• Odbierz prezent
Analiza wolumenu (VSA) pokaże Ci gdzie są duże pieniądze na rynku
fot. freepik.com

Dawid Augustyn rozmawia z Rafałem Glinickim, zawodowym traderem z wieloletnim stażem i autorem książek oraz szkoleń poświęconych analizie wolumenu (Volume Spread Analysis) oraz psychologii inwestowania. Wywiad został zarejestrowany na konferencji XTB Investing Masterclass, która odbyła się w Warszawie 26 października.

 

 

 

Chcesz otrzymać darmowy dostęp do wszystkich nagrań z konferencji XTB Masterclass 2022?

KLIKNIJ

 

Dawid Augustyn: Czy analiza techniczna opłaca się tylko tym, którzy o niej mówią i tworzą szkolenia czy też może ona być skutecznym narzędziem dla traderów?

Rafał Glinicki: Z chęcią odpowiem na to pytanie. Chciałbym jednak na samym początku zdefiniować czym tak naprawdę jest ta analiza techniczna. Jeżeli za analizę techniczną uznam to, że patrzę na wizualizację ceny w postaci wykresu świecowego i wolumenu, ograniczając się tylko do tych dwóch rzeczy, to mogę powiedzieć, że: tak, ja korzystam z analizy technicznej.

Jeżeli uznamy, że analiza techniczna to przetworzenie tej ceny przez różnego rodzaju wskaźniki, liczby, algorytmy i tym podobne, to mogę powiedzieć, że z czegoś takiego nie korzystam, bo dla mnie ceny historyczne same w sobie nie mają żadnego znaczenia.

Analiza techniczna opierająca się na samej historii ceny nie ma dla mnie żadnej wartości, natomiast analiza techniczna tego, co jest „tu i teraz”, czyli jakie zlecenia wpływają na rynek - czy ciągnie go popyt czy podaż.  Właśnie z tego korzystam.

 

W perspektywie ostatnich dwóch lat rynki w pewien sposób przyspieszyły. Pojawiła się większa zmienność, która jest wodą na młyna dla traderów. Czy coś w ostatnim czasie zmieniło się pod względem analizy wolumenu czy może inaczej rozgrywacie pozycje?

Powiem tak: to, co się zmieniło to fakt, że wyraźniej widać, szczególnie w czasach covidowych lockdownów, jak zmieniło się zachowanie rynku, gdy Fed rozpoczął niespotykaną na dotychczasową skalę akcję pompowania pieniędzy w rynek. To było coś, czego dotychczas jako traderzy jeszcze nie widzieliśmy. Nawet po publikacji najgorszych danych makroekonomicznych reakcja była niemal taka sama: najpierw ktoś lekko spanikował i mieliśmy niewielkie spadki, a potem do gry wchodził „walec”, który wszystko wybierał i lecieliśmy na nowe szczyty.

To było coś niesamowitego i jak złapaliśmy ten mechanizm, to „sky is the limit”. Gdyby tego wsparcia finansowego od Fedu nie było, czyli kolokwialnie mówiąc gramy przy stoliku, przy którym dotychczas były jasne zasady i nagle wchodzi nowy gracz, który ma nieograniczony budżet i on nie patrzy, jakie będą dla niego skutki finansowe, tylko wrzuca kapitał w rynek.

Mając tę świadomość można powiedzieć, że to mocno zmieniło optykę rynku, ale zasady rozpoznawania tergo czy mamy dominującą podaż czy popyt na rynku pozostały takie same. Nie zmieniło się nic od czasu, kiedy pierwszy raz spotkałem się z Tomem Williamsem i zacząłem rozmawiać z nim o wolumenie.

 

Powiedziałeś, że w momencie, w którym wyłapaliście pewien schemat, mogliście rozgrywać rynek. Ile taki proces najczęściej trwa?

W naszym trading roomie reakcja jest bardzo szybka, bo wszystkie nasze zlecenia wrzucamy w specjalny system do statystyk i od razu widzimy, co się dzieje. Ten system jest też w stanie sprawdzić to, które scenariusze zadziałały, a które były mniej skuteczne, więc w naszym funduszu jesteśmy w stanie bardzo szybko się skalibrować.

Natomiast, znając te panujące w danym momencie reguły rynku, znaliśmy kierunek dłuższego trendu. Jeśli zaś chodzi o same momenty wejścia w pozycję, to nie różniło się to od wcześniejszych okresów. Trzeba było odczekać na realizację scenariusza wejścia w pozycję i dopiero wtedy transakcja była otwierana.

 

Czy z punktu widzenia tradera nie liczą się fundamenty, tylko to jak zachowuje się w danym momencie wolumen rynku?

Jest tylu specjalistów od uzasadniania tego, co się wydarzyło i dlaczego spadło albo wzrosło, że ja już się tym po prostu nie zajmuję. Najważniejsze dla mnie są pieniądze na rynku. I ja chcę wiedzieć gdzie jest ten moment, w którym weszło dużo zleceń od dużych graczy i potem gdy rynek cofnie się do tego momentu na malejącym wolumenie i gdy do tego momentu zbliży się cena, to nagle zaczynają się wzrosty a wolumen znów leci w górę. Realizuje się pewien scenariusz i bronimy tego miejsca, a ja jako trader chcę uczestniczyć właśnie w obronie tego miejsca. A że potem usłyszę, że te wzrosty były dlatego, że rynek zdyskontował coś tam albo, że była to reakcja na to, że odnalazł się ten worek z węglem, co się wcześniej zgubił albo że wskaźnik Jeziora Michigan coś tam pokazał. Oczywiście w tym momencie sobie trochę żartuję, ale faktem jest, że to wszystko jest dla tłumu, żeby kreować ich emocje, żeby wyrzucać ich z ich własnych pozycji i wciągać ich w rynek. A ja chcę widzieć na wykresie poprzez przepływy wolumenu, gdzie oni są prowadzeni i ja sobie tam na nich zaczekam, podejmując wyzwanie w określonym momencie i ze ściśle kontrolowanym poziomem ryzyka.

Czy się mylę? Bardzo możliwe, że tak, ale od samego początku wiem ile taka pomyłka będzie mnie kosztowała i znam skuteczność danego setupu, który właśnie rozgrywam. Prawda jest taka, że „grają pieniądze” i trzeba mieć takie setupy, że widać te pieniądze, które decydują o kierunku ceny. I to wszystko na ten temat.

 

Naszymi odbiorcami są przede wszystkim inwestorzy indywidualni. Jesteś zawodowym traderem i masz cały zespół ludzi, którzy codziennie pracują na rynku, masz więc przewagę, na którą raczej nie mogą liczyć przeciętni inwestorzy. Gdybyś miał teraz zaczynać, to co byś zrobił i jakich błędów z przeszłości uniknął?

To jest bardzo dobre pytanie. Czasami sam się zastanawiam czy, gdybym miał zaczynać jeszcze raz, to czy byłbym w stanie dojść do tego momentu, w którym teraz jestem. I wydaje mi się, że chyba nie, bo w przeszłości miałem zbyt wiele prób, gdy robiłem coś, co zupełnie nie działało. Dwa lata spędziłem na testowaniu wskaźników. Miałem wtedy nawet monitory ustawione pionowo, bo dzięki temu można było zmieścić więcej wskaźników i spędziłem właśnie te wspomniane dwa lata oceniając skuteczność wskaźników. Z boku zapewne wyglądało to tak, że miałem marchewkę, do której biegłem, a dokładając nowy wskaźnik albo też kalibrując jego ustawienia za każdym razem myślałem, że jestem coraz bliżej celu. I nagle ktoś dał mi wiedzę, pokazał palcem kilka rzeczy i ja musiałem w ciągu jednego dnia wszystko to odrzucić, mimo że naprawdę się do tego przyzwyczaiłem. Dla osób początkujących, jeśli nabędą złe nawyki, jeśli zwracają uwagę na czynniki, które nie mają jakiegokolwiek związku z ceną, jest im bardzo ciężko zmienić sposób patrzenia na rynek. Potem jest już dużo prościej, bo jeżeli widzisz, że jesteś powtarzalny, masz swoją własną statystykę, którą jesteś w stanie przeanalizować, to skupiasz się wtedy tylko na eliminacji określonych błędów. I ta wypracowana powtarzalność jest w tradingu kluczowa.

 

Porozmawiajmy o błędach - jak radzisz sobie z tradingową presją, np. po serii stratnych pozycji?

To o czym mówisz to jest bardzo często spotykany efekt. Staramy się robić to w sprecyzowany sposób - jeżeli mamy dwie pozycje z rzędu, które okazały się stratne, to przed otwarciem trzeciej pozycji mamy taki syndrom „parzącej myszki”. Czyli: „zobaczę, co teraz będzie”. Często jest tak, że właśnie ten trade „płaci”, czyli zamykamy go na plusie. Wchodzimy w czwartą pozycję, a tam jest już „po łapach”.

W związku z tym bardzo ważne jest to, by sprawdzić czy te dwa pierwsze zagrania zostały wykonane zgodnie z zasadami, które zostały przyjęte. Jeżeli tak, to powinienem kontynuować tę tradingową krucjatę, bo statystyka będzie po mojej stronie. Tak więc: te pozycje trzeba było zagrać, bo dobre zagrania to nie są tylko te, które kończą się zyskiem, ale dobre to również te, które wylatują na stop lossie, mimo spełnienia wszystkich warunków. Bo zawodowcy grają na statystykę, wiedząc że trzymają się kreślonych zasad statystycznie będziemy na plusie, mając np. 70% skuteczności danego setupu i stosunek zysku do ryzyka 3:1.

Muszę się więc nawet zmusić do tego, by tę trzecią pozycję rozgrywać. Jeżeli siadamy po tygodniu handlowym do analizy skuteczności, patrząc na jakość tych zagrań, i ona spada poniżej 80% (mówię tu nie o tylu zyskownych pozycjach, ale o takim odsetku dobrych trejdów) w przypadku naszego tradera, to on schodzi na konto demo i tam dalej pracuje nad trzymaniem się zasad.

 

To chyba taka statystyka, której nikt nie robi…

No właśnie, a jest tak dlatego, że wszyscy porównują trading do zbierania grzybów. Na grzybobraniu jakość i statystyka muszą być naprawdę bardzo wysokie. Jeżeli zbieramy grzyby do koszyka, to przy skuteczności poniżej 100% możemy wylądować w szpitalu i ogólnie może się to źle skończyć. W tradingu działa to jednak trochę inaczej. Możemy się napracować, spędzić czas przed wykresami i nie zarobić, a nawet pomniejszyć kapitał. Dlatego też każdy z naszych traderów, w tym ja również, ma wyznaczonego tzw. daily lossa, czyli poziom straty, po przekroczeniu którego w danym dniu odchodzimy od platformy. Bez względu na to jakie byłyby układy, jakie okazje i jak duża czytelność rynku. Bo jego osiągnięciu siadasz nad swoimi pozycjami i analizujesz czy te trendy były w danym momencie właściwe i co poszło nie tak.

Ten daily loss u nas to dwa pełne stop lossy - jeżeli je złapiesz w jednym dniu, to schodzisz z rynku. Tu oczywiście nie chodzi o nieomylność, tylko o to, by jakość otwieranych pozycji była jak najwyższa. Bo tylko wtedy jesteśmy w stanie wygrać z rynkiem, właśnie za pomocą tej statystyki, która jest po naszej stronie.

 

Czy jako inwestorzy indywidualni powinniśmy mieć ścisłe podejście do obsunięcia kapitału i zarządzania ryzykiem?

To jest bardzo proste: uważam, że osoba, która korzysta z lewarowanych instrumentów pochodnych i jest początkująca nie powinna na jednej pozycji ryzykować więcej niż pół procenta swojego depozytu. Z tego zaś, zgodnie z zasadą 3:1, powinien na jednej pozycji zarobić co najmu tej 1,5% kapitału. Większość spekulantów chce zrobić tzw. „trejd miesiąca”, który najlepiej żeby nie tylko odrobił wszystkie poprzednie straty, ale jeszcze ustawił nas na jakiś czas. Coś takiego to zwykłe mrzonki i wierzenie w cuda. A trading to jest zwykła praca, robota, którą trzeba codziennie wykonywać, pilnując określonych czynników. Jeżeli taki trader zrobi dwa zagrania, na których straci np. 25%, to on kolejnego dnia ma takie samopoczucie psychiczne i podejście do rynku, że nie ma ochoty otwierać żadnych pozycji i wchodzić w rynek. Albo też działa u niego taki mechanizm radzenia sobie z porażką, który jest jeszcze bardziej destrukcyjny, czyli chęć odrobienia straty, która najczęściej kończy się bardzo źle. Jeżeli po tych samych dwóch stop lossach taki trader stracił 1% kapitału, to dla niego wejście w rynek kolejnego dnia, trzymając się ustalonych wcześniej setupów, nie jest żadnym problemem. To jednak nie zmienia faktu, że trader powinien zastanowić się czy ta strata była mądra, czy jakość tych zagrań była wystarczająco dobra. Jeżeli tak, to super - rób tak dalej. Jeżeli nie, to trzeba szukać innych źródeł problemu i pracować nad utrzymywaniem wysokiej jakości otwieranych pozycji.

Bardzo dużo analizowaliśmy tych reakcji psychologicznych u traderów, przede wszystkim dlatego, że mieliśmy świetnie wyszkolonych ludzi, którzy doskonale sobie radzili na demo, gdy się uczyli, ale jak tylko pojawiały się prawdziwe pieniądze, to liczba zawieranych przez nich pozycji gwałtownie spadła. I to nie jest problem z wiedzą, ze znajomością zasad, tylko kwestia psychiki i pewności siebie, nad czym też trzeba stale pracować.

 

Dziękuję za rozmowę.

 

Chcesz otrzymać darmowy dostęp do wszystkich nagrań z konferencji XTB Masterclass 2022?

KLIKNIJ


Darek Dziduch

Project Manager portalu FXMAG, prowadzący programy "Kurs bitcoina od zera", czy satyryczno-edukacyjny "Spółki czy spod lady". Edukuje w zakresie kryptowalut, promuje inwestycje ESG i śledzi nadużycia na rynkach finansowych. Zainteresowania rynkowe łączy z wiedzą z zakresu psychologii inwestowania, którą przemyca do swoich tekstów i nagrań

Przejdź do artykułów autora
Artykuły, które powinny Cię zaciekawić..
Zamknij

Koszyk