• Odbierz prezent
Bitcoin ETF przyniesie więcej szkód niż pożytku?

Rynek kryptowalut z utęsknieniem oczekuje na oficjalne wprowadzenie funduszy ETF na bitcoina (BTC) i większego zaangażowanie kapitału instytucjonalnego, licząc tym samym na kolejne wzrosty, tym razem znacznie przekraczające poziomy cen ze stycznia 2018 r. Wprowadzenie ETF-ów na waluty cyfrowe niesie jednak ze sobą pewne negatywne konsekwencje, o których niektórzy nie mają pojęcia, bądź których nie pozwala dostrzec krótkowzroczna wizja zysków dzięki „nieuniknionemu” napływowi nowego kapitału na rynek kryptowalut. Z grona wszechobecnych zwolenników jak najszybszego wprowadzenia ETF-ów na BTC wyłamał się ostatnio Nick Szabo - legendarny w środowisku programista oraz kryptograf.

 

ETF na BTC - więcej problemów niż pożytku?

Nick Szabo w jednym z tweetów stwierdził, że nie lobbuje za wprowadzeniem ETF-ów na bitcoina, gdyż ogólnie jest przeciwnikiem funduszy i aktywów zarządzanych przez Wall Street. Napisał również, że nie chce, aby po trwającej od początku roku serii wyprzedaży ze strony małych inwestorów, niemających żadnego pojęcia o kryptowalutach („dumb money”) ich miejsce zajęli kolejni, tym razem jednak z Wall Street. Wg Szabo, nie są oni potrzebni w społeczności. Same ETF-y na BTC mogą zaś „sprawić więcej problemów niż jest to warte”.

 

Opinia Nicka Szabo może wydawać się kontrowersyjna, jednak trudno ją zlekceważyć i odmówić jej zasadności w kilku kwestiach. Jak nietrudno się domyślić, Szabo odwołuje się do ideologicznych aspektów samego bitcoina, który został stworzony po to, aby zapewnić zdecentralizowaną i autonomiczną alternatywę dla obecnie funkcjonujących rynków finansowych oraz systemów bankowych. Miał być też całkowicie niezależny od kapitału z Wall Street (również rozumianego metaforycznie, jako całości kapitału instytucjonalnego) i wolny od rządowych regulacji, co odróżniało BTC od pozostałych instrumentów finansowych. Kryptowaluty miały być zmianą paradygmatu rynków finansowych i naruszeniem spetryfikowanego modelu dystrybucji kapitału. Jest to wizja poniekąd utopijna, gdyż narastające w wielu krajach wysiłki regulacyjne względem kryptowalut są z oczywistych względów skorelowane z popularnością i dostępnością samych walut cyfrowych. Obecnie jednak społeczność entuzjastów kryptowalut nie tylko bezrefleksyjnie przyzwala na wejście w rynek kapitału, dla którego kryptowaluty miały być lepszą alternatywą, lecz wręcz wyczekuje z utęsknieniem na moment, w którym kapitał instytucjonalny zdecyduje się na ekspozycję swoich portfeli na kryptowaluty. Trudno stwierdzić czy jest to krótkowzroczność dyktowana chciwością, czy jedyna droga do rozwoju rynku walut cyfrowych.

Komentatorzy negatywnie nastawieni do ETF-ów na BTC, zauważają że ich entuzjaści dostrzegają jedynie wyimaginowane korzyści, którymi mają być potężne wzrosty notowań, całkowicie pomijając konsekwencje tworzenia takiego instrumentu finansowego, który w rzeczywistości pełni rolę certyfikatów giełdowych na bitcoina.

 

Wall Street nie jest przyjacielem Bitcoina

W oczekiwaniu na decyzje SEC ws wniosków o przyznanie licencji na wprowadzenie do obrotu ETF-ów na BTC, z których najbardziej oczekiwana została przełożona na 30 września (VanEck i SolidX na Cboe), coraz częściej pojawiają się wątpliwości czy Bitcoin ETF rzeczywiście będzie strzałem w dziesiątkę dla rynku kryptowalut. 

Caitlin Long, była wieloletnia dyrektor zarządzająca w banku inwestycyjnym Morgan Stanley, twierdzi, że entuzjaści kryptowalut muszą uświadomić sobie, iż „Wall Street nie jest przyjacielem bitcoina” i nie pozwoli na jego rozwój w innej formie, niż jako regulowany instrument finansowy. Dla inwestorów instytucjonalnych dużym problemem BTC jest m.in. jego ograniczona podaż i brak jednolicie określonej formy prawnej.

Prezes Giełdy Interkontynentalnej (ICE), będącej spółką zarządzającą m.in. giełdą NYSE, stwierdził że „Bitcoin nie przetrwa jako samowystarczalna idea. Aby ewoluować, potrzebuje ścisłej infrastruktury, w ramach której będzie działać. Kryptowaluty potrzebują zaufania i zasad, które są częścią systemu finansowego od wielu lat. Potrzebują takiego zaufania, jakim darzymy nowojorską giełdę (NYSE)”.

Jak nietrudno zauważyć, powyższa wizja jest kompletnym odwróceniem idei, jaka przyświecała powstaniu bitcoina.

 

Bakkt lepszy niż Bitcoin ETF?

Opinia prezesa ICE nie pojawiła się przypadkowo. 3 sierpnia 2018 r. Intercontinental Exchange poinformował o planach stworzenia platformy handlowej pod nazwą nowej spółki zależnej Bakkt.

Ma ona początkowo oferować kontrakty futures na BTC z jednodniowym okresem wygaśnięcia i fizycznym pokryciem kontraktu. Bakkt ma rozpocząć działalność w październiku 2018 r., po otrzymaniu pozwolenia od CFTC (regulatora finansowego kontraktów futures). Stworzona izba rozliczeniowa ma oferować również niezależny fundusz gwarancyjny.

Propozycja ICE wywołała wiele komentarzy, w tym także że Bakkt - jako rozwiązanie w praktyce analogiczne do propozycji VanEck i SolidX - sprawia, że ETF-y na BTC staną się zbędne.

 

Warto przypomnieć, że pierwsze kontrakty futures na bitcoina (bez fizycznego dostarczenia) zostały udostępnione w grudniu 2017 r. przez giełdy CME oraz Cboe.

Magazyn: Rafał Zaorski - Zarobił 2,5 mln w 24h

Rafał Zaorski - Zarobił 2,5 mln w 24h
Jak stać się dobrym spekulantem - szczery wywiad z Rafałem Zaorskim Historia katastrofy większej niż Amber Gold Czy dało się zarobić na debiucie spółki Ferrari  Dlaczego rynek gamingowy jest przegrzany Czy Blockchain traci impet
Czytaj
 

Darek Dziduch

Project Manager portalu FXMAG, prowadzący programy "Kurs bitcoina od zera", czy satyryczno-edukacyjny "Spółki czy spod lady". Edukuje w zakresie kryptowalut, promuje inwestycje ESG i śledzi nadużycia na rynkach finansowych. Zainteresowania rynkowe łączy z wiedzą z zakresu psychologii inwestowania, którą przemyca do swoich tekstów i nagrań

Przejdź do artykułów autora
Artykuły, które powinny Cię zaciekawić..
Zamknij

Koszyk