• Odbierz prezent
Black Friday czy Black Frajer? Nie daj się nabrać na niepowtarzalne okazje cenowe

Już jutro ostatni piątek listopada, czyli coroczne apogeum szaleństwa wyprzedaży i niepowtarzalnych okazji cenowych. Czy jednak Black Friday rzeczywiście jest dobrą okazją do zaoszczędzenia pieniędzy na zakupach? Twarde dane udowadniają bowiem coś zupełnie innego…

 

Okazja do wydatków

Jednym z podstawowych zadań wszelkich kampanii sprzedażowych, z Black Friday, Black Week, czy Cyber Monday na czele, jest wytworzenie w konsumentach poczucia „okazji, której nie można stracić” oraz specyficznego napięcia emocjonalnego, które popycha nas do kupowania przedmiotów, o nabyciu których nie zastanawialibyśmy się w normalnych okolicznościach. Skoro teraz ma być znacznie taniej, to po co płacić więcej kiedy indziej?

Jak jednak pokazuje historia, większość „łowców okazji” sama zostaje złowiona przez sklepy, wydając większe niż zazwyczaj kwoty i kupując przedmioty po mniej okazyjnych cenach niż mogłoby się początkowo wydawać.

Wg brytyjskiej organizacji Which?, zajmującej się edukacją w zakresie świadomych zachowań konsumenckich, Black Friday, jak i cały ostatni tydzień listopada, rzadko okazują się dobrymi okresami do szukania cenowych okazji. Jak wynika z raportu Which? za zeszły rok, aż 95% produktów w sklepach internetowych, które organizowały „czarne wyprzedaże” w poprzedzających sześciu miesiącach pojawiło się w ich ofercie przynajmniej raz w tej samej cenie. Oprócz tego, aż 61% produktów „przecenionych” z okazji Black Friday przynajmniej raz okazało się tańsze w przeszłości. Wynik ten dość bezlitośnie obnaża rzeczywistą skalę obniżek cen podczas Black Friday. Warto wspomnieć, że wynik ten brał również pod uwagę m.in. ceny smartfonów i laptopów, które teoretycznie powinny tanieć z miesiąca na miesiąc, a nie tylko podczas sezonowych obniżek.

Aby nie bazować wyłącznie na wynikach z brytyjskiego rynku, warto przytoczyć wyniki corocznych badań „Zakupy Świąteczne Polaków” prowadzonych przez Delloite. Na bazie danych z 800 polskich sklepów internetowych obliczono średnie obniżki cen produktów podczas Black Friday w porównaniu do ich wysokości z połowy listopada. Wg danych Delloite, w zeszłym roku ceny produktów podczas Black Friday spadły przeciętnie o… 3,5%. Skąd zatem mylne przekonanie o ogromnych obniżkach i wielkich okazjach cenowych, skoro dane statystyczne mówią o spadkach cen, na które w normalnych warunkach nie zwrócilibyśmy uwagi?

Czytaj także: Black Friday - od kryzysu na rynku złota do szału zakupów

Coroczny szał sklepowych wyprzedaży, związany z „Czarnym Piątkiem” wypadającym dzień po amerykańskim Święcie Dziękczynienia, od wielu lat jest już wydarzeniem globalnym w kalendarzu zarówno klientów, mających nadzieję na trafienie jak najlepszych okazji, jak i sprzedawców detalicznych, a od niedawn.. Czytaj
Black Friday - od kryzysu na rynku złota do szału zakupów

 

Czarny Piątek w Polsce

W większości sklepów Czarny Piątek już od jakiegoś czasu stał się Czarnym Tygodniem, najczęściej dodatkowo przedłużanym do pierwszego poniedziałku grudnia, nazywanego Cyber Monday, po to aby jak najdłużej utrzymywać okres zwiększonego obrotu. Warto w tym miejscu wspomnieć, że Black Friday w Polsce jest swoistą karykaturą rzeczywistych wyprzedaży organizowanych przez największe amerykańskie sieciówki. W naszych warunkach są one zwykłym chwytem marketingowym, mającym osłabić czujność, chętniej niż zazwyczaj sięgających po portfel klientów niż rzeczywistymi „okazjami roku”. Nagminną praktyką sklepów jest systematyczne podwyższanie cen produktów od drugiej połowy roku lub ich zamrażanie na zbyt wysokim poziomie tylko po to, aby zaoferować „obniżki cen” właśnie na ostatni tydzień listopada. Dość popularne są również stosunkowo mało atrakcyjne oferty w formie obniżki rzędu 10-15% przy zakupie dwóch produktów, naliczaną na tańszy z nich (często stosowane w sieciowych sklepach z RTV/AGD). Wiele sklepów ewidentnie traktuje Black Friday jako okazję do pozbycia się artykułów, które na co dzień po prostu słabo się sprzedają. W ramach takich akcji rabatowych, sklepy oferują rzeczywiste obniżki (czasem nawet do 30%), jednak wyłącznie na wybrane produkty, które najcześciej nie są bestsellerami i od jakiegoś czasu zalegają w magazynach. Część sklepów decyduje się również na wystawienie w atrakcyjnych cenach bardzo niewielkiej liczby konkretnych produktów, starannie zaznaczając ile dostępnych sztuk jeszcze pozostało, po to aby wywołać w klientach poczucie presji czasowej, skutecznie skłaniającej do nieprzemyślanych zakupów.

 

Szaleństwo zakupów z głową

Jeżeli czujesz konieczność wzięcia udziału w zakupowym szaleństwie, podejdź do tego… racjonalnie. Zastanów się co tak naprawdę jest Ci potrzebne i nad zakupem jakich przedmiotów nie myślał(a)byś, gdyby nie trwający sezon obniżek. Warto przygotować listę konkretnych przedmiotów i modeli nad zakupem których wcześniej zastanawialiśmy się. Niewiele jest bowiem mniej korzystnych z perspektywy klienta sytuacji od tej, w której jesteśmy bombardowani z każdej strony „okazjami”, podczas gdy sami nie wiemy co tak naprawdę chcemy kupić. Jest to pierwszy krok do nieracjonalnych i często nietrafionych zakupów. Przy wyborze oferty konkretnego sklepu, nie warto ufać zapewnieniom o wieloprocentowych obniżkach i najniższej cenie. Warto natomiast samodzielnie to sprawdzić, z wykorzystaniem porównywarek cen (m.in. Ceneo, Skąpiec, Nokaut), a także zestawić to z ofertami sklepów na portalu Allegro. Serwis Skąpiec pozwala również na prześledzenie historii cen danego produktu, podobnie jak witryna Fake Friday, która dodatkowo zestawia ceny konkretnego produktu w danym sklepie w perspektywie ostatnich sześciu miesięcy. Pozwala to upewnić się czy rzekoma obniżka ceny rzeczywiście jest atrakcyjna ofertą. Czasem chcąc zaoszczędzić wystarczy trochę… poczekać. Bardzo często zdarza się, że ceny tych samych produktów już po świętach, na początku nowego roku są znacznie niższe niż podczas „czarnego tygodnia”. Większość sklepów w okresie poświątecznym odczuwa znaczny spadek popytu, czemu próbuje zaradzić zwiększając wolumen sprzedaży stosując wyprzedaże.

 

Jakie mamy prawa, a jakie obowiązki mają sklepy?

Jednym z podstawowych obowiązków sklepów prowadzących sprzedaż detaliczną jest oznaczanie cen produktów w poprawny i czytelny sposób. Co to znaczy? Każdy produkt powinien posiadać etykietę, tabliczkę lub metkę (najczęściej w przypadku ubrań i obuwia), na których pojawia się czytelna informacja o cenie, a także sama nazwa wycenianego produktu, zapisana w taki sposób, który wyklucza pomylenie go z innym. Oprócz tego, na etykiecie musi pojawić się cena jednostkowa, czyli przeliczająca koszt na konkretną jednostkę miary - np. na kilogramy, litry, czy metry. W przypadku naliczania niższej ceny za pojedynczy przedmiot przy zakupie dwóch lub więcej sztuk, informacja o cenie za 1 szt. musi być czytelna i nie powinna być mniej widoczna od ceny po naliczeniu rabatu (to jedna z najczęściej łamanych wytycznych przez sklepy). Oczywiście podana cena musi być wartością brutto, czyli ostateczną, którą klient zapłaci przy kasie. Ponadto, w przypadku promocji, klient musi być poinformowany o cenie regularnej, czyli obowiązującej przed obniżką.

Co wyjątkowo istotne, cena produktu podana w sklepie na metce lub etykiecie jest ofertą sprzedaży w rozumieniu prawa, co dokładnie określa art. 543 Kodeksu Cywilnego. Jest to ważne dlatego, że cena podana w taki sposób jest ostateczna - jeżeli kwota na metce jest niższa niż naliczona na kasie, sprzedawca musi sprzedać konkretny produkt po cenie z metki i tłumaczenia o zakończeniu promocji lub nieaktualnej etykiecie nie mają w tym przypadku żadnego zastosowania. Kasjer lub kierownik sklepu jest wówczas zobowiązany do ręcznego nabicia ceny z metki/etykiety, jeżeli klient będzie nalegał na zakup produktu. Gdy sklep odmówi sprzedaży produktu po cenie z metki, Wojewódzka Inspekcja Handlowa po otrzymaniu zgłoszenia od klienta ma prawo nałożyć na jego właściciela karę finansową do 20 tys. złotych. Klient ma również prawo do dochodzenia swoich roszczeń już po odejściu od kasy, jeżeli posiada dowody na naliczenie ceny innej niż na metce. Co ciekawe, bardzo często spotykany w sklepach komunikat „po odejściu od kasy reklamacji nie uwzględnia się” jest całkowicie sprzeczny z obowiązującymi prawami konsumenckimi.

Dość popularnym mitem jest opinia, że produkty zakupione w ramach promocji i wyprzedaży nie podlegają zwrotom oraz reklamacjom. Nie jest to jednak prawdą, gdyż obecnie nie istnieją przepisy, które zmniejszałyby prawa do reklamacji produktów z obniżoną ceną, sprzedawanych jako nowe i bez wad. Zgodnie z prawem, na reklamację produktów kupionych w Polsce mamy 24 miesiące. W przypadku zwrotów sprawa jest bardziej skomplikowana - przy zakupach w sklepie stacjonarnym, możliwość zwrotu towaru z wyprzedaży zależy od dobrej woli sprzedawcy. Gdy dokonujemy zakupów online (jako klient detaliczny) zawsze mamy prawo zwrotu towaru do 14 dni bez podania przyczyny. Oczywiście, zwracany przedmiot nie może być uszkodzony i nosić śladów użytkowania.

Czytaj także: UOKiK przypomina przed Czarnym Piątkiem: produkty zakupione na wyprzedaży można reklamować

Produkty zakupione na wyprzedaży można reklamować - przypomina we wtorek Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów w związku ze zbliżającymi się tzw. Black Friday (Czarny Piątek) i Cyber Monday. W tych dniach sklepy stacjonarne i internetowe w kraju i za granicą organizują wyprzedaże. Jak zaznacza U.. Czytaj
UOKiK przypomina przed Czarnym Piątkiem: produkty zakupione na wyprzedaży można reklamować

 


Darek Dziduch

Project Manager portalu FXMAG, prowadzący programy "Kurs bitcoina od zera", czy satyryczno-edukacyjny "Spółki czy spod lady". Edukuje w zakresie kryptowalut, promuje inwestycje ESG i śledzi nadużycia na rynkach finansowych. Zainteresowania rynkowe łączy z wiedzą z zakresu psychologii inwestowania, którą przemyca do swoich tekstów i nagrań

Przejdź do artykułów autora
Artykuły, które powinny Cię zaciekawić..
Zamknij

Koszyk