zapobiec wzrostowi cen energii elektrycznej. Nie rozwiązuje ona jednak problemów polskiej energetyki. Przesuwa jedynie w czasie niemal nieuniknione podwyżki cen energii. Podwyżki, które nam groziły to jednak dopiero początek. Jeżeli nie zmienimy diametralnie naszej polityki energetycznej, będzie tylko gorzej.

 

Stop podwyżkom cen prądu

Uchwalona przez parlament i podpisana przez prezydenta ustawa, mającą na celu zatrzymanie podwyżek cen energii elektrycznej, może okazać się jedynie czasowym rozwiązaniem. Mimo wszystko warto się nad nią pochylić. Ustawa obniża stawkę opłaty przejściowej. Każdy może sprawdzić na swoim rachunku za prąd, ile owa opłata wynosi. Od 1 stycznia 2019 r., stawka opłaty przejściowej ulegnie redukcji o 95%. Obniżona zostanie również akcyza, z 20 zł/MWh do 5 zł/MWh.

Obniżka opłaty przejściowej ma dać odbiorcom oszczędności rzędu 2 mld 240 mln zł, natomiast obniżka akcyzy 1 mld 850 mln zł oszczędności. Zwrot utraconych przez spółki energetyczne przychodów ma zapewnić Fundusz Wypłaty Różnicy Ceny. Ponadto, w ustawie przewidziano również utworzenie Krajowego systemu zielonych inwestycji.

 

Rok wyborczy

Zamieszanie z cenami prądu trwało od dawna, a kolejne wypowiedzi członków rządu zdawały się wprawiać opinię publiczną w coraz większą dezorientację, zamiast cokolwiek wyjaśniać.

Na ostatnią chwilę, ekipa rządząca postanowiła jednak zapobiec drastycznym wzrostom cen prądu. Naprawdę drastycznym, gdyż jak czytamy w uzasadnieniu projektu ustawy:
Średnia cena energii elektrycznej w kontrakcie rocznym na Towarowej Giełdzie Energii S.A. oscylowała przed wzrostami cen do emisji CO2 (listopad 2017)na poziomie 174 zł/MWh, a w listopadzie 2018 r. w kontrakcie na rok 2019 średnia cena wynosiła już 286,61 zł/MWh, czyli o ponad 100 zł więcej za jedną megawatogodzinę niż w roku 2017 (o 65% więcej, niż w analogicznym okresie w roku 2017).

W uzasadnieniu czytamy również, że ceny uprawnień do emisji CO2, wzrosły skokowo z poziomu 5-6 €/t, do poziomów przekraczających nawet 25 €/t. Trudno oprzeć się wrażeniu, że w takiej sytuacji nie sposób zatrzymać podwyżek cen prądu. Czegóż jednak nie zrobi się dla poparcia społecznego w roku wyborczym?

W ostatniej chwili odbyło się posiedzenie sejmu, na którym uchwalono rządowy projekt ustawy. Wszystko odbyło się w ekspresowym tempie, znanym choćby z uchwalania ustaw o sądownictwie. Nie obyło się bez zamieszania. Rząd zgłosił autopoprawkę, która do dwustronnicowego projektu ustawy dołożyła kolejne 10 stron. Nareszcie uwzględniono długoterminowe skutki finansowe ustawy dla sektora finansów publicznych. Wraz z pierwotnym projektem wpłynęło bowiem jedynie wyliczenie dotyczące uszczuplenia budżetu w 2019 r. o 1,8 mld zł. Rubryki dla kolejnych 9 lat pozostawiono puste. Wraz z autopoprawką wpłynęły obliczenia na 10 lat od wprowadzenia ustawy. W tym czasie budżet ma zostać uszczuplony 20 mld 284 mln zł.

Straty budżetu są jednak dla rządzących do zaakceptowania, w przeciwieństwie do strat w sondażach. Zbliża się seria wyborów. Wiosną 2019 r. do europarlamentu, jesienią do sejmu i senatu, a wiosną 2020 r. wybory prezydenckie. Oczywistym jest, że drastyczne podwyżki cen energii negatywnie wpłynęłyby na poparcie partii rządzącej. Dodatkowo mogłyby stać się one silnym impulsem inflacyjnym, co tym mocniej odbiłoby się na poparciu rządu.

Sejm przegłosował więc ustawę ekspresowo, senat przyjął ją bez poprawek, a prezydent podpisał bez wahania. Możemy cieszyć się niskimi cenami prądu. Jest pięknie. Czy na pewno?

 

Możliwe problemy

Niestety, jak pokazała historia, przygotowywane na szybko projekty, zawierały często wiele błędów, które należało później łatać. Rynek od dawna wskazywał na wzrost cen. Rząd miał czas na to by przygotować stosowną ustawę na spokojnie, a nie na ostatnią chwilę. Niestety jakość naszej legislacji jest jaka jest, więc pozostaje nam tylko bezradnie rozłożyć ręce i powiedzieć „lepiej późno niż wcale”.

Pojawiają się jednak głosy, że ustawa może być sprzeczna z prawem unijnym, a Fundusz Wypłaty Różnicy Ceny może zostać potraktowany przez organy UE, jako niedozwolona pomoc publiczna. To poważnie utrudniłoby sytuację rządu i możliwość pomocy polskim spółkom, które bez środków z Funduszu, poważnie straciłyby na wprowadzanych zmianach. Jak w takiej sytuacji zachowa się rząd? Stanie po stronie wielkiego biznesu czy przeciętnego obywatela? A może rozpocznie kolejny spór z UE, nie chcąc przed wyborami drażnić w kraju nikogo więcej niż to potrzebne? To jednak nie takie proste, gdyż kolejny spór z UE może negatywnie odbić się na wynikach wyborów do europarlamentu.

Wprowadzana ustawa nie może jednak zaradzić problemom na dłuższą metę. Musimy pogodzić się z faktem, iż produkcja prądu oparta na węglu będzie coraz droższa. Polska energetyka niestety wciąż jest uzależniona od węgla. W tej sytuacji, prędzej czy później mogą dotknąć nas kolejne podwyżki? Co wtedy? Kolejna obniżka akcyzy?

 

Tymczasem w Polsce

Przykro mi to mówić, ale nasz kraj jest energetyczną skamieliną. Węgiel powinien już dawno zostać wyparty przez mniej szkodliwe dla środowiska źródła energii. Niestety w Polsce to niełatwe. Takich zmian nie da się wprowadzić w ciągu jednej kadencji parlamentu. Potrzeba długofalowego myślenia ponad politycznymi interesami. Któż jednak odważy się przeciwstawić potężnej armii górników? Kolejne rządy niechętnie wchodzą w spory z górnikami. Sporów byłoby być może mniej, gdyby górnicy mieli alternatywę w postaci możliwości podjęcia innej pracy. Przy tak dużym zatrudnieniu w górnictwie, trudno wyobrazić sobie pozostawienie bez pracy tak wielu ludzi. Zmiany w energetyce powinny pozytywnie oddziaływać na środowisko, ale nie może się to odbyć bezrefleksyjnie, bez oglądania się na koszty społeczne. Rynek nie stworzy nagle miejsc pracy dla wszystkich górników. Potrzeba tu wieloletnich, szeroko zakrojonych działań państwa. Nie jestem wielkim fanem interwencjonizmu państwowego, ale sytuacja w górnictwie i energetyce nie zostanie rozwiązana bez działań aparatu państwowego.

Jeżeli nie zrobimy nic, wkrótce przyjdzie nam płacić za prąd znacznie więcej niż dotychczas, niezależnie od podjętych doraźnie działań rządu. Prąd pochodzący z węgla nie będzie coraz tańszy. Będzie coraz droższy i taki powinien być, jeżeli chcemy mieć czym oddychać.

Tymczasem, Enea i Energa, energetyczni giganci kontrolowani przez Skarb Państwa, angażują się w budowę kolejnej elektrowni węglowej w Ostrołęce (Ostrołęka C). Budowa elektrowni jest dość kontrowersyjna. Powstała nawet strona internetowa poświęcona zatrzymaniu budowy tej elektrowni.

Zwracając honor rządzącym, muszę przyznać, że uważam za absolutnie słuszną, ideę powołania Krajowego systemu zielonych inwestycji. Problem w tym, że to zbyt mało. 1 mld zł, o którym mowa w dokumentach dołączonych do projektu ustawy, nie uczyni naszego kraju innowacyjnym w energetyce. Nie sprawi on również, że zbędne stanie się noszenie masek antysmogowych. Jeżeli szybko nie podejmiemy decyzji o radykalnym odwrocie od węgla, będzie tylko gorzej. Zarówno dla środowiska, jak i dla gospodarki. Niemniej jednak, lepszy ten miliard niż nic. Lepsza ustawa obniżająca ceny prądu na ostatnią chwilę niż żadna. Chciałbym jednak byśmy nie musieli się tak pocieszać, lecz mogli być naprawdę zadowoleni ze stanu naszego powietrza, naszej energetyki i poziomu naszych rachunków. Kierunek jest jeden. Z pewnością nie obierzemy go jednak w roku wyborczym. Potencjalne protesty górników to widmo, które rząd z pewnością będzie chciał od siebie oddalić.

 

Koszty

Zagrożenie drastycznych wzrostów cen energii zostało odroczone, dzięki przygotowanej na ostatnią chwilę ustawie rządowej. Jaką mamy jednak gwarancję, że po wygranych wyborach, partia rządząca nie zmieni zdania i nie poszuka brakujących w budżecie miliardów w naszych kieszeniach? A co w sytuacji, gdy do władzy dojdzie inne ugrupowanie? Podniesienie akcyzy na energię elektryczną byłoby dla obecnej opozycji katastrofą wizerunkową. Dlaczego jednak nie poszukać pieniędzy w naszych kieszeniach inną drogą? Możliwości jest dużo. Finalnie wszystko się rządowi zbilansuje, a my i tak zapłacimy co mamy zapłacić. Jak zareagują organy UE? Czy dopatrzą się w działaniach polskiego rządu niedozwolonej pomocy publicznej? Jak wielkie koszty ekonomiczne to wygeneruje? Pytam o koszty ekonomiczne, lecz również koszty polityczne z pewnością w takiej sytuacji odczujemy. Problem został chwilowo odroczony, jednak niewiadomych jest nie mniej, niż przed wprowadzeniem ustawy mającej zapobiec wzrostowi cen energii.

Ustawa ma zapewnić miliard złotych na ekologiczną energetykę. To za mało. Skala kosztów społecznych, powodowanych zatruwaniem środowiska przez energetykę węglową jest chyba niemożliwa do oszacowania. Tracimy jako kraj – jacy turyści będą chcieli przyjeżdża do miast, w których oddychać trzeba przez maski antysmogowe? Tracą samorządy – np. darmowa komunikacja miejska w odpowiedzi na smog, poważnie uszczupla samorządowe budżety. Traci każdy z nas, gdy chorując nie może zarabiać, a dodatkowo musi wydawać pieniądze na leczenie.

Koszty polskiego prądu są znacznie większe niż podwyżki, które (przynajmniej na razie) nas ominęły. Może najwyższy czas zacząć te koszty ograniczać? Zielonych technologii jest wiele. Niektóre wypłynęły zresztą z naszego rodzimego podwórka. Mówię tu o zastosowaniu perowskitów do budowy ogniw słonecznych. Świat odwraca się od węgla. W nieunikniony sposób spowoduje to wzrost kosztów energii opartej na surowcach zanieczyszczających powietrze. Wzrost cen uprawnień do emisji CO2 jest tego świetnym przykładem. Jeśli będziemy udawać, że tego nie widzimy, boleśnie odczują to nasze portfele. Skoro nie przekonują kogoś argumenty dotyczące środowiska, może argument finansowy przekona go bardziej.

 

źródło grafiki głównej: pixabay.com

 


Kamil Marszycki

Analityk finansowy specjalizujący się w rynkach akcyjnych. Zainteresowany finansami behawioralnymi i wpływem rachunkowości na wycenę spółek. Absolwent Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie oraz studiów podyplomowych na Uniwersytecie Jagiellońskim. Studiuje filozofię na Uniwersytecie Pedagogicznym w Krakowie. Mediator. 

Przejdź do artykułów autora
Zamknij

Koszyk