• Odbierz prezent
Afera GetBack to pokaz nieudolności państwowych instytucji. Raport NIK bezlitosny dla KNF i warszawskiej giełdy

Najwyższa Izba Kontroli opublikowała dziś swój długo oczekiwany raport dotyczący działalności organów państwowych wobec osławionej spółki windykacyjnej GetBack. Spółki, która przez ponad cztery lata bezkarnie działała poza realną kontrolą instytucji nadzorczych, z KNF na czele, i która naraziła niemal 10 tys. osób, które zakupiły obligacje spółki, na stratę ponad 2,6 mld złotych. Raport NIK, zgodnie z wcześniejszymi przewidywaniami, nie zostawia suchej nitki na nadzorze finansowym, punktując jego nieudolność i liczne niedopełnienia obowiązków.

 

GetBack pod nadzorem

Spółka GetBack otrzymała od Komisji Nadzoru Finansowego pozwolenie na działalność na rynku windykacyjnym i zarządzania wierzytelnościami w kilka miesięcy po swoim powstaniu, we wrześniu 2012 r. Profil jej działalności obejmował skupowanie pakietów wierzytelności na własny rachunek lub na rachunek TFI, z którymi współpracowała. Długi skupowane przez GetBack pochodziły głównie z branż finansowej (niespłacone kredyty i pożyczki) telekomunikacyjnej i energetycznej (zaległe rachunki) i w większości były generowane przez osoby fizyczne.

Nadzór KNF obejmował działalność GetBack w zakresie zarządzania wierzytelnościami funduszy inwestycyjnych, nie pozwalał jednak na kontrolę nabywania wierzytelności za środki własne spółki. Owe środki własne GetBacku najcześciej jednak realnie nie należały do spółki - GetBack od początku swojego istnienia finansował zakup wierzytelności kolejnymi emisjami obligacji korporacyjnych. Mówiąc prościej - spółka skupowała długi za pieniądze, które sama pożyczyła od swoich obligatariuszy. KNF nie miał możliwości bezpośredniej kontroli prywatnych emisji obligacji spółki.

Jak w swoim raporcie zauważa NIK, Komisja Nadzoru Finansowego uzyskała możliwość pełnej kontroli działaności GetBacku w 2017 r. - po tym jak w maju spółka przeprowadziła publiczną emisję obligacji na regulowanym rynku Catalyst, a w lipcu zadebiutowała na głównym parkiecie warszawskiej giełdy (wartość IPO wyniosła 740 mln złotych). Sygnały wskazujące na potencjalne nieprawidłowości w spółce pojawiły się jednak znacznie wcześniej i zostały zignorowane lub przeoczone przez nadzór finansowy.

Czytaj także: Afery GetBack można było uniknąć. NIK nie zostawia suchej nitki na KNF

Jak wynika ze wstępnych wniosków raportu Najwyższej Izby Kontroli badającego skuteczność działań Komisji Nadzoru Finansowego wobec osławionej spółki windykacyjnej GetBack, jednej z najwiekszych afer finansowych można było uniknąć lub w znaczny sposób zmniejszyć jej wymiar. Liczba poszkodowanych oraz.. Czytaj
Afery GetBack można było uniknąć. NIK nie zostawia suchej nitki na KNF

 

Sprytniejszy niż regulatorzy 

Jak zauważa NIK, działalność biznesowa GetBack miała wyjątkowo agresywny charakter, polegający na skupowaniu jak największej liczby pakietów wierzytelności, najczęściej po zawyżonych cenach. Aktywa spółki w ciągu trzech lat (2014-2017) wzrosły ośmiokrotnie, z niecałych 300 tys. złotych do ponad 2,3 mld złotych. Co więcej, ogromna większość zakupów GetBack była sfinansowana długiem, pozyskanym m.in. z obligacji - w 2017 r. ponad 81% portfela wierzytelności spółki zostało sfinansowane długiem.

NIK zwraca uwagę na szybki rozwój GetBacku - spółka w kilka lat stała się drugim graczem na polskim rynku zarządzania wierzytelnościami, ustępując jedynie znacznie starszemu Krukowi. GetBack wykazywał bardzo dobre wyniki finansowe, jednak niemal od samego początku były one fałszowane. Spółka manipulowała wyceną zakupionych pakietów wierzytelności, a także odsprzedawała je innym podmiotom po nierynkowych (zawyżonych) cenach po to, aby ukryć straty lub wykazać zyski z działalności. Manipulacje te były stosowane przez GetBack również w przypadku pakietów wierzytelności zarządzanych we współpracy z funduszami inwestycyjnymi, takimi jak Altus TFI, czy Trigon TFI (obecny Lartiq TFI).

Pierwsze sygnały ostrzegawcze z GetBack Komisja Nadzoru Finansowego otrzymała już w 2014 r., kiedy to biegły rewident analizujący sprawozdanie finansowe spółki zwrócił uwagę na nieprawidłowości dotyczące wyceny pakietów wierzytelności zarządzanych we współpracy z TFI. Wówczas zostało to jednak całkowicie zignorowane przez KNF.

Za apogeum manipulacji GetBacku i podmiotów z nim współpracujących uznaje się przejęcie od Altus TFI jednej z najstarszych spółek windykacyjnych w czerwcu 2017 r. - EGB Investments. Spółka została zakupiona po znacznie zawyżonej cenie, przekraczającej 209 mln złotych, podczas gdy wg szacunków Prokuratury jej wartość nie przekraczała wówczas 50 mln złotych. To właśnie w związku z tą sprawą w sierpniu 2018 r. do aresztu trafił ówczesny prezes Altus TFI, Piotr Osiecki.

W ocenie NIK, dzięki zmanipulowanym wynikom finansowym, GetBack przez długi czas mógł prezentować się inwestorom jako atrakcyjny i rzetelny podmiot, co było dla niego istotne ze względu na intensywne emitowanie obligacji i poszukiwanie chętnych do ich zakupu. KNF, dysponując odpowiednimi narzędziami, nie wykazał się skrupulatnością i zaangażowaniem w kontroli wyników publikowanych przez spółkę, co przyczyniło się do tak dużej liczby poszkodowanych i ogromnej łącznej straty, jaką ponieśli.

FXMAG akcje afera getback to pokaz nieudolności państwowych instytucji. raport nik bezlitosny dla knf i warszawskiej giełdy getback  nik  uokik  knf  obligacje  tfi  gpw 1

 

 

KNF winny zaniedbaniom

Jak wynika z raportu NIK, Komisja Nadzoru Finansowego przez ponad pięć lat nie przeprowadziła w GetBack jakiejkolwiek rutynowej kontroli, mającej na celu zbadanie rzetelności publikowanych przez spółkę danych i jej stabilności finansowej. Od 2016 r. KNF analizował sprawozdania finansowe GetBacku, jednak wyłącznie pod kątem kompletności zawartych w nich danych, a nie tego, czy są one prawdziwe.

Spółka w maju 2017 r. pozwoliła sobie również na zwiększenie wiarygodności w oczach inwestorów bezprawnie wykorzystując do tego KNF - chodzi o prospekt emisyjny obligacji zgodnie z prawem złożony w celu sprawdzenia kompletności wymaganych dokumentów. Komisja w żaden sposób nie oceniła rzetelności i wiarygodności złożonych dokumentów. Mimo tego, GetBack otwarcie informował potencjalnych inwestorów o tym, że prospekt emisyjny obligacji został zatwierdzony przez KNF, co oczywiście nie było zgodne z prawdą. Komisja całkowicie przeoczyła ten fakt, nieświadomie uwiarygadniając ofertę GetBacku w oczach obligatariuszy.

Oprócz tego, sprawozdania finansowe spółki windykacyjnej za drugi i (szczególnie) trzeci kwartał zauważalnie naruszały obowiązki informacyjne wówczas już notowanego na warszawskim parkiecie GetBacku. To również nie skłoniło KNF do zainteresowania się sytuacją w spółce. Urząd zignorował również niepokojący list od anonimowego sygnalisty (podobnie jak UOKiK i GPW, które również były jego adresatami), który otrzymał 19 grudnia 2017 r. Anonimowy informator ostrzegał o krytycznej sytuacji finansowej GetBacku, porównując działalność spółki do piramidy finansowej i przewidując jej rychłą niewypłacalność.

Mimo tych wszystkich sygnałów, KNF zdecydował się na wszczęcie szczegółowej kontroli w GetBacku dopiero w lutym 2018 r., kiedy spółka miała za sobą emisje obligacji o łącznej wartości 3,6 mld złotych i znajdowała się na granicy upadku.

Miarka przebrała się 16 kwietnia 2018 r., kiedy to GetBack opublikował nieprawdziwą informację o pozytywnym przebiegu negocjacji z Polskim Funduszem Rozwoju i bankiem PKO BP w kwestii uzyskania finansowania na poziomie do 250 mln złotych. Gdy tylko okazało się, że informacja ta nie jest prawdziwa, KNF zawiesił obrót akcjami GetBack, a także obligacjami na rynku BondSpot.

W tamtym momencie zobowiązania GetBack z tytułu wyemitowanych obligacji wynosiły ponad 2,6 mld złotych, zaś wśród poszkodowanych znalazło się 9 tys. obligatariuszy indywidualnych oraz 178 instytucji. Dla porównania, wywołująca znacznie większe zainteresowanie medialne afera Amber Gold przyniosła klientom straty w wysokości „zaledwie” 850 mln złotych.

Czytaj także: CBA zatrzymuje kolejne osoby ws. afery GetBack - wśród nich były wiceprezes Trigon TFI

Centralne Biuro Antykorupcyjne w czwartek 21 listopada zatrzymało kolejne trzy osoby w sprawie osławionej spółki zarządzającej wierzytelnościami GetBack. Wśród zatrzymanych znalazł się były wiceprezes Trigon TFI, któremu na początku miesiąca Komisja Nadzoru Finansowego odebrała licencję na działalno.. Czytaj
CBA zatrzymuje kolejne osoby ws. afery GetBack - wśród nich były wiceprezes Trigon TFI

 

Oblany egzamin z nadzoru

W ocenie NIK, Komisja Nadzoru Finansowego dopuściła się rażącego niedopełnienia swoich obowiązków kontrolnych w zakresie działalności GetBack, który był podmiotem o działalności charakteryzującej się wysokim ryzykiem. Spółka przez wiele lat bezkarnie dopuszczała się ingerencji w swoje wyniki finansowe, jej działalność sekuratyzacyjna z TFI nie była w żaden sposób monitorowana przez KNF. Kontrole Urzędu na dobrą sprawę rozpoczęły się dopiero wtedy, gdy niewypłacalność GetBack i straty obligatariuszy były już przesądzone. NIK zwraca uwagę również na fakt, że przepływ informacji pomiędzy różnymi departamentami KNF był utrudniony, co przeczy całej idei zintegrowanego regulatora finansowego. W raporcie zwrócono również uwagę na to, że straty obligatariuszy mogłyby być znacznie niższe, gdyby KNF nie zgadzał się na oferowanie obligacji korporacyjnych przez firmy inwestycyjne bez konieczności zawierania przez nie umów na świadczenie usług maklerskich z klientami. Wymagałoby to wówczas zapoznania klienta z ryzykiem inwestycyjnym i przeprowadzenia testów adekwatności oferowanych instrumentów finansowych. Byłoby to również zabezpieczeniem dla obligatariuszy, które ukróciłoby nieuczciwe techniki sprzedażowe stosowane m.in. przez Idea Bank przy oferowaniu obligacji GetBacku. KNF dopiero w lutym 2017 r. wystąpił o zwiększenie ochrony obligatariuszy.

 

Afera GetBack to nie tylko sam GetBack

Komisja Nadzoru Finansowego nie wywiązała się ze swoich obowiązków również w kwestii kontroli podmiotów, które pośredniczyły w sprzedaży obligacji GetBack. Na ich czele stał Idea Bank, który stosując agresywne techniki sprzedaży, proponował obligacje GetBack klientom indywidualnym, nierzadko w podeszłym wieku. Jedną z manipulacyjnych technik sprzedażowych było porównywanie obligacji korporacyjnych do obligacji skarbu państwa lub lokat bankowych, które w zasadzie nie są obarczone ryzykiem inwestycyjnym lub są objęte funduszem gwarancyjnym. Z zeznań niektórych obligatariuszy wynika wręcz, że byli przekonani, iż nabywają właśnie obligacje skarbowe, a nie spółki windykacyjnej. Jakby tego było mało, Idea Bank sprzedawał obligacje GetBacku nie posiadając licencji agenta firmy inwestycyjnej. Mimo tak rażącego nadużycia na dużą skalę, KNF rozpoczęła kontrolę w Idea Banku dopiero w kwietniu 2018 roku, już po wybuchu afery i ujawnieniu niewypłacalności GetBack. Wnioski z kontroli przeprowadzonej w banku zostały zaś opublikowane w listopadzie, wówczas też KNF wpisał Idea Bank na listę ostrzeżeń publicznych. Opieszałością wykazał się również Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów, który wszczął postępowanie ws. potencjalnego missellingu (nieuczciwej sprzedaży) w Idea Banku dopiero kilka miesięcy po wybuchu afery GetBack, potwierdzając stawiane zarzuty w sierpniu zeszłego roku. 

FXMAG akcje afera getback to pokaz nieudolności państwowych instytucji. raport nik bezlitosny dla knf i warszawskiej giełdy getback  nik  uokik  knf  obligacje  tfi  gpw 2

 

Nie tylko KNF ma coś na sumieniu w sprawie GetBack

NIK zwraca uwagę na to, że afera GetBack w jej ostatecznym rozmiarze była możliwa ze względu na liczne niedopełnienia obowiązków nie tylko ze strony KNF. Również zarząd GPW nie skontrolował z odpowiednią starannością sprawozdań finansowych GetBacku przy dopuszczaniu obligacji i akcji do obrotu na warszawskim parkiecie. Opinia na temat spółki, będąca podstawą dopuszczenia jej papierów wartościowych do obrotu, była powierzchowna i nie wyłapała licznych manipulacji, których dopuszczał się GetBack. Oprócz tego, GPW przyznało GetBackowi w lutym 2018 r. słynną już nagrodę za „Optymalne wykorzystanie możliwości rynków prowadzonych przez GPW”, ignorując wszelkie sygnały ostrzegawcze, w tym grudniowy list od anonimowego sygnalisty. UOKiK również mógł wykazać się większą skutecznością w sprawie GetBack. Wprawdzie jego działania były uzasadnione, jednak w ocenie NIK, postępowania zostały wszczęte zbyt późno, a na ich rozstrzygnięcie trzeba było czekać zbyt długo.

Czytaj także: Ponad miliard złotych straty każdego roku - GetBack wreszcie opublikował roczne sprawozdania finansowe

Osławiona spółka zarządzająca wierzytelnościami GetBack w czwartek 7 listopada opublikowała długo oczekiwane, zaległe sprawozdania finansowe za 2017 i 2018 r. zatwierdzone przez audytorów. Mimo, że oficjalny raport za zeszły rok wskazuje na niższą stratę niż wykazano we wstępnych jednostkowych wynik.. Czytaj
Ponad miliard złotych straty każdego roku - GetBack wreszcie opublikował roczne sprawozdania finansowe

 


Darek Dziduch

Project Manager portalu FXMAG, prowadzący programy "Kurs bitcoina od zera", czy satyryczno-edukacyjny "Spółki czy spod lady". Edukuje w zakresie kryptowalut, promuje inwestycje ESG i śledzi nadużycia na rynkach finansowych. Zainteresowania rynkowe łączy z wiedzą z zakresu psychologii inwestowania, którą przemyca do swoich tekstów i nagrań

Przejdź do artykułów autora
Zamknij

Koszyk